20:07

Lutowo - marcowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Lutowo - marcowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
Tak się złożyło, że w lutym to ja nie miałam Wam praktycznie co pokazać. No dobra, trafiły do mnie aż 4 produkty jednak specjalnie dla nich nie będę pisać posta ;D. Mądra ja pomyślałam sobie 'poczekam do końca marca, może tego więcej będzie'. No i jest, może nie jest tego jakaś ogromna ilość ale kilka rzeczy (najpilniejszej potrzeby!). Muszę wspomnieć, że czekam jeszcze za nagrodą z konkursu (uwaga, uwaga) walentynkowego ale co się odwlecze to nie uciecze ... Przynajmniej mam nadzieję, że w końcu do mnie dotrze cała i zdrowa i z odpowiednią zawartością (matko jakie my kobiety niecierpliwe jesteśmy!). A co ja tam będę wiele gadać, chodźcie i pooglądajcie te kilka obrazków :D


Na pierwszy rzut idzie 'co łaska' czyli kilka produktów od mojej Jul. Tym razem wpadło mi masełko do ust z Rival de loop, które obłędnie pachnie i smakuje ( jedyny minus jest twarde jak kamień ;x). O Nyx Lingerie był już post więc nie ma co się rozdrabniać ;D. Olejek z Inecto jest fajny (tak polubiłam coś z kokosem do włosów) ale mógłby choć odrobinę pachnieć kokosem -_-. Jul oddała mi też piankę pod prysznic z Balea, gdyż iż według niej śmierdzi :O. Dziwi mnie ten fakt, bo ma fajny smerfny kolor, fajną konsystencję i pachnie cudnie choć już jej nie mam bo pewne blond gluto mi ją zakosiło buuu ;D


Na Instagramie udało mi się wygrać pierwsze moje pudełko BeGlossy! Cieszy mnie to, że edycja lutowa była tak udana :D. W ruch poszedł peeling Nacomi a ja się nie mogę doczekać aż otworzę to cudo Organique bo każda jego recenzja coraz bardziej mnie na niego napala ;D. Natomiast jeśli chodzi o maseczki Loreal: zielona fajnie pachnie i ją polubiłam, ta druga bodajże Detox spowodowała u mnie wysyp krostek ;(.


Tak się złożyło, że wygrałam konkurs na stronie Bielendy ;). Na pół z przyjaciółką oczywiście (aż tak dobrze to nie mam :D). Dla siebie wybrałam nowości czyli ich dwa produkty z serii z węglem: żel pachnie pięknie a ta pasta, cóż po otwarciu więcej w niej powietrza niż produktu więc zgłosiłam reklamację (to, że wygrałam to jedna sprawa, a na pół pusty produkt w moim odczuciu nie ma prawa racji bytu). Olejek kokosowy cudnie pachnie ale to serum o mamo jest jak waniliowe ciasteczka (zanim dostała je Aga musiały przejść kontrolę zapachu :D).


Szczęście uśmiechnęło się do mnie ...ponownie ;D
I to znowu na Instagramie dokładnie tu u ---> eszminka :D. W moje łapki wpadł mój pierwszy zapach DKNY w wersji Delicious Night, który w moim odczuciu pachnie jak młodsza, lżejsza wersja Miss Dior Le Parfum - bardzo mi się podoba! A wiecie ja żadnym zapachom nie odmówię mojego domku :D


Gagata podesła mi kilka miniatur Phenome. Tak marudziłam, że powinnam markę poznać (wstyd, być tyle w tym świecie i jeszcze nie mieć z nią styczności!) tak , że teraz delektują się tymi uroczymi maluszkami. Na pierwszy ogień poszedł szampon i odżywka, które zaskoczyły mnie swoim zapachem jak i konsystencją - dawno takiej gęstości nie spotkałam :D.


Oczywiście jestem mistrzynią w pisaniu głupot więc gdy na Facebooku ---> Dr.G Polska pojawił się konkurs musiałam i tam się pojawić ;D. Jestem prawie pewna, że moje słowa ' na początku przeczytałam, że zawiera wyciąg z wątróbki zamiast...' sprawiły iż teraz cieszę się nowym peelingiem :D. Wiecie bo jednak głupi ma szczęście ;D.


A na koniec kilka cudowności od Magdy (Joyofjelly ♥). Magda wiec co lubię także ten... nie muszę mówić co najbardziej mi się widzi? :D

I to by było na tyle, wybaczcie każde zdjęcie z innej parafii ;D
 I poczekajcie na moją walentynkową nagrodę bo ma być zacna ;D ;D


23:37

Szybka trójka: Azzedine Alaia Alaia Paris,Sisley eau Tropicale, Yves Rocher Accord Chic

Szybka trójka: Azzedine Alaia Alaia Paris,Sisley eau Tropicale, Yves Rocher Accord Chic
W momencie kiedy zabieram się za pisanie #szybkiejtrójki okazuje się, że zapach który wytypowałam na bliższe poznanie się z Wami jest już dawno wycofany ( a wstydź się Ruda, że nie śledzisz takich danych!) :D . Nie mam pojęcia jakim cudem umykają mi takie fakty gdyż, iż ponieważ próbek to ja mam może z 15 - cie? No dobra, pomijając ten jakże fascynujący fakt dziś mam dla Was bombę i to jaką ! :D Na tapetę idzie kultowa Alaia, który kilka miesięcy temu nawiedziła blogosferę wzbudzając we mnie odrazę, wstręt i wszystkie odruchy wymiotne ( a się zdziwicie co o niej myślę po czasie i wypróbowaniu :D), mamy też iście letni zapach rajskiej wyspy no i jedna z najbardziej rozchwytywanych propozycji od Yves Rocher - tylko nie mam pojęcia czy można ją jeszcze kupić ;)

1. Azzedine Alaia Alaia

Nuta głowy wody perfumowanej ALAÏA PARIS to doznanie świeżości: zwiewne nuty i różowy pieprz. Nutę serca tworzy doznanie kwiatowe: frezja i peonia. Nuta głęboka jest doznaniem nagiej skóry: nuty zwierzęce i piżmo.


Alaia. Alaia to imię chodzi za mną od kilku dobrych dni . Przed oczami mam ciągle jej widok, który nie blednie i nadal zbija mnie z nóg. To nieludzkie wyglądać jak bogini! Gdy słyszę kroki myślę, że to ona idzie: dumna, z podniesioną głową, w swoich wysokich Louboutinach ledwo muska ziemię. Mam ochotę biec za nią, krzyczeć 'stój! poczekaj!' - jednak ja stoję bez ruchu i tylko patrzę za nią jak jakiś osioł! Zamurowało mnie, ta kobieta to klasa sama w sobie, jej uroda zwala z nóg, przyciąga mnie i jednocześnie odpycha. Mam ochotę ją poznać i zatrzymać przy sobie, mam ochotę zrobić z nią wszystko co brudne i brzydkie. Już sam jej widok wprawia mnie w osłupienie, na jej myśli moje ciało reaguje dreszczem a to chyba już nie jest normalne. Zdążyłem uchwycić jej spojrzenie: twarde, stalowe i zimne. Ona wie czego chce a czego nie. Ten wzrok powiedział mi wszystko 'nie zbliżaj się, to nie Twoja liga, nie masz szans' a jednak coś mnie kusi i popycha w jej stronę! Od niej wręcz bije chłód, który tworzy mur i odpycha ( pewnie to czyni ją silną) ale ja wiem, że mogę przez to przejść, że dam radę i ta chodna kobieta, która wydaje się tak nierealna, tak piękna w końcu się przełamie i wyjdzie ze mną na kawę ! Bo wiecie taka jest Alaia...
Ona jest chłodna i trzyma Cię na dystans! Jest wręcz jak coś nienamacalnego i nieoczywistego. Jej wizerunek nawiedza mnie za każdym razem, nie daje mi o sobie zapomnieć. Intryguje, zniewala, odpycha, raz chcę biec za nią i łapać za rękę innym razem wiem, że jak to zrobię to będę spoliczkowany. Chciałabym powiedzieć 'to moja Pani' ale jej siła dominuje, ta cecha sprawia, że ja jako facet czuję się słabo! To naprawdę jest bogini: silna i piękna, poraża urodą, odrzuca Cię jednym spojrzeniem. Ona jest jak mieszanka wybuchowa!
Jak poczułam ją pierwszy raz momentalnie mnie zmroziło, poraziła mnie najpierw ostrość pieprzu, który wręcz przyległ mi do skóry. Im dłużej ją noszę tym bardziej zapach 'osiada' i daje mi wrażenie ciężkiego okrycia. Jest jak skórzany płaszcz, który mimo swojej ciężkości idealnie dopełnia kompozycję - ostatni dodatek, najważniejszy detal. 
Alaia nie jest łatwa w noszeniu , sprawia, że ja jako kobieta czuję się w niej bardziej wyzwolona. Mogłabym patrzeć na świat surowym wzrokiem i mieć wszystko w głębokim poważaniu. Nie znajdziesz tu tłamszącej słodyczy czy wesołego powiewu szczęścia: Alaia to uosobienie Twojej alternatywnej wersji - tej zadziornej , z surowym wzrokiem, która jednym skinięciem ręki potrafi poderwać męską część tłumu . Jest ostro i pieprznie, jest nuta róży, która lekko łagodzi, ja mam wrażenie, że ta róża jest krwistoczerowna z masą kolców; przy niej trzeba uważać. A na sam koniec mamy skórę, mamy zapach który pięknie przylega i otula, nie jest jak szal czy wełniany sweterek. Jest jak ten długi skórzany płaszcz, który powoduje zachwyt i zawsze był Twoim marzeniem.
Czy chcę? Oczywiście! Wiele razy mówiłam, że Alaia to nie mój zapach ale jak go poznałam to o mamo, jest piękny inny i nieoczywisty! ;) Trwałość 9,5 godziny.
Douglas 30 ml / 279 zł ; 50 ml. 419 zł; 100 ml / 579 zł.

2. Sisley Eau Tropicale

Nuta głowy: Bergamotka, Imbir, Egzotyczne kwiaty (Hibiskus, Passiflora, Plumeria) 
Nuta serca: Tuberoza, Fiołek, Róża 
Nuta głębii: Cedr, Paczuli, Piżmo



Byłyście kiedyś w raju? W takim prawdziwym gdzie budząc się rano widzisz za oknem bezkresny błękit, biały piasek, a woda wręcz otwiera ramiona do Ciebie? Ja właśnie tu jestem! Wiem, że wychodząc z hotelowego pokoju , w holu czeka mnie wesoły gwar turystów, śmiechy dzieci a miły barman będzie pucował swoje szklanki. Oczami wyobraźni już widzę jak otwierają przede mną drzwi, jak wychodzę na rozgrzaną słońcem drogę. Czule się uśmiecham - ta pani z wielkim czerwonym kapeluszem dziś postanowiła wyjść z ...papugą! Wielką, niebieską które oczy są tak bystre a sama odnoszę wrażenie, że jej wzrok mi mówi 'daj się ponieść'. Zamiast sobie wyobrażać zarzucam na siebie luźną koszulką i biegnę ile sił w nogach na dół. Uśmiecham się, kiwam głowę i pędzę co tchu na spotkanie z naturą. Nie minęło 10 minut a już koszulka klei mi się do ciała, już czuję pragnienie ale nie odpuszczę - chcę jak najszybciej być na zewnątrz i się delektować moim rajem. Jest parno, jest duszno, gorąco wręcz nie pozwala mi oddychać - nim zdążyłam wyjść usłyszałam krzyk barmana ' Pani uważa, zapowiada się ulewa'...
I miał rację! Stoję na środku plaży, przemoknięta do suchej nitki i nie wiem czy mam zacząć się śmiać czy płakać i rwać włosy z głowy. No serio? Takie mam wakacje? Raz gorąco a raz z deszczem!? Tak być nie może ale ... Jest przyjemnie, może ta pogoda to nie szczyt marzeń jednak widząc grupkę biegających szkrabów ulatuje ze mnie cała złość. Im deszcz nie straszny - one czerpią z niego radość! Biegną ile sił w nogach, próbują złapać krople deszczu a ja stoję jak jakiś kołek na środku i marudzę! A nie muszę prawda? Mogę zacząć tańczyć, śmiać się aż do bólu brzucha, kręcić się w kółko czy nawet iść pożyczyć wiaderko od dzieci i zacząć budować zamek. Z piasku. W ulewie. Na plaży. Barman mnie ostrzegał ale ja wiem swoje, zawsze i może na dobre mi to wyjdzie? Życie chwilą, spontaniczność czy szalone tańce? Bo przecież kiedy wrócę z moich wczasów nie będę w stanie .. albo inaczej nie będę umiała cieszyć się taką drobnostką jak ulewa. Tutaj nie muszę udawać, tutaj mogę robić głupoty i nawet w tym deszczu stać, moknąć bo potrzebuję resetu i dosłownie 'sił natury' .
I uwierzcie taki jest Sisley Eau Tropicale! Soczyste, świeże otwarcie jest jak ciche zaproszenie do cudownego raju, aż czuć ten biały piasek pod stopami! Tropicale raczy nas mnóstwem kwiatów, ale tak naprawdę pierwsze skrzypce grają tutaj rajskie owoce ( chociaż nie mówią tu o nich). Mój nos czuje egzotykę w najlepszym wydaniu! Jest marakuje, trochę mango czy soczystego ananasa ( lub coś podobnego do niego). To prawdziwy koktajl z owoców! W tle pobrzmiewają kwiatowe akordy : jest delikatnie i czysto. Wszystko układa się jak na puchu: miękko, słodko i lekko ciepło! Bajka!
Sisley Eau Tropicale jak dla mnie to koktajl z owoców, w lekko deszczowy dzień, na rajskiej plaży gdzie jedynym moimi zmartwieniem będzie 'czy to tych kwiatów nie zlecą się pszczoły?? :D
Czy chcę? W sumie nie wiem, jest piękny ale jeszcze nie widzę flakonu u siebie. Trwałość na mojej skórze 5 godzin. 
Douglas 30 ml  / 260 zł; 50 m/ 345 zł; 100 ml / 565 zł

3. Yves Rocher Accord Chic

Nuty zapachowe: różowy pieprz, elemi, irys, benzoes, olibanum


I tu historii nie będzie. Nie umiem nic stworzyć, bo jak zamykam paczadełka to widzę pustkę. Kompletne nic, nul, zero. Bo Accord Chic nie pachnie - on śmierdzi jak state skarpety skitrane gdzieś pod łóżkiem, cuchnie jak spleśniały ser , który chowasz w plecaku bo wyleciał z bułki. Jest okropny jednym słowem! Nawet moja mama kiedy poczuła go na mnie powiedziała ' idź to zmyj bo śmierdzisz jakbyś się tydzień nie myła!'. No i to prawda. Accord Chic jest tak brzydki, że nie spodziewałam się nic takiego po tak zachwalanym zapachu (o dziwo to kolejny zapach z YR, który mi nie podchodzi). I naprawdę ubolewam, bo ten różowy pieprz mój ukochany nie ratuje sytuacji ;( Chlip, chlip smuteczek! Na pocieszenie (już da mnie samej) sam zapach na mnie trzymał się... godzinę! Wiem, czyste szaleństwo ;D I na tym skończę ten wywód bo nie chcę mieć z nim nic wspólnego :D
Nie mam pojęcia czy są dostępne bo na Yves Rocher ich nie widzę ;)

No i co który znacie/ macie/ chciałybyście?

Poniżej zostawiam Wam linki o dziewczyn, które pisały o:
 Azzedine Alaia:
Sonia ---> klik
 Aga ---> klik
Sisley Eau Tropicale:
Marta ---> klik
Yves Rocher Accord Chic:
♥ Magda ---> klik


21:10

Moje 7 urodowych grzechów głównych

Moje 7 urodowych grzechów głównych
Kiedy zobaczyłam ten TAG u Olgi i Pauliny wiedziałam - muszę go zrobić u siebie! Wbrew pozorom myślałam, że wybranie gronka do tego wpisu będzie szybkie i bezbolesne - jakże się myliłam! Nie tak łatwo wybrać swoje grzeszki i wyjawić je przed całym światem! :D Długo się zastanawiałam czy dany kosmetyk to jest ten naj naj poważniejszy grzech ale .... Mam to za sobą! 7 urodowych grzechów, 7 niecnych uczynków, bólu portfela przed Wami stoi otworem! ;) 
No dobra z lekkim uśmiechem i zalotnym spojrzeniem czekam na Wasz osąd :D
'... więcej grzechów nie pamiętam, obiecuję poprawę!'


 Winna grzechu #1 chciwość : najdroższy kosmetyk jaki kupiłaś, najtańszy jaki posiadasz?

Tutaj miałam łatwe zadanie ;D . Nie wiem czy powinnam się cieszyć ale te najdroższe z najdroższych, które mam to zawsze jakimś sposobem dostaje ;O. Wiem szok :D Z tych takich drogich, przy których moja kieszeń kwiczała jest zaledwie parę a wśród nich pomadka Guerlain Kiss Kiss w odcieni Excessive Rose, która kosztowała mnie wtedy 169 zł, zaraz po niej plasuje się róż Smashbox za jakieś 135 zł . Oba produkty należą do moich ulubionych marek, więc akurat na nich nie oszczędzam ;D. Najtańszą rzeczą z kolorówki , którą sama kupiłam jest chyba lakier do paznokci. Może to dziwnie zabrzmi ale wszystkie moje produkty do ust albo dostałam albo wygrałam, druga część kolorówki pochodzi ze współprac co oznacza , że sama sobie tak naprawdę kupiłam tylko lakier do pazurów :D.

Winna grzechu #2 gniew: których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?

Nienawidzę eyelinerów! To chyba każdy już wie :D Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju ( póki co) olejki do twarzy czy ciała ba, a nawet nie po drodze mi z wszystkimi cudami samoopalającymi czy też podobnie mam z bronzerami. Ja nie wiem co mam sobie dodawać brązu na ryjek czy na ciało skoro i tak jestem idealna? :D
Jak wiadomo uwielbiam perfumy, taka mania ;D Zaraz po tym przodują pomadki :D. Obie rzeczy mogę uznać za te, które uwielbiam i wielbię ponad wszystko.
Najtrudniejszy? Chyba nie ma takiego ;). Najwięcej trudności sprawia mi zawsze dostęp lub moje możliwości finansowe ale jeszcze nie miałam problemu z żadnym kosmetykiem i nie musiałam nic sprowadzać tygodniami :D



 Winna grzechu #3 obżarstwo: Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze?

Póki co najpyszniejszym kosmetykiem jaki mam i ochoczo używam jest paleta Too Faced Chocolate Bar. Piękne kolory, nazwy takie że ślinka cieknie poza tym prawdziwy z najbardziej prawdziwszych zapachów czekolady wbija w fotel! Jeśli zaś chodzi o pielęgnacje to tutaj króluje Stenders - mają takie jedzeniowe aromaty że szok! No i oczywiście The Body Shop - czasem żałuję, że tego mango nie można wypić, choć i kremy do rąk czy mydełka pachną apetycznie! ;D. Ale ja kocham mango w każdej postaci więc każdy kosmetyk z mango dla mnie jest apetyczny ( i z arbuzem i z ananasem :D) Muszę przyznać, że pyszne są też produkty Organique!
Uwielbiam owocowe zapachy, świeże czy też lekkie. Nie za bardzo lubię natomiast zapach kawy, czekolady czy też cynamonu w kosmetykach: jedna wielka ohyaaaaaaaa!

 Winna grzechu #4 lenistwo: których produktów nie używasz z lenistwa?

Rozświetlacz użyję jak mi się o nim przypomni :D. Nie stosuję go codziennie tylko na te większe wyjścia, no dobra jak ma Karol przyjechać a ja potrzebuję by wyszedł z butów jak mnie zobaczy :D. Nie używam też eyelinerów, bronzerów bo z tym wyglądam jak ufo ze strefy 51 :D. Brwi hmm to temat rzeka, wystarczy mi lekkie podkreślenie i jest cacy, żadnych wosków czy rysowania linii na nich, więc zdarza się, że robiąc makijaż ich nie podkreślam bo zwyczajnie mi się nie chce ;).
Swego czasu miałam spory problem z kremami do rąk - myślę, że to faza przejściowa u każdej z nas . W ostateczności dorosłam do tego tak, że aktualnie mam otwarte 3 kremy :D. Problem ostatnio mam z maseczkami zwłaszcza na mój kropkowany czarny nosek, po prostu nie mogę się zmusić by nałożyć maskę (a trwa to ponad miesiąc :P) ale to niedługo przejdzie (mam nadzieję :P).


Winna grzechu #5 duma: które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?

Zdecydowanie pomadki. Nie mam ich zbyt dużo ale zawsze znajdę taki kolor, który w ten konkretny dzień jest dla mnie idealny. Wbrew pozorom wcale nie chodzi mi o czerwień ;D. Chociaż ktoś z mojego otoczenia może stwierdzić, że mi pewność siebie nie jest potrzebna: w końcu mam rude loki i masę piegów na ryjku to czego mogę więcej potrzebować by czuć się pewniej? ;)
Ale wait, zaraz powinnam dodać, że perfumy ale to jest inna para kaloszy ;D

Winna grzechu #6 pożądanie: jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?

Wiele osób pewnie powie, że facet powinien dbać o siebie. I ja jestem tego zdania :D Nie rozumiem nigdy tego, że jak już facet dba o sobie to lecą przykre komentarze w stosunku co do niego a przecież chcemy się pokazać z zadbanym mężczyzną a nie z jakimś lumpem, który pół dnia stał pod monopolowym ;D. Zadbany facet jest fajny a nie zaraz gej i inne jednorożce. Najbardziej mnie kupują dołeczki w policzkach no masakra, mogłabym patrzeć i patrzeć na takiego faceta jak się uśmiecha ;D. A tak między nami strasznie mi się podobają wytatuowane męskie ręce - Chryste Panie dosłownie jestem wtedy na kolanach ;D

Winna grzechu #7: zazdrość: jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?

Perfumy! Perfumy! Choć poprawna odpowiedź brzmi: książka i perfumy ;D. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba ;D. Poza jedzeniem, dobrym filmem of course :D

Uff i nawet mnie to nie bolało :D a Wy jakie macie grzechy na sumieniu? ;)
Wybaczcie ale mam masę spraw w toku więc postów jest troszkę mniej , jak tylko ogarnę się z wszystkim to będę pisać i pisać i pisać ;)

14:23

Co warto a co nie wypróbować z oferty Balea?

Co warto a co nie wypróbować z oferty Balea?
Kiedyś narzekałam. Bardzo narzekałam. Wszędzie widziałam tą całą markę Balea, atakowała mnie na każdym kroku  a ja nadal nic z niej nie miałam aż do czasu. Wygrałam dwa konkursy z pełnymi paczkami kosmetyków Balea, moja Julia zaczęła mi z Niemiec wysyłaćich produkty ...Summa sumarów poznałam ofertę tej marki na tyle by wiedzieć czego się wystrzegać co polecać i czy ich sztampowe produkty są tak naprawdę tymi, które chociaż raz każdy / każda z nas powinna gościć u siebie w łazience. Postanowiłam zebrać w całość wszystko co do tej pory przetestowałam i dać Wam znać, co warto a co nie ;). Może kiedyś to się komuś przyda, a nawet jeśli nie to warto mieć taki mini przewodnik :)


Już na samym początku uprzedzam: do tych kilku zdjęć użyłam produktów, które obecnie mam w domu. Część produktów użyłam kiedyś (zostawię linki do recenzji), część była w 'denkach' a kilka skończyłam teraz  i nie opisałam ich na blogu . Część kosmetyków Balea ma moja siostra i bratowa więc też się znajdą na tej liście a inna część o której powiem jest mi znana od mojej Julii :D

# włosy

Miałam dwa produkty z serii przeznaczonych do włosów kręconych: szampon i spray ---> klik. Oba te produkty były mniej niż przeciętne. Owszem działały na pierwszy rzut oka, ale przy dłuższym stosowaniu pojawił się łupież i ogromne rozczarowanie, z tego co wiem to ich szampony w tubkach też mają do tego tendencję. Kilka szamponów, które miałam spisało się znacznie lepiej. Bardzo polubiłam ten Frangipani & Perle: fajnie oczyszcza włosy, nadaje im objętość a poza tym ślicznie pachnie co czuć na kudłach. Odżywki jak do tej pory żadna mi nie przypasowała, prawie każda z nich masakrycznie obciąża włosy tak, że na drugi dzień wyglądałam jak zużyty mop do podłogi - no chyba że używacie odżywki tylko na końcówki to wtedy jakoś można uznać, że wygląda się jak człowiek.  Znacznie lepiej spisują się ich maski (miałam waniliowo - migdałową) pięknie pachniała, cudownie nawilżała jedyny minus - mało wydajna.

Co polecam? Szampony, zwłaszcza te w białych opakowaniach (to chyba ich sztampowe produkty) i maski do włosów. Odżywki ujdą ale szału nie robią natomiast odradzam serię do loków i produkty w tubkach (choć tych nie miałam ale czytałam o nich :P)



# twarz

W tej kategorii muszę przyznać, że miałam całkiem spore gronko Baleowych kosmetyków. Na pewno warto kupić ich maski (saszetkowce) są całkiem tanie, pięknie pachną i 'coś tam robią' - miałam cztery różne wersje i każda raz za razem mnie zadziwiła . Moim faworytem jak do tej pory była ta z miodem lub malinowa bodajże, zresztą warto kupić każdą :P
Nie warto na pewno kupować tych gadżeciarskich produktów np jak , Balea Beauty Effects Hyaluron Booster, który nie robi kompletnie nic a wygląda tylko szałowo(zwłaszcza jego aplikator). W kwestii oczyszczania twarzy miałam tylko mleczko do demakijażu ---> klik, które było bardzo wydajne alee... no właśnie trzeba było odpowiedniego podejścia do niego a i tak mógł szczypać w paczadełka. 
Chyba najwięcej miałam smarowideł: krem Tagescreme , który widzicie na zdjęciu jest genialny! Treściwy, szybko się wchłania, dobrze nawilża, nie pachnie , mam nawet wrażenie, że makijaż lepiej się trzyma - cudo! Jedyny minus to opakowanie bo jednak wolałabym je w normalnym pudełku ;). Balea oferuje też coś na wzór naszego Nivea - krem Pflegecreme, miałam bodajże w wersji cytrynowej i powiem Wam, że to jest krem do wszystkiego, działa i to jak! Kolejne smarowidło to 'fluid nawilżający', który miał mocny zapach alkoholu i w większej ilości potrafił przesuszyć ---> klik. A musicie wiedzieć, że Balea podobno lubi pchać alkohol w swoje produkty ;O. Miałam też jakieś ich chusteczki oczyszczające (takie 3 w 1), które niby były mokre a po wyciągnięciu z opakowania raz dwa stawały się suche ;x.

Co polecam? Kremy do cery mieszanej z obrazka i maseczki! Naprawdę warto za te parę groszy :) Do demakijażu czy też oczyszczania jednak polecam produkty sprawdzone bo Balea akurat w tej kwestii zbytnio nie zachwyca.

# ciało & kąpiel

Żele! To są produkty, które choć raz musi każdy / każda z nas poznać. Miałam już kilkanaście wariantów zapachowych i zawsze jestem wybredna co do tych limitowanych serii : są zapachy, które w moim odczuciu pachną nijako lub połączenie jest bardzo dziwne. Bardzo zaś za to lubię wszelkie warianty owocowe lub kwiatowe :D. 
Kremy i masła do ciała mają naprawdę dobre! Masło, które miałam ---> klik, okazało się tak dobre, że miałam później kolejne opakowanie! ;) W grudniu trafiły do mnie 3 kremy do ciała: wszystkie pachną obłędnie, są mega wydajne jedyny minus plastik jest tani jak barszcz i lekkie puknięcie nim i pęka ;x. Zarówno kremy jak i masła fajnie nawilżają, są wydajne i robią 'wow' ;). Miałam też 'bodylotion', który pachniał cudnie, ale strasznie bielił i lał się jak woda ;x
Balea ma też mnóstwo produktów do kąpieli: jak dla mnie najlepsze są ich sole: pachną, barwią wodę , co  różni je od płynów do kąpieli, które pachną tylko w opakowaniu a po wlaniu do wanny dają mnóstwo piany ale nie ma już dodatku w postaci zapachu :(.  Warte uwagi są też ich kąpielowe umilacze: miałam jakieś serduszka i były mega fajne ;D. Kąpiele ziołowe, które widzicie są hmm dziwne, dają mnóstwo piany, mają specyficzne zapachy ale są niewydajne mimo ogromnej butli ;(. Mam też wrażenie, że lawendowy przesusza ;x

Co polecam? Warto poznać żele , kremy do ciała i masła, które naprawdę działają! ;).  Z umilaczy jednak sole i urocze serduszka czy tam kule :D. Niestety bodylotiony mają koszmarną konsystencję a płyny do kąpieli cóż dają mnóstwo piany ale gdzie zapach? Kąpiele ziołowe zapachowo mogą nie podejść  :>



#inne 

Czyli inne ;D Miałam jedną mgiełkę arbuzową i powiem Wam, że pachniała cytrusowo a nie arbuzem i krótko ;x. Kremy do rąk  mają dość fajne: jednak tych 2 w 1 ( krem - maska) nie polecam bo taką szorstkością zapewniają jak papier ścierny :D. O tym z Urea jeszcze będzie na blogu także póki co nic nie powiem ;). W mojej łazience było też jedno mydło w płynie: cudowny zapach ale okropnie klejąca konsystencja fuuuuuuuuuuuj :D

Jestem zaskoczona mile bo Balea ma fajne produkty dla dzieci! Ich żele z kolorowymi obrazki pachą cudnie , jak cukierki czasami :D

Kurdę, coś czuję że i tak z tego nic nie wyniosłyście ale co tam :D.
Co znacie z Balea? Co polecacie a co odradzacie?;)
P/s od Julii wiem, że jak się mieszka w Niemczech to Balea już nie kusi :D

17:02

Blogi, które czytam #11

Blogi, które czytam #11
Tak wiem, znowu nawaliłam, i tak wiem ostatni taki wpis był dwa miesiące temu jednak zgodnie z Waszymi życzeniami najpierw miał się pojawić post o pasożytach :D. Dlatego teraz wracam i mam zamiar posłodzić kilku osobom :D. Wracając ostatnio do tych postów sprawdziłam jak mają się moje polecane blogi i wiecie co? Tylko kilka z tych polecanych 'świeżaków' nadal istnieje w sieci co mnie lekko smuci :(. Mam nadzieję, że moje dzisiejsze odkrycie się tu utrzyma a Ci 'starzy wyjadacze' są Wam dobrze znani, wszak ta piątka (jak każda polecana grupa) jest warta bliższego kontaktu ;)

1. Sweet & Punchy



Pobyt na blogu Kasi mogę liczyć w latach - było to jedno z pierwszych miejsc na które trafiłam i nie żałuję... bo tam jest wspaniale! Ogromny talent i pasja, piekielnie dobre makijaże, perfekcyjna kreska a w środku tego ona: skromna dziewczyna jak każda z nas;). Ona czyni cuda - widziałyście kiedyś jej makijaż paczadełka? Czad ;D Ma usta stworzone do noszenia pomadek i każda prezentowana szmina przez nią wygląda obłędnie. Pisze lekko i rzeczowo, czyta mi się ją przyjemnie i bardzo się cieszę, że po długim okresie ciszy wróciła do pisania. Kasia jest jednym ze 'starych wyjadaczy' i jak widać jej blog to miejsce, które obroni się samo ;). Jej styl , to co tworzy, jej upór czy też wszystko to co włożyła w bloga jest widoczne od razu i nie jedna z nas może jej pozazdrościć wytrwałości. Wiemy już, że blogosfera nie jest do końca zbyt przyjazna ale tu mamy przykład na to, że ciężka praca, talent i upór jest ważny ale tak naprawdę to nasza osoba a tutaj osoba Kasi powoduje, że aż chce się blogować! Ona jest skromna, taka jak my, nie owija w bawełnę i po prostu czaruje! Lubię jej blog, lubię ją bo jest jedną z nielicznych osób, które słowo traktuje poważnie, która pisze szczerze bez ogródek i która po prostu mnie kupuje wszystkim: począwszy od tego, że nie idzie ona za modą na minimalizm a skończywszy na tym, że nadal po tylu latach blogowania można nadal czerpać radość ze swojej pasji .

2. Świat Kommo



Kasia to kolejna duszyczka, która wróciła po przerwie do pisania co mnie cieszy. Jest jedną z najbardziej sympatycznych osób jakie poznałam w blogosferze i zdecydowanie jest jedną z tych osób, które są niedocenione a powinny. Jest naturalna, 'czysta', delikatna i robi świetne makijaże. Cenię w niej to, że nikogo nie udaje, nie stara się przypasować czy zmieniać się na siłę - jest po prostu sobą w najlepszej postaci. Jej naturalność wręcz ujmuje i czaruje i na jej blogu czuję się bardzo dobrze. Czuję się po prostu swojsko jakbym rozmawiała z koleżanką. Jest lekko i przyjemnie. Z łatwością każda z nas się u niej odnajdzie bo to miejsce - Świat Kommo jest po prostu blogiem gdzie króluje delikatność, subtelny czar a jego autorka jest ma w sobie coś takiego co od razu podbija Twoje serducho. Kasia to też jedna z nielicznych osób, która spytała mi się czy będę na Meet Beauty co mnie zaskoczyło bo w ogóle nie myślałam, że ktoś by mnie tam chciał , jak widać moja logika jest pokrętna a ostatnie dni utwierdziły mnie w przekonaniu iż kilka osób fajnie by było poznać osobiście ( no dobra kilkanaście osób) :D. Cieszy mnie fakt, że ktoś tak dobrze mnie odbiera a po ostatniej rozmowie z nią stwierdzam, że ta dziewczyna jest szalona, ambitna i urocza jak mały słodki, futrzasty kociak! Nic tylko podziwiać i głaskać ;D

3. BeautypediaPatt



Ach i jest moja blond Pata! Czasem mam wrażenie, że Pata to moje łagodniejsze, blond wcielenie taki aniołek po prostu ;) Uwielbiam ją za poczucie humoru, wręcz częste zgadzanie się ze mną a nawet nasze lekkie przekomarzanie się ;) Czuję, że w realu byśmy się świetnie odnalazły ;D A jej blog? BeautypediaPatt to miejsce iście kobiece, stworzone dla pięknej natury przez kobietę pewną tego co pisze, przez kobietę która w bardzo przyjemny sposób przedstawia nam fakty. Z rozkoszą zabieram się do jej lektury i pamiętam jak jeszcze kilka tygodni temu pisałam jej 'wróć na bloga!' ( kurde, dzisiejsze blogi to takie powroty po czasie do pisania :P) . Z drugiej strony jej osoba jest skryta i nieśmiała, dopiero całkiem niedawno zaszczyciła nasz swoim #selfie czyli uroczą piękna buźką ( pokazuj się częściej!). U niej nie poczujecie się źle, poczujecie się po prostu swobodnie, na luzie bo jej miejsce to blog, w którym poznacie bratnią duszę, kumpelę do pogadania ;).  I oczywiście uwielbiam jej sierściucha ( pozwól mu spać na stole :D) i całą ją ! Oo za prostotę, bycie naturalną, bycie sobą i bycie osobą zupełnie szczerą, lekko wstydliwą ale odwalającą kawał rzetelnej roboty!

4. PKNDL


Jeśli ktoś myśli, że czytam tylko blogi urodowe to się pomylił. Na jej bloga trafiłam w momencie kiedy było głośno o pewnej sprawie i zostałam! Uwielbiam Anię ( czy Annę?:) za jej styl, nie przejmowanie się niczym, brakiem cenzury i tym jadowitym językiem. U niej czuję się jak u siebie ;D. Dosłownie jej miejsce kipi sarkazmem, nieprzyzwoitością i jest genialne! Uwielbiam każdy jej post , każde jej słowo! Mówi dobitnie, szczerze i czasem okrutnie i jak nikt w blogosferze poprawia mi humor i pokazuje mi, że ktoś taki jak ja wredny i zepsuty może mieć rację bo ona ma! Jej miejsce to zdecydowanie istna wisienka na torcie! To co porusza na blogu może czasem śmieszyć, czasem być wzruszające ale z całą pewnością siebie pokazuje ona co myśli o niektórych zjawiskach. Ja biję brawo i się nisko kłaniam bo odwalasz kawał dobrej roboty! :D Oby tak dalej bo uwielbiam odmóżdżyć się przy Twoich niecenzuralnych słowach przy których babciom spadają antenki z beretu :D. Już kiedy czytam tytuł posta wiem, że będę się świetnie bawić bo ta kobieta umie operować piórem i uwaga to nie jest bloga dla delikatnych panienek, które nie przeklinają, nie mają w sobie ani krzty nuty 'wredności' bo może Was odrzucić. dla mnie jest wybornie choć wiadomo ciągnie swój do swego :D

5. Kosmetyczny Fronesis


Czas na naszego świeżaczka czyli tym razem w tej roli występuje Agnieszka i jej urodowe dziecko. Kiedy pierwszy raz do niej trafiłam zaniemówiłam - dosłownie. Cudowne zdjęcia, konkretna i rzeczowa treść, autorka rzetelnie odpowiadająca na komentarze, przy czym widać, że w swoje posty wkłada mnóstwo serca sprawiły, że musiałam wrócić na stronę główną i przewertować jej treści. Ona ma potencjał i to ogromny! Sposób w jaki pisze, dopracowuje posty mnie onieśmiela! Póki co wdrażam się w jej miejsce ale już wiem, że Agnieszka posiada dużą wiedzę kosmetyczną, z którą chętnie się dzieli, jest sumienna i dokładna. Potrafi zaciekawić czytelnika i skusić go na tyle by u niej pozostał, ja przepadłam i z czystym serduchem polecam zajrzeć ;). Mam nadzieję kochana, że będziesz z nami długo a długo bo takich perełek tu potrzeba! :)

Uff, oto cała piątka. Co znacie a może mi coś polecicie? :)

21:02

Wytwórnia mydła: mus do ciała Green Tea

Wytwórnia mydła: mus do ciała Green Tea
Są takie marki, które trzeba znać. I nie mam tu na myśli produktów wysokopółkowych, kosztujących krocie i obiecujących naprawdę same cuda i achy. Czasem warto poszukać na naszym rodzimym rynku perełkę, niczym nie wybijającą się z tłumu markę, która kosztuje niewiele. Ostatnio ja sama nie mam czasu na przeglądanie 'naszego podwórka' i odkrywania cudów ale od czego ma się najlepszych znajomych na świecie? :> Bo tak naprawdę za odkrycie tej marki, za to odkrycie dla mnie Wytwórni mydła stoi Iwonka ♥.
I uwierzcie niczym nie wyróżniające się pudełko, mało informacji w sieci na jej temat z początku ostudziło mój zapał ale gdy je otworzyłam .. przepadłam! Dlatego z dumą i szerokim uśmiechem przedstawiam Wam dziś produkt wyjątkowy, wręcz kapitalny a co najważniejsze NASZ - prosto z Polski, zrodzony z pasji i obdarowanym wielkim kawałkiem serca , które przekonuję Cię do marki i do zwykłej prostoty.


Kto, co i po co? Wytwórnia mydła to nie tylko marka serwująca prosty, bez sztampy efekt wizualny. To dzieło utalentowanej pani Kasi, która swoje cuda tworzy bez chemii, bez ulepszaczy a przede wszystkim każdy produkt jest wyrabiany ręcznie a to znaczy, że każda rzecz, która trafia w nasze łapki jest dopieszczona do granic możliwości. Mało? To zobaczcie moje cudo, ono tylko wygląda tak niewinnie ale ma moc! ;)



Prosty plastikowy pojemnik, jakaś nijaka nalepka, krótki opis i cudownie krótki skład ♥ Tak naprawdę nie spodziewałam się cudów po tym musie, żyłam w przekonaniu, że to co dobre musi mieć wyjątkową otoczkę, bogatą reklamę i sprawiać wrażenie kosmetyku 'stworzonego specjalnie dla potrzeb Twojej skóry'. Tymczasem otrzymując ten niepozorny mus , kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że to co najlepsze zawsze ( no prawie zawsze) wygląda zwyczajnie wręcz monotonnie.

Mus do ciała Green tea to połączenie masła shea i dwóch olei - ze słodkich migdałów i z orzechów laskowych. 
I chyba najbardziej lubiany zapach zielonej herbaty - świeży, cytrusowy z nutą mchu dębowego

I będą ochy i achy i będę piała z zachwytu bo jest nad czym! ;) Mus do ciała robi znacznie więcej niż możemy się spodziewać! Zaskoczył mnie wszystkim: wyglądem, konsystencją, zapachem, działaniem, ceną ! To jeden z lepszych kosmetyków jakie miałam okazję poznać! I uwaga od moich słodkich słów może Wam się zrobić próchnica ;D

Pierwsze użycie? I było wow - jak nigdy w momencie gdy moje paluchy miały przyjemność poznać tą konsystencję już czułam, że to jest to, to jest HIT! :) Mus bardzo szybko rozprowadza się na ciele, zostawia nawilżającą warstewkę, którą czuć jeszcze na drugi dzień wieczorem ( ja stosuje go zawsze na noc więc mogę powiedzieć, że nawilżenie utrzymuj się kilkanaście godzin). Nie dość, że dobrze nawilża to też pięknie natłuszcza. Suche stopy, jakieś szorstkie miejsca w mig się z nimi rozprawi ale tu jest jeden maleńki minus - posmarowałam nim kiedyś stopy , po 10 minutach jak to zwykle bywa ( znacie ten ból jak malujecie paznokcie i chce się Wam siku? :D) właśnie wtedy mi się siusiu zachciało, więc wstaje i hyc na podłogę :D Lepiej dłużej odczekać i się pomęczyć niż lecieć na złamanie karku ;D
Niektórym ta tłusta warstewka może przeszkadzać, mi tam na wieczór nie robi różnicy :D. Muszę wspomnieć, że bardzo szybko można ubrać piżamkę, czy inny ciuch bo mimo tego , mimo tej tłustości, którą już będziecie czuć w dłoniach, nie zostawia tłustych plam czy śladów.
Mus jest też fajnym ratunkiem na wszelkie podrażnienia czy też po depilacji, w moment łagodzi, uspokaja skóra i pozwala jej 'żyć'. Nie mam zbytnio ze swoją powierzchnią użytkową problemu i ja jestem z niego bardzo zadowolona ♥. Moja mama z kolei ma bardzo odwodnioną skórę, dość szorstką i suchą ( efekt wszystkich chorób) więc dałam jej tego cudaka na wypróbowanie. I wiecie co? Na drugi dzień rano powiedziała mi ' że dawno nie czuła takiej lekkości i ulgi' co dla mnie wiele znaczy! ;)  Teraz końcówka opakowania stoi na jej szafce i jest systematycznie przez nią używana ;). Musicie też wiedzieć, że ten mus nie podrażnia, nie uczula i jest praktycznie bezpieczny dla każdego rodzaju skóry , z skóra sucha z pewnością go pokocha! 
Regeneruje, nawilża, natłuszcza i odżywia! To kosmetyk, który zapewnia kompleksową ochronę / regenerację i (u)ratuje naszą skórę! ;)



Konsystencja bitej śmietany! :).Dosłownie wygląda tak jakby ktoś mi nałoży śmietanę i postawił do zjedzenia ;D A co najlepsze jest? A to, że podczas jej nabierania czuć bąbelki czy tam musowanie, on po prostu strzela ;D. Nie wiem jak Wam to opisać ale to takie fajne uczucie coś na kształt jak słynnych Zozoli kiedy je przegryzasz ;D. Wbrew pozorom nie trzeba długo rozgrzewać musu w dłoniach, dość łatwo się nim operuje i dość przyjemnie idzie nim miziać swoje ciałko ;D

Jednak muszę się przyznać do czegoś ... To wieczko było tak na maksa zakręcone, że sama nie mogłam sobie z nim poradzić ;D . Po prostu trzymało jak słoik babci z ogórkami ;D


A zapach? Mocno cytrusowy ! Moja mam mówi, że pachnie przekrojonymi cytrynami a dla mnie jest energetyczny, orzeźwiający i mega pobudzający. Wszyscy wiedzą, że nuty cytrusowe łatwo zepsuć i nadać im charakter zapachu kostki do wc ale nie tu! Tu jest pysznie cytrusowo! Zapach trzyma się długo, czuć go na piżamce ;D. Niestety nuty mchu nie czuję ale może to i lepiej? ;)

A co z wydajnością? A otóż moim mili skoro mamy gęstą, zbitą konsystencje, lekko tłustą można się spodziewać wszystkiego ale i też dobrej wydajności - sama musu używałam przez 5 tygodni dzień w dzień, teraz patrzę i widzę, że mojej mamie zostało jeszcze 1/4 produkt czyli naprawdę można spokojnie w niego inwestować i cieszyć się jego walorami ;)

Mus do ciała Green Tea dostaniecie na stronie marki ---> klik i jest dostępne w dwóch pojemnościach; 50 gram / 18 zł oraz 100 gram / 28 zł. Oprócz mojej wersji dostaniecie jeszcze warianty zapachowe: Earl Grey, Caffe Latte, Lemon Lime czy też mus 'Na ratunek' lub 'relaksujący'.

  O marce też pisała Kinga ---> klik

18:39

Czarna elita blogosfery - blogerowe pasożyty

Czarna elita blogosfery - blogerowe pasożyty
Czym albo kim jest pasożyt? To małe kurewskie stworzenie, które jak nic rujnuje Ci życie i odbiera chęci na cokolwiek. O ile w życiu realnym możesz robala wywalić za drzwi, zdeptać, zatłuc młotkiem , spalić, powiesić czy otruć to tu w sieci, online nie uda Ci się go pozbyć. Z uporczywym jeszcze większym naciskiem on wraca, dręczy, męczy, wyciska z Ciebie soki. Czasem zastanawiasz się czy nie skoczyć z mostu lub po prostu życzysz mu żeby zeżarł go jakiś wielki dwumetrowy karaluch, czasem Twoje chęci przez takiego pasożyta są tak małe, że jako uczciwy człowiek zaczynasz wątpić w całe społeczeństwo. A jak już spotkasz blogerowego pasożyta o wiedz, że puszczą Ci nerwy!


Kiedyś w jednym z postów, napisałam, że niektórzy ludzie uważają, że bycie blogerem ' to bycie darmozjadem' ok, spoko niech mówią co chcą ale jak nazwać pozostałą część ludzi, którzy nie są blogerami a znacznie nam zatruwają życie w sieci? No jak? PASOŻYTY. Z reguły takie pasożyty żerują na nas, myślą, że  coś im skapnie od nas - jedyne co taki pasożyt może ode mnie dostać to :
a) kopa w dupę i lądowanie na Marsie,
b) opalanie się w blasku mojej chwały.

Ale , ale przejdźmy do rzeczy. Jak wygląda taki osobnik? Niepozorny, miły, z ckliwą historią liczący na zysk parszywiec. I nie chcę nikogo obrazić ale tak jest! Jak go rozpoznać? Proste są dwa typy ludzi, których spotkasz w sieci. Bardzo szybko zorientujesz się kto jest przychylny Twojej osobie czy też pracy a kto ma chrapkę na coś 'rzeczowego'. Załóżmy pokazujesz zdjęcie swoich pomadek / perfum czy innych kolekcji i dostajesz masę komentarzy. Większość osób znasz i wiesz co powiedzą - taki ktoś jak ja powie Ci ' niezła kolekcja, ale nie za dużo tego? :D' i wiesz, że osoba publikująca zdjęcie / posta mówi to w dobrej wierze czy też dla żartów a pasożyt napisze Ci po prostu ' hej, fajna kolekcja, nie chcesz mi dać czegoś z tego bo ja nic nie miałam z Twojego zbioru?.'
Nie miałaś i nie miej, pasożytowanie na nic się nie zda.

Wiecie ile historii widziałam , ile się naczytałam wiadomości gdzie taka menda jak widzi blogowe konto myśli, ze to sklep ? Serio? Ileż można czytać :
" Hej moja mama na niedługo urodziny / brat sraczkę/ babcia imieniny / czy jest xx rocznica ślubu pradziadków więc miło by było gdyś podarowała mi paczkę z kosmetykami z swojego sklepu. Mi / im sprawi to przyjemność a z mojej strony zrobię Ci reklamę'.


No i za przeroszeniem ja pierdole! Czy ja wyglądam jak sklep? Słup ogłoszeniowy czy Rossmann. Do cholery weź się do roboty, zarób - kup,  wygraj czy cokolwiek a nie piszesz gówniane wiadomości i myślisz, że ktoś kto ciężko harował na swoje rzeczy z miłą chęcią Ci odda i jeszcze napisze ' Chętnie uszczęśliwię twojego kota/ szczura/ babcię! Życzysz sobie perfumy Chanel czy pomadkę Diora kochana?♥' Nie pojmuje, jak trzeba mieć w głowie nasrane by tak się zniżyć.

Wiecie co? zawsze jak ktoś mnie prosi o adres, to mówię, że po co / na co i w jakim celu ;D. Bo nic nie chcę nic nie oczekuję a jak już coś dostanę to uwierzcie najpierw niekiedy muszę powiedzieć swoje, że to NIEPOTRZEBNE było! Rozumiem to co robią dziewczyny to nic innego jak miły gest, drobny upominek dla Ciebie i to naprawdę jest takie fajne uczucie wiedząc, że ktoś Cię lubi / ceni i Ci coś podaruje z sympatii więc po jaką cholerę ja mam coś podarować osobie, której nick widzę pierwszy raz a w avatarze widnieje jakiś zdziczały dziad z siekierą.

Och! A ile razy było 'pewnie nie wygram bo nic nie wygrywam nigdy ' <--- i tu powinno zrobić Ci się głupio i jej / jemu dać! Bo przecież ta osoba taka biedna, nie ma szczęścia no zlituj się nad nią!


Ja się zlituję, a jakże! Jedyne brzydkie słowo jakie mogę jej powiedzieć to 'wypierdalaj'.

Wszystko co mam musiałam kupić sobie sama, albo dostałam przez to, że ktoś mnie lubi, nie żebrałam, nie żuliłam i np nie pisałam do Eweliny czy też Agi ze słowami 'słuchaj, masz takie świetne kosmetyki, mogłabyś mi coś oddać? Bo akurat mnie na to nie stać'. Serio? Wiecie na ile mnie rzeczy nie stać ale przez głowę mi nie przeszło by pisać do kogoś 'słuchaj daj mi, bo daj i już'.
Jakiś szacunek trzeba mieć - do siebie przede wszystkim, i do tych osób które pracują na swoje a nie liczyć na jakąś łaskę bo w życiu nie ma nic za darmo, proste? Proste, Więc drogie pasożyty łapki w górę i do kopalni czy innej roboty pracować na swoje zachcianki a nie skomleć, że czegoś nie macie , nie żebrać od blogerek ' bo one mają'  . No bo mamy ale nie zdajecie sobie sprawy drogie mendy ile my wkładamy serducha w swoją pracę i uwaga hit! nie sponsorujemy zachcianek bo Wasz szczur obchodzi 5 urodziny!

Powinna coś dodać? Aaa! Blask mojej chwały, wredna natura czy też to, że jestem po prostu sympatyczna i szczera pozwala mi powiedzieć jedno polskie słowo na opisanie pasożytów i całych takich sytuacji ' a idź Pan kurwa w pyry z takim interesem'.

Chryste , wybaczcie język ale tak brzmi to lepiej ( i nie mówcie mi, że nie przeklinacie jak trzeba :D' Z szacunkiem dla Was - Ruda zołza.

P/s jeszcze do robaczków wrócę, ino tylko napiszę posta o wszystkim co się wiąże z konkursami ;D

09:32

Delia Cosmetics masełko do ust kojący miód & lakier do paznokci Trend Collection 12

Delia Cosmetics masełko do ust kojący miód & lakier do paznokci Trend Collection 12
Jakiś czas temu w mamijne łąpki wpadła dwójka produktów marki Delia. O marce słyszałam, usilnie próbowałam przypomnieć sobie czy z autopsji znam ich produkty - wyszło, że nie ale... no właśnie wiedziałam, że na sklepowych półkach w tej mojej wsi migają mi ich tusze do rzęs. Nie ukrywajmy, o tuszach słyszałam sporo, bo nie minęła mnie fala postów z tą marką i ich tuszami , później z kolejną kolekcją do makijażu ba! a nawet teraz z czeluści blogerowego świata zaczynają wychodzić matowe produkty do ust . Jedna firma a ja po prostu zgubiłam się wśród nowości , które wypuszczają na rynek. Ku mojej radości do mamy trafiły kosmetyki, o których w sieci jest mało. Razem z mamą miałyśmy okazję przekonać się czy produkty marki Delia  są godne uwagi i najbardziej cieszy mnie fakt, że to nie są produkty które firma sama rozsyła do testów - wszak czasem i ja mam po dziurki w nosie dziesiątki postów z tymi samymi pomadkami / tuszami jednej firmy ;).


Jakbym miała określić swoje stanowisko czy ta marka mnie kupuje to powiedziałabym, że ... nie. Tak po prostu ona do mnie nie mówi i wiecie dlaczego? Z pewnego śmiesznego powodu: jest jej za dużo. Tak jak wyżej napisałam widzę ją wszędzie na blogach i czuję nią lekki przesyt, ok robią sobie reklamę, angażują do testów moje koleżanki ale ja po prostu gdy widzę kolejny post z ich nowościami  to zamykam laptopa. Cóż nigdy nie ukrywałam faktu, że im więcej o czymś jest tu głośno tym bardziej mnie to odrzuca. Na szczęście my znalazłyśmy dwójkę produktów, które wywarły na nas obu dobre wrażenie ( więc dlaczego o nich się nie mówi??!).

Delia masełko do ust kojący miód

  • Innowacyjna formuła regenerująca
  • Zawiera olej arganowy i witaminę E
  • Intensywnie nawilża, regeneruje i odżywia usta,
  • Poprawia ich sprężystość, koi oraz natłuszcza
  • Likwiduje uczucie spierzchnięcia i suchości
  • Przywraca delikatną gładkość i naturalną miękkość
  • Skutecznie chroni przed szkodliwym działaniem mrozu, wiatru i słońca
  • Wygodne kobiece opakowanie
  • Idealna pielęgnacja ust na każdą pogodę



Jedyne typowe masełko do ust jakie miałam to marki Nivea i to w wersji malinowej ( było pyszne!) ale już na wstępie muszę Wam zdradzić iż opisywany gagatek ... jest znacznie lepszy! Ale po kolei, od obietnic . Producent obiecuje nam bardzo dużo a ile z tego spełnił?
Wszystko! Dosłownie chociaż to opakowanie jak dla mnie nie jest zbyt kobiece ;). Obiecana regeneracja, odżywienie i nawilżenie jest i to naprawdę na wysokim poziomie, sama jestem zdziwiona iż nawet jak już dawno produkt zniknął z moich ust to ja nadal czuję miękkość, sprężystość warg jak takie miłe uczucie czegoś delikatnego na nich. Jak dla mnie masełko działa jak opatrunek: nawet kiedy już dawno znika widzisz, że dalej dana partia jest chroniona. Nigdy nie miałam problemu z ustami, żadnych suchości czy 'skórek' ale dałabym sobie rękę uciąć za słowa ' i z tym by sobie poradził. A nałóżcie grubszą warstwę na noc to rano gdy wstaniecie macie tak gładkie usta jakbyście zrobiły im jakiś zabieg kosmetyczny!
Masełko jest fajne aleee... ma argan w składzie, którego ja nie lubię / nie toleruję. Tutaj musi być go nadzwyczajnie mało ponieważ nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas stosowania ( a zazwyczaj jak cokolwiek aplikuję i ma argan to moja skóra momentalnie podnosi wrzask :D).
Producent oznajmia nam , że mamy tutaj SPF 20, nooo dobra niech jest ale jeszcze nie spotkałam masełka, które by go miało ( moje Nivea nie miało).

Nasze cudo zamknięte jest w małym plastikowym pudełeczku( o 1 cm mniejsze niż pudełko zapałek) na zatrzask, które w torebce zajmuje mniej miejsca niż pomadka. I jak dla mnie ok,  jest biały plastik, jest nalepka informująca o tym co trzymamy w doni ale nazwanie tego 'kobiecym opakowaniem' to jest lekka przesada ... Bo opakowanie owszem jest maleńkie, schludne - po prostu praktyczne. I mam jedno zastrzeżenie, przy pierwszym kontakcie zatrzask trzymał cholernie mocno, teraz po ciągłym otwieraniu / zamykaniu wieczka się wyrobił, ot po prostu przestał trzymać .


I gdyby w tym pudełeczku było zamknięte masełko z Nivea to uwaga mogłoby się z niego wymykać. A to nie, dlaczego? Spójrzcie na jego konsystencję: stała i niby twarda. pod wpływem palców czy pędzelka staje się plastyczna. I jest tłuste ( w tłustości przypomina wazelinę), naprawdę czuć to na palcach, gdy się nabiera i po nałożeniu na wargi i mi to wcale nie przeszkadza... bo momentalnie masełko zlizuję z ust! Nie dość, że konkretnie natłuści nam usteczka to w smaku jest bardzo słodkie, nie jest to typowy miodek ale jest smacznie, choć pachnie mi lekko cukrem waniliowym :D. Co dziwnego mogę jeść i pić a on nadal jest na ustach! Jedyny minus? Po ośmiu dniach ciągłego używania masełko dobija dna ;( Z tym, że używam je non stop: zaraz po przebudzeniu, przed snem, zaraz po nałożeniu i zeżarciu go nakładam kolejną porcję i tak w kółko :D Chociaż w opakowaniu ma barwę żółtą niczym miód to na ustach jest całkowicie pozbawiony koloru.
Z tego co widzę marka ma jeszcze dwie wersje masełka: kusząca jagoda i soczyste mango ( a to drugie bym naprawdę zjadła :D).

Lakier do paznokci Trend Collection 12

  • Nowa, trwalsza formuła!
  • 16 najmodniejszych kolorów w sezonie jesień/zima 2016. 
  • Duży wachlarzowy pędzelek, który zapewnia dokładną aplikację.



Kiedy byłam dzieckiem moja mama (nim zaczęła chorować) paznokcie malowała tylko na fioletowy kolor. Później zaczęły się pobytu w szpitalu, choroba za chorobą i lakiery odeszły w niepamięć. Jak widziałam fiolet podchodziłam do niego z nadzieją ' może to taki jak mama miała gdy byliśmy mali' jednak nigdy nie udało mi się trafić. Chyba zauważyłyście, że na blogu jedyny fiolet jaki się pojawił to był Essie Lilacism? Bo więcej mi nie podchodziło :D TC 12 jest bardzo zbliżonym odcieniem do tego co ja pamiętam za czasów bycia młokosem - i wcale nie dziwi mnie fakt, że na paznokciach u mojej mamy ląduje stale! :)

Trend Collection 12 nie ma nazwy , jest tylko oznaczenie na nakrętce 'TC12'. Nasza szklana butelka ma aż 11 ml lakieru i tak jak pisze producent ten szeroki pędzelek pięknie ułatwia nam sprawę z malowaniem. Lekko jestem zawiedziona konsystencją lakieru: wydaje mi się zbyt rozcieńczona, więc w momencie gdy pędzelek nabiera jej zbyt dużo ( mimo, iż staram się ten nadmiar z niego usunąć) zdarzają się momenty iż zbiera się ona w jednym miejscu na paznokciu ;(. Lakier wysycha momentalnie więc nie ma nawet czasu na zlikwidowanie tej 'kropli'. Ku mojemu zdziwieniu dając drugą warstwę bardzo łatwo idzie przykryć tą kroplę ( nie ma żadnego ciągnięcia się, bąbelkowania) a sama płytka paznokcia jest gładka więc nie widać tego, że gdzieś lakier był 'zebrany'. Sam lakier po 4 dniach zaczął odpryskiwać, a podczas zmywania trzeba było zużyć więcej zmywacza bo płytka była lekko fioletowa :D.



Alee... jest coś w tym kolorze co mnie odstrasza, Nie mogę się do niego przyzwyczaić i moim zdaniem u mnie wygląda ...dziwnie. Może jest on po prostu zarezerwowany dla mojej mamy? :)

Jak widać marka Delia ma coś więcej do zaoferowania niż to co rozsyła do blogerek ;). Ja się cieszę, że z mamą miałyśmy możliwość poznać coś co jeszcze się nie przejadło :D Masełko jeszcze wróci do mnie ale w wersji mango, a lakier no cóż zawsze będzie mamy ;).

Kosmetyki Delia dostaniecie w ich sklepie ---> klik, masełko 6.50 zł / 2.5 g; lakiery 6.50 zł / 11 ml 

21:46

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 2

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 2
Pierwsza część tej serii została tak przez Was ciepło przyjęta, że do teraz jestem w szoku, a już nie wspomnę o ilości dyskusji, które się wywiązały pod postem ;D. Założyłam sobie, że będzie dobrze jak w miesiącu uda mi się napisać chociaż jeden post z tej serii, tymczasem wracam po dwóch miesiącach. Nie sądziłam, że będzie mi tak ciężko ubrać w słowa to co chcę Wam przekazać . Zanim pokażę Wam kolejne fenomeny, które do mnie nie mówią przypomnę Wam o co chodzi.
W tej serii postów widzicie produkty, które są szeroko chwalone ale jakoś nie przemawiają do mnie. Nie każdy z nich miałam, a jak już się trafi taki co zagościł u mnie to o tym powiem. Są tu kosmetyki / produkty, które być może kiedyś zagoszczą u mnie ale na obecny moment nie jest nam to pisane ;D. I przypomnę też, że nie neguję działania a pod danym produktem piszę tylko co słyszałam o nim, mam nadzieję, że to zrozumiane więc do dzieła! :D

1. Eos balsam do ust ( Strawberry Sorbet)


I tu fenomen - sama byłam napalona na ten produkt jak szczerbaty na suchary a kiedy już wpadł w moje łapki zonk! Kompletnie rozczarowanie. Owszem fajne opakowanie, takie gadżeciarskie, owszem mamy też przyjemny zapach i słodki smak i na tym bym skończyła wymieniać jego zalety. Nawilżenie? Owszem chwilowe, po bo 10 minutach już nic nie czuć a usta wydają się jakby w ogóle nie dostały dawki nawilżenia, sama aplikacja, no cóż ma wiele do życzenia. Żeby posmarować dolną lub górną wargę muszę rozdziawić cała paszczę! A jak robię to przy zamkniętych ustach to cóż, balsam upaćka mi też okolicę obok. Ten jajeczkowaty sztyft jest nieporęczny! Możesz smarować usta za pomocą pędzelka czy też palcem no aleee kto wpadł na pomysł by zrobić z balsamu pół jajo? No Chryste Panie! Poza ślicznym, urokliwym wyglądem i ładnym zapachem balsam nie oferuje nam nic szczególnego. Rozumiem, że jest mnóstwo wersji zapachowych ale ja się pytam czy nie idzie zrobić normalnego sztyftu? Czy płaskiego pudełeczka z zawartością? A no nie można, bo dziewczyny kupują to jajo ze względu na fajny wygląd . Jak dla mnie balsam do ust Eos jest sporo przereklamowany. Kiedyś do rąk wzięła go moja mama, powiedziała wtedy ' ona zbyt mocno pachnie lanoliną'. Nie mam pojęcia w czym tkwi jego fenomen i to całe zachwalanie przez youtuberki - dla mnie już lepsze są pomadki w sztyfcie z Nivea niż to coś .

Douglas / 25 zł

2. Dior J'adore



Kiedy trafiła do mnie próbka tego zapachu byłam wniebowzięta. Po La Perfum byłam przekonana, że dziecko tej marki, dziecko, które kochają miliony kobiet na całym świecie uszczęśliwi mnie jak nigdy. Jak nigdy przeżyłam rozczarowanie. I to ma być ten zapach? Kultowe dziecko Dior, które kobiety pragną najbardziej? Serio?;O Przecież J'adore pachnie pospolicie ... Pachnie jak tanie perfumy za 20 zł, które dostaniecie w kiosku! Nic odkrywczego! Zapach ładny przez ... godzinę bo tylko tyle u mnie się trzyma! Niebywałe a prawdziwe ;D Rozumiem, że to co jest mega popularne u mnie nie zdaje egzaminu ale nie sądziłam, że mam tak też z perfumami ;D. J'adore ma tylko piękna twarz, twarz Charlize Theron które je reklamowała i to wszystko co mi się w nim podoba bo cała reszta nijak do mnie nie przemawia. A jak będę chciała sobie ładnie pachnieć przez godzinę to pójdę do  kiosku i kupię sobie najtańsze perfumy i trochę zaoszczędzę bo nie muszę mówić, że marka Dior do tanich nie należy? Główne nuty zapachowe: Ylang Ylang, esencja róży damasceńskiej, absolut jaśminu Sambac czyli powinno być pięknie i magicznie. Ja natomiast czuję, że najbardziej rozpoznawalne dziecko marki Dior jest bez polotu, nijakie, mdłe, oklepane. Zawsze mówiłam, że bliżej sercem mi do Dior niż do Chanel. Mam jedną Miss Dior i jest klasycznie wspaniała, poznałam kiedyś Addict było cudne, ale J'adore i kolejne dziecko marki Blooming Bouquet to jedno wielkie nieporozumienia. 

Douglas / 325 zł


3.SiliSponge




Silikonowa gąbka do makijażu chce chyba zająć miejsce Beauty Blendera. Czy jej się to uda? Moim zdaniem nie. O ile jeszcze jestem skłonna dać szansę BB to temu czemuś nie. W ogóle nie wyobrażam sobie jak takie coś można brać do ręki i ciapać sobie makijażem twarz. Ok, niech jest elastyczne, łatwe w utrzymaniu czystości ale dla mnie jest też obleśne bo wiecie co? Bo to mi przypomina silikon wyjęty z cycków ;D Dosłownie, za każdym razem gdy widzę ten 'cud techniki' to śmiać mi się chce bo już sama nie wiem co ludzie wymyślą na tym świecie ;D. To cudo oczywiście najbardziej zachwalane jest przez zagraniczne youtuberki. Zaczynam się zastanawiać czy naprawdę te fejm laski z YT zachwalają to bo naprawdę tak cudownie działa czy po prostu ktoś im dobrze zapłacił. Zresztą ja mam bardzo niskie zdanie o Youtuberkach więc uczczę to minutą ciszy ;)
Póki co widziałam tylko jedną opinię o tym ---> Magda o niej napisała wszystko, tym samym utwierdziła mnie, że to coś należy do kategorii 'śmietnik'.

P/s wiem, że ta gąbka tutaj wygląda jak mydelnniczka ;D
P/s gąbka ze zdjęcia jest przypadkowa , pochodzi z asortymentu marki Blend it!

Mintishop / ok. 20 -30  zł

A więc co macie/ a co byście chciały? ;)

Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger