16:05

Kwietniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Kwietniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
Oj co to się działo w kwietniu, istny wysyp niespodzianek i mega ilość produktów, które cieszą paczadełko ;D. Jeszcze kilka dni przed świętami nie sądziłam, że cokolwiek do mnie dotrze a tu proszę, jeden zajączek, potem drugi i ... lawina ruszyła ;D. Na szczęście i ku mojej wielkiej radości dotarła w końcu moja nagroda z walentynkowego konkursu ale co ja Wam będę tu smęcić i się rozpowiadać ... same spójrzcie co w tym kwietniu do mnie wpadło znaczy się do mojej kosmetyczki ;D!



Na pierwszy ogień moja nagroda z walentynkowego konkursu od Douglasa. W sumie to się zdziwiłam, że zostałam nagrodzona za zwykłą, prostą odpowiedź ale nadal myślę, że ujęła ich prostota wypowiedzi i głębszy sens ;D Tak czy siak stałam się szczęśliwą posiadaczką zapachu Good Girl by Carolina Herrera i to w pojemności jak widać 50 ml :D ♥. Drugi zapach był i nadal jest przeznaczony dla mojej drugiej połówki i jest to zapach od Valentino, jakie to szczęście, że za tydzień Karol ma urodziny to w końcu mu go dam :D ;D





W kwietniu na kilka dni do domciu zawitała moja Julia ♥ Jej przyjazd z Niemiec zawsze wiąże się z tym, że dla mnie robi napad na DM ;D To co widzicie na zdjęciu to produkty, które się zostały po napadzie na mnie przez moją sis i brata :D W sumie moja Julia przywiozła mi 4 żele, 4 pianki, 3 żele dla dzieci, jedną mgiełkę i 2 sole ;D Mgiełkę można było wygrać w rozdaniu na Fb, jedna pianka idzie w świat no ale jednorożceeee wymarły :D Mówiłam, Wam że ją kocham? :D :D ♥♥



Pierwszy zajączek przywędrował do mnie od mojej kochanej przyszywanej siostry Aguś ♥ Ta jak zwykle rozpieściła mnie do granic możliwości :D. I muszę Wam tu powiedzieć, że ten zapach Etat Libre jest cudny i podoba się mnie jak i mojej mamie więc już wpisałam go sobie na listę zakupową (znaczy się na książkę :P).


Drugim zajączkiem okazała się Ewelina ♥. Oczywiście w tym przypadku jest prawie pewne, że dostanę coś z mango :D. Oczywiście znowu trafiła z markami, bo to akurat są te które 'kupię jak nadarzy się okazja, jak nie zapomnę' wiecie o co mi chodzi :D.
P.s Ewelinko, Twoja niespodzianka w sztukach aż jednej wczoraj poleciała :D :D


Kiedy na Instagramie napisałam, że wybieram się po farbę do włosów napisała do mnie Anka (rozmaitoscikosmetyczne.pl) czy nie chcę przygarnąć takiego duetu bo ona już ruda nie będzie :P No jak widzicie ja łasa duet przytuliłam :D A Ty nie znasz dnia ani godziny aż Cię nawiedzi coś mojego :D


A żeby nie było tak, iż wszyscy mi wysyłają a ja żadnych zakupów nie robią to tu nowość ;D Poczyniłam dwa zakupy: farbę z Loreal Pure Paprika 29.50 zł oraz szampon Syoss z Biedry, który już na foto się nie załapał 6.99 zł. To się nazywa szał zakupów ;D

P.s wybaczcie jakość zdjęć ale wiecie jaka pogoda była :P
P.s 2 dwie zielone kartki są z tego względu iż pewne blond gluto razem z Karolem z tej jasnej zrobili sobie sisiolot znaczy samolot ;D

Tyle, teraz paczajcie i zazdraszczajcie ;D

23:30

Nacomi naturalny peeling cukrowy do ciała - kawowy

Nacomi naturalny peeling cukrowy do ciała - kawowy
Szał na peeling kawowe trwa - nie ważne czy sama go w domu przygotujesz czy kupisz gotowy produkt w słoiczku lub w saszetce: kawa ma branie i jest niekwestionowaną królową w walce o piękną sylwetkę. Co prawda kiedy poznałam peelingi BodyBoom nie myślałam, że szybko spojrzę na inne cudaki z tym składnikiem. Jak wiecie kawa nie należy do moich ulubionych produktów kosmetycznych: tak jak inni nie cierpią owocowych kosmetyków, pachnących toników tak jak nie znoszę kosmetyków z kawą (no jeszcze bym znalazła inne składniki, których nie znoszę ale o tym innym razem :P). Peeling Nacomi w wersji kawowej trafił do mnie za sprawą lutowego BeGlossy - co prawda pudełko wygrałam i nie powinnam marudzić ale cóż ja święcie byłam przekonana, że będzie to wersja pomarańczowa (przynajmniej taka widniała na grafice konkursowej) więc uwierzcie kiedy otworzyłam pudełko i zobaczyłam napis KAWOWY o mały włos nie zeszłam na zawał, nie umarłam ze zgryzoty i nie chciałam poturbować uroczego pana Leona, które to pudełko mi dostarczył :D. Jako iż od czasu blogowania sporo się zmieniło w moim postrzeganiu produktów postanowiłam dać mu szansę - nie chciałam porównywać go z kawowymi cudakami od BodyBoom jednak w tej kwestii chyba tego nie uniknę, zwłaszcza jak obie marki serwują nam iście kawowy rytuał.


Jeśli jesteście tu ze mną dłużej to wiecie, że miałam stycznością już z tą marką a mianowicie miałam już ich naturalne masło do ciała. Po części byłam przygotowana na to co mi marka oferuje, z drugiej strony nadal czułam, że przebicie peelingów sypkich będzie ciężkie .. no i dużo się nie pomyliłam :D. Jeśli mam być szczera na samym początku i miałabym ponowną okazję kupna tego peelingu to nie skuszę się na kawę, ot tak po prostu a chcecie wiedzieć dlaczego? ;>



Po pierwsze: obietnice producenta są bardzo ogóle i mówią nam to co praktycznie wiemy odnośnie cudownych właściwościach pielęgnacji kawą. Po drugie skład: prosty, przejrzysty i mówiący nam bezpośrednio z czym mamy styczność. Po trzecie brakuje mi tu jakiegoś konkretu mówiącego o tym co FAKTYCZNIE dostajemy a nie co powinnyśmy od niego OCZEKIWAĆ więc jak to w końcu z nim jest?

- peeling w swoimi podstawowym działaniu sprawdza się na plus, złuszcza ale nie jest zbyt ostry (BodyBoom miał większą moc zdzierania),
- ma dość dziwną konsystencję, która nie do końca mnie przekonuje,
- w związku z tym, że zawiera w sobie oleje jest bardzo tłusty i tą tłustość czuć w kontakcie z palcami,
- mało tego po spłukaniu go ze skóry czuć tą tłustą warstwę i to mi przeszkadza bo odnoszę wrażenie, że jestem 'niedomyta' (choć zdaję sobie sprawę, że są duszyczki które lubią taki film na skórze),
- skoro dobrze natłuszcza to można powiedzieć, że w jakimś stopniu nawilża,
- co to podrażnienie, nie zauważyłam by na skórze pojawiało się cokolwiek takiego podczas jego stosowania, ale jeśli macie jakąś drobną rankę lekko może szczypać,
- z biegiem czasu wpływa na jędrność skóry, 'chwilowo' bo to nie są długotrwałe efekty,
- nie zauważyłam by wpływa na cellulit albo źle patrzę albo mój jest zbyt mało widoczny,
- brudzi, nie tak jak BodyBoom ale jednak kawa robi swoje,
- zostawia lepki osad na wannie.



Opakowanie każdy widzi jakie jest, typowe plastikowe pudełko, z widoczną zawartością i plastikową nakładką pod zakrętką (co osobiście bardzo mi się podoba).  I w kwestii zalet to byłoby chyba tyle albo może aż tyle?
Jakoś przywykłam do sypkich peelingów kawowych ale ten od Nacomi przez swoją konsystencją nijak mi przypada do gustu bo:
a) jest zbity, gęsty i świeci się jak posmarowany smalczykiem,
b) kryształki cukru są typowej wielkości (ot zwyczajny cukier z kuchni) zaś czarne drobinki kawy (??) mniejsze i delikatnie łaskoczą skórę (w moim odczuciu),
c) nie wszystkie drobinki ulegają rozpuszczeniu, część po prostu spada i tak sobie leży na dnie wanny,


No dobra, mogę przeboleć tą konsystencję imitującą błoto z mojego podwórka ale nie , po prostu nie zgodzę się ze słowami producenta na temat jego zapachu, bo albo ja źle pamiętam zapach świeżo zmielonej kawy albo ich osoba odpowiedzialna za tą kwestię ma coś z powonieniem....
Ten zapach nie jest ani rozkoszny ani długotrwały (na szczęście) jest odpychający i obrzydliwy i ja zawsze się cieszę, że mam już peelingowanie za sobą :D.
Usłyszałam już, że peeling pachnie jak cappuccino (serio?:O) a dla mnie po prostu pachnie ohydną, przypaloną, bądź nawet spaloną mieszanką kaw FUJ ;D!(dlatego liczyłam, na wersję pomarańczową) i uwierzcie o ile aromat peelingów BodyBoom znoszę tu tu, nie, to istna katorga.



A co z wydajnością? Peeling można kupić w pojemności 100 ml oraz 200 ml. Ja mam 100 (oznaczenie pojemności na samym dnie, na opakowaniu jest tylko podana gramatura 125 g), i powiem Wam szczerze, że słyszałam że nie jest zbyt wydajny bowiem to raptem kilka użyć max 5 a mi wystarczył ... na 11 ;D I tu kwestia sporna bo 100 ml to naprawdę mało ale przy tak zbtiej konsystencji to jakoś idzie to przepchnąć :D.

To może nie jest zły peeling, jak ktoś lubi tłuste rzeczy na własnej skórze, może nie jest zły bo ma kawę i powinnam być zadowolona bo jak wiadomo ona ma wspaniałe właściwości, ewidentnie należy do tych naturalnych ale nie oszukujmy się , nie podbił mojego serducha ani tłustym filmem na skórze, ani zapachem (matko, jestem marudna :P).

Peeling Nacomi dostaniecie np. na cocolita.pl ---> klik, w obu pojemnościach,  15.90 zł / 100 ml; 24.90 zł / 200 ml.


22:47

Blogi, które czytam #12

Blogi, które czytam #12
No proszę, nawet wyrobiłam się w czasie i kolejna odsłona czytanych blogów przeze mnie ukaże się tak jak być powinno :D . Ostatnie tygodnie ubolewają we wpisy na blogu jednak obiecałam sobie, że co jak co, recenzji może być mało ale kolejna dawka twórców czeka na Wasze bliższe poznanie ;).
Wybranie piątki nigdy nie jest łatwe, komplementowanie każdego z osobna jest trudną sztuką ale widząc Wasze zaangażowanie i dyskusje pod postem utwierdzają mnie w przekonaniu, że to takie miłe uczucie docenić kogoś i  pokazać 'go' większej publice ;D. Dobra, bez zbędnego gadania tak wyglądają dzisiejszy bohaterowie.
P/s miało być ich pięciu ale niestety rozłożyła mnie choroba, siedzę z gorączką, ledwo widzę (i tak kątem oka oglądam mecz Real - Barcelona) i piszę do Was także odrobinę współczucia proszę ;D

1. Infallible Lifestyle



Blog Agnieszki to pierwszy blog, który poznałam i jest dla mnie swojego rodzaju 'przewodnikiem'. Mało osób wie, że jak miałam na samym początku problemy z bloggerem, nie wiedziałam co i gdzie dodać to właśnie Aga odpowiadała na moje wiadomości i tłumaczyła mi co i jak i uwierzcie jestem jej do dziś za to dozgonnie wdzięczna. Chociaż od tego czasu mijają lata (prawie 4) to nadal na jej blogu czuję się znakomicie. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że jej miejsce przeszło sporo przemianę i jest jednym z najpiękniejszych, najrzetelniejszych i najbardziej przejrzystych miejsc jakie mam okazję spotkać w sieci. Ciągle się zachwycam w jakim kierunku Aga poprowadziła swój blog - bo jest doskonale, perfekcyjne a przy tym ona sama nadal jest taka samą ciepłą, sympatyczną i otwartą osobą dla swoich czytelników jak z początku mojego blogowania.

2. Rose and Vanilla



Kinga stworzyła miejsce wyjątkowe: począwszy od treści, skończywszy na prostym szablonie i cholernie efektownych zdjęciach. Choć nie zawsze się u niej udzielam to z miłą chęcią zaglądam by choć przez chwilę popatrzyć na zdjęcia jak z najlepszego katalogu, poczytać konkretną treść i tak po prostu liznąć 'wielkiego pisma'. Bo dla mnie to co ona prezentuje jest czystą prostotą, ale tak ubraną, że mam wrażenie iż jej miejsce pochodzi z innego świata! Dosłownie - ta dziewczyna ma pisanie we krwi i doskonale wie, jak i w co ubrać słowa by zachęcić czytelnika do pozostania u niej na dłużej. Chociaż na blogu dominuje pielęgnacja to jestem przekonana, że każda z Was tu znajdziecie coś dla siebie, zwłaszcza że Kinga bardzo mocno (no dobra w większości czasu) skupia się na tematyce naturalnej a jak wiecie natura jest w cenie (że tak powiem) to właśnie ona jest właściwą osobą by Was tematem zainteresować/ pokierować lub po prostu u niej znajdziecie coś naturalnego odpowiadającego Waszym potrzebom . A wszystkie wiemy jak ciężko wyszukać w sieci miejsce, w którym naturalność gra pierwsze skrzypce i można wierzyć autorce na słowo bo to co ona pisze i jak pisze jest tym czego konkretnie szukasz.

3. W blasku marzeń



Pechowa Dorotka - tak bym mogła określić tą sympatyczną panią, która mimo wszystko i na przekór wszystkiemu prowadzi swoje miejsce. Dorota to osoba już doświadczona przez życie, która uparcie dąży do celu i konsekwentnie go realizuje. Co jakiś czas ma pod górkę (a to z wygraną nagrodą, a to z boxem kosmetyków itp) to jednak mimo wszystko mam wrażenie, że jej pozytywizm może zarażać innych ;). Bo wiecie to Dorota, która ma gdzieś co ktoś o niej mówi i z dumą robi swoje, co widać w szczególności na blogu, Jak jej się coś nie podoba to nie owija w bawełnę, nie ubiera to w słodkie słówka by 'mniej bolało' tylko walił prosto z mostu w czym rzecz ;D. W blasku marzeń to blog taki dla wszystkich, znajdziesz tam lekturę która Cię rozbawi, porady jak od najlepszej przyjaciółki. rzetelną treść, którą szukasz czy naprawdę miłe miejsce spotkań wszystkich osób ceniących sobie nie tylko dobrą treść a autora, który niestrudzenie pokazuje, że chcieć to znaczy móc i śmiałym krokiem idzie przez blogosferę będąc sobą w najlepszej postaci ;)

4. Kaczka z piekła rodem



Marta to prawdziwe guru w kwestii kosmetyków. Jak nikt umiejętnie zachęca to kolejny zakupów i to wbrew pozorom nie są kosmetyki luksusowe tylko czysta selekcja tego co znajdziecie online lub w każdej drogerii. Marta z pewną siebie swobodną łączy u siebie tematy z zakresu kolorówki jak i naturalnej pielęgnacji, Tworzy efektowne makijaże, które możemy od czasu do czasu zobaczyć na jej ślicznej buzi, jednak ... Czasem Marta przekracza granicę i pisze coś tak prywatnego i osobistego co wiele z blogujących osób można uznać za 'zbytnie otwieranie się'. I właśnie za to ją cenię, za to, że czasem napisze tak poruszającego posta, poruszy temat tabu i odkryje siebie na tyle ile w danej chwili chce. Brawo jej za to! Marta bloguje już bardzo długo i muszę powiedzieć, że za każdym razem odkrywam jej bloga na nowo, nadal mnie zaskakuje i nadal czytam ją z miłą chęcią i nadal czerpię z jej wiedzy wszystko co potrzebuję.

Czwórka wspaniałych za mną, co znacie?;> Co odkryłyście ostatnio?;>

23:16

Atelier Cologne Pomelo Paradis

Atelier Cologne Pomelo Paradis
Są takie momenty w Twoim życiu, które zapamiętasz ze szczegółami. Wryją Ci się w pamięć, zapamiętasz każdy detal, najmniejszą drobnostkę bo wiesz, że ten obraz w Twojej głowie to jeden z tych najważniejszych momentów, które chcesz pamiętać i odtwarzać w nieskończoność. Jednym z moich takich momentów jest jej widok, ten pierwszy , czysty i tak niewinny. Moment, w którym ją zobaczyłam zawsze będzie tym ciepłym promykiem, promykiem wyzwalającym falę gorąca i pozwalającym wypłynąć na mojej buzi szczery i pełen miłości uśmiech. Tego widoku nie da się zapomnieć, nie chcę go zapomnieć! To, że teraz budzę się codziennie mając tą kobietę przy swoim boku to istny cud, to , że wtedy na mnie spojrzała tymi swoimi piwnymi oczami było po prostu przeznaczeniem!


To wspomnienie jest jak żywe! Zwyczajny dzień, upał, pełno ludzi wszędzie a ja właśnie wracałam do domu po pracy. Jak to się mówi byłem styrany jak koń po westernie! Żeby skrócić sobie drogę do domu udałem się ścieżką przez malutki park. Zawsze zadziwia mnie fakt, iż ludzie go omijają - rozumiem mały, wręcz intymny, z jedną starą ławką, która widziała już tysiące par całujących się / kłócących / oczekujących. Lubię to miejsce bo zawsze przypomina mi - pośpiech nie jest najważniejszy. Ale dziś było inaczej. Ten park nie był pusty, z wesoło merdającym ogonkiem latał po nim maleńki, kudłaty piesek a za nim z pięknym, szerokim uśmiechem jedna z najpiękniejszych kobiet na świecie! I nie przesadzam! Nawet teraz słyszę jej śmiech, widzę spływającą kroplę potu pod tą cienką białą koszulką, I wiecie co? Miałem ochotę podejść do niej, odgarnąć te niesforne kosmyki włosów przyklejone do policzka, złapać za rękę i razem z nią biec za tym psiakiem! Byłem zauroczony tym prostym/ zwykłym widokiem!

Nuty głowy: Różowe Pomelo z Florydy, Mandarynka z Kalabrii, Pączki Czarnej Porzeczki, z Burgundi 
Nuty serca: Marokańskie Kwiaty Pomarańczy, Esencja Róży Bułgarskiej, Mięta z Chin 
Nuty bazowe: Wetyweria z Haiti, Irys z Toskanii





W jednej minucie cały mój świat zaczął wirować! Zrobił mi się gorąco (i to nie wina upału!), poluźniłem krawat, na twarzy pojawiły się rumieńce i jak Boga kocham mój wzrok ciągle podążał za tą jedną , maleńką kroplą potu znikająca pod materiałem! To nie było do mnie podobne! Musiałem wyglądać jakbym był w jakimś transie - aż podskoczyłam gdy podeszła do mnie i spytała 'wszystko w porządku?' . Tak stając naprzeciwko niej, patrząc w te piwne (już rozbawione) oczy poczułem się dziwnie. Po pierwsze jej wzrok zwalał z nóg, po drugie pachniała czystością i świeżością - miałem ochotę zanurzyć swój nos w jej puklach, po trzecie czułem się jakbym właśnie wylądował w sokowirówce ! Kompletnie jej zapach, świeżość, czystość, owoce miksowały mi w głowie i przed oczyma! Naprawdę chciałem ją dotknąć! Wpatrując się w nią jak cielę w malowane wrota czułem się dziwnie podekscytowany: z jednej strony ten orzeźwiający zapach wyzwalał we mnie moc radości, z drugiej zaś miał w sobie coś kwaskowego, z goryczą, jednym słowem nęciła mnie piekielnie ale czułem, że mogę się rozczarować gdy tylko wypowiem pierwsze słowo.

I tak właśnie jest z otwarciem Atelier Cologne Pomelo Paradis - soczyście, owocowo, wibrująco. Momentalnie uśmiech wypływa na twarz! Jest po prostu orzeźwiające na maksa! Czuć lekką słodycz, czuć odrobinę kwasku a przede wszystkim woń cytrusowa zbija z nóg! Dominuje, upaja, orzeźwia, przynosi ulgę jak i ukojenie i po czasie znika. Ot tak po prostu: robi to stopniowo, pozwalając mięcie delikatnie się wkraść przez co zapach staje się lekko mroźny, chłodzący i taki z 'lodem' jak dobrze zmieszany drink. Nadal gdzieś przebija się woń cytrusów ale ta mięta idealnie ją okiełznała i złagodziła bo już tak nie wibruje i nie emanuje wręcz 'czystością'.



Bezpiecznie i czysto - to pierwsze skojarzenia jakie przychodzą mi na myśl gdy za drugim razem ona podniosła głowę i spojrzała mi w oczy. Czułem nikły promyk, że może ta dziewczyna i ten psiak to najlepsza rzecz jaka mi się dziś trafiła? Może po prostu ten park, ta ławka miała dość tego że wałęsam się po nim sam i na mojej drodze spotkałem tę uroczą dwójkę? Do dziś nie mam pojęcia - wiem, że kiedy później jej uśmiech całkowicie mnie rozbroił to kazałem jej poczekać i znikłem na bite 10 minut. Nie łudziłem się, myślałem że jak wrócę to już jej tam nie będzie a jednak ona jakby nigdy nic kucała na trawie i miziała tego swojego psiaka głośno zanosząc się śmiechem! Nie wiedziałem czy to co robię jest słuszne, czy ona nie pomyślała o mnie ' co za idiota' ale jedno czułem- to musi przełamać wszelkie granice więc szybki wdech, ruszyłem dziarsko do przodu i jakby nigdy nic dałem jej ... dużą, puchatą watę cukrową ;D! Nie wiem czy to szok wymalowany na jej buzi, że wróciłem i to z watą czy późniejszy jej śmiech jak pałaszuje słodkie cudo przekonał mnie do faktu, że dziś jest ten dzień co wszystko zmieni.

Od tego czasu minęły 3 lata, teraz ona leży w ciepłym łóżku a ja szykuję śniadanie. Nadal pachnie cytrusami i czystością, nadal czuję się przy niej jak uczniak, nadal mamy kulkę sierść śpiącą grzecznie na podłodze. Stagnacja i bezpieczeństwo, może to monotonne a może to po prostu nasze 'slow live' sprawia, że uwielbiam ten nasz związek w takiej postaci jakiej jest: bo jest czysty i świeży, delikatny, wibrujący ale też daje mi poczucie bezpieczeństwa. Bo wiecie, nie ma nic piękniejszego niż jej widok w mojej białej koszuli kiedy chyłkiem wkrada się do kuchni i skubie rogalika!

I tak też jest w przypadku zapachu: bezpiecznie i czysto. Ja czuje przeważnie cytrusy, nic odkrywczego i to właśnie one mi przez większość czasu towarzyszą. Po prostu nic już się nie dzieje, nic się nie wybija - można rzec zrobiło się 'monotonnie' .


Pomelo Paradis to fajna alternatywa na ciepłe miesiące gdzie szukamy orzeźwienia jak i czegoś 'czystego'. Bo dla mnie ten zapach taki jest ale nie ukrywajmy dla większości będzie on po prostu prostolinijny, bez zachwytów. Czy go lubię? Owszem daje mi fajne poczucie lekkości i poprawia nastrój ;)
Na mojej skórze trzyma się jakieś 5 godzin co może nie jest zbyt pięknym wynikiem (zwłaszcza z taką dominacją cytrusów)...

Zapachy Atelier Cologne dostaniecie na stronie Sephory ---> klik. Pomelo Paradis dostępny jest w pojemności 100 ml / 419 zł.

P/s tutaj możecie o nim poczytać:
Magda ---> klik

23:41

Tydzień filmowy #20 tydzień z kreskówkami :D

Tydzień filmowy #20 tydzień z kreskówkami :D
Kto nie lubi kreskówek? Ooo widzę brak łapek w górze a to oznacza, że każdy z nas czasem potrzebuje totalnego relaksu, bajkowej historii, która nas przeniesie w najbardziej fantastyczny, nierealny świat zaprojektowany na potrzeby naszych milusińskich . To nie prawda, że kino przeznaczone dla najmłodszych jest tylko i wyłącznie dla nich zarezerwowane ;D Ja jestem na to żywym przykładem i uwierzcie, że równie mocno jak kino grozy kocham też kino bajkowe ;D A w dzisiejszym tygodniu będzie o tym drugim czyli kilka pozycji dla dzieci, które udało mi się obejrzeć ;D

1. Bociany (2016) ---> klik



Jak się dziecko pytał skąd się biorą dzieci to człowiek po prostu pisze list i już, załatwione ;D Choć ja nie przypominam sobie bym pisała o młodszą siostrę hmmm :D. Ale to nic istotną kwestią jest to, że ta bajka za każdym razem mnie rozbraja: małymi istotkami ze świetnymi kolorami włosów, wielką rodziną rudzielców, wilkami które potrafią zrobić złamane serce a przede wszystkim dość dobrze odebranym, lekkim humorem ;D. Jak każda bajka potrafi rozbawić do łez choć tutaj zdecydowanie następuje to za rzadko. Dla mnie Bociany bardziej ma wartość pouczająca, zwłaszcza dla rodziców - karierowiczów ;) , Blond gluto ją lubi tylko dlatego, że jest tam dziewczynka z różowymi włosami no i jest ruda :D

2. Trolle (2016) ---> klik



No i tu znowu mamy moją wersję filmową ... bo już kilka osób mi powiedziało, że jestem podobna do Poppy a raczej, że Poppy to czysta ja ;D (na co mama powiedziała, faktycznie widać po uszach :D ). Za dzieciaka miałyśmy z siostrą dwa takie trolle do zabawy i uwierzcie mi fajnie było teraz je zobaczyć na wielkim ekranie ... ale lekko się rozczarowałam ;(. Dzieciom na bank się ta kolorowa, niesamowicie śpiewna bajka przypadnie do gustu ale mi osobiście czegoś zabrakło. nie wiem, może to wszystko dlatego, że baja była szeroko zapowiada i komplementowana i oczekiwałam czegoś innego? Bo sama historia fajna, Trolle bardzo milutkie, ładniutkie i takie do przytulania ale cóż myślę, że obejrzałam dwa razy i starczy ;). Chociaż przyznaję, że trolli śpiew jest fajny i miło się go słucha, ba nawet dziecko do niego tupnie nogą ;D. No dobra przyznaje się też, przygarnęłabym te trolle do siebie , a niech śpiewają i dawać mi tu tego z brokatem! Niezły byłby z niego rozświetlacz ;D

3. Zakwakani (2016) ---> klik


W przypadku tej opowieści od razu widać, że za nią nie stoi jakaś wielka wytwórnia jak Disney czy Pixar , z początku myślałam, że wyszła spod łap jakiś niemieckich producentów a tu taka niespodzianka Chiny/ Rosja. I już na samym początku powiem , że dziwnie mi się ją oglądało...bo cała opowieść jest dziwna, mało śmieszna, czasem lekko wulgarna co mnie dorosłą osobą wprowadza w zażenowanie a co dopiero małe dzieci... Owszem są kolorowe kaczuszki, dziwne stroje, piękna grafika ale chyba na tym kończą się plusy tej kreskówki. Nie umiem zobaczyć w niej przyjemnego kina dla dzieci: ja nawet sama się w niej zgubiłam próbowałam poszukać głównego motywu i nic mi nie wychodziło. Zakwakani mają tylko dobry zwiastun, nic poza tym i to zupełnie nie kino dla milusińskich, bo dla mnie bajka musi mieć też jakiś morał, czemuś przyświecać ... Chociaż nie da się ukryć, że niektóre aluzje seksualne tutaj są zręcznie wplecione w wątek jednak moim zdaniem w kinie dla dzieci tak nie wypada!

4. Zwierzogród (2016) ---> klik


Najlepsza pod każdym względem <3 Animacja, grafika, dialogi, przesłanie, postacie, muzyka = świetne kino dla dzieci :D. Blond gluto ostatnio mi powiedziało 'włączysz mi bajkę z króliczkiem?' i jak Boga kocham ona się wpatruję w policjantkę Hopps jak w obrazek! Dla mnie ta bajka to odkrycie roku i mogą ją oglądać non stop :D Pączkowy, Gizela czy też ten uroczy mały fenek z lodem mnie rozczulają <3. Totalnie mnie ta bajka zauroczyła i się nie dziwię, że bije inne na głowę bo ma to coś ;D Mi się nawet piosenka Shakiry wkręciła na tyle, że słuchałam ją dzień w dzień no po prostu to jest to coś ;D. A ten królik i rudy lis - chcę drugą część ich przygód, nawet dowcipne leniwce zniosę ;D. No i rzecz jasna: klasa kiecka ;D

5. Sausage Party (2016) ---> klik


A na koniec bułka z parówką ... no znaczy się humor dla dorosłych :D. Ja i mój Karol po prostu przepadamy za tą 'bają'. I uwaga to nie jest dla dzieci, owszem gadające, uśmiechające się jedzenie może być dla nich fajne, ale tyle wulgaryzmów, tekstów i dwuznacznych sytuacji, gadek o seksie czy też chwile przemocy nie są dla wrażliwych paczadełek dzieci. Zresztą za każdym razem jak idę do sklepu to się zastanawiam co tak te moje bułki sobie myślą :D :D. Ogólnie muszę powiedzieć - pomysł i fabuła świetna, Hayek jako Tacos i uwierzcie widać takie podobieństwo, że masakra ;D Znaczy Tacos ma cechy Hayek ;D. Bo tu mamy wszystko: mówiąca bułkę, że jest ciasna. parówkę, która chce wejść, płyn do kibla szukający zemsty czy nawet ćpający alkohol! No totalny wypas, misz masz i wszystko co potrzeba by śmiać się z tak pokręconej historii :D

No to by było wszystko :D A więc kto ogląda bajki? :D
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger