14:56

Wakacje w zdjęciach czyli lipiec i sierpień w obiektywie ;)

Wakacje w zdjęciach czyli lipiec i sierpień w obiektywie ;)
Wakacje, wakacje i po wakacjach. Na palcach jednej reki mogę policzyć ile miałam wolnego czasu! Cóż, mam za dobre serce i nie umiem odmawiać skoro ktoś potrzebuje opiekunki do kogoś starszego ( pominę fakt, że kokosów z tego nie ma a ja praktycznie w domu stałam się gościem :P) no ale dzięki temu uzbierałam na mój wymarzony prezent <3 Yyy zboczyłam z tematu, dziś post typowy z tym co się działo a raczej jak wiało nudą w te wakacje :D


1. Taka tam ja o 8 rano - bez makijażu ale za to mam grzywkę do której chciałam wrócic od kilku miesięcy. Z początku było ciężko mi się przyzwyczaić ( mój Karol to w ogóle nie chce jej oglądać :D) ale teraz już jest, szkoda tylko, że mam naturalne loki bo dziadostwo nawet prostować się nie chce :D
2. Trampki za całe 10 zł z Housa - uwielbiam ten kolor, szkoda, że tak szybko się brudzą :D
3. Polne kwiatki też muszą być :D


4. Pojechałam na imprezę by zapomnieć o byłym, poznałam Karola czyli w sumie jesteśmy już ze sobą od 3 lat! Ciekawe jak on ze mną wytrzymuje?:D


5. Lody! Lody! Lody! czyli Algida gdzie kokosowe okazały się śmietankowymi z masą wiórków :D, Daim pyszne ale obłędnie słodkie!, sorbet mango z Lidla kupił mi mój Karol kiedy bolało mnie gardło - pyszne razy dwa <3, jednak lody tradycyjne waniliowe najlepsze! oraz rożek od Milki, który był całkiem całkiem ;D


6. Nie piję alkoholu ale spróbowałam jabłkowego cydra - na pół z Karolem i smakuje jak szampan! Czerwony znacznie bardziej mi przysmakował ale gdy butelka była do połowy wypita ja już czułam lekki szum ;D. Oczywiście KFC i stripsy <3 czyli wypad do Kasztanowej w Pile ;D


7. Tęcza! Ale nie było żadnej burzy tylko lekki deszcz na początku lipca ;)
8. Żuraw na polu czyli takie widoki po przejechaniu 8 km rowerem na masaż ^.^
9. Kacza rodzinka na najbardziej brudnej rzece ever!
10. Czarny kot <3 Chyba chciał mi ukraść loda o.O Chętnie bym go zabrała gdybym nie miała 2 kotów ;D


11. Sierpniowe niebo było porażające piękne <3
12. A wieczorem jezioro okazywało się takie spokojne ;)

Jak widać nie było rewelacji w te wakacje ale przecież narzekać nie będę ;)

14:00

Sierpniowe denko #12

Sierpniowe denko #12
Tylko kilka dni zostało by ten piękny, bardzo gorący miesiąc odszedł w niepamięć. Koniec miesiąca to czas na kolejne rozliczenie się z denka ( prawdę mówiącć muszę kupić większy karton do opakowań bo już się to nie mieści:P)


Dziś bez zbędnego gadania przechodzę do konkretów ( jakoś ostatnio się rozleniwiłam, wybaczcie mi ten stan :P)


1. YR odżywka odbudowująca ...- o niej pisałam tutaj,  po tym jak przez nią włosy mi leciały na potęgę jakoś zraziłam się do tej marki, mam nadzieję, że to tylko chwilowe bo chciałabym wypróbować zachwalaną płukankę octową z malin ;)
2. H & S szampon eukaliptusowy -  w sumie używała go moja mama, bo ja problemu z łupieżem nie mam ale lubię to uczucie chłodu, które przy nim mamy :P. Obecnie kończę wersję cytynową i powiem Wam, że mało czym się różnią :P
3. Baikal Herbals, szampon... -o tym gagatku pisałam ostatnio, klik, co do niego to mam mieszane uczucia, z jednej strony ograniczył wypadanie, z drugiej strony matowe włosy i ten brak dozownika!
4. Timotei, drogocenne olejki, mgiełka upiększająca - kupiłam bo kosztowała jakieś 5 czy 6 zł, ale oprócz 'szlachetnego' zapachu to ona nic nie robiła, kompletnie na nic nie wpływała ;)


5. Avon, arbuzowy płyn do kąpieli - dawał mega dużo piany czyli tak jak lubię! A zapach? bardziej chemiczny niż arbuzowy a szkoda ;(
6. Wellness & Beauty, żel... - a o nim było tu, mój pierwszy produkt tej marki, który okazał się zwykłym żelem, chyba za bardzo nastwiłam się na wielkie 'wow' ;)
7. Avon, Planet Spa ... - o peelingi była mowa tu, dla mnie to przeciętny ździerak, z kosmiczną ceną regularną i  perfumowanym zapachem, chociaż oczyszczał dobrze :)


8. The Body Shop, krem do rąk -  miałam wersję waniliowego creme brulee, jeszcze raz dziękuję Aguś <3 ;**, niesamowicie wydajny ( chociaż niespodziewałam się tego) a przy tym pachniał tak słodko, że chciało się go zjeść! <3
9. Avon, foot works, krem intensywnie zmiękczajacy skórę stóp - lekki, o fajnym mentolowym zapachu ( prawie jak pasta do zębów :P) ale zbytnio nie zauważyłam by coś zmiękczał :-D
10. Butterfly, matująca baza - tsaa użyłam góra 3 razy reszta wylądowała w koszu! Niemiłosiernie zapycha! Tylu 'gości' na buzi dawno nie miałam ;/


11. All abot beauty, nawilżający balsam do ciała - a tego gagatka dostałam, dopiero później zauważyłam, że ma argan w składzie! A kysz! Mazał się po ciele, nie wchłaniał się w ogóle był cały na 'beeee' ;D
12. Nivea energy fresh - piękny zapach trawy cytrynowej! Niestety na moja wzmożoną potliwość kulka za słaba ;(
13. Evina, zywacz do paznokci - nie będę przepłacać skoro ten koszuje 1 zł ;P


14. Tołpa, mydło borowinowe - miała być recenzja ale nie ma i nie będzie, bo żadnego działania nie odczułam o.O i ten zapach, w domu mi mówili, ze 'cuchnie' ;/

Mydełko z Nivea jagoda i mleko pachnie jak baton w czekoladzie - obłęd! <3 Zużyłam jedną próbkę Garniera magicznego  :D, płatki z Lidla - całkiem dobre, chociaż biedronkowe lepsze no i nawilżane chusteczki tym razem z Aro to już stały bywalec :D

Więcej śmieci nie mam, a jak tam z Waszymi pustakami?:)

11:03

Dermedic Normacne Preventi, serum na rozszerzone pory

Dermedic Normacne Preventi, serum na rozszerzone pory
Stosowanie serum powoli wchodzi mi w nawyk. Mówię powoli bo dzisiejszy bohater to takie moje 'większe' opakowanie - wcześniej z taką formą miałam styczność przy próbce witaminowego serum z Lirac. Powszechnie wiadomo, że serum ma więcej aktywnych składników, jest lżejsze od kremu ale czy tak naprawdę jest w stanie nam go zastąpić?


Oczywiście, dzięki serum marki Dermedic wzmocniłam swoją codzienną pielęgnację ale nie zapomniałam o stosowaniu kremu! ;) Taki duet dopaswany do mojej skóry spełnia wszystko czego mogę chcieć ;)


To trzeci produkt marki Dermedic, który Wam pokazuję. Ostatni ale dla mnie okazał się strzałem w 10 - tkę! :) Po 3 tygodniach zauważyłam lekkie wyrówanie kolorytu, pory nie są zbyt widoczne ( nie zapomniałam używać maseczek :P) i tak jak wspominałam przy kremie wydzielanie sebum zostało zniwelowane do minimum! Na chwilę obecną mija 5 tydzień od jego stosowania i powiem, że nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez tego serum! Idelanie nadaje się pod makijaże, nie ważne czy solo czy dam po jego aplikacji krem - nic nie spływa, nic się nie roluje.


Serum nie przysporzyło mi żadnych niespodzianek. Do mojej mieszanki jest idealne! Teraz kusi mnie serum do skóry suchej bo o nim słyszałam dobre opinie! :)


Serum zamknięte jest w szklanej, lekko oliwkowej buteleczce z mrożonego szkła. Estetycznie, prosto a zarazem butelka ma 'to coś' w sobie. Do dozownia mamy pipetkę (nadal nie lubię takiej formy) ale jest czysto i higienicznie :) Minusik za to, że nie można kontrolowac ilości zużytego produktu - no chyba, że przyłożycie buteleczkę pod światło :P. Oczywiście serum przyszło zapakowane w kartonik, który był dobrze zabezpieczony :)


Szklana pipetka nie sprawia żadnych problemów. Serum w moim odczuciu ma gęstą konsystencję - nie spływa z twarzy. Szybko wnika w skórę, wait źle powiedziałam moja skóra wręcz je spija! Momentalnie  skóra staje się nawilżona i gotowa do dalszych zabiegów.Na uwagę zasługuje lekko ziołowy zapach, który dość szybko się ulatnia.  Jeśli zaaplikujecie twarzy zbyt dużą dawkę serum to poczujecie lepką, tłustą warstwę i lekkie uczucie ściągnięcia więc lepiej dać mniej niż przesadzić ;) Produkt jest bardzo wydajny! Mazidło stosuję od 24 lipca i jego zużycie ( tak! przyłożyłam do światła lampy by zobaczyć :P) jest niewielkie - dopiero przekroczyłam napis DERMEDIC :)

Witaminowe serm od Lirac wspominam dobrze ( chociaż to była próbka) ale to serum zagościło  u mnie na dobre i mam nadzieję, że na stałe :-). Na chwilę obecną jestem w pełni zadowolona z jego działania i śmiało mogę je polecić ;)
Cena za serm 30 ml wacha się od 29 zł do 45 zł. Kupić mozecie je w aptekach internetowych.

13:00

Baikal Herbals , szampon wzmacniający - przeciw wypadaniu włosów

Baikal Herbals , szampon wzmacniający - przeciw wypadaniu włosów
Pierwotnie ten szampon miał trafić do mamy - mówię pierwotnie ponieważ odżywka z YR, o której była mowa tutaj wzmożyła u mnie wypadania kłaczków i suma sumarów szampon używałam ja. W końcu i tak miałam zamiar wypróbować rosyjskie kosmetyki ;-). Pytanie tylko czy i ja będę należeć do grona fanek rosyjskich kosmetyków?


Wybór rosyjskich produktów jest tak ogromny, że naprawdę trudno się zdecydować na coś konkretnego. Ale czy mój szampon różni się czymś od tych dostępnych na naszych półkach?


Główne zadanie wypełnione - wypadanie włosów się zmniejszyło! Nigdy nie miałam problemów z przetłuszczaniem się włosów ale dzień po myciu włosy stawały się szorstkie, matowe i sztywne! Szampon  plącze włosy - koniecznie użycie odżywki po nim , dobrze się pieni . Radzi sobie też ze zmyciem olejów. Podczas stosowania szamponu miałam złudzenie, że mam więcej włosów, że są gęstsze, tsaa to tylko złudzenie bo gdy tylko stawały się matowe nie mogłam nic z nimi zrobić a moje loki aż się prostowały!


Na składach to ja się znam tak jak kurczak na kartoflach :P Orientuje się na tyle by wiedzieć, że skład nie należy do najgorszych . Na szczęście łupiezu nie dostałam ;)

Szampon zamknięty jest w wysokiej butli wykonanej z twardego plastiku - co mnie wnerwia! Nie dość, że nie mamy żadnego dozwonika - tak moje panie, szampon odkręcamy i wylewamy na dłoń jednak przez ten twardy plastik uniemożliwia 'ściśnięcie' butli by przyspieszyć wydobycie produktu ;/. Szata graficzna nawet mi się podoba - skoro rosyjski kosmetyk to musi być na bogato! ;)


Konsystencja jest bardzo gęsta wręcz kisielowata. Podoba mi sie lekko zielonkawy kolor i zapach szamponu - taki niby mydlany. Wydajność też jest całkiem ok  - stosowałam go przez  2 miesiące.

Ogólnie mam mieszane uczucia i nie wiem czy więcej zerknę na tą markę ;)
Minusem ewidentnie jest brak dozownika no ale trzeba jakoś sobie radzić :P. Swoje pierwsze spotkanie z rosyjskimi kosmetykami uważam za pól -udane i mam nadzieję, ze reszta rosyjskich produktów spisze się lepiej)
Swój okaz kupiłam na mazidełka.pl. Za 280 ml  zapłaciłam 9.99 zł.

13:53

Tydzień filmowy # 9 - tydzień z filmami biograficznymi part 1

Tydzień filmowy # 9 - tydzień z filmami biograficznymi part 1
A raczej powinnam powiedzieć 'miesiąc filmowy' tak zaniedbałam moje filmidła! Ale obiecuję poprawę (nie wiem, który raz to mówię :P). Dziś zabieram Was w podróż do gatunku biografii - jest ich mnóstwo! Na początek pokażę co obejrzałam za sprawą brata ( matko! ma koszmary filmowy gust) a w następnych częściach moje propozycje oraz filmy 'oparte na faktach'. Także zaczynamy! :)

1. Bank Lady (2013) klik


Nie lubię niemieckiego kina i raczej nie polubię. Mimo, że historia ciekawa - wszak nie zawsze babka rabuje banki no ale to wciąż kino niemieckie! Historia opowiedziana w dość prosty sposób, z masą idealnego odzwierciedlenia tamtych czasów, bez zbędnego przekombinowania.

2. Niezłomny ( 2014) klik


On - młody, utalentowany olimpijczyk. Oni - japońscy 'twardziele', którzy nienawidzą amerykanów i zrobią wszystko by zniszczyć ich fizycznie jak i psychicznie. Pech chciał, że ON trafia w ich niewolę! Takiej siły ducha, nadzieji dawno nie widziałam.  Z historii pamiętam, że stosunki amerykańsko - japońskie zawsze były napięte a tu mamy brutalne odzwierciedlenie tego co się dzieje gdy dorwie nas wróg!

3. Gra tajemnic ( 2014) klik


Gratka dla zwolenników kodów czy szyfrów, zwłaszcza dla pasjonatów historii i Enigmy ale nie dla mnie. Ok, rozumiem polskie wątki itp itd ale nie rozumiem za co ten film był tak wychwalany? Jeśli miałabym oceniać go tylko pod kątem Enigmy wypada słabo, ale doliczając wątki typu 'ukarać go bo jest gejem' to sprawa wygląda zuepłnie inaczej. Co do 'Gry..' mam mieszane uczucia bo i tak najciekawsza była tylko końcówka ;D

4. Brave Miss World ( 2013) klik


I na koniec jedna propzycja ode mnie ;)
To bardziej dokument. Obejrzałam kiedyś w tv i wiecie co? Podziwiam ją za to co robi! Za siłę, wytrwałość, upór i walkę o siebie nie tylko dla swojego bezpieczeństwa ale tez dla innych kobiet! Temat gwałtu nadal dla wielu jest tematem TABU dlatego cieszę się, że 'medialne' osoby - tutaj mamy byłą miss, mimo 'psychicznych blizn' postanowiła opowiedzieć swoją historię i tym samym spróbować zmienić społeczną mentalność!

A Wy co polecicie mi biograficznego?;)

10:03

Usta w kolorze Ma Cherie ( 50) czyli nawilżająca pomadka od Joko

Usta w kolorze Ma Cherie ( 50) czyli nawilżająca pomadka od Joko
Podobno każda kobieta ma multum pomadek na każdą okazję. Ja mam ich zaledwie 9 ( :O) a i tak mi ciężko wybrać kolor 'na dziś'. O ile dobrze czuję się w moim Smashboxie, czy nudziakach to kolory fuksjowe kompletnie nigdy mi nie grały - sorry ale czułam i wyglądałam jak jakiś denat czy coś! Potrzebowałam delikatnej fuksji - takiej, która sprawi, że poczuję się pewnie a usta nie będą wyglądać karykaturalnie, no dobra ogólnie mówiąc nie chciałam straszyć ;D


Seria nawilżających pomadek w sztyfcie, zadba o wyrazistość i ochronę kobiecych ust. Dzięki nim staną się one bohaterem makijażu pasującego do każdej stylizacji.Kremowa konsystencja pomadek zapewnia przyjemną i łatwą aplikację, a po ich użyciu skóra ust pozostaje miękka i wygładzona.
W pomadkach wykorzystana jest najnowsza technologia,Micropigment Technology, co oznacza, że do ich produkcji zostały użyte zmikronizowane barwniki . Mikronizacja pigmentów ma na celu polepszenie wybarwienia, zwiększenie krycia produktu oraz poprawę jednorodności rozłożenia koloru na ustach. Kosmetyk bogaty jest w składniki intensywnie odżywiające i nawilżające usta:masło Shea, dermofeel, olej słonecznikowy, vitamin complex AEF, sepilift DPHP.
No dobra przyznaję, że kryje bardzo ładnie - bez poprawek za pierwszym razem. Pigmentacja też całkiem ok ale super hiper wow nie ma ;). Schodzi równomiernnie. Po nałożeniu usta są miękkie, pełne 'blasku' i dobrze nawilżone.




 Kolor na ustach trzyma się do 3 godzin ale w walce picie / jedzenie przegrywa od razu :(. Pomadka nie podkreśla suchych skórek. Jak widać nr 50 jest często przeze mnie noszony :D. Logo 'Joko' wygląda efektownie. Formuła pomadki bardziej przypomina masełko - sztyft jest miękki więc trzeba uważać, żeby go nie połamać.


Opakowanie to prosty czarny plastik czyuli typowe dla pomadek z 'groszowej' półki. Wbrew pozorom plastik jest mocny! Mój kolor Ma Cherie to typowa fuksja - najwięcej dostrzegam w niej fioletu - odrobinę błyszczy :)

No ale najważniejsze jest jak wygląda na ustach ;) Podoba mi się w niej to, że wygląda 'naturalnie' tak jakby ten kolor był stworzony 'pode mnie' i przyznam się, że bardzo siebie w nim lubię ;)

W sztucznym świetle:



W słońcu:


A na koniec moja mordka :-D. Uwaga! straszę bo to akurat 'ciężkie czasy były' :D



Pomadka dostępna jest w 12 kolorach ( kuszą mnie numerki 44, 48, 49 :P)
Do kupienia m.in na ezebra.pl w cenie około 20 zł.

14:23

Golden Rose Express Dry 17 & 67

Golden Rose Express Dry 17 & 67
Nowa seria lakierów GR szturmem zdobyła serce kobiet. Przepiękna gama kolorystyczna, niska cena jak zawsze idzie w parze z super efektem. W pewnym momencie skusiłam się na dwa kolorki: 17 czyli bezpieczny nude oraz 67 coś a'la turkus - czy one zdobyły moje serducho?;)


Tym razem mamy jedną a konkretną obietnicę - lakier wysycha po 60 sekundach! No właśnie, w moim odczuciu te 60 sekund się niemiłosiernie wydłużają ... ;)
Cechą wspólną lakierów jest to, że zmywają się bez problemowo, nie smużą, nie tworzą 'bąbelków'.
Pędzelek wąski - wbrew pozorom aplikacja lakieru nie jest taka straszna :)
Odpryski po 4 dniach.
Oba lakiery mają piękne błyszczące wykończenie! ;)


Numer 17 to bezpieczny odcień nude. Ciężko mi do czegoś przyrównać ten kolor ale dla mnie jest on ciepły, elgancki i uniwersalny! Niestety kryje po 2 - 3 warstwach i schnie wolno ;/ Zdjęcia zrobiłam 10 minut od nałożenia warstw i zobaczycie, że lakier zdobył już 'ślady'  ;/



Numer 67 to piękny, wyrazisty turkus. Kryje po 1 warstwie i schnie bardzo syzbko! Ten kolor wygląda pięknie na długich pazurkach, na krótkich niestety wygląda niemrawo ;(



Staram się ładnie malować a wyszło jak zwykle :P
Za jeden lakier zapłaciłam 3.99 zł, teraz widzę, że lakiery kosztują już 4.19 zł :O
Dostępne na wyspekach GR w pojemności 7 ml.

P/s na FB możecie zgarnąć 5 kolorków tej serii! Przewiduję też małe niespodzianki - zapraszam ;D


14:00

3 cytaty z dzieciństwa ;)

3 cytaty z dzieciństwa ;)
Kiedy byłam mała mama często powtarzała kilka stwierdzeń. Może by mnie 'przestraszyć', a może by mnie czegoś nauczyć / oduczyć albo po prostu mówila to co jej mama a moja babcia powtarzała gdy ta była maluchem ;) Kilka z nich do dziś pamiętam i kiedy słyszę je u kogoś innego to aż buźka się uśmiecha :). A no właśnie: co takiego słyszałam?


#1. Nie rób tak bo Ci tak zostanie.

Oj, jaką to miało moc! Zazwyczaj kiedy z siostra się wydurniałyśmy robiąc miny wchodziła mama i to powtarzała. Wiadomo, my jako dzieciaki bałyśmy się, że całe życie będziemy miały np. język na wierzchu :P A wiadomo, że głupie miny zawsze rozweselą ponuraków :P Teraz widzę, że moja siostra mówi tak do małej ;D

#2. Nie jedz pestek bo Ci drzewo wyrośnie.

Od dzieciaka uwielbiam arbuza i zawsze wcinam pestki. Po słowach mamy zaczęłam je wyrzucać i szczerze nawet nie pamiętam momentu kiedy zczaiłam, że mamcia mnie straszy! Przecież drzewo bez ziemii nie wyrośnie! :D Matko, ale musiała mieć ubaw :P Teraz i tak pestki zjadam a drzewek się nie dorobiłam :( ;P

#3. Nie pij oranżady bo wypadną zęby.

To dopiero była zmora. 10 latka, która chce się napić a nie może. Czerwona oranżada w butelce to było zło - nie, nie, nie możesz jej pić. Za to mogłam wypić jedną oranżadę w szklanej, małej butelce raz na tydzień! Do dziś pamiętam, że dostawałam na nią 40 gr ;D Dziwne, że od niej nic się nie robiło ;O no ale zawsze dzieliłam się na pół z siostrą ;)

A Wy co pamiętacie? Co Wam mama powtarzała?;)

10:03

Dermedic, NORMACNE Preventi, regulująco - oczyszczający krem na noc

Dermedic, NORMACNE Preventi, regulująco - oczyszczający krem na noc
Pielęgnacja twarzy jest bardzo istotna - nieważne czy to poranna czy wieczorna każda z nas chce zachować dłużej swój młodzieńczy wygląd, opóźnić wszelkie oznaki starzenia czy tak jak w moim przypadku przy cerze mieszanej zapewnić skórze odrobinę komfortu i ukojenia. Kiedy śpimy mamy okazję podarować skórze to czego w codziennym pośpiechu nam brakuje - luksus, a raczej nazwałabym to codziennym seansem wieczornego luksusu.


Ostatnio luksus mojej skórze miał zapewnić regenerujący krem na noc od Nivea, dedykowany cerze mieszanej - nadal mam do niego mieszane odczucia, więc z przyjemnością odłożyłam mniejsze pół opakowania ( skubany, wydajny jest!) i zabrałam się za kremik od Dermedic ;)


Muszę powiedzieć, że ten krem naprawdę to LUKSUS dla mojej skóry. Wszelkie zmiany, plamki zaczęły blednąć, koloryt skóry się ujednolicił ( w tym też zasługa serum o którym za tydzień), wydzielanie sebum ograniczone do minimum. W ciężkie 'kobiece dni' zdarza się, że wysokoczą mi jakieś 2 - 3 większe czerwone grudki - tu krem sobie świetnie poradził! Na drugi dzień zaczerwienie było znacznie mniejsze! Ogólnie krem przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.


Krem ma w składzie kwas salicynowy, który u niektórych powoduje mega wysuszenie skóry jednak u mnie tego nie ma, ba! moja skóra lubi ten kwas ^.^. Przy kremie nie miałam żadnych niespodzianek, od samego początku moja skóra idelanie się z nim dogadała, inaczej niż z płynem micelarnym z tej serii.


Krem zamknięty jest w buteleczce z pompką - czyli aplikacja jak najbardziej wygodna. Żeby wydobyć krem musimy obrócić pompkę o 180 stopni, po tym można swobodnie 'przekręcić' na swoje miejsce więc nawet jak zgubimy górę i przypadkiem nadusimy to nic nam nie ucieknie! Pompka nic a nic się nie zacina.
Design? Znowu 'apteczny' - ale czy biel i niebieski nie wyglądają elegancko?;) 
Na minus jest to, że nie mogę zobaczyć ile mi go jeszcze zostało :(


Konsystencja kremiku jest gęsta jakby żelowa - szybko wchłania się w skórę. Zostawia na niej lekką warstwę ale mi to nie przeszkadza - to krem na noc ;) Jednak po kilku minutach i to uczucie znika ;). Mi krem pachnie lekko ziołowo, przyjemnie. Na wymizianie twarzy niepotrzeba go wcale dużo a to oznacza, że krem jest bardzo wydajny.

Przyznam się bez bicia, że na razie to moj numer 1, Nivea powodował u mnie świecenie się skóry a tu mam tyle plusów, że trudno będzie mi się z nim rozstać ;)

Krem dostaniecie w aptekach, na Iperfumy.pl za 55g zapłacimy 29 zł, jednak w aptece Gemmini mamy już go po 22 zł.

Edit z dnia 16.12.2015 - krem w tym momencie dobił dna, jak widać wystarczył na ponad pół roku.

21:22

MOIA podkład HD 2

MOIA podkład HD 2
Znalezienie idealnego podkładu u każdej z nas jest lekko mówiąc stresujące. A to nie ma takiego odcienia, a to ma dziwną butelczynę, a to ciemnieje na twarzy... jednym słowem zawsze 'coś'! U mnie też był taki problem no bo jak dobrać podkład dla bladziocha? Przeważnie każdy jest dla mnie za ciemny ale i ja znalazłam idealne rozwiązanie - odcienie Ivory czy Porcelain są idealne!Dziś będzie o podkładzie z numerkiem - tak z numerkiem, który z początku mnie przeraził kolorem :D


Dostępny w 8 odcieniach. Kryje niedoskonałości. Nie tworzy efektu maski. Spełnia funkcję podkładu, korektora i bazy. Dla każdego rodzaju skóry. Nadaje cerze świeży oraz promienny wygląd. Dzięki technologii SOFT FOCUS. Idealnie dopasowuje się do odcienia skóry

Zgodzę się z wszystkim oprócz tego, że spelnia fukcję korektora ;) Podkład nie radzi sobie z większymi zaczerwieniami, z małymi owszem kryje je idealnie. Kolejny plus ma za to, że nie ciemnieje, po kilku godzinach wymaga lekkich poprawek ale nadal cera wygląda na zdrową i świeżą. Suchych skórek raczej  nie podkreśla (  takowych u mnie nie ma ). W moim odczuciu podkład jest lekki - bardzo szybko się wchłania, aplikacja nie sprawia problemu niezależnie czy użyję paluchów czy pędzla, krycie ma lekkie. O dziwo najlepiej mi się nosi go w te upały - nie spływa po buzi!


Tubka to tubka, zwyczajna, standardowa - takich opakowań jest wiele na naszym rynku  ;). Tubka jest miękka i z wydobyciem podkładu nie mam problemu. A sam fioletowy motyw kwiatowy mi się podoba bo rzadko spotykam takie grafiki na podkładach :)

Moja sis i bratowa uważają, że u mnie żadnego podkładu na buzi nie widać i nie widzą sensu bym go używała dlatego, żeby Wam pokazać efekt czekałam na te 'kobiece dni' bo tylko wtedy od czasu do czasu wyskakują mi nieproszeni goście ( głównie na buzi mam piegii i kilka blizn od ciągłego drapania  :P)


Podkład lubię i ubolewam, że powli dobijam do dna tubki ;x. Stosowałam go przez jakieś poł roku może dłużej.  Z całą pewnością jest godny polecenia  i świetnie nada się dla osób, które nie mają dużych niespodzianek na skórze .
Dostępny w sklepie Kontigo ( Warszawa). W 3 wersjach: HD, Satin oraz Matte. 

10:46

Przesyłka z Dresslink

Przesyłka z Dresslink
Przychodzę do Was z moją dzisiejszą przesyłką :)
Powoli paczki z  Dresslinku zalewają blogosferę ( więc jak też pokazałyście swoje wrzućcie mi linka w komentarzu a poklikam :P) i się nie obrażę jak to zrobicie u mnie  :P No ale tyle o byle czym czas na zawartość paczki :)

Na pierwszy ogień sukienka ;) Miała być maksi i jest - no mogłaby być odrobinę dłuższa, tak jak na zdjęciu  ;)  Góra zawiązywana jest na szyi ( nie wiem czemu ale myślałam, że jest na ramiączkach). Prezentuje się ładnie, wykonana jest z poliestru czyli jak to moja sis mówiła ' zapocisz się w tej lycrze :P"


Sukienka klik

Ja wiem jak modelka nie wyglądam tym bardziej, że w ciągu dnia mam 2 godziny wolnego czasu , włosy nie ułożone a boczki się schować nie chciały ale liczy się sukienka :P



Zamówiłam też dwa zegarki : oba z białymi paskami :P Jeden a'la kot, drugi z kwiecistą tarczą :)
Oba chodziły jak przyszły :) Niestety ten z kwiecistą tarczą po kilku godzinach padł , widać, że pasek jest źle sklejony :(


Zegarek kot klik


Zegarek klik

Ogólnie oba mi się podobają, szkoda tylko, że ten kwiecisty wygląda jakby był robiony na 'odwal';/





Ostatnią rzecza jakką zamówiłam był portfelik - głównie z myślą o małej ;D Jest przeuroczy <3 Miękki, dość duży i na pieniążki w sam raz ;D


Portfel klik




Uff, no to tyle zakupów ;)
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger