Pięć masek: Oriflame Love Nature, Frudia Elasticity/Vitality & Bielenda Eco Nature

By Rupieciarnia drobiazgów - 09:12

 Mówiłam, że wrócę? A no mówiłam, że do blogowania wracam w styczniu - mówię Wam, ta przerwa była mi potrzebna! Nie żadne pisanie 'bo muszę', bo trzeba czy wypada!, nie żadne 'lanie wody' by po prostu coś tu było - skupiłam się na czasie wolnym i aby mi się dobrze wtedy żyło. Blog zszedł na drugi plan i może to dobrze? Teraz mam mocną a raczej silną motywację, mam chęci do pisania a przede wszystkim (póki co) mam o czym opowiadać w tym miesiącu. Było już podsumowanie roku, były peelingi takie, że 'boom' czas na coś z kategorii pielęgnacji twarzy - panie i panowie (a może się jakiś trafi :D) dziś pięć (miałam rozmach! :D) masek, który udało mi się zużyć w ostatnim czasie :D.

Dwie Bielendy, jedna z Oriflame i ponownie - Frudia razy dwa. Tej ostatniej marki się obawiałam , bo miała być ostatnio 'czarnym koniem' takiego setu a była mocno rozczarowująca. Przyznam szczerze, że na nic odkrywczego czy wow nie liczyłam , ale tadam! To przyszło tak nagle ...

Oczyszczająca maseczka z łopianem Love Nature

Oczyszczająca, przywracająca równowagę maseczka z łopianem. Nawilżający ekstrakt z łopianu jest bogaty w garbniki, które doskonale oczyszczają skórę. Odpowiednia do cery tłustej. Testowana dermatologicznie.

Bo maska z Oriflame okazała się zadziwiająco dobra! Zadziwiła mnie na samym początku już swoim zapachem: mocno intensywnym, coś na pograniczu aromatu kwiatowego (trochę także perfumeryjnie), bardzo mocno wyczuwalnego więc dla wrażliwszych nosków zapach jej może być nie do przejścia. W jednej saszetce jest bardzo dużo maseczki - i tu kolejne zdziwienie bo na spokojnie można sobie podzielić saszetkę na dwa użycia :). Z plusów: 

  • fajna konsystencja, którą się przyjemnie nakłada (jak typowe kremidło),
  • zasychając nie tworzy żadnej skorupy,
  • zostawia cerę bardzo dobrze oczyszczoną, świeżą i gładziutką,
  • skóra wygląda na zadbaną, większe skórne problemy są ukojone,
  • wszelkie niedoskonałości zostają wyciszone
A z minusów (bo i takie tu są) to oprócz zbyt intensywnego zapachu odnotowałam:
  • lepiej nałożyć jej mniej, większa ilość maski powoduje, że ciężko 'zasycha' czy też po wyznaczonym czasie jej trzymania, przy zbyt dużej ilości następują problemy z jej zmywaniem (zwyczajnie dłonie się ślizgają po niej i tworzy się jedna wielka maź),
  • może delikatnie szczypać w wrażliwszych miejscach,
  • zostawiona na znacznie dłuższą chwilę 9a bo mi się zdarzyło :P) powoduje pieczenie na całej twarz.
Za 10 ml trzeba dać ok. 5 zł - biorąc pod uwagę, że można z jednej saszetki zrobić dwa użycia to nie jest źle. Mnie zaskoczyła mile, ale i ma swoje minusy - pewnie sama bym nie kupiła ale gdybym ponownie ją dostała to wykorzystałabym jej potencjał bo robi cuda na twarzy tylko trzeba z nią uważać ;D



Bielenda Eco Nature

1.Maseczka nawilżająco - kojąca

W żelowej maseczce znajdziesz 99% składników pochodzenia naturalnego, które gwarantują optymalny poziom nawilżenia Twojej skóry. Maseczka ukoi doskwierające uczucie nieprzyjemnego napięcia i suchości naskórka. Przywróci skórze zdrowy wygląd, blask i odpowiednią kondycję.

No dobra, jak to pachnie! Takiego czegoś dawno mój nos nie czuł! Co tu mamy z plusów:

  • genialny zapach! Pachnie owocami, trochę egzotyką i jest naprawdę przyjemny i odurzający,
  • ma super, turbo konsystencją czegoś na pograniczu żelu z musem - nakłada się szybko, bezproblemowo,
  • bardzo szybko się wchłania, moja skóra chłonęła ją jak gąbka :D,
Fajny efekt jest dopiero na drugi dzień (ja stosowałam ją na wieczór), skóra jest miękka, nawilżona i na krótko (ale jest) cera jest rozświetlona.
Niestety ale ta cudnie pachnąca maseczka, o pięknej, energetycznej barwie pomarańczowej ma więcej minusów:
  • choć zapach jest piękny, to bardzo szybko znika i praktycznie chwilę po nałożeniu już go nie czuć,
  • niestety, jak w przypadku maski z Oriflame, można odczuwać piecznie skóry przy wrażliwszych jej miejscach,
  • może powodować lekki dyskomfort - gdzie lekko 'podeschnie' czuć ściągnięcie skóry,
  • bardzo ciężko się ją zmywa, tu także dłonie się na niej ślizgają, przy czym pod wpływem wody mam wrażenie, że jej 'resztki' na twarzy robią się tłuste i wszystko staje się lepkie,
  • po jej zmyciu twarz jest 'oblepiona' i mocno ściągnięta.
Niestety ale ta wersja z mango mocno rozczarowuje, bo dla samego zapachu nie warto wydać tych 5 zł (8g) na nią. Kupiłam także żel z tej serii - z nim sprawa ma się inaczej ale kompletnie nie czuć w nim tego ładnego zapachu, why? -.-

2. Maseczka detoksykująco - matująca

Recepturę wzbogaciliśmy o dobroczynne składniki. Woda kokosowa zawiera cenne dla skóry substancje odżywcze, między innymi aminokwasy, witaminy i minerały. Zielona herbata znana ze swoich właściwości normalizujących pracę gruczołów łojowych. Jest silnym antyoksydantem, wspiera walkę z zaskórnikami. Trawa cytrynowa wykazuje działanie antybakteryjne i zmniejsza występowanie zmian trądzikowych.

Skoro wersja nawilżająca bardzo mnie rozczarowała to nie zdziwię Was faktem, że wersja zielona jest ... równie rozczarowująca ;D. Jakieś plusy?
  • zapach! Pachnie podobnie ja ta ich zielona maseczka z glinką, z tym że tu mocno wyczuwalny jest zapach trawy cytrynowej. Sam aromat nie jest uciążliwy, jest świeży i po nałożeniu już nie tak wyczuwalny,
  • konsystencja jest bardziej gęsta, trochę zbliżona do konsystencji kremu, dobrze się ją nakłada,
  • nie zastyga całkowicie,
  • buzia po niej wygląda ... zwyczajnie, jakby była umyta dobrym żelem, bez efektu wow, może jest odrobinę nawilżona ale nic poza tym.
A żeby nie było tak pięknie - minusy i tu się znajdą:
  • po nałożeniu czuć pieczenie skóry i jej ściągnięcie,
  • tak samo jak wersję pomarańczową ciężko się ja zmywa (bardziej się marze na twarzy ),
  • słabo widoczny efekt przy jakiś niedoskonałościach (praktycznie nie robi nic) .
Ok, to już wiemy / wiecie, że maseczki z serii Eco Nature pachną bosko ale reszta jest do dupy. A i ta też ma taką samą cenę i gramaturę jak jej siostra powyżej :)



Maseczki Frudia zostawiłam na sama koniec - i tu wyłożę od razu karty na stół - panie, nawet z nimi szału nie ma! Nie wiem czy to z maskami jest coś nie tak czy ze mną i moją kapryśną (ostatnio) cerą -,-.Zarówno wersja nawilżająco - przeciwzmarszczkową (Elasticity) jak rozświetlającą (Vitality) maja więcej wspólnych cech (nawet w działaniu) więc najpierw wrzucę Wam tu opis jednej i drugiej od producenta:

1.Frudia - My Orchard Squeeze Mask Raspberry Wine - nawilżająco-przeciwzmarszczkowa maska w płachcie, zanurzona w esencji bogatej w składniki aktywne. Zawiera liczne ekstrakty, między innymi: z granatu i z owoców malin, które działają regenerująco oraz z miodu wykazujący właściwości nawilżające. Produkt sprawdzi się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry.

2.Frudia - My Orchard Squeeze Mask Cactus - rozświetlająca maska w płachcie, zanurzona w esencji bogatej w składniki aktywne. Zawiera ekstrakt z opuncji figowej i z granatu, które działają przeciwstarzeniwo. Odpowiednie nawilżenie skóry jest zapewnione dzięki obecności ekstraktu z miodu, a hydrolizowany kolagen wygładza i uelastycznia naskórek. Produkt sprawdzi się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry.

Krótko o nich:
  • obie maski są bardzo mocną nasączone, tak, że z nich aż cieknie (ja zazwyczaj trochę esencji odsączam do saszetki) bo jest tego mnóstwo! Wersja żółta ma esencja w białej barwie (tak, ,dosłownie jakby ktoś w ta saszetkę się zlał - mowa tu o chłopach :D) a różowa, ma kolor mleczny,
  • nie pachną, nie wyczuwam ani w jednej ani drugiej jakiegokolwiek aromatu - tak się wydaje, chociaż można poczuć jakaś woń dopiero gdy przyłoży się nos do samej saszetki
  • mają świetne płachty - materiał wygląda jak jakiś opatrunek, tkanina jest grubsza i trwalsza, ale mogłaby być lepiej wycięta pod nosem (za mało) a mniej po bokach ( u mnie część wchodziła na włosy),
  • po obu na twarzy zostaje bardzo dużo esencji, która potrzebuje dłuższej chwili by się wchłonąć - aczkolwiek wydaje mi się, że przy 'kaktusie' ten czas znacznie się wydłuża,
  • maska rozświetlająca, no cóż - nie rozświetla! Prawdę mówiąc nie widziałam by cokolwiek uczyniła -.-. Miejsce gdzie moja skóra wymaga teraz większego nawilżenia, było nadal 'suche', twarz była strasznie lepka i lekko ściągnięta, myślałam sobie, że może na drugi dzień będzie efekt - niet, miałam wrażenie, że twarz lekko się wyświecała,
  • maska nawilżająco - przeciwzmarszczkowa w kwestii działania wypada o niebo lepiej, mimo, że po wchłonięciu całej esencji miałam wrażenie, że buzia jest lekko szarawa to na drugi dzień - WOW! Buzia była wygładzona, miękka i lekko napięta, cera wygląda na wypoczetą i 'zdrowszą'.
W sumie - maski Frudia są nadal bez szału, i z przykrością to mówię - nie planuję mieć ich więcej -,-. Mają naprawdę fajne płachty (trwalsze i z lepszego materiału). Mają mnóstwo esencji, którą można ponownie wykorzystać ale ich działanie nie jest hiper, super, wow (no ta z maliną to może i bym drugi raz kupiła) :D. ich ceny zaczynają się od 7 zł więc też portfel nie płacze ;)

Uff no to mam wszystkie za sobą - jak widać, tylko ta z Oriflame wypada dobrze i ta z Frudia (mimo z swoich wad) choć żadnej faworytki tu nie mam :). Biedna ta moja twarz tu była :D
Znacie którąś z nich? :)



  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze