11:30

Boooooombowy konkurs! Wygraj 1 z 3 zestawów od BodyBoom! ♥

Boooooombowy konkurs! Wygraj 1 z 3 zestawów od BodyBoom! ♥
Takiego konkursu jeszcze nie było! Mam dla Was mega niespodziankę! ♥

Pamiętacie mój wpis na temat peelingu BodyBoom? Post ten nadal jest najchętniej czytany i nadal wiele z Was mówi  'wypróbowałabym ale cena zaporowa ...' czy jeszcze cokolwiek innego ;). Siedziałam, dumałam, kombinowałam, sprawdziłam stan portfela, który na razie nie pozwoli mi na zbyt wielkie szaleństwa :D. W głowie nadal miałam myśl: no nie, muszę Wam go załatwić! Tak więc napisałam do samej marki i liczyłam po cichu na cud!
Jak widzicie cud nastał, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i w tym momencie gorące ukłony ślę w stronę pani Weroniki bo bez niej nie mogłabym Wam sprawić takiej radości :D ♥


Ten zestaw, który widzicie na obrazku jest mój otrzymany w ramach podziękowań ♥ Ale , ale dla Was mam 3, tak 3! identyczne zestawy do zgarnięcia! W skład każdego zestawu wchodzi peeling BodyBoom w wersji Orignal ( 200 g) + 6 miniatur ( każda po 30 g) ! Jak widzicie jest o co walczyć !:)



Jak wspomniałam zestaw są trzy : dwa możecie wygrać tutaj na blogu, jeden zestaw grzecznie czeka na nową właścicielką na Instagramie ;D

Dla waszego ułatwienia poniżej macie formularz - jednak zanim zaczniecie go wypełniać przeczytajcie zasady jak i regulamin pod formularzem!

  • zgłoszenie do konkursu wysyłacie przez formularz ( w razie problemów z nim proszę o info :))
  • aby było ono ważne wskazane jest byś była / był obserwatorem bloga
  • obowiązkowo polub profil sponsora nagrody na Facebooku ( klik) i / lub Instagramie  (klik)  - wystarczy jak polubisz jeden z profili ( koniecznie), jeśli lubisz oba to super, jeśli nie masz Instagrama to w formularzu pod odpowiedzią napisz ' nie mam tam konta' ;)
  • odpowiedz na pytanie!
To są główne jak i najważniejsze zasady - bez spełnienia, któregoś z punktów nie wezmę zgłoszenia pod uwagę ;)

Z ekipą BodyBoom chcielibyśmy wiedzieć jak jest Twój idealny sposób na relaksujący wieczór :) I takie też jest pytanie konkursowe! Nie oczekuję poematów wierszyków, wystarczy jak napiszecie, że dla Was wieczorny relaks to książka, kolacja z mężem czy spokojny łyk wina pod kocem! Zaskoczcie mnie bo warto! ;)


REGULAMIN:
1. Konkurs odbywa się na blogu jak i Instagramie rupieciarnia_drobiazgow.
2. Nagrodą w konkursie są 3 zestawy: każdy zestaw zawiera peeling BodyBoom Orignal (200g) jak i 6 miniatur ( każda po 30 g).
3. Na blogu można wygrać 2 zestawy, zaś 3 czeka na kogoś na Instagramie.
4. Można brać udział na obu platformach.
5. Konkurs trwa od 16.01  do 30.01. Wyniki podam w ciągu 7 dni w najnowszym poście .
6. Żeby zgłoszenie było ważne trzeba spełnić warunki obowiązkowe.
7. Nagrodę wyślę sponsor czyli ekipa BodyBoom po otrzymaniu wszystkich adresów.
8. Rozdanie nie podlega pod gry hazardowe.


00:04

Tydzień filmowy #19 - trochę obejrzałam!

Tydzień filmowy #19 - trochę obejrzałam!
No tak, znowu na ostatnią chwilę ;D. Ostatnio jak zasiadam do napisania posta, siedzę, patrzę i stwierdzam, że moje ściany są bardziej ekscytujące niż wczoraj:D Nie mam pojęcia co się dzieje - lubię pisać a statystyki z GA pokazują, że lifestyle najbardziej kochacie ;D. Ale cóż każdy ma prawo do odpoczynku od blogosfery, prawda? ;D. Mamy weekend czyli czas gdzie u mnie nie pojawia się tematyka kosmetyczna a coś luźniejszego. Nie chciałam Was zanudzać długim wpisem na poważny temat ( obiecuje za tydzień znowu Wam polecę kilka blogów,a za dwa rzucę coś do dyskusji :D) ale skoro udało mi się obejrzeć kilka filmów to czas najwyższy rzec kilka słów o nich ;)

1. Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016) ---> klik


Ekranizacje Marvela należą do grona zacnych filmideł na które czekam jak dziecko na grubasa w czerwonym, który włazi przez komin jak do siebie. Nic na to nie poradzę, że każdy film który jest okraszony komiksowym początkiem wkrada się w moje łaski. Kapitan Ameryka to nie jest mój ulubiony bohater ale obejrzę i powiem Wam, że ta część najmniej mi się podobała. Poskąpili mi Irona Mana, zrobili z niego 'pana na wszystko zgadzającego się' co mi do typowego Starka nie pasuje. A tak bo to właśnie Tony Stark vel Iron Man jest moim naj naj bohaterem i z naprawdę ogromnym bólem serca czuję lekkie rozczarowanie. Owszem efekty specjalne mistrzostwo ( bitwa na lotnisku miażdży!) no ale to nie wszystko. Trochę mi tu wszystko kulało, Spider man mnie irytował, nawet Czarna Wdowa mnie zawiodła. A gdzie Hulk? Sokole Oko na samej końcówce a Czarna Pantera po jaki czort tam? Rozumiem jedni kontra drudzy ale w połowie się zgubiłam, większość bohaterów mi tu nie pasowała. W kościach czuję że coś im nie poszło, przedobrzyli po prostu.

2. Sully (2016) ---> klik


Słyszeliście pewnie o kapitanie, który wylądował na rzece Hudson? Kto by nie słyszał ' Sully'! Właśnie ten film opowiada historię genialnego pilota, jego ekipy i tego co się działo na pokładzie. Dopiero teraz zauważyłam, że za kamerą stał Eastwood, a skoro to jego film to pewnie już wiecie: wyszło genialnie! Tom Hanks świetnie oddał postać bohatera i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie by ktoś inny mógł go zagrać ;). Historia trzyma w napięciu, mimo, że znasz rozwiązanie to masz tą myśl ' rozbiją się, wszyscy zginą'. Mimo, że wiesz jak film się skończy to ciągle w głowie wyobrażasz sobie inne zakończenie. Ten film też pokazuje, że mimo iż kapitan Sully uratował mnóstwo osób od śmierci to jednak procedury obowiązują, biurokracja musi być. I właśnie to pokazuje, że mimo swojego wyczynu sam kapitan musiał stawić czoła głupim papierom czy sądom ' mogłeś inaczej'. Jak dla mnie ten film trzeba znać. Nie tylko poznacie historię z tej strony ale poznacie opowieść o odwadze, determinacji i stalowej woli.

3. Siedmiu wspaniałych (2016) ---> klik


Kultowe Siedmiu wspaniałych zostało odświeżone. Gdzieś kojarzę ten stary słynny western. Ale ja westernów nie lubię no chyba, że wychodzą takie i to z taką obsadą ;D. Washington, Hawke i Pratt który został moim ulubionym bohaterem filmu ;D. Jest śmiech, jest krew, jest lanie się po mordach :D. Jest wszystko co powinno być w westernie, konie , Indianie, strzelanie ;D. Muzyka genialna, obsada świetna, historia wciągająca a plener ujmuje. Ostatnie sceny potrafią wywołać płacz ( ale dlaczego on, no dlaczego?!). Podoba mi się w filmie to, że nikt nie starał się na siłę zrobić to 'współcześnie'. Miło jest popatrzeć na przyzwoite kino bazujące na oryginale z zachowaniem  większości jego cech. Dla mnie filmidło oglądało się szybko, może nawet za szybko , nie wieje nudą a Pratt w roli Farraday'a to taki niegrzeczny, nieprzewidywalny chłopiec, którego aż chce się okiełznać ( byleby nie pił tyle) :D

4. Ronaldo (2015) ---> klik


Nie wiem jak to możliwe, że jeszcze mój mąż nie zagościł na łamach bloga :D. Chociaż film potrafię oglądać non stop to jakoś nie złożyło się bym o nim Wam opowiadała. Ronaldo to Ronaldo - pozwolił sobie wejść bardzo w swoją sferę prywatną ale cóż czego można było się spodziewać? Mamy dobre  złe momenty. Jest trochę Realu, urywek z meczu jednak dla mnie ciut za mało, jest CR7 za młodu, rodzeństwo i Junior, który chce być bramkarzem ! W ogóle sceny z Juniorem są rozczulające co nawet moja mama mówi, że 'ojcem jest wspaniałym ale skrzywdził dziecko bo nie ma matki' . Przeszkadza mi natomiast jego agent, nijak do mnie nie mówi ale ale na męża mogę patrzeć zawsze :D. Wiecie CR7 to też człowiek i ja zawsze będę go cenić niezależnie co kto o nim mówi. W tym filmie padają mocne słowa jego mamy : Dolores, która mówi ' Cris był niechcianym dzieckiem [...] a teraz on pomaga wszystkim i wszystko co mam zawdzięczam jemu'. Ja jako matka to chyba bym takiego wyznania nie popełniła ale warto wiedzieć, że nie zawsze taki Ronaldo miał łatwo. Oczywiście można krytykować bo sam film to nie jest arcydzieło ale cóż powtórzę MÓJ MĄŻ zawsze i wszędzie :D ♥

5. Autopsja Jane Doe (2016) ---> klik


Okrzyknięty 'najlepszym horrorem ' i zgadzam się z tym. Nie zbyt dużo krwi ale jest autopsja! Wyciągnięte żebro, serce, mózgu ♥♥ I przepadłam. Klimat, klimat, kostnica i wiedźma, która chce byś poczuł jej cierpienie. Takiej zagrywki ze strony reżysera się nie spodziewałam. Oniemiałam w kilku momentach. Kapitalnie zbudowane napięcie, sytuacje których się nie spodziewasz, i to ciągłe trzymanie w niepweności. Efekty specjalne? Mało i bardzo dobrze bo dzięki temu ten horror jest naprawdę creepy :D. Dla mnie mało straszny ale genialnie skonstruowany, zrobiony tak by widz albo się porzygał albo uciekł z sali :D. Brawo, ja się nim zachwycam bo jego klimat, sceny, bohaterowie i całokształt bardzo do mnie mówi. Niektórym może psychika ucierpieć :D

No to by było na tyle :D Obiecuję, że kolejny tydzień filmowy będzie lekki ... bo z kreskówkami :D
Widziałyście coś? Polecacie jakiś film?

22:01

Bath & Body Works Beautiful Day : żel pod prysznic & krem do ciała

Bath & Body Works Beautiful Day : żel pod prysznic & krem do ciała
Pielęgnacja Bath & Body Works jest szeroko znana w świecie. Nie ma chyba osoby, która nie zachwyca się aromatami które oferuje nam marka. Co rusz na salony wkracza nowa kolekcja, która nie tylko obłędnie wygląda, ale jak donoszą dobre duszyczki : jest apetyczna zapachowo! Każda ich kolekcja wypada bardzo dobrze i ochoczo zostaje przyjęta przez fanki prawie na całym świecie! Miałam już okazję poznać ich kultowy malutki płyn antybakteryjny do rąk jednak daleko mi było do kultowy żeli, balsamów czy kremów do ciała. I tu znowu z pomocą przyszła Agnieszka ( oj mam szczęście co do Was ♥). W urodzinowej paczce znalazłam dwa wesołe, optymistyczne opakowania: żel pod prysznic i krem do ciała Beautiful Day i zanim przejdę i powiem Wam co jest to wyznam jedno: MAŁO MI, CHCĘ WIĘCEJ!


Czy tylko ja jestem w tym momencie nimi oczarowana? :D Po żelu z TBS zmieniałam zdanie co do takowych produktów ( wysoka cena za żel to już mniejszy problem :P) jednak takiego obrotu sprawy w przypadku marki Bath & Body Works się nie spodziewałam! Ale po kolei i może zaczniemy od żelu, który pierwszy poszedł w użycie ( na szczęście żel z TBS raczył dobić dna :D).

Oba produkty wizualnie mnie kupiły! Urocze, wesołe opakowania przywodzą na myśl lato i beztroskie chwile ♥ Kwesta zapachów: żel i krem mają jednakowe nuty jednak w moim odczuciu jest inaczej :D .

BBW żel pod prysznic Beautiful Day

Wzbogacony w witaminę E, aloes oraz odżywcze olejki. Stosuj go codziennie, a Twoja skóra pozostanie nie tylko oczyszczona i pięknie pachnąca, ale także nawilżona! 
  • Nuty zapachowe: 
  • ~ jabłko 
  • ~ porzeczka 
  • ~ dzika stokrotka 
  • ~ peonia 
  • ~ biała brzoskwinia 


Ktoś by powiedział ' żel jak żel' bo w działaniu niczym się nie różni, no dobra może trochę :D.
Ten żel ma to do siebie, że oprócz podstawowej rzeczy - czyli mycia bez podrażniania charakteryzuje się dość fajnym nawilżeniem dzięki czemu nie musimy dodatkowo posiłkować się balsamem po kąpieli. Dla leniwców będzie to ogromny plus :D. Kolejną rzeczą jest jego konsystencja : tak jak w przypadku  żelu od The Body Shop jest mega gęsto i wydajnie! Momentalnie żel się skończyć nie chce i wcale go nie ubywa ( aż zaczęłam go używać do wszystkiego co się da :P).
Fenomenem jest dla mnie, że po mimo takiej gęstości jego pienienie się jest ... nijakie. Spróbowałam go używać zwyczajnie jako płynu do kąpieli jednak nic a nic nie powstało piany! Jednak gdy żel trafi na namoczoną gąbkę pieni się ogromnie ( w przeciwieństwie TBS pienił się non stop :P) - nie mam pojęcia od czego to zależy ;).
Zapach? Dla mnie to jest zamknięty letni aromat zielonego jabłka z jakimiś owocami, na jego plus składa się fakt iż utrzymuje się bardzo długo na skórze co mnie niezmiernie cieszy gdyż jego woń jest naprawdę cudowna ♥



Żel jednak ma dla mnie jedną wadę - dozownik. Niby nic bo wygodny typu disc top jednak potrafi sprawić problemy ( chociaż to po części też wina konsystencji). Chodzi mi o to, że czasem ( w moim przypadku) on nie wyskakuje i z tym mam problem ( szybciej go odkręcisz :P) bo jednak zdarza się, że od naciskania bolą paluchy :P. Inną sprawą jest to, że o ile ta forma podania jest wygodna to wraz z upływem naszego żelu, dozownik nie chce 'wypluwać' płynu. Ja rozumiem, że jest gęsty i w ogóle ale jakoś od połowy butelki  żel po prostu się buntuje i wylatuje przez ten otworek tyle co kot napłakał . No to tyle narzekania ;D

Słońce świeci, niebo jest błękitne, a kwiaty rozkwitają. O co więcej można prosić w piękny wiosenny dzień? Zapach Beautiful Day z najnowszej kolekcji od Bath & Body Works daje uczucie wolności i sprawia, że patrzymy na świat przez różowe okulary. To zapach spontanicznych pikników, zwariowanych przygód i radosnego uśmiechu. Beautiful Day przypomina wiosenną słodycz coraz dłuższych i jaśniejszych dni kiedy pokusa zrobienia czegoś tylko dla siebie staje się nieodparta. 


BBW krem do ciała Beautiful Day

Szybko się wchłania, odżywiając skórę i nie pozostawiając na niej tłustej warstwy. Skóra jest pachnąca i nawilżona przez długi czas

  • Nuty zapachowe: 
  • ~ jabłko 
  • ~ porzeczka 
  • ~ dzika stokrotka 
  • ~ peonia 
  • ~ biała brzoskwinia 


Krem do ciała to dla mnie takie 3 w 1. Nie tylko do ciała ale idealnie sprawdzi się na stopach czy też dłoniach. Zamknięty w miękkiej , poręcznej tubce nie sprawia żadnych kłopotów podczas używania. Ma lekką formułę ( podobną formułę posiada np krem do rąk The Body Shop Frosted Berries), która szybko się wchłania, nie zostawia tłustych śladów czy też lepkiej warstwy. Niewątpliwie lekkość konsystencji sprawia, że krem nawilża całkiem ok - dla skóry suchej może być to za mało ale dla mnie nawilżenie jest odpowiednie. 
Kolejnym plusem jest zapach. I tu uwierzcie patrzę na nuty, wącham krem, znowu patrzę i mój nos czuje inaczej... Ja tu czuję świeżo zerwaną gruszkę pociętą na kawałki, z której spływa sok! Nic więcej a nic nic ponadto. Może jestem jakaś dziwna ale nikt mi nie wmówi, że czuć porzeczkę czy stokrotkę aż taki mi zmysłów węchu nie przytępiło :D. Powiem Wam jeszcze, że zapach krem jest bardziej wyczuwalny w otoczeniu, bardzo długo czuć go na skórze, na pościeli , piżamie, w pomieszczeniu. Zapach jest owocowy, lekki, entuzjastyczny a zarazem dość wyraźny, nie nudzi, nie męczy i dla mnie to wielka bomba radości ;)


Skład jak skład, długi ale czym mam się przejmować? Nie podrażnił, nie uczulił, nie spowodował żadnej reakcji alergicznej, czego chcieć więcej? Wspominałam Wam, że 3 w 1? Aaa i owszem , kiedy nie chce mi się sięgnąć w głąb szafki po krem do rączek biorę po prostu ten krem - BBW w tej roli sprawdza się świetnie. Lekki, szybko wchłaniający się pozwala od razu wrócić do pracy bez obaw o pobrudzenie papierów. Lubię go stosować też na pięty, szybko przynosi ukojenie , delikatnie minimalizuje szorstkość a poza tym nie wiem jak Wy ale zawsze jak posmaruje kopytka to chce mi się siusiu :D. Tutaj bez obaw, w okamgnieniu krem robi to co musi a ja mogę spokojnie turlać się do łazienki :D. Wydajność? Jak w przypadku mazideł do ciała aczkolwiek u mnie to znowu jakieś 5 - 6 tygodni ;D

W przypadku obu produktów plusem są zapachy. Letnie, radosne - tutaj nie mogę się przyczepić. Jeśli chodzi o żel jego gęstość/wydajność to plus ale mnie powoli męczy ta butelka, chcę wypróbować coś nowego ale jak skoro tu jeszcze mam pół butli?;>
Krem lekki, szybko się wchłania, można stosować go na wiele sposobów i naprawdę jest fajną odskocznią od cięższych balsamów ;).


Czy polecam? A i owszem! Bath & Body Works to marka kultowa i wypad znać ich 'dzieci'. Co prawda mają drobne mankamenty ( np. opakowanie) ale za zapach, wydajność, dość dobre działanie można mu to wybaczyć ;)

Póki co markę dostaniecie stacjonarnie w Warszawie lub online. Żele w cenie 59 zł / 295 ml, krem do ciała 59 zł / 226 zł ( aktualnie nie ma na stronie mojego kremu, a jeszcze tak nie dawno był :P).

00:16

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 1

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 1
Na blogu pojawią się zmiany - nie wizualne ale w treściach. Co jakiś czas uraczę Was kilkoma kosmetycznymi 'perełkami' mocno osławionymi w sieci a czasem pojawi się post z nowościami na rynku.
Kosmetyczne hity wyrastają jak grzyby po deszczu. Co rusz widać hasło 'kosmetyk roku', 'cudo', itp a wszędzie słychać achy, ochy i inne takie. Ja na szczęście należę do osób, którym to wisi: im bardziej o czymś mówią tym bardziej ja tracę na to ochotę i zazwyczaj bywa tak, że jeśli jakimś cudem produkt ten pojawi się u mnie to cóż okazuje się totalnym bublem ;D . Nie będę tego kryć: jestem kosmetycznie wybredna i nie lubię 'iść za tłumem' bo aktualnie panuje na to COŚ moda, albo to kosmetyk KULTOWY i musisz to mieć! Przed Wami  produkty, których fenomenu nie rozumiem. Produkty, które do znudzenia są wysławiane a dla mnie to po prostu ... nie wiadomo co . Nie każdy produkt znam osobiście ale postaram się Wam uzasadnić dlaczego to 'cudo' mnie nie kupuje ;).Co jakiś czas pokażę Wam 3 może 4 'perełki' ( postaram się by były z kolorówki jak i z pielęgnacji) więc kubek w dłoń bo przed Tobą drogi czytelniku mega wstrząs!

1. Catrice HD Liquid Coverage


'Podkład - widmo' tak się o nim mówi. Produkt, który na allegro kosztuje niebotyczne pieniądze a  dla mnie ... bubel nad bublami. Szczerze nie rozumiem jego fenomenu i zachwytów ( ku mojej radości, jest kilka osób które podziela moje zdanie :D). Moja Julia przysłała mi odcień 020 od razu mówię nie jest dla mnie ale za nim oddałam siostrze i wysłucham jej opinii, spróbowałam go na sobie. Po jego teście wiem, że najjaśniejszy 010 kolorystycznie też nie dla mnie.

Jaki jest HD Liquid? W pierwszym kontakcie 020 wypadło ok, niby jak ta mityczna druga skóra dopasował się na buzi i naprawdę doznałam szoku, że skoro ja bladzioch a 020 ładnie wygląda ,( choć jak dla mnie za szybko 'zasycha' przez co ciężko z poprawkami ), odcień taki i tego nie widać to cud .... do 5 - 10 minut później.  Kiedy chciałam wychodzić z domu, minęłam lustro to mi się nogi ugięły. Jezusie Maryjo i wszyscy święci jedna wielka masakra. Pomarańczowa. Nie dość, że mam rude włosy ( farbowane) ale mam to jeszcze podkład tak się utlenia, że moja buzia wyglądała jak marchew! Razem z włosami stanowiły jedną wielką całość. Następne spojrzenie w lustro? - podkreślone skórki , o których nie miałam pojęcia, uwidocznione pory... Ja po prosty wyglądam jak lej po bombie. Totalna rozpierducha, kompletne nieporozumienie i to ma być FENOMEN KOSMETYCZNY? Chyba czysta kpina, bo zaczynam wątpić w prawdziwość recenzji na jego temat ..
Z kolei moja siostra jest zadowolona z krycia, całkiem ok tylko jak mówi, nie podoba się jej, że podkreśla suche partie i uwaga nie uwierzycie też się utlenia! 
A co moja Julia? Kupiła 010 i ceni za krycie, nienawidzi za pipetę ( ma to po mnie ;D) i ...o tak za to, że też się utlenia mimo, że to najjaśniejszy odcień!

I wiecie co? To bubel a nie fenomen kosmetyczny czy jak ostatnio usłyszałam ' to już legenda'.

Szafy Catrice / 30 zł

2. Guerlain.  Meteorites Perles Iluminating Powder



I teraz pewnie niektórym szczena opadła, co nie? Przecież ja kocham Guerlain!A owszem kocham i ubóstwiam, to moja marka ale te kulki... to jedyne co mnie nie kupuje. Totalnie. Oczywiście wyglądają pięknie ale jak dla mnie to kasa wydana w błoto. Jasna rzecz, znam osoby które je mają, lubią, używają z tym, że ja hmm chyba nie widzę w nich niczego specjalnego. Ot co, masa kolorowych kuleczek w pięknym pudełku ( jak na markę przystało) z gąbką ( tak mi się wydaje). Gąbka! Tak produkt za prawie 300 stówki ma w sobie gąbkę a ja bym chciała tutaj puszek ( no chyba, że jest puszek a ja widuję samą gąbkę ;D).
Kulki są piękne, nie odmówię im uroku ale dla mnie to taki zamknięty brokat. A nie o takie rozświetlenie mi chodzi - równie dobrze mogę buzię wysmarować srebrnym klejem w brokacie. Na jego korzyści przemawia mega wydajność, w końcu ma być inwestycją na lata.
Sporo się naczytałam, że któraś z kulek w ogóle tu jest niepotrzebna... kompletnie nie robi nic. Dla mnie żadna nie robi nic, a świecenie jak kula dyskotekowa moim zdanie jest fe ;D. Z początku je chciałam, przyznaje ale później jak się sporo naczytałam stwierdziłam, że ta LEGENDA jest  zbyt naciągana. Bardzo często widząc zdjęcia gdzie pokazany jest efekt kulek ... patrzę i ja tego nie widzę, nic , nul zero ( a noszę okulary!). Meteorytki mają też wersję prasowaną, mniej osławioną ale z tego co się orientuje ta wersja nie zbiera zbytnio laurów..
Ten produkt albo się kocha albo nienawidzi. Dla mnie to nieporozumienie, chociaż dostępne są w trzech odcieniach żadne mnie nie kupują, aczkolwiek muszę wspomnieć, że jak co roku na święta Bożego Narodzenia limitki, które wychodzą wyglądają fantastycznie! ( wiecie białe gwiazdki i te sprawy).

Douglas / 259 zł

3. Beauty Blender 


Coś czego w ogóle nie kupuję... Kawałek gąbki, w kształcie jaja, w różnych kolorach wedle gustu. 
O ile mi się najlepiej operuje palcami czy pędzlem to jajem już nie. Chociaż nie miałam oryginału ( i nie zamierzam póki co) to miałam jakąś chińską / koreańską wersję i jedno stwierdzam: a idź Pan w pyry z takim interesem!. Bardzo ciężko było mi rozprowadzić podkład, masa smug i w ogóle moja twarz wyglądała jakby ktoś świeżo zaorał sobie pole. To ma być ten hit, który kochają kobiety? Ja rozumiem każda szanująca się blogerka powinna mieć to jajo na stanie ale sorry nie. Coraz więcej firm wypuszcza swoje alternatywy dla tego cuda ( np. Donegal). Jajo 'inspirowane' zazwyczaj kosztuje 1/ 5 ceny oryginału. To z Donegal trzymałam w ręce no aleeee....
Nie mnie komentować właściwości oryginału ( cud, miód, maliny) skoro ja poznałam inną wersję ...
Wielki szum, zachwyt nad jajem sprawiło, że firmy wymyślają różne kształty, kolory ( a że niby kolor gąbki dla kaprysu babek czy dla lepszego działania bo ja nie wiem), wersje mini, wersje 'biało-czarne' i wiecie co? Mam wrażenie, że w tym momencie już przestała się liczyć jakość tej gąbki, O ile oryginał czyli Beautyblender okazał się rewolucją na rynku kosmetycznym i znalazł masę popleczniczek to kolejne wersje, które wychodzą są zrobione po to ' by kasa się zgadzała'. Coraz więcej czytam opinii, że wersja taka czy tamta, czy jeszcze innej firmy rozpadła się po dwóch myciach!. Cóż ja czuję ogromny przesyt jajem, wręcz mi zbrzydło i jako stara tradycjonalistka zostanę przy używania paluchów lub pędzla.

Sephora / 69 zł

A Wy? Znacie któryś z 'hitów'? Macie u siebie? Co Was z 'hitów' ostatnio rozczarowało? Chętnie poznam Wasze typy, sprawdzę i zdam swoją opinię ;)



10:23

Komentować czy nie? A jak już no to jak?

Komentować czy nie? A jak już no to jak?
To taka oczywista rzecz. Zostawić komentarz pod przeczytanym wcześniej postem / artykułem. Powiedzieć to co myślisz na głos, ocenić. Jednak w praktyce to nie jest łatwe. Ile razy zdarzyło Ci się coś przeczytać, chcesz napisać komentarz a w głowie pustka? Pustka bo nie masz pojęcia jak ustosunkować się do wcześniejszego tekstu, bo zwykłe 'nie znam / nie wiem jak jest' czy jeszcze jakieś inne stwierdzenie jest nie na miejscu / nudne ( i czujesz, że nic nie wnosi) lub po prostu boisz się na głos powiedzieć swoje często odmienne zdanie? Ile razy po prostu wychodzisz, nie piszesz nic tylko dlatego, że uważasz 'moje zdanie nic nie znaczy, mój komentarz byłby do bani'. Wierzcie lub nie ale komentarz ma siłę i jak widzę to co się dzieje w blogosferze, na FB czy IG to strach bo ludzie nie mówią ( tak mi się wydaje) swojego zdania , mam wrażenie, że tam po prostu jest zagrywka ' wkopiuj/ wklej + dodaj lukier'. Serio?


Ja rozumiem komentarz zostaje to co napiszesz w sieci zostaje ale czy naprawdę warto iść za tłumem komplementować to co Cię obrzydza ? Czy warto pisać coś co z Twoją naturą jest niezgodne?

Sama mam coraz częściej chęć powybijać wszystkich którzy piszą bzdurne teksty - momentalnie w trakcie czytania nóż mi się otwiera, zdarza się, że napiszę i mam gdzieś czy ktoś mi tu poklaska za moje własne zdanie czy pójdzie hejt . Czasem skomentuje coś w stylu ' to mi się przejadło, ile razy można to oglądać' bo naprawdę powielanie treści powoduje u mnie cofanie się wszystkiego co zjadłam.

 Jak coś mnie razi to komentuje to tak jak myślę, bez lukru czy wchodzenia komuś w tyłek bo ktoś tam coś osiągnął czy jest znany.
 Podam Wam przykład z Facebook'a. Swego czasu modny był #maneqiunchallenge. Cuda i dziwy każdy chciał to robić - zrobił to nawet nasz był mister pan Rafał Maślak ( w sumie nadal nie wiem czemu go tak promują bo dla mnie jego kultura leży i kwiczy) ale my nie o tym. Wrzucił filmik z wyzwaniem i podpisem Hello Cristiano Ronaldo ! Ja i 15 najprzystojniejszych facetów świata - finalistów Mister Supranational 2016 podjęliśmy wyzwanie. Rafał vs Cristiano! Manequin challenge jest nasz :-) Hello moto!' ( nie ma to jak ego rozbuchanego byka ;D). 

Tak czy siak jako wielka fanka Realu Madryt, sercem oddana Portugalii i wielbicielka samego Ronaldo ( siak wygląd to wygląd ale to co robi dla dzieci i ludzi ♥♥) nie mogłam przejść obojętnie więc napisałam swoje .. liczyłam na hejt, falę krytyki a tu co ? Zero hejtu tylko poparcie, że oni zrobili lepiej, że drużyna Hiszpanii wygrała internety i takie tam a jak czytałam komentarze napalonych babek jacy oni cudowni, jaki Pan Rafał świetny, jacy przystojni, że wyszło naturalnie bla bla bla  to złapałam się za głowę: jak można tak lukrować i wygadywać takie głupoty? :O ( Zresztą są gusta i guściki).



Chodzi mi oto, że ten brzydki trend włażenia sobie w tyłek bo ktoś jest lepszy czy więcej osiągnął jest żenujący. Coraz częściej widzę to na blogach. Napisz post ociekający lukrem - pod nim same pozytywne komentarze, aż do porzygu; napisz post skrytykuj jakiś produkt , znajdziesz wtedy tylko marudzenie i ble , fuj i idź mi z tym. Nie należę do osób, które komplementują zachwyty nad pudłem z próbkami ( bo dostały w ramach współpracy i gówno za to zapłaciły), nie należę do osób które będą łazić z wywalonym jęzorem bo komuś posłodziłam a ona/ on gdzieś o mnie wspomniał /a, co to to nie! Mało mnie obchodzi czy Twój blog ma 1000 obserwatorów, czy Twój profil to czysta inspiracja, czy po prostu artykuł na portalu jest tak świetny, że tylko głupiec się nie zgadza z jego treścią: wybacz, jeśli się z tym nie zgadzam, powiem to. Nie będę owijać w bawełnę, nie będę robić podchodów. Krytyka czasem się przydaje, czasem ktoś musi powiedzieć coś ostrego, coś innego niż wylewać słodki płyn.
Napisz negatywny komentarz pod super switaśnym, cieknącym lukrem postem a zostaniesz pominięta. Coraz rzadziej pojawiam się na blogach w których wszystko jest dopracowane na tip top, z góry leci wata cukrowa aż zęby bolą ( próchnica gwarantowana!) gdzie kiedyś byłam 'stałym bywalcem'. Teraz wchodzę czytam i mam ochotę napisać 'mam uczulenie na Twoje pierdolenie' ( wybaczcie słownictwo) ale tak jest. Bo kim dla mnie jest osoba która lubi się w lukrze i oczekuje aprobaty a jak tylko napiszesz komentarz typu ' nie miałam produktu, czytałam kilka opinii w sumie samych negatywnych' i cisza ... Widzisz, że autorka komentuje komentarze, nawet w niektórych odpowiedziach widzisz tylko ':)' a ten Twój pogląd jest pomijany, samotny i nie doczeka się żadnej odpowiedzi...
Bo kiedy komentuje liczę na odpowiedź. Mam nadzieję, że wdam się w dyskusję z autorką a nie po prostu sorry nie piszesz bo mojej myśli to wybacz  ale dla mnie jesteś nikim ważnym skoro nie uważasz jak 99 % tutaj osób czyli nie podzielasz mojego lukrowactwa. Cud, miód i maliny jednym słowem.
Wiecie gdzie Was pominą za inne zdanie? Za zdanie, które nie jest opiewające ku czci blogerki / autorki artykułu/ zdjęć czy po prostu nie pochwalasz zachwytu produktem? A no tam gdzie liczy się statystyka, tam gdzie autor / autorka bardziej liczy na sukces, więc Twój komentarz często odmienny burzy klarowny obrazek świetnego, spójnego miejsca cieszącego się różową poświatą adoracji. Zdarza się, ( ku mojej rozpaczy), że to właśnie blogerki, którym zależy na jeszcze jednym obserwatorze , którym mózg wyjadło a najbardziej pragną rozgłosu słodzą ile wlezie. Każdy produkt, który przedstawią jest SUUUUUUUUUUPER! Bez wad, bez skazy! Co z tego, że on kosztuje 150 zł czy tam też 80 zł, co z tego, że trudno dostępny ( przecież to wcale nie są mankamenty!) a zwykły Kowalski nie może sobie na niego pozwolić. Dzięki właśnie takiemu postowi powinnaś biec do sklepu i go kupić, wykopać spod ziemi, odmówić dziecku zabawki czy coś bo ONA go zachwala - zresztą jak wszystko. Bo ma, szkoda tylko, że nie powie Ci ' słuchaj jak go dostałam i praktycznie mój portfel ma się świetnie, ale piszę o nim dobrze, to nic że lekko szczypie, czy że ma słabą kolorystykę'. Ot cała filozofia ;)

Ja to chyba jestem ze starej epoki - cokolwiek bym nie dostała, jak ma wadę to o niej wspomnę ( szminy Givenchy? Fajne ale krótko się trzymają, tusz Estee? Fajny ale skleja przy dwóch warstwach itp itd). Nie widzę powodu by pisać same superlatywy o czymś co ma mankament byleby po to aby stado moich czytelników opiewało w komentarzach o jego perfekcyjnym działaniu. Blog ma mnie motywować, czytelniczki napędzać a jak to zrobić bez konkretnego kopa? Czasem wystarczy powiedzieć ' masz okropne zdjęcia / a tyle złego o nim słyszałam / no ale przecież u mnie było inaczej z tym..' by wejść w dyskusję z autorką. I tu nie chodzi oto by się kłóć tylko oto by osoba komentująca mogła wyciągnąć od Ciebie jeszcze więcej informacji, by mogła skonfrontować swoje zdanie z Twoim. Nikt Ci nie chce dokopać a uwierz takie komentarze, takie dające do myślenia są lepsze niż te 50 wypowiedzi ' świetny produkt/ o jeju jaki cudowny' czy jeszcze co innego.

Kiedyś na IG, FB, było pełno pana Mroza. Gdzie nie spojrzałam Mróz, Mróz, Mróz już miałam tego dość aż zobaczyłam na jednym z blogów wzmiankę o nim. No i rzekłam. Ku mojemu zdziwieniu zrobiłam literówkę co przyniosła poniższy efekt. I wiecie co? Życzę sobie by te wszystkie słodkie blogerki nabrały do siebie takiego dystansu jak ten Pan, by to słodkie pierdzenie kolorowymi chmurkami odeszło do lamusa i zaczęło się liczyć szczere zdanie, by każda z nas choć raz odważyła się powiedzieć co myśli zamiast idąc za tłumem pisząc  ' bo tak wypada / bo wszyscy zachwalają to ja też'.



Z uśmiechem pełnych diamentowych kryształków w obłokach różowej chmurki pisałam to ja, wredna, marudna ruda zołza ♥
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger