21:33

Estee Lauder Modern Mouse Chic

Estee Lauder Modern Mouse Chic
Siedzę w swojej pracowni. Powoli dopada mnie zmęczenie, pot spływa po karku, włosy kleją się do czoła i ogarnia mnie jedna wielka frustracja. Ze złością mieszam farby, szukam odpowiedniego nasycenia barw jednak na płótnie nadal mi to nie wychodzi. Gdzieś w kąt lądują moje pędzle a ja już kompletnie wyczerpana wstaję od sztalugi, nalewam szklankę wody z cytryną, odgarniam włosy i spoglądam przez okno. Widzę ogród, męża bawiącego się z naszą córeczką, widzę jakie bańki mydlane puszczają. Powoli opada ze mnie ta cała złość i niemoc. Leniwy uśmiech zaczyna ozdabiać mi twarz: cóż jestem artystką, jestem malarką ale też i chyba przede wszystkim jestem spełniona. Poprawiam mężowską niebieską koszulę - za szeroką, za ogromną, ciągle nim pachnącą i ciągle dodająca mi siły, podnoszę pędzle - siadam, zamykam oczy widzę już swój obraz i jakby automatycznie zaczynam malować.


Moja pracownia jest moim małym azylem. Urządziłam ją tak by MI było jak najwygodniej. Drewno, drewno, drewno - ten motyw króluje u mnie! Pełno brązu, klasycznego drewna i minimalistycznych dodatków. Na stoliku stoi jedna biała lilia, dlaczego jedna? Bo jest nieśmiała i delikatna i może w grupie raźniej ale jedna jest symboliczna: co rusz jedną lilię przynosi mi moje dziecko abym zawsze pamiętała ' mamo jestem obok, ja zwątpisz w siebie to wiedz, że w Ciebie wierzę' ♥

Modern Muse Chic to nowe perfumy inspirowane śmiałą, odważną, twórczą stroną osobowości współczesnej kobiety. 

Duch Modern Muse Chic znajduje swój wyraz w żywym, drzewno-kwiatowym zapachu. Unikalny kontrast pomiędzy wyrafinowanymi nutami kwiatowymi i soczystymi akcentami owocowymi oraz głębokimi, zmysłowymi akordami drzewnymi stanowi ucieleśnienie swoistej dwoistości charyzmatycznej osobowości współczesnej kobiety. Innowacyjna struktura “dwoistej natury” przemawia do kobiet poprzez dwa kontrastujące ze sobą elementy:

Żywiołowy akord kwiatowy: oblicze zapachu emanujące odważną kobiecością. Centrum kompozycji stanowi jaśmin wielkolistny, który łączy się z żywiołowymi nutami absolutu kwiatu tuberozy oraz lilii Stargazer. Soczysty akcent śliwki oraz davany dodaje charakteru kwiatowej woni. 

Drzewny akord hebanu: kreatywność i indywidualny styl wyraża urzekające połączenie drewna kaszmirowego, drewna agarowego i labdanum. Sercem drzewnego akordu hebanu jest jednak mieszanka paczuli, która nadaje kompozycji magnetycznej siły. Wzmocnione zamszowym piżmem i wanilią z Madagaskaru nuty drzewne rozsiewają wokół woń odurzającej, nieodpartej zmysłowości. 



Jako artystka upajam się wielowarstwowością. Widzę głębię tam gdzie jej nie ma, szukam czegoś kontrowersyjnego a zarazem czegoś łagodnego. Bycie malarką to nie tylko malowanie na płótnie  - przede wszystkim trzeba to czuć i ja czuję, że w tym momencie malowanie tego obrazu jest rzeczą, którą powinnam robić i skończyć jak najszybciej bo tam czekają na mnie bańki mydlane!.

Są dni kiedy moja pracownia tworzy zamkniętą skorupę do której ciężko się dostać. Są dni kiedy właśnie tu zapytuję się siebie: 'czy to nadal mi potrzebne'? Uwielbiam malować jak i nie, uwielbiam być kreatywna ale czasami mnie to męczy, czasami mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, czasami czuję, że właśnie malarstwo spełnia mnie kompletnie a raczej uczyniło mnie silniejszą niż kiedykolwiek. Jednak wiem, że to nie wszystko; zostawiam pędzel chwytam lilię i czuję, po prostu zwyczajnie czuję jaka ona ważna dla mnie jest.

I nie ukrywam mam problem z opisem tego zapachu: dla mnie jest on otulający, czasem skryty ale o potężnej sile. Jest ciepły jak i azyliczny. Bezpieczny. Nie czuję śliwki, jaśminu one po prostu dla mnie tu nie istnieją. Jest lilia, jedna pojedyncza, nieśmiało się przebijająca trwająca chwilę - jedna symboliczna, jedna by nadać zapachowi charakter.

Drewno, drewno, drewno! W pracowni jest masa drewna - niby surowo, niby 'zbyt męsko' ale z drugiej strony to jest bezpieczna przystań. I ja w tym zapachu odnajduję taką przystań bo po chwilowej lilii, która ułożyła się pięknie do głosu dochodzą drewniane akordy i jest po prostu moc!



Frustracja opuszcza, malowanie staje się po prostu naturalne , za duża koszula staje się moją osłoną i tak właśnie widzę te drewniane akordy. Ciężkie a naturalne, wadzące a dodające siły i spokoju. To co czuć jest niesamowite. Magnetyczne, odurzające, zniewalające ♥ Nuty drewna są tymi, które praktycznie czuję cały czas, długie godziny towarzyszy mi myśl 'jest bezpiecznie i ciepło' - inaczej się nie da z tym zapachem! :)

Kiedy obraz jest gotowy, w końcu mogę odetchnąć z ulgą. Wstaje, słońce praży mocno, widzę przez okno, że moje dziecko śmieje się , czerpie radość z życia. Już czas odłożyć pędzle i wyjść do nich. Wyjść do męża, który jak zwykle zetrze mi z twarzy maziaje po farbie, który spojrzy na mnie z czułością i na ucho szepnie: 'pachniesz tak pięknie, pachniesz wszystkim tym co chce a tym co jest zakazane' ♥

Jednak Modern Mouse Chic nie jest dla wszystkich: dwie kobiety w moim domu powiedziały mi 'pachniesz jak stare szmaty' :O także wiecie ;D

Ten ciepły, drewniany zapach, otulający i pachnący magnetycznie jest idealny na jesień♥ 
Najlepiej mi się go nosi w taką szarugę bo w takich dniach on naprawdę ma moc!Ten smukły flakon zwieńczony kokardą skrywa w sobie coś nietypowego ale i znajomego.
Trwałość 6 - 7 godzin.

Dostępny w Sephorze w cenie 235 zł / 30 ml ; 215.90 zł / 50 ml ( oferta specjalna) ; 469 zł / 100 ml.


22:09

Listopadowe denko # 25

Listopadowe denko # 25
No i stało się, mamy ostatnie denko w tym roku! :). Co prawda jak patrzę na ilość produktów to jestem wręcz zdziwiona, że tak mało. Generalnie zużyłam w listopadzie więcej próbek   
( hahhahahahhaha ) a najwięcej to poszło na moją śliczną, piękną i urodziwą buźkę :D. Cóż skoro już wyszła ze mnie skromna zołza to pora rozliczyć się z tymi śmieciami po raz ostatni w tym roku ( chociaż zastanawiam się czy w ogóle nie zrezygnować z tych śmieci a zostawić tylko nowinki, i prawdopodobnie będę tylko pokazywać Wam nowości  :P). 


A więc żegnaj listopadzie z tym dnem i wodorostem :D. Skoro mam to być ostatnie denko w ogóle ( w końcu dwa lata pokazywałam Wam tego typu posta) to zrobimy to z hukiem! Znaczy skromnie i na bogato ;D


Jak Wam wspominałam wyżej najwięcej zużyłam kosmetyków do twarzy i od nich zaczniemy, a konkretnie od drobnoziarnistego peelingu marki Ziaja, który miał swoje 5 minut tu ---> klik. Jak dla mnie za drobny , za kaszkowaty i w ogóle bez polotu ale za to z zapachem kostki wc już na samym końcu ;D. Tonik-mgiełka nawilżający marki Vianek pokazywałam Wam ostatnio na Instagramie jednak miał drobny wypadek gdyż iż pewne dziecko wylało go do zlewu ;D. Co o nim powiem? Jako mgiełka za mokry jako tonik całkiem ok, ale zostawia lepką warstewkę no i ma krótki termin przydatności - 3 miesiące a uwierzcie jest cholernie wydajny!. Holika Holika pianka do mycia twarzy o której wspominałam tu ---> klik zaskoczyła mnie wszystkim i pokazała, że pianki w tubce, gęste przypominające te do golenia co używali nasi ojcowie mają niezłą siłę przebicia i dają fenomenalne efekty! :) . Standardowe mydło u mnie  - tym razem Luksja Care Pro, które jest łagodne i z powodzeniem można stosować do mycia buzi a poza tym świetnie domywa pędzle ;D.


Kolejne produkty do Sephora Eye Mask zielona herbata - wiecie lubię płatki ( chyba) jednak te mi przypominały rozciągnięty znaczek 'Nike' ;D. Dość wilgotne , zostawiły po ściągnięciu 'mokrość' pod paczadełkiem jeden minus bo po kilku minutach zechciały uciekać ;D. Pasta cynkowa pojawia się regularnie co kilka denek więc i tym razem dołączyła do zacnego grona śmieci ;D


Uboga kategoria ciało i tylko dwa produkty. Wróciłam do żelu z Biedronki czyli Intimea i się zawiodłam. Większa butla i to z pompką na plus ale coś się zmieniło w konsystencji jest lekko rozwodniona, zbyt lejąca, mocno pieniąca się beee i na dodatek mój okaz mocno perfumowany był. Mydło Linda kupiłam z ciekawości, wielka kostka, piękny zapach ale okropnie przesusza ;x


Przed Wami moje próbkowe wykończenia ;D. Korres  nawilżający krem z granatem pachniał przyjemnie, nawilżał dość dobrze ale sądząc po konsystencji ten krem jest okropnie niewydajny ;(. Znalazła się też tu próbka męskiego zapachu Galliano, którą zużyłam na sobie no bo pachniał naprawdę męsko ♥. La Prairie o mamo! Ale to dawało świetny efekt na skórze: miękka i aksamitna a przy tym pachniało tak subtelnie. Próbka zapachu Yves Rocher Neroli mnie rozczarowała - chyba nie tego się spodziewałam bo zaczęła mnie boleć głowa od niego ;O. Kiehl's skoncentrowane serum  nawilżające.. oprócz długiej nazwy ma świetne działanie! Mega nawilżenie, mega gładkość skóry w ogóle nie mogłam przestać dotykać swoje twarzy! Miód! ♥ A na szarym końcu ślimak czyli Mizon okropny! Strasznie mnie po nim opryszczyło beeeeeeeee i ta dziwna konsystencja przypominająca nie powiem co ;D

No to i tyle z tych ostatnich śmieci ;)

Jak tam u Was z dnem? Po czy przed?;)

20:23

Givenchy Le Rouge-a-Porter 104 Beige Floral & 202 Rose Fantaisie

Givenchy Le Rouge-a-Porter 104 Beige Floral & 202 Rose Fantaisie
W moim sercu już na stałe zagościła się jedna marka zaczynająca się literą G - G jak Guerlain. Nigdy nie sądziłam, że moje kosmetyczne serducho aż tak lubi tą literę - następna marka na G czyli Givenchy momentalnie wkradła się w moje łaski ale spokojnie - Guerlain nadal rządzi i nadal ma dużo do powiedzenia a co z tym Givenchy? Givenchy  głównie kojarzę z perfum i słynnego 'demona' , gdzieś mi o uszy obijały się wieści o kolorówce jednak nigdy osobiście nie spotkałam ( nawet w perfumerii nie rzucało mi się w paczadełka :P). Jednak wrześniowe urodziny sprawiły jedno: w moje srocze łapki wpadły ich cudowności! Od dwóch pięknych Agnieszek dostałam uroczą miniaturę 104 Beige Floral jak i pełnowymiarowe opakowanie 202 Rose Fantaisie - nie powiem, kolory cudo a jak to jest w użyciu już z kultowymi pomadki tej marki?


Od razu uprzedzę - Givenchy to marka z wyższej półki. To marka piękna, luksusowa i okropnie kusząco podana w każde srocze łapki. Nie ma chyba kobiety, która widząc takie cacko przejdzie obojętnie ( nie licząc mnie :P). Każdy ich produkt jest mistrzowsko wręcz 'uszyty' i uwierzcie mi, nie ma nic piękniejszego niż widok tych gagatków w mojej kosmetyczce ♥

Pomadka Le Rouge-à-Porter. Luksus i elegancja prêt-à-porter.

Lekka i odżywcza formuła tej kremowej eleganckiej pomadki idealnie łączy intensywny odcień z ochronnym i pielęgnacyjnym efektem. Usta są nawilżone, miękkie i elastyczne. 

Paleta odcieni, od najbardziej naturalnych aż po najintensywniejsze tony. Dostępna w 16 nasyconych światłem barwach. Świetlisty kolor i naturalne lśniące wykończenie.

Stylowa pomadka w luksusowym skórzanym opakowaniu. 

Le Rouge-à-Porter to autentyczny modowy dodatek, który robi wrażenie. 
To elegancja Domu Mody Givenchy w całej okazałości!






Śmiało mogę powiedzieć, że opis producenta się zgadza! Z pewnymi 'drobnymi' mankamentami .. ;)
Wiecie, jeśli kupujecie tą pomadkę głownie dlatego by cieszyć się długotrwale kolorem to możecie się rozczarować, jednak jeśli kupujecie tą pomadkę tylko ze względu na jej walory pielęgnacyjne to całkiem mogę to zrozumieć ;).

Nie mówię, że jest ona zła czy coś ... no jest ok, ale w kwestii pielęgnacji miodzio! ♥  W przypadku Le Rouge-a-Porter kolor schodzi na dalszy plan ponieważ to co ona robi z ustami jest niesamowite! Genialnie wygładza i nawilża i to nie tylko podczas jej noszenia ale w momencie kiedy ona schodzi z ust to przez dłuższy czas czuć miękkości i taki efekt 'świeżo nałożonego balsamu na usta'  - chociaż ja nie mam problemu z nimi to jestem pewna, że dla przesuszonych ust będzie jak przysłowiowy 'miód' ;). Ochronny i pielęgnacyjny efekt? Tak, tak tak i tutaj szczerze przyznaję, że Givenchy wysoko postawiło poprzeczkę tworząc produkt, który ewidentnie polepsza kondycję ust dając im ( szczególnie w ten zimny czas) ulgę, ukojenie a przede wszystkim sprawia, że wyglądają one zdrowo, ponętnie i są takie wiecie ' do całowania'.

I teraz mam problem bo ta kremowa formuła raz sprawia, że owe rarytaski kocham dozgonną miłością a raz mam ochotę krzyczeć, że czemu tak?! Jednak to właśnie ta kremowa, lekka formuła ( podkreślę słowa LEKKA po to będzie słowo klucz :P) sprawia, że pomadki są tak komfortowe w noszeniu, praktycznie niewyczuwalne na ustach - czysty 'kolorowy' balsam ;)



'Modowy dodatek'? Och tak, kapitalny! Zawsze myślałam, że to Guerlain ma najpiękniej podane kosmetyki ale Givenchy uff to jest kapitalne! Miniatura zapakowane w urocze, aksamitne pudełko zaś ten pełnowartościowy produkt: ultra kobiecy, ultra sexy , lekko ostry i pikanteryjny a to wszystko za sprawą ciężkiego metalowego opakowania, okraszonęgo czarną skórą, która jest po prostu fenomenalna! Nie ważne czy to miniatura czy 'normalny rozmiar' wszystko jest dopracowane, dograne i zachwyca swoim wykonaniem! ;)

Musicie wiedzieć jedno - kremowe pomadki Givenchy mają 'drobne' szkopuły, pierwszy z nich to taki, że ich trwałość jest kiepska i raczej trzeba się trzymać wersji 'to balsam a nie pomadka' bo sama nie wiem czy one w ogóle trzymają się nawet te 1,5  - 2 godziny . Chciałabym ale ich tempo zjadania jest strasznie szybkie ( zwłaszcza jak jecie czy pijecie) jednak szybkie zjadanie się mogę wybaczyć na rzecz pielęgnacyjnych właściwości a co z resztą?

Odcienie, które ja mam to 104 Beige Floral ( miniatura) oraz 202 Rose Fantaisie - oba cudne, oba do pokochania ale...



104 Beige Floral to kolor zdecydowanie mój - NUDE! ♥ Lubię nudziaki ale ten jest dość specyficzny, w zależności od światła wygląda bardziej różowo lub bardziej brązowo jednak na ustach wcale tego nie widać. Beige Floral kupił mnie od razu: ten kolor niemal stapia się z moim naturalnym odcieniem  warg więc wiecie wygląda bardzo naturalnie - rzecz mogę, jakbym w ogóle nie miziała nim ust!. Co do krycia w kwestii tego nudziaka dają jedną warstwę bo praktycznie na moich wargach ta naturalność nie wymaga większego nakładu i praktycznie nie widzę momentu kiedy ona mi się 'zjadła' ;D

202 Rose Fantaisie jak dla mnie to taki cukierkowy róż a'la Barbie. W zależności od ilości nałożenia kolor się różni: jedna warstwa to taka przyjemna ochronna warstewka gdzie kolor jest dość nikły jednak jeśli jesteście fankami różu wystarczy dać 3 warstwy ( których w ogóle nie czuć) i macie naprawdę bombowy róż jak z okładki :D. Fajny jest ten róż, nie powiem ale mam z nim problem: przy mojej bladej twarzy znacznie się wyróżnia :D. Tutaj praktycznie po godzinie z hakiem nie mam już koloru jest sama pielęgnacja ;)



Wiem wiem, w nazwie z jadłam 'i' wybaczcie ;D.

Ta lekka kremowa formuła sprawia, że nakładanie tych pomadka to czysta przyjemność, nic nie ucieka, nie migruje - po prostu jakbyście smarowały usta balsamem i właśnie w tej kategorii traktuję te pomadki :). Nie mogę im odmówić, że na ustach wyglądają pięknie: a ta lśniąca tafla aż zachwyca!

Oczywiście, nie da się ukryć, że te kolory są piękne i wyglądają tak kusząco jednak długo nim się nie nacieszymy. Kosmicznie luksusowe opakowanie, niesamowite właściwości pielęgnacyjne które nam oferują sprawiają jednak, że ten kolor jest tylko tłem ( choć poprawianie go co godzinę może być męczące).

Givenchy Le Rouge-a-Porter to ciężki orzech do zgryzienia. I mnie zadowala i z jednej strony czuję lekki niedosyt. Cóż mimo wszystko pomadki mają grono wiernych wielbicielek bo co jak co to potrafią zrobić dobrze ... naszym ustom :D.

Pomadki Givenchy dostaniecie w Sephorze 2.2 g / 159 zł.

21:28

Clinique Pep-Start eye cream

Clinique Pep-Start eye cream
Niby nie powinno pisać się o miniaturach produktów, niby bo zdarza mi się odchodzić od tego schematu. Zdarza się też, że w kontekście pełnowymiarowych produktów wspomnę też o ciekawej miniaturze jednak poświęcić jej osobny wpis? Chyba oszalałam! Jak tak mogę?! A mogę i to zrobię - i to nie jest taka zwyczajna miniatura! Wiecie już że co do kosmetyków jestem strasznie wybredna i nie wszystkie hity  kosmetyczne u mnie się sprawdzają jednak dziś odchodzącą od wszelkich blogowych reguł powiem Wam, że 7 ml może też być cudowne i zachęcające!


7 ml - co to jest? Niby nic, niby mało a co to może dać? Ta mała tubka pokazała mi, że nie liczy się pojemność ( choć też jest ważna) ale to co ma w sobie! I powiem Wam - dawno żaden tatki maluszek nie sprawił mi tyle przyjemności!

Bądź piękna zawsze i wszędzie. Twoje spojrzenie może zachwycać, a skóra pod oczami wyglądać na nawilżoną i świeżą zarówno rano jak i wieczorem.
Raz-dwa i już gotowe! Clinique przedstawia NOWY Pep-StartTM Eye Cream – krem o lekkiej formule, która rozjaśnia, ożywia i odświeża skórę pod oczami zarówno tuż po zastosowaniu jak i w miarę regularnego używania.
Innowacyjny, sferyczny aplikator masujący uwalnia skórę pod oczami od opuchlizny, sprawiając, że wygląda świeżo, gładko i jest świetnie przygotowana pod makijaż. Nałóż odrobinę kremu, a przekonasz się, że Twoje spojrzenie rozjaśni się w mgnieniu oka. 





Pomarańczowy maluszek powinien kupić każdą panią, która walczy o piękny wygląd okolicy paczadełka! Wiecie, mam coś takiego, jestem gotowa wydać dużo na kosmetyk kolorowy który będzie ze mną dłużej. Na pielęgnację wydam zawsze mniej ( i tak to zużyję w miesiąc czy dwa :P) dlatego powoli podchodzę do droższych kosmetyków z tej kategorii. Mało znajdziecie u mnie pielęgnacji droższej niż 50 zł :P. Ale my nie o tym - na samym wstępie powiem Wam, że Pep-start w miniaturze ma inny aplikator ( pełnowymiarowy ma uroczą 'kuleczkę' ) dlatego fakt opakowania i samego aplikatora ominę ;). Skupmy się na działaniu, które jest ...

FENOMENALNE! I sama jestem zdziwiona swoimi słowami. Chociaż co ja mogę wiedzieć skoro moja skóra pod paczadełkami nie jest zbyt wymagająca?
Nie mam opuchlizny pod paczadełkami więc tutaj Wam nie powiem czy faktycznie działa bo nie wiem a nie będę Wam wciskać jakiś kitów ;). Co jest pewne?
Rozjaśnia i odżywia , chociaż rozjaśnienie widać z upływem czasu to wygląda ono jako naturalny proces - wiecie nie widać tego z kilometra ale same zauważycie różnicę w wyglądzie skóry . Odżywienie natomiast może poczuć od razu: skóra momentalnie spija krem dając skórze fajną dawkę nawilżenia, aksamitności . Pod makijaż? Idealny! Nie roluje się trzyma wszystko w ryzach ;). Sama muszę przyznać, że jego stosowanie to czysta przyjemność gdyż skóra po prostu dzięki niemu może odetchnąć z ulgą i wiem , że jak rano wstanę to zobaczę cudownie wypoczętą, bez  jakiś oznak worów czy sińców ;).



O tym cudzie chciałabym Wam napisać dużo no ale trudno to przełożyć na słowa - niektóre rzeczy trzeba po prostu samemu zobaczyć czy przeżyć i tak właśnie jest w przypadku tego kremu.

Krem ma bardzo lekką konsystencją a zaraz bardzo mocno nawilża. Wchłania się praktycznie momentalnie dając uczucie wiecie takiego 'odprężenia' czy też 'świeżości'. Uwielbiam go stosować bo to jest jak nałożenie rzeczy oczywistej - nie widzisz jej ale wiesz, że działa i skóra odwdzięcza Ci się tym co najlepsze! Krem nie posiada zapachu więc wszystkie duszyczki, które nie lubią pachnących specyfików pod paczadełka mogą odetchnąć z ulgą ;). Poza tym skoro to mini ma zaledwie 7 ml i jest strasznieeeee wydaje to wróżę, że pełnowymiarowy produkt będzie bardzo bardzo długo nam towarzyszył ;)

Krem Clinique Pep-Start eye cream jest świetny ale ... dla takich osób jak ja! Bez większych problemów ze skórą paczadełek, testujących i sprawdzających a nie szukających ( jeszcze) skutecznego działania w walce z czasem . Póki co ja szukam czegoś nawilżającego a jeśli kremik spełnia inne warunki to doskonale ;). Dlatego jeśli macie jakieś poważne problemy to lepiej przynajmniej na noc kupić coś konkretnego a ten użyć rano by 'odświeżyć' swoje spojrzenie ;)

Pep-Start dostaniecie w sklepie Clinique, Sephora czy Douglasie, 15 ml / 99 zł.

Pełnowymiarową wersje możecie podejrzeć u:

♥ Subi ---> klik
♥ Marta ---> klik

P/s to chyba najkrótsza recenzja na blogu ;D

10:23

Być kobietą, być kobietą ... :D

Być kobietą, być kobietą ... :D
'Gdzieś wyjeżdżać niespodzianie, coś porzucać bezpowrotnie, łamać serca twardym panom, pewną siebie być okropnie... Może muzą dla poetów, adresatką wielkich wzruszeń? Być kobietą w każdym calu kiedyś przecież zostać muszę! '  

Tak śpiewała kiedyś Pani Alicja Majewska, jednak w praktyce 'BYĆ KOBIETĄ' nie jest wcale takie proste. Przez lata nagromadziło się wiele utartych frazesów na nasz temat mówiących jakie to my jesteśmy :). Ile ludzi tyle opinii jednak nigdy ale to nigdy nie da się dogodzić każdemu człowiekowi - tak już jest. W momencie kiedy przyszedł mi pomysł na ten wpis wiedziałam dokładnie co powinnam w nim zawrzeć a raczej, które myśli zwłaszcza facetów powinnam przekazać ;D. Bo wiecie świat bez nas byłby nudny a faceci niestety albo stety zostali by na wymarciu :D


Chociaż raz w życiu każda z nas czy to jako nastolatka / przyszła żona/ a zwłaszcza matka musi usłyszeć ( od partnera, matki, teściowej, koleżanki itp) zdanie, które zawsze będzie modne : 'siedzisz w domu i nic nie robisz'. No przecież co Ty robisz? Pranie robi pralka, wstawisz obiad więc gary się gotują a co robisz z resztą dnia? No właśnie ile można sprzątać mieszkanie skoro nie masz dzieci ( uznajmy, że nie pracujesz) albo masz dzieci i są w szkole? No ile :D. A jak pracujesz to przecież i tak wracając do domu tyrasz jak ten dziki wół by wszystkich zadowolić i co za to masz? Chociaż masz jeden dzień wolnego i chcesz go wykorzystać na relaks to usłyszysz 'zrobiłabyś coś pożytecznego!'. Nuż kur** nóż się w kieszeni otwiera! My kobiety jako te woły pociągowe siedzące w domu, dbające o te ognisko, wychowujące dzieci tym jednym zdaniem jesteśmy zdeptane bo przecież każda maszyna robi to za Ciebie! A wyjdź na chwilę to wielki panicz nie będzie umiał włączyć pralki! :D Nie żebym uważała, że każdy nie umie, pewnie są tacy którzy to zrobią perfekcyjnie ba nawet część Twoich obowiązków przejmą ale gdzie oni są?? Mój K ostatnio tak się ekscytował, że SAM włączył pralkę! Matko, naprawdę włączenie pralki można porównać jako pokonanie Everestu :D
Ale wiecie, przecież jak siedzisz w domu, ktoś przychodzi, wraca Twój partner to i tak zawsze widzi to samo: porządek i obiad - raptem ile Ci to zajęło 2 - 3 godziny? To ja się pytam gdzie masz resztę czasu kobieto! ? :D

Ale, ale my też narzekamy. Za mały biust? Idę na operację plastyczną/ mam kompleksy - za duży , faceci wywalają jęzor jak tylko założysz coś z dekoltem. I tak źle i tak nie dobrze ale wiecie co jest najgorsze? Ja należę do tych biuściastych ( mój atut, nie licząc boczków i tej pięknej mordki :D) i aż mnie boli kiedy bluzka w cyckach się odpina, nie dopina czy co tam jeszcze, już nie mówię, że lekcje w - fu mając większy biust to istny koszmar! Skaczące piłki, melony, balony jej epitetów na ich określenie jest mnóstwo ale co zrobić? Ku naszej pociesze ktoś wymyślił stanik sportowy ( a fe! zero kobiecy) ale wszystko trzyma na miejscu więc biegnąc ulicą spiesząc się na uciekający autobus w swojej lekkiej bawełnianej bluzce człowiek nie wygląda jak dojna krowa ze skaczącymi wymionami :D. W ogóle nie rozumiem co jest w cyckach takiego 'hot'? Może dlatego, że ja mam je na 'stałe'noszę i dźwigam (:P) to patrzę na to krzywo ale serio? Dwie masy tłuszczu tak mocno kręcą facetów, że grzechem byłoby tego nie wykorzystywać ;D. Nawet ostatnio mój K powiedział, że 'moje cycki to jego ulubione zabawki' że co? Pal licho moją piękną duszę, twarz czy inne bzdety ale CYCKI są i to najważniejsze :D.

Naprawdę czasami siebie nie rozumiem - choć to dziwne bo rozmowa sama ze sobą jest wskazana ( z kimś inteligentnym trzeba :D). Jest dobrze nawet za dobrze to i tak znajdziemy powód by lekko go wkurzyć ( no przecież 3 lata temu o tej porze nawalił się kumplami) ;D. Ja nie wiem jak to robimy ale my kobiety mamy pamięć do pierdół ( zwłaszcza ja co mój K zawsze kwituje słowami: 'mogłabyś tego nie pamiętać':D). Jednak coś w tym jest kobieta z taką pamięcią jest lepsza niż FBI, CIA i inne skróty i zawsze wiemy - bo wiemy, prawda? ;D


A spróbuj kobieto znać się na samochodach czy piłce nożnej! Grono facetów otoczy Cię jak wygłodniałe sępy widzące jakąś padlinę na stepie 'a pfe' a babki zaczną rozmyślać jakby Ci tu pokiereszować tą śliczną buźkę! Toż wtedy jesteś ANIOŁ i ideał kobiety . Chociaż na samochodach mało co się znam ( jak mi K coś tłumaczy to ma taki wzrok jakby mówił do słupa :P) to na piłce nożnej się znam i co słyszę? 'Kibicujesz im bo gra tam ten pedał Ronaldo? I tak nie wiesz co to spalony'. :O . No ja Cię proszę akurat wiem co to spalony i od zawsze wiadomo, że Krystyna dla mnie the best - reasumując wniosek jeden: kobiety oglądają piłkę ze względu na piłkarzy, przystojnych piłkarzy ( wg tych marnych naszych partnerów :P) dlatego jako kobieta chcę by grali w samych bokserkach skoro i tak oglądam bo biega za piłką ładny ryj ( podobno!) :D

Ale ale co jest najgorsze? Noszenie szpilek! Rozumiem wyglądasz jak ta cała 'Bijons' so sexy, Twoje ego wzrasta ale cóż mimo, że ja mam szpilki czasem ubiorę ( zwłaszcza skoro mój K jest wyższy ode mnie o 30 cm :P) ale kurka wodna w głowie mam cichy śpiewający głosik ' a Ty masz krzywe nóżki jak u kaczuszki' i wtedy idę jak jakieś ciele po przetrąceniu i tylko czekam na moment ich zrzucenia i co z tego mam? Co z tego, że K patrzy na mnie jak na niebiańską istotę, która ma ocalić jego marne życie skoro pięta, stopy palą mnie żywym ogniem? A idź mi z takim interesem ;D



Aaaa i jeszcze jedno ;D. Zdrada to bardzo delikatny temat i wiecie co zauważyłam: jak to robi chłop, idzie to łóżka z jakąś inną cizią to my się wypłakujemy a inny biją mu brawo ,mówiąc 'no stary, takaaaa laska!' Ogólnie szał pał i pełen podziw. A jak to zrobi babka to co słyszy? "szmata, dziw**, ku**a' i takie tam bo przecież panicz może , pani nie - i nie ważne czy to był jednorazowy wybryk, czy znalazłaś miłość życia opinia idzie w świat a Ty jesteś zdeptana, bo KOBIECIE to NIE WYPADA.

No i masz babo placek: myślałam o czymś innym, co innego mówię a napisałam jeszcze inne badziewie nie to co powinnam- tak czy siak  jestem kobietą no i co zrobisz jak nic nie zrobisz? I kto powiedział, że kobiety mają łatwiej, pff!

I tym miłym akcentem tego tasiemca żegnam Was i życzę udanego weekendu , a może i taki wpis o facetach zrobię?;)


Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger