21:10

Moje 7 urodowych grzechów głównych

Moje 7 urodowych grzechów głównych
Kiedy zobaczyłam ten TAG u Olgi i Pauliny wiedziałam - muszę go zrobić u siebie! Wbrew pozorom myślałam, że wybranie gronka do tego wpisu będzie szybkie i bezbolesne - jakże się myliłam! Nie tak łatwo wybrać swoje grzeszki i wyjawić je przed całym światem! :D Długo się zastanawiałam czy dany kosmetyk to jest ten naj naj poważniejszy grzech ale .... Mam to za sobą! 7 urodowych grzechów, 7 niecnych uczynków, bólu portfela przed Wami stoi otworem! ;) 
No dobra z lekkim uśmiechem i zalotnym spojrzeniem czekam na Wasz osąd :D
'... więcej grzechów nie pamiętam, obiecuję poprawę!'


 Winna grzechu #1 chciwość : najdroższy kosmetyk jaki kupiłaś, najtańszy jaki posiadasz?

Tutaj miałam łatwe zadanie ;D . Nie wiem czy powinnam się cieszyć ale te najdroższe z najdroższych, które mam to zawsze jakimś sposobem dostaje ;O. Wiem szok :D Z tych takich drogich, przy których moja kieszeń kwiczała jest zaledwie parę a wśród nich pomadka Guerlain Kiss Kiss w odcieni Excessive Rose, która kosztowała mnie wtedy 169 zł, zaraz po niej plasuje się róż Smashbox za jakieś 135 zł . Oba produkty należą do moich ulubionych marek, więc akurat na nich nie oszczędzam ;D. Najtańszą rzeczą z kolorówki , którą sama kupiłam jest chyba lakier do paznokci. Może to dziwnie zabrzmi ale wszystkie moje produkty do ust albo dostałam albo wygrałam, druga część kolorówki pochodzi ze współprac co oznacza , że sama sobie tak naprawdę kupiłam tylko lakier do pazurów :D.

Winna grzechu #2 gniew: których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?

Nienawidzę eyelinerów! To chyba każdy już wie :D Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju ( póki co) olejki do twarzy czy ciała ba, a nawet nie po drodze mi z wszystkimi cudami samoopalającymi czy też podobnie mam z bronzerami. Ja nie wiem co mam sobie dodawać brązu na ryjek czy na ciało skoro i tak jestem idealna? :D
Jak wiadomo uwielbiam perfumy, taka mania ;D Zaraz po tym przodują pomadki :D. Obie rzeczy mogę uznać za te, które uwielbiam i wielbię ponad wszystko.
Najtrudniejszy? Chyba nie ma takiego ;). Najwięcej trudności sprawia mi zawsze dostęp lub moje możliwości finansowe ale jeszcze nie miałam problemu z żadnym kosmetykiem i nie musiałam nic sprowadzać tygodniami :D



 Winna grzechu #3 obżarstwo: Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze?

Póki co najpyszniejszym kosmetykiem jaki mam i ochoczo używam jest paleta Too Faced Chocolate Bar. Piękne kolory, nazwy takie że ślinka cieknie poza tym prawdziwy z najbardziej prawdziwszych zapachów czekolady wbija w fotel! Jeśli zaś chodzi o pielęgnacje to tutaj króluje Stenders - mają takie jedzeniowe aromaty że szok! No i oczywiście The Body Shop - czasem żałuję, że tego mango nie można wypić, choć i kremy do rąk czy mydełka pachną apetycznie! ;D. Ale ja kocham mango w każdej postaci więc każdy kosmetyk z mango dla mnie jest apetyczny ( i z arbuzem i z ananasem :D) Muszę przyznać, że pyszne są też produkty Organique!
Uwielbiam owocowe zapachy, świeże czy też lekkie. Nie za bardzo lubię natomiast zapach kawy, czekolady czy też cynamonu w kosmetykach: jedna wielka ohyaaaaaaaa!

 Winna grzechu #4 lenistwo: których produktów nie używasz z lenistwa?

Rozświetlacz użyję jak mi się o nim przypomni :D. Nie stosuję go codziennie tylko na te większe wyjścia, no dobra jak ma Karol przyjechać a ja potrzebuję by wyszedł z butów jak mnie zobaczy :D. Nie używam też eyelinerów, bronzerów bo z tym wyglądam jak ufo ze strefy 51 :D. Brwi hmm to temat rzeka, wystarczy mi lekkie podkreślenie i jest cacy, żadnych wosków czy rysowania linii na nich, więc zdarza się, że robiąc makijaż ich nie podkreślam bo zwyczajnie mi się nie chce ;).
Swego czasu miałam spory problem z kremami do rąk - myślę, że to faza przejściowa u każdej z nas . W ostateczności dorosłam do tego tak, że aktualnie mam otwarte 3 kremy :D. Problem ostatnio mam z maseczkami zwłaszcza na mój kropkowany czarny nosek, po prostu nie mogę się zmusić by nałożyć maskę (a trwa to ponad miesiąc :P) ale to niedługo przejdzie (mam nadzieję :P).


Winna grzechu #5 duma: które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?

Zdecydowanie pomadki. Nie mam ich zbyt dużo ale zawsze znajdę taki kolor, który w ten konkretny dzień jest dla mnie idealny. Wbrew pozorom wcale nie chodzi mi o czerwień ;D. Chociaż ktoś z mojego otoczenia może stwierdzić, że mi pewność siebie nie jest potrzebna: w końcu mam rude loki i masę piegów na ryjku to czego mogę więcej potrzebować by czuć się pewniej? ;)
Ale wait, zaraz powinnam dodać, że perfumy ale to jest inna para kaloszy ;D

Winna grzechu #6 pożądanie: jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?

Wiele osób pewnie powie, że facet powinien dbać o siebie. I ja jestem tego zdania :D Nie rozumiem nigdy tego, że jak już facet dba o sobie to lecą przykre komentarze w stosunku co do niego a przecież chcemy się pokazać z zadbanym mężczyzną a nie z jakimś lumpem, który pół dnia stał pod monopolowym ;D. Zadbany facet jest fajny a nie zaraz gej i inne jednorożce. Najbardziej mnie kupują dołeczki w policzkach no masakra, mogłabym patrzeć i patrzeć na takiego faceta jak się uśmiecha ;D. A tak między nami strasznie mi się podobają wytatuowane męskie ręce - Chryste Panie dosłownie jestem wtedy na kolanach ;D

Winna grzechu #7: zazdrość: jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?

Perfumy! Perfumy! Choć poprawna odpowiedź brzmi: książka i perfumy ;D. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba ;D. Poza jedzeniem, dobrym filmem of course :D

Uff i nawet mnie to nie bolało :D a Wy jakie macie grzechy na sumieniu? ;)
Wybaczcie ale mam masę spraw w toku więc postów jest troszkę mniej , jak tylko ogarnę się z wszystkim to będę pisać i pisać i pisać ;)

14:23

Co warto a co nie wypróbować z oferty Balea?

Co warto a co nie wypróbować z oferty Balea?
Kiedyś narzekałam. Bardzo narzekałam. Wszędzie widziałam tą całą markę Balea, atakowała mnie na każdym kroku  a ja nadal nic z niej nie miałam aż do czasu. Wygrałam dwa konkursy z pełnymi paczkami kosmetyków Balea, moja Julia zaczęła mi z Niemiec wysyłaćich produkty ...Summa sumarów poznałam ofertę tej marki na tyle by wiedzieć czego się wystrzegać co polecać i czy ich sztampowe produkty są tak naprawdę tymi, które chociaż raz każdy / każda z nas powinna gościć u siebie w łazience. Postanowiłam zebrać w całość wszystko co do tej pory przetestowałam i dać Wam znać, co warto a co nie ;). Może kiedyś to się komuś przyda, a nawet jeśli nie to warto mieć taki mini przewodnik :)


Już na samym początku uprzedzam: do tych kilku zdjęć użyłam produktów, które obecnie mam w domu. Część produktów użyłam kiedyś (zostawię linki do recenzji), część była w 'denkach' a kilka skończyłam teraz  i nie opisałam ich na blogu . Część kosmetyków Balea ma moja siostra i bratowa więc też się znajdą na tej liście a inna część o której powiem jest mi znana od mojej Julii :D

# włosy

Miałam dwa produkty z serii przeznaczonych do włosów kręconych: szampon i spray ---> klik. Oba te produkty były mniej niż przeciętne. Owszem działały na pierwszy rzut oka, ale przy dłuższym stosowaniu pojawił się łupież i ogromne rozczarowanie, z tego co wiem to ich szampony w tubkach też mają do tego tendencję. Kilka szamponów, które miałam spisało się znacznie lepiej. Bardzo polubiłam ten Frangipani & Perle: fajnie oczyszcza włosy, nadaje im objętość a poza tym ślicznie pachnie co czuć na kudłach. Odżywki jak do tej pory żadna mi nie przypasowała, prawie każda z nich masakrycznie obciąża włosy tak, że na drugi dzień wyglądałam jak zużyty mop do podłogi - no chyba że używacie odżywki tylko na końcówki to wtedy jakoś można uznać, że wygląda się jak człowiek.  Znacznie lepiej spisują się ich maski (miałam waniliowo - migdałową) pięknie pachniała, cudownie nawilżała jedyny minus - mało wydajna.

Co polecam? Szampony, zwłaszcza te w białych opakowaniach (to chyba ich sztampowe produkty) i maski do włosów. Odżywki ujdą ale szału nie robią natomiast odradzam serię do loków i produkty w tubkach (choć tych nie miałam ale czytałam o nich :P)



# twarz

W tej kategorii muszę przyznać, że miałam całkiem spore gronko Baleowych kosmetyków. Na pewno warto kupić ich maski (saszetkowce) są całkiem tanie, pięknie pachną i 'coś tam robią' - miałam cztery różne wersje i każda raz za razem mnie zadziwiła . Moim faworytem jak do tej pory była ta z miodem lub malinowa bodajże, zresztą warto kupić każdą :P
Nie warto na pewno kupować tych gadżeciarskich produktów np jak , Balea Beauty Effects Hyaluron Booster, który nie robi kompletnie nic a wygląda tylko szałowo(zwłaszcza jego aplikator). W kwestii oczyszczania twarzy miałam tylko mleczko do demakijażu ---> klik, które było bardzo wydajne alee... no właśnie trzeba było odpowiedniego podejścia do niego a i tak mógł szczypać w paczadełka. 
Chyba najwięcej miałam smarowideł: krem Tagescreme , który widzicie na zdjęciu jest genialny! Treściwy, szybko się wchłania, dobrze nawilża, nie pachnie , mam nawet wrażenie, że makijaż lepiej się trzyma - cudo! Jedyny minus to opakowanie bo jednak wolałabym je w normalnym pudełku ;). Balea oferuje też coś na wzór naszego Nivea - krem Pflegecreme, miałam bodajże w wersji cytrynowej i powiem Wam, że to jest krem do wszystkiego, działa i to jak! Kolejne smarowidło to 'fluid nawilżający', który miał mocny zapach alkoholu i w większej ilości potrafił przesuszyć ---> klik. A musicie wiedzieć, że Balea podobno lubi pchać alkohol w swoje produkty ;O. Miałam też jakieś ich chusteczki oczyszczające (takie 3 w 1), które niby były mokre a po wyciągnięciu z opakowania raz dwa stawały się suche ;x.

Co polecam? Kremy do cery mieszanej z obrazka i maseczki! Naprawdę warto za te parę groszy :) Do demakijażu czy też oczyszczania jednak polecam produkty sprawdzone bo Balea akurat w tej kwestii zbytnio nie zachwyca.

# ciało & kąpiel

Żele! To są produkty, które choć raz musi każdy / każda z nas poznać. Miałam już kilkanaście wariantów zapachowych i zawsze jestem wybredna co do tych limitowanych serii : są zapachy, które w moim odczuciu pachną nijako lub połączenie jest bardzo dziwne. Bardzo zaś za to lubię wszelkie warianty owocowe lub kwiatowe :D. 
Kremy i masła do ciała mają naprawdę dobre! Masło, które miałam ---> klik, okazało się tak dobre, że miałam później kolejne opakowanie! ;) W grudniu trafiły do mnie 3 kremy do ciała: wszystkie pachną obłędnie, są mega wydajne jedyny minus plastik jest tani jak barszcz i lekkie puknięcie nim i pęka ;x. Zarówno kremy jak i masła fajnie nawilżają, są wydajne i robią 'wow' ;). Miałam też 'bodylotion', który pachniał cudnie, ale strasznie bielił i lał się jak woda ;x
Balea ma też mnóstwo produktów do kąpieli: jak dla mnie najlepsze są ich sole: pachną, barwią wodę , co  różni je od płynów do kąpieli, które pachną tylko w opakowaniu a po wlaniu do wanny dają mnóstwo piany ale nie ma już dodatku w postaci zapachu :(.  Warte uwagi są też ich kąpielowe umilacze: miałam jakieś serduszka i były mega fajne ;D. Kąpiele ziołowe, które widzicie są hmm dziwne, dają mnóstwo piany, mają specyficzne zapachy ale są niewydajne mimo ogromnej butli ;(. Mam też wrażenie, że lawendowy przesusza ;x

Co polecam? Warto poznać żele , kremy do ciała i masła, które naprawdę działają! ;).  Z umilaczy jednak sole i urocze serduszka czy tam kule :D. Niestety bodylotiony mają koszmarną konsystencję a płyny do kąpieli cóż dają mnóstwo piany ale gdzie zapach? Kąpiele ziołowe zapachowo mogą nie podejść  :>



#inne 

Czyli inne ;D Miałam jedną mgiełkę arbuzową i powiem Wam, że pachniała cytrusowo a nie arbuzem i krótko ;x. Kremy do rąk  mają dość fajne: jednak tych 2 w 1 ( krem - maska) nie polecam bo taką szorstkością zapewniają jak papier ścierny :D. O tym z Urea jeszcze będzie na blogu także póki co nic nie powiem ;). W mojej łazience było też jedno mydło w płynie: cudowny zapach ale okropnie klejąca konsystencja fuuuuuuuuuuuj :D

Jestem zaskoczona mile bo Balea ma fajne produkty dla dzieci! Ich żele z kolorowymi obrazki pachą cudnie , jak cukierki czasami :D

Kurdę, coś czuję że i tak z tego nic nie wyniosłyście ale co tam :D.
Co znacie z Balea? Co polecacie a co odradzacie?;)
P/s od Julii wiem, że jak się mieszka w Niemczech to Balea już nie kusi :D

17:02

Blogi, które czytam #11

Blogi, które czytam #11
Tak wiem, znowu nawaliłam, i tak wiem ostatni taki wpis był dwa miesiące temu jednak zgodnie z Waszymi życzeniami najpierw miał się pojawić post o pasożytach :D. Dlatego teraz wracam i mam zamiar posłodzić kilku osobom :D. Wracając ostatnio do tych postów sprawdziłam jak mają się moje polecane blogi i wiecie co? Tylko kilka z tych polecanych 'świeżaków' nadal istnieje w sieci co mnie lekko smuci :(. Mam nadzieję, że moje dzisiejsze odkrycie się tu utrzyma a Ci 'starzy wyjadacze' są Wam dobrze znani, wszak ta piątka (jak każda polecana grupa) jest warta bliższego kontaktu ;)

1. Sweet & Punchy



Pobyt na blogu Kasi mogę liczyć w latach - było to jedno z pierwszych miejsc na które trafiłam i nie żałuję... bo tam jest wspaniale! Ogromny talent i pasja, piekielnie dobre makijaże, perfekcyjna kreska a w środku tego ona: skromna dziewczyna jak każda z nas;). Ona czyni cuda - widziałyście kiedyś jej makijaż paczadełka? Czad ;D Ma usta stworzone do noszenia pomadek i każda prezentowana szmina przez nią wygląda obłędnie. Pisze lekko i rzeczowo, czyta mi się ją przyjemnie i bardzo się cieszę, że po długim okresie ciszy wróciła do pisania. Kasia jest jednym ze 'starych wyjadaczy' i jak widać jej blog to miejsce, które obroni się samo ;). Jej styl , to co tworzy, jej upór czy też wszystko to co włożyła w bloga jest widoczne od razu i nie jedna z nas może jej pozazdrościć wytrwałości. Wiemy już, że blogosfera nie jest do końca zbyt przyjazna ale tu mamy przykład na to, że ciężka praca, talent i upór jest ważny ale tak naprawdę to nasza osoba a tutaj osoba Kasi powoduje, że aż chce się blogować! Ona jest skromna, taka jak my, nie owija w bawełnę i po prostu czaruje! Lubię jej blog, lubię ją bo jest jedną z nielicznych osób, które słowo traktuje poważnie, która pisze szczerze bez ogródek i która po prostu mnie kupuje wszystkim: począwszy od tego, że nie idzie ona za modą na minimalizm a skończywszy na tym, że nadal po tylu latach blogowania można nadal czerpać radość ze swojej pasji .

2. Świat Kommo



Kasia to kolejna duszyczka, która wróciła po przerwie do pisania co mnie cieszy. Jest jedną z najbardziej sympatycznych osób jakie poznałam w blogosferze i zdecydowanie jest jedną z tych osób, które są niedocenione a powinny. Jest naturalna, 'czysta', delikatna i robi świetne makijaże. Cenię w niej to, że nikogo nie udaje, nie stara się przypasować czy zmieniać się na siłę - jest po prostu sobą w najlepszej postaci. Jej naturalność wręcz ujmuje i czaruje i na jej blogu czuję się bardzo dobrze. Czuję się po prostu swojsko jakbym rozmawiała z koleżanką. Jest lekko i przyjemnie. Z łatwością każda z nas się u niej odnajdzie bo to miejsce - Świat Kommo jest po prostu blogiem gdzie króluje delikatność, subtelny czar a jego autorka jest ma w sobie coś takiego co od razu podbija Twoje serducho. Kasia to też jedna z nielicznych osób, która spytała mi się czy będę na Meet Beauty co mnie zaskoczyło bo w ogóle nie myślałam, że ktoś by mnie tam chciał , jak widać moja logika jest pokrętna a ostatnie dni utwierdziły mnie w przekonaniu iż kilka osób fajnie by było poznać osobiście ( no dobra kilkanaście osób) :D. Cieszy mnie fakt, że ktoś tak dobrze mnie odbiera a po ostatniej rozmowie z nią stwierdzam, że ta dziewczyna jest szalona, ambitna i urocza jak mały słodki, futrzasty kociak! Nic tylko podziwiać i głaskać ;D

3. BeautypediaPatt



Ach i jest moja blond Pata! Czasem mam wrażenie, że Pata to moje łagodniejsze, blond wcielenie taki aniołek po prostu ;) Uwielbiam ją za poczucie humoru, wręcz częste zgadzanie się ze mną a nawet nasze lekkie przekomarzanie się ;) Czuję, że w realu byśmy się świetnie odnalazły ;D A jej blog? BeautypediaPatt to miejsce iście kobiece, stworzone dla pięknej natury przez kobietę pewną tego co pisze, przez kobietę która w bardzo przyjemny sposób przedstawia nam fakty. Z rozkoszą zabieram się do jej lektury i pamiętam jak jeszcze kilka tygodni temu pisałam jej 'wróć na bloga!' ( kurde, dzisiejsze blogi to takie powroty po czasie do pisania :P) . Z drugiej strony jej osoba jest skryta i nieśmiała, dopiero całkiem niedawno zaszczyciła nasz swoim #selfie czyli uroczą piękna buźką ( pokazuj się częściej!). U niej nie poczujecie się źle, poczujecie się po prostu swobodnie, na luzie bo jej miejsce to blog, w którym poznacie bratnią duszę, kumpelę do pogadania ;).  I oczywiście uwielbiam jej sierściucha ( pozwól mu spać na stole :D) i całą ją ! Oo za prostotę, bycie naturalną, bycie sobą i bycie osobą zupełnie szczerą, lekko wstydliwą ale odwalającą kawał rzetelnej roboty!

4. PKNDL


Jeśli ktoś myśli, że czytam tylko blogi urodowe to się pomylił. Na jej bloga trafiłam w momencie kiedy było głośno o pewnej sprawie i zostałam! Uwielbiam Anię ( czy Annę?:) za jej styl, nie przejmowanie się niczym, brakiem cenzury i tym jadowitym językiem. U niej czuję się jak u siebie ;D. Dosłownie jej miejsce kipi sarkazmem, nieprzyzwoitością i jest genialne! Uwielbiam każdy jej post , każde jej słowo! Mówi dobitnie, szczerze i czasem okrutnie i jak nikt w blogosferze poprawia mi humor i pokazuje mi, że ktoś taki jak ja wredny i zepsuty może mieć rację bo ona ma! Jej miejsce to zdecydowanie istna wisienka na torcie! To co porusza na blogu może czasem śmieszyć, czasem być wzruszające ale z całą pewnością siebie pokazuje ona co myśli o niektórych zjawiskach. Ja biję brawo i się nisko kłaniam bo odwalasz kawał dobrej roboty! :D Oby tak dalej bo uwielbiam odmóżdżyć się przy Twoich niecenzuralnych słowach przy których babciom spadają antenki z beretu :D. Już kiedy czytam tytuł posta wiem, że będę się świetnie bawić bo ta kobieta umie operować piórem i uwaga to nie jest bloga dla delikatnych panienek, które nie przeklinają, nie mają w sobie ani krzty nuty 'wredności' bo może Was odrzucić. dla mnie jest wybornie choć wiadomo ciągnie swój do swego :D

5. Kosmetyczny Fronesis


Czas na naszego świeżaczka czyli tym razem w tej roli występuje Agnieszka i jej urodowe dziecko. Kiedy pierwszy raz do niej trafiłam zaniemówiłam - dosłownie. Cudowne zdjęcia, konkretna i rzeczowa treść, autorka rzetelnie odpowiadająca na komentarze, przy czym widać, że w swoje posty wkłada mnóstwo serca sprawiły, że musiałam wrócić na stronę główną i przewertować jej treści. Ona ma potencjał i to ogromny! Sposób w jaki pisze, dopracowuje posty mnie onieśmiela! Póki co wdrażam się w jej miejsce ale już wiem, że Agnieszka posiada dużą wiedzę kosmetyczną, z którą chętnie się dzieli, jest sumienna i dokładna. Potrafi zaciekawić czytelnika i skusić go na tyle by u niej pozostał, ja przepadłam i z czystym serduchem polecam zajrzeć ;). Mam nadzieję kochana, że będziesz z nami długo a długo bo takich perełek tu potrzeba! :)

Uff, oto cała piątka. Co znacie a może mi coś polecicie? :)

21:02

Wytwórnia mydła: mus do ciała Green Tea

Wytwórnia mydła: mus do ciała Green Tea
Są takie marki, które trzeba znać. I nie mam tu na myśli produktów wysokopółkowych, kosztujących krocie i obiecujących naprawdę same cuda i achy. Czasem warto poszukać na naszym rodzimym rynku perełkę, niczym nie wybijającą się z tłumu markę, która kosztuje niewiele. Ostatnio ja sama nie mam czasu na przeglądanie 'naszego podwórka' i odkrywania cudów ale od czego ma się najlepszych znajomych na świecie? :> Bo tak naprawdę za odkrycie tej marki, za to odkrycie dla mnie Wytwórni mydła stoi Iwonka ♥.
I uwierzcie niczym nie wyróżniające się pudełko, mało informacji w sieci na jej temat z początku ostudziło mój zapał ale gdy je otworzyłam .. przepadłam! Dlatego z dumą i szerokim uśmiechem przedstawiam Wam dziś produkt wyjątkowy, wręcz kapitalny a co najważniejsze NASZ - prosto z Polski, zrodzony z pasji i obdarowanym wielkim kawałkiem serca , które przekonuję Cię do marki i do zwykłej prostoty.


Kto, co i po co? Wytwórnia mydła to nie tylko marka serwująca prosty, bez sztampy efekt wizualny. To dzieło utalentowanej pani Kasi, która swoje cuda tworzy bez chemii, bez ulepszaczy a przede wszystkim każdy produkt jest wyrabiany ręcznie a to znaczy, że każda rzecz, która trafia w nasze łapki jest dopieszczona do granic możliwości. Mało? To zobaczcie moje cudo, ono tylko wygląda tak niewinnie ale ma moc! ;)



Prosty plastikowy pojemnik, jakaś nijaka nalepka, krótki opis i cudownie krótki skład ♥ Tak naprawdę nie spodziewałam się cudów po tym musie, żyłam w przekonaniu, że to co dobre musi mieć wyjątkową otoczkę, bogatą reklamę i sprawiać wrażenie kosmetyku 'stworzonego specjalnie dla potrzeb Twojej skóry'. Tymczasem otrzymując ten niepozorny mus , kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to co najlepsze zawsze ( no prawie zawsze) wygląda zwyczajnie wręcz monotonnie.

Mus do ciała Green tea to połączenie masła shea i dwóch olei - ze słodkich migdałów i z orzechów laskowych. 
I chyba najbardziej lubiany zapach zielonej herbaty - świeży, cytrusowy z nutą mchu dębowego

I będą ochy i achy i będę piała z zachwytu bo jest nad czym! ;) Mus do ciała robi znacznie więcej niż możemy się spodziewać! Zaskoczył mnie wszystkim: wyglądem, konsystencją, zapachem, działaniem, ceną ! To jeden z lepszych kosmetyków jakie miałam okazję poznać! I uwaga od moich słodkich słów może Wam się zrobić próchnica ;D

Pierwsze użycie? I było wow - jak nigdy w momencie gdy moje paluchy miały przyjemność poznać tą konsystencję już czułam, że to jest to, to jest HIT! :) Mus bardzo szybko rozprowadza się na ciele, zostawia nawilżającą warstewkę, którą czuć jeszcze na drugi dzień wieczorem ( ja stosuje go zawsze na noc więc mogę powiedzieć, że nawilżenie utrzymuj się kilkanaście godzin). Nie dość, że dobrze nawilża to też pięknie natłuszcza. Suche stopy, jakieś szorstkie miejsca w mig się z nimi rozprawi ale tu jest jeden maleńki minus - posmarowałam nim kiedyś stopy , po 10 minutach jak to zwykle bywa ( znacie ten ból jak malujecie paznokcie i chce się Wam siku? :D) właśnie wtedy mi się siusiu zachciało, więc wstaje i hyc na podłogę :D Lepiej dłużej odczekać i się pomęczyć niż lecieć na złamanie karku ;D
Niektórym ta tłusta warstewka może przeszkadzać, mi tam na wieczór nie robi różnicy :D. Muszę wspomnieć, że bardzo szybko można ubrać piżamkę, czy inny ciuch bo mimo tego , mimo tej tłustości, którą już będziecie czuć w dłoniach, nie zostawia tłustych plam czy śladów.
Mus jest też fajnym ratunkiem na wszelkie podrażnienia czy też po depilacji, w moment łagodzi, uspokaja skóra i pozwala jej 'żyć'. Nie mam zbytnio ze swoją powierzchnią użytkową problemu i ja jestem z niego bardzo zadowolona ♥. Moja mama z kolei ma bardzo odwodnioną skórę, dość szorstką i suchą ( efekt wszystkich chorób) więc dałam jej tego cudaka na wypróbowanie. I wiecie co? Na drugi dzień rano powiedziała mi ' że dawno nie czuła takiej lekkości i ulgi' co dla mnie wiele znaczy! ;)  Teraz końcówka opakowania stoi na jej szafce i jest systematycznie przez nią używana ;). Musicie też wiedzieć, że ten mus nie podrażnia, nie uczula i jest praktycznie bezpieczny dla każdego rodzaju skóry , z skóra sucha z pewnością go pokocha! 
Regeneruje, nawilża, natłuszcza i odżywia! To kosmetyk, który zapewnia kompleksową ochronę / regenerację i (u)ratuje naszą skórę! ;)



Konsystencja bitej śmietany! :).Dosłownie wygląda tak jakby ktoś mi nałoży śmietanę i postawił do zjedzenia ;D A co najlepsze jest? A to, że podczas jej nabierania czuć bąbelki czy tam musowanie, on po prostu strzela ;D. Nie wiem jak Wam to opisać ale to takie fajne uczucie coś na kształt jak słynnych Zozoli kiedy je przegryzasz ;D. Wbrew pozorom nie trzeba długo rozgrzewać musu w dłoniach, dość łatwo się nim operuje i dość przyjemnie idzie nim miziać swoje ciałko ;D

Jednak muszę się przyznać do czegoś ... To wieczko było tak na maksa zakręcone, że sama nie mogłam sobie z nim poradzić ;D . Po prostu trzymało jak słoik babci z ogórkami ;D


A zapach? Mocno cytrusowy ! Moja mam mówi, że pachnie przekrojonymi cytrynami a dla mnie jest energetyczny, orzeźwiający i mega pobudzający. Wszyscy wiedzą, że nuty cytrusowe łatwo zepsuć i nadać im charakter zapachu kostki do wc ale nie tu! Tu jest pysznie cytrusowo! Zapach trzyma się długo, czuć go na piżamce ;D. Niestety nuty mchu nie czuję ale może to i lepiej? ;)

A co z wydajnością? A otóż moim mili skoro mamy gęstą, zbitą konsystencje, lekko tłustą można się spodziewać wszystkiego ale i też dobrej wydajności - sama musu używałam przez 5 tygodni dzień w dzień, teraz patrzę i widzę, że mojej mamie zostało jeszcze 1/4 produkt czyli naprawdę można spokojnie w niego inwestować i cieszyć się jego walorami ;)

Mus do ciała Green Tea dostaniecie na stronie marki ---> klik i jest dostępne w dwóch pojemnościach; 50 gram / 18 zł oraz 100 gram / 28 zł. Oprócz mojej wersji dostaniecie jeszcze warianty zapachowe: Earl Grey, Caffe Latte, Lemon Lime czy też mus 'Na ratunek' lub 'relaksujący'.

  O marce też pisała Kinga ---> klik

18:39

Czarna elita blogosfery - blogerowe pasożyty

Czarna elita blogosfery - blogerowe pasożyty
Czym albo kim jest pasożyt? To małe kurewskie stworzenie, które jak nic rujnuje Ci życie i odbiera chęci na cokolwiek. O ile w życiu realnym możesz robala wywalić za drzwi, zdeptać, zatłuc młotkiem , spalić, powiesić czy otruć to tu w sieci, online nie uda Ci się go pozbyć. Z uporczywym jeszcze większym naciskiem on wraca, dręczy, męczy, wyciska z Ciebie soki. Czasem zastanawiasz się czy nie skoczyć z mostu lub po prostu życzysz mu żeby zeżarł go jakiś wielki dwumetrowy karaluch, czasem Twoje chęci przez takiego pasożyta są tak małe, że jako uczciwy człowiek zaczynasz wątpić w całe społeczeństwo. A jak już spotkasz blogerowego pasożyta o wiedz, że puszczą Ci nerwy!


Kiedyś w jednym z postów, napisałam, że niektórzy ludzie uważają, że bycie blogerem ' to bycie darmozjadem' ok, spoko niech mówią co chcą ale jak nazwać pozostałą część ludzi, którzy nie są blogerami a znacznie nam zatruwają życie w sieci? No jak? PASOŻYTY. Z reguły takie pasożyty żerują na nas, myślą, że  coś im skapnie od nas - jedyne co taki pasożyt może ode mnie dostać to :
a) kopa w dupę i lądowanie na Marsie,
b) opalanie się w blasku mojej chwały.

Ale , ale przejdźmy do rzeczy. Jak wygląda taki osobnik? Niepozorny, miły, z ckliwą historią liczący na zysk parszywiec. I nie chcę nikogo obrazić ale tak jest! Jak go rozpoznać? Proste są dwa typy ludzi, których spotkasz w sieci. Bardzo szybko zorientujesz się kto jest przychylny Twojej osobie czy też pracy a kto ma chrapkę na coś 'rzeczowego'. Załóżmy pokazujesz zdjęcie swoich pomadek / perfum czy innych kolekcji i dostajesz masę komentarzy. Większość osób znasz i wiesz co powiedzą - taki ktoś jak ja powie Ci ' niezła kolekcja, ale nie za dużo tego? :D' i wiesz, że osoba publikująca zdjęcie / posta mówi to w dobrej wierze czy też dla żartów a pasożyt napisze Ci po prostu ' hej, fajna kolekcja, nie chcesz mi dać czegoś z tego bo ja nic nie miałam z Twojego zbioru?.'
Nie miałaś i nie miej, pasożytowanie na nic się nie zda.

Wiecie ile historii widziałam , ile się naczytałam wiadomości gdzie taka menda jak widzi blogowe konto myśli, ze to sklep ? Serio? Ileż można czytać :
" Hej moja mama na niedługo urodziny / brat sraczkę/ babcia imieniny / czy jest xx rocznica ślubu pradziadków więc miło by było gdyś podarowała mi paczkę z kosmetykami z swojego sklepu. Mi / im sprawi to przyjemność a z mojej strony zrobię Ci reklamę'.


No i za przeroszeniem ja pierdole! Czy ja wyglądam jak sklep? Słup ogłoszeniowy czy Rossmann. Do cholery weź się do roboty, zarób - kup,  wygraj czy cokolwiek a nie piszesz gówniane wiadomości i myślisz, że ktoś kto ciężko harował na swoje rzeczy z miłą chęcią Ci odda i jeszcze napisze ' Chętnie uszczęśliwię twojego kota/ szczura/ babcię! Życzysz sobie perfumy Chanel czy pomadkę Diora kochana?♥' Nie pojmuje, jak trzeba mieć w głowie nasrane by tak się zniżyć.

Wiecie co? zawsze jak ktoś mnie prosi o adres, to mówię, że po co / na co i w jakim celu ;D. Bo nic nie chcę nic nie oczekuję a jak już coś dostanę to uwierzcie najpierw niekiedy muszę powiedzieć swoje, że to NIEPOTRZEBNE było! Rozumiem to co robią dziewczyny to nic innego jak miły gest, drobny upominek dla Ciebie i to naprawdę jest takie fajne uczucie wiedząc, że ktoś Cię lubi / ceni i Ci coś podaruje z sympatii więc po jaką cholerę ja mam coś podarować osobie, której nick widzę pierwszy raz a w avatarze widnieje jakiś zdziczały dziad z siekierą.

Och! A ile razy było 'pewnie nie wygram bo nic nie wygrywam nigdy ' <--- i tu powinno zrobić Ci się głupio i jej / jemu dać! Bo przecież ta osoba taka biedna, nie ma szczęścia no zlituj się nad nią!


Ja się zlituję, a jakże! Jedyne brzydkie słowo jakie mogę jej powiedzieć to 'wypierdalaj'.

Wszystko co mam musiałam kupić sobie sama, albo dostałam przez to, że ktoś mnie lubi, nie żebrałam, nie żuliłam i np nie pisałam do Eweliny czy też Agi ze słowami 'słuchaj, masz takie świetne kosmetyki, mogłabyś mi coś oddać? Bo akurat mnie na to nie stać'. Serio? Wiecie na ile mnie rzeczy nie stać ale przez głowę mi nie przeszło by pisać do kogoś 'słuchaj daj mi, bo daj i już'.
Jakiś szacunek trzeba mieć - do siebie przede wszystkim, i do tych osób które pracują na swoje a nie liczyć na jakąś łaskę bo w życiu nie ma nic za darmo, proste? Proste, Więc drogie pasożyty łapki w górę i do kopalni czy innej roboty pracować na swoje zachcianki a nie skomleć, że czegoś nie macie , nie żebrać od blogerek ' bo one mają'  . No bo mamy ale nie zdajecie sobie sprawy drogie mendy ile my wkładamy serducha w swoją pracę i uwaga hit! nie sponsorujemy zachcianek bo Wasz szczur obchodzi 5 urodziny!

Powinna coś dodać? Aaa! Blask mojej chwały, wredna natura czy też to, że jestem po prostu sympatyczna i szczera pozwala mi powiedzieć jedno polskie słowo na opisanie pasożytów i całych takich sytuacji ' a idź Pan kurwa w pyry z takim interesem'.

Chryste , wybaczcie język ale tak brzmi to lepiej ( i nie mówcie mi, że nie przeklinacie jak trzeba :D' Z szacunkiem dla Was - Ruda zołza.

P/s jeszcze do robaczków wrócę, ino tylko napiszę posta o wszystkim co się wiąże z konkursami ;D

Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger