23:32

Balea kremowe pianki pod prysznic: Sweet Cake, Vanilla Cream, Fresh & Fruity

Od kiedy w mojej łazience na stałe zagościły pianki do mycia to przestałam zwracać uwagi na żele. Ot tak, po prostu już nie mam w szafce 3 - 5 żeli w zapasie tylko same pianki, a raczej miałam. Nie będę ukrywać, że pianki z Balea lubię, i to bardzo - miałam ich bodajże już 6 i dziwię się samej sobie, że dopiero teraz postanowiłam napisać słów kilka o nich, zwłaszcza że na rynku oprócz kultowych (i droższych) pianek Rituals można teraz kupić musy Nivea czy też inne cuda ;). Jednak zanim zaczęłam regularnie używać pianek myślałam, że nie potrafią i nie zastąpią mi żelu, że będzie mi ciężko się przestawić na taką formę pielęgnacji skóry - a jednak się w tym względzie pomyliłam :D


Regularnym dostawcą pianek jest moja Julia, która za każdym razem oświadcza mi, którą powinnam wywalić (bo ona jak ja, najpierw je w domu wącha i ocenia czy się  nadają, żebym ja blogerka nie napisała iż mi gówno z Niemiec wozi :D:D).

Delikatna pianka ożywia ciało i umysł, pozostawiając niesamowity zapach. Naturalne łagodne składniki tj. olej z awokado zachowują równowagę skóry. Innowacyjny dozownik ułatwia aplikację, pianka jest również bardzo wydajna. Produkt przebadany dermatologicznie, wegański. 

Miałam kiedyś wersję niebieską coś związanego z Hawajami, którą też lubiłam - dzisiejsi bohaterowi od lewej patrząc to lody waniliowe, słodkie ciasteczko i świeżo - owocowy duet. Działanie, wydajność w moim odczuciu w każdej wersji jest jednakowe.



Muszę powiedzieć, że pianki to niezła frajda w kąpieli - używałam je ja, moje małe blond gluto i brat (który czekał aż jakiś żel w końcu postawię na szafce a tu ni hu hu :D). I chyba na nowo odkryłam w sobie dzięki nim małe rude dziecko , a na pewno (nie) moje dziecię uwielbia zabawę i kąpiel z nimi :D.
Praktycznie robią to samo co zwykły żel: myją i delikatnie nawilżają skórę. Słyszałam sporo, że mogą przesuszać jednak w naszym przypadku taka sytuacja miejsca nie miała, nie było też podrażnień czy jakiś innych 'złych efektów' stosowania. Oczyszczają skórę jak każde takie myjadło, nie zostawią lepkiego filmu na skórze.
Czy robią coś więcej niż żel? Nie, nie wydaje mi się , robią to samo co każde myjadło, z tym że największa heca jest jak już ją wydobędziemy z opakowania (o ile to nastąpi) ...

Bo nie będę ukrywać, że Fresh & Fruity najbardziej wnerwiała mnie ze swoim opakowaniem. Owszem tak jak je towarzyszki pianki zamknięte są w aluminiowych tubkach, wystarczy tylko 'nacisnąć' i mamy naszą piankę choć ostrzegam, że niektóre tubki mają toporne przyciski i trzeba mocniej nacisnąć by je 'odblokować'. A przyznajcie szczerze, że grafiki mają urocze (a ja z początku myślałam, że ta truskawka to bobas ;D)



Ale pianka to pianka i jest naprawdę świetna! Gęsta, aksamitna w dotyku i nie spływająca między palcami. Świetnie trzyma się na skórze z tym, że:
- jeśli będziecie nią smarować suchą skórę, to wtedy ma się wrażenie, że jest ciężka i ma dość 'sztywną' strukturę (coś na kształt mocno ubitej piany, która nie wylatuje z miski) po prostu zauważycie, że trudno ją będzie rozprowadzić na ciele,
- na mokrej skórze daje świetny poślizg i bardzo szybko czuć takie 'musujące bąbelki' podczas miziania się nią.

Nie wiem jak to wygląda z kultowymi piankami Rituals czy innymi pianki różnych marek, ale te mają to do siebie, że nałożone na ciało nie uciekają a jeśli wpadnie do wody to się rozpuszcza dając przy tym mnóstwo gęstej piany! (co najbardziej uwielbia nasze dziecię gdyż próbując je łapać w wodzie od razu jej się rozpuszczają).

Moje zapachy nie są chemiczne ani sztucznie przesłodzone, najbardziej ciężki do zdefiniowania był / jest dla mnie wariant Vanilla Cream i tu w kwestii zapachowej postawiłabym go na równi z Sweet Cake bo nie czuję między nimi zbytniej różnicy. Jedynym minusem tych zapachów jest fakt, że czuć je tylko moment w kąpieli (w przypadku tych dwóch) bo Fresh & Fruity wypada o niebo lepiej!



 A jakie w końcu są te zapachy?:

  • Vanilla Cream czyli nasze waniliowe lody w moim odczuciu takich zwyczajnych lodów nie przypominają, owszem zapach jest lekko słodki z przełamaniem jakiejś cytrusowej, kwaśnej nuty. Nie czuję w nim wanilii ani czegoś co by przypominało takie lody i z całej trójki ma naprawdę najsłabiej wyczuwalny aromat,
  • Sweet Cake był długo moim faworytem ze względu na słodki zapach truskawkowej mamby! Dosłownie pachnie jak rozpuszczalna mamba  w tej wersji i naprawdę ta słodkość bije po nosku! Z drugiej strony moja Julia od początku mówiła, że dla niej ta wersja śmierdzi i w sumie nie wiem dlaczego, bo tak szczerze to ta mamba może być dla niektórych za słodka,
  • Fresh & Fruity to zdecydowanie idealne połączenia grejpfruta i limonki (z czego grejpfruta nie znoszę!) i tutaj zdecydowanie to grejpfrut wychodzi ze swoją kwaśną nutą na prowadzenie. Nie ma słodkości jest cierpki/ kwaśny zapach owoców taki mocno orzeźwiający i właśnie tą wersję można wyczuć później na skórze.


Chociaż na zdjęciu tego nie widać to Sweet Cake miał lekko pomarańczowy kolor, Vanilla Cream lekko różowy tak samo jak Fresh & Fruity. Mimo, że mają one jakieś kolory to wody nie barwią (a szkoda).

Spotkałam się z opinią, że są niewydajne i znowu temu zaprzeczę bo nasza trójka używa ich namiętnie i jeden okaz starcza nam na cały miesiąc (a tu zdajcie sobie sprawę ile pianki do kąpieli bierze 4 latek! :D).

Co mogę powiedzieć? Są fajne i 'inne' i naprawdę dają mnóstwo radości. Może nie jest to jakieś wybitnie zapachowe cudo, nie nawilża też wybitnie ale czasem przyda się taka odskocznia od tych tradycyjnych mazideł kąpielowych.

Pianki dostaniecie np. tu ---> klik 200 ml / 15.40 zł
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger