Kallos Milk

By Justyna Wiśniewska - 11:36

A raczej KOLOS bo aż  LITROWA maska, która upatrzyłam sobie kilka ładnych tygodni temu ;) I w tym momencie sam się sobie dziwię, że zdecydowałam się na jej zakupu i uroczyście obiecuję nigdy więcej litrowych masek! A dlaczego? O tym poniżej ale o też o tym czy moje rude loczki z nią miały jakiś 'romansik'.


 Nie zniechęcajcie się moim początkiem - jakoś trzeba zacząć ;) A, że akurat Kallos to KOLOS to fakt oczywisty!

Od producenta:


Nigdy nie trzymam zalecanych 5 minut - raz krócej, raz dłużej ale zawsze efekt jest taki sam. Włosy są miękkie, gładkie, dobrze nawilżone, ba! moje loki ja kochają - taki skręt że ho ho! ;D Blask też jest - ale nie taki, że razi po paczadełkach a szkoda.
P/s włosy 'łatwe w obsłudze' brak tu tylko dokładnej instrukcji  :-P

Skład:


Mi akurat krzywdy nie zrobił ;) Moje loczki potrzebowały takiego nawilżenia i dociążenia - mówię wam! Kiedy wstaję rano mam włosy jak z reklamy! ;D

Kallos litrowy ma typowe białe, plastikowe opakowanie. Niestety mokrymi rękoma go nie odkręcimy.  Zapach bardzo przypomina budyń i jest wyczuwalny nawet na drugi dzień. Konsystencja typowa taka a'la żelowa nie spływa z włosów chociaż zauważyłam, że podczas kilku spłukiwań z włosów maska się pieni ;O


A teraz to dlaczego nie kupię litrowego pudła - MEGA WYDAJNOŚĆ, maskę używałam 3 miesiące i już zdążyłam mnie zmęczyć.  Dlatego mam nadzieję, że te nowe wersje pojawią się w malych pudełeczkach.

Niewątpliwie moim włosom maska przypadła do gustu jednak na dłuższą metę, czyli kilka długich tygodni utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem zwolenniczką małych ilości produktu.
Jeśli spotkam ( o ile takie będą kiedyś ) małe opakowania to kupię ale wielkim mówię NIE!
Maski Kallosa dostaniecie m.in w Hebe, u mnie są w lokalnej drogerii a koszt 1 litra oscyluje w granicach 12 zł.

  • Share:

You Might Also Like

58 komentarze