08:35

Essence blush up! 10 heat wave

Róż musi być. I już. Mogę nie zrobić brwi ( często mi się to zdarza), mogę nie malować rzęs ale muszę musnąć poliki różem. Nie rumienie się, nie staje się buraczkiem, trudno i ciężko mnie zawstydzić a jedyne rumieńce mogę mieć albo z wysiłku albo przy mrozie - 10 i wyżej więc to chyba naturalne, że lubię to moje blade lico upiększyć kolorem. Prawda?
Moim ulubieńcem nadal jest Soft Fusion od Smashbox'a ----> klik i ciężko będzie go przebić ;).
Dwa róże dostałam ostatnio od Subi ;*, jeden w odcieniu brzoskwiniowym ( no powiedzmy, o nim też będzie ;)) i jeden taki trójkolorowy. Trójkolorowy gagatek, który ma w sobie wszystkie 3 najchętniej rozchwytywane odcienie. Trójkolorowy, o którym kilka miesięcy temu było głośno - tak, ja jestem sto lat za Murzynami :D.


Jak widzicie mam jeden róż z marki Essence - kremowy, z ubiegłorocznej świątecznej limitki. Pracuje nam się dobrze, nie mamy żadnych zgrzytów, więc w Heat wave pokładałam spore nadzieje na również owocną współpracę.

kolorowe flow… najnowszy trend w modzie i fryzjerstwie wreszcie dotarł do makijażu! essence przenosi ten świetny róż z kolorowym gradientem z największych wybiegów świata mody prosto do drogerii. jedwabisty, półtransparentny róż nada cerze świeży i radosny wygląd.



Heat wave jest uniwersalny. Zamiast 3 pojedynczych róży mamy jeden - jeden który w zależności od naszego samopoczucia/ wyglądu dopełni nasz makijaż.
Unikalność i uniwersalność koloru sprawia, że nasza cera nabiera dziewczęcego rumieńca.
Sam róż jest mocno napigmentowany - tutaj trzeba uważać, bo można wyrządzić sobie nim krzywdę. Bardzo dobrze trzyma się pędzla jednak zalecam by delikatnie otrzepać go z jego nadmiaru.
Osypuje i pyli się delikatnie.
Nie uczula, nie podrażnia.


Kwadratowe, plastikowe pudełko jest wykonane solidnie. Jestem zdumiona jego trwałością jak i estetyką wykonania - tak ładny zapakowany róż za parę groszy? No way! Jedak to prawda.
Jeśli chodzi o odcienie to mamy tu:
- pierwszy od lewej strony to taki odcień lekko brzoskwiniowy / pomarańczowy - mój ulubiony,
- środkowy jest dość ciemną pomarańczą chociaż czasem mam wrażenie, że ma więcej 'czerwonawych' tonów,
- ostatni odcień to czysty, landrynkowy róż - u mnie stosowany bardzo rzadko .

Wspominałam już, że kolory możecie stosować osobno jak i razem. Gdy wybierzecie tą drugą opcję kolor jaki uzyskamy po wymieszaniu tych trzech odcień jest zbliżony kolorem do odcienia środkowego.


Kolory mnie oczarowały. Głaskałam, miziałam i podziwiałam ale gdy nałożyłam pierwszy raz na buzię to ło matko! Jedna wielka PLAMA! Potrzebowałam trochę czasu by z nim się oswoić. Czasu na jego rozpracowanie i wynalezienie idealnej ilości, która nada mi lekki rumieniec a nie plamę jakbym wylała sobie litr farby na twarz :D
To nie jest róż, który można nakładać sto razy a efekt jest delikatny. Jedno pociągnięcie pędzlem, dwa no góra trzy z drobnymi poprawkami - bez zbędnego kombinowania. Im dajemy więcej tym na buzi jest intensywniej - wszystko zależy tylko od naszej inwencji 'twórczej' :-D.



Wraz z mega pigmentacją idzie w parze doskonała jakość. Róż nie ściera się ( mam na myśli takie ścieranie, że zaraz go nie ma) , na buzi wytrzymuje wiele godzin, nie wymaga poprawek. Od rana do wieczora możemy cieszyć się pięknym rumieńcem. 

Bardzo chciałam go pokazać na buzi jednak mam trochę niewyjściową twarz - no ale mówi się trudno :)
 P/s jakbyście uciekali z krzykiem to pamiętajcie - ostrzegałam WAS! :D


Nie mam pojęcia czy jest jeszcze w ofercie bo rzadko zaglądam do szaf Essence ( chociaż na ich stronie widnieje ;)) ale jakby był i czujecie się dobrze w takich kolorach to polecam ;)
Za 8 g zapłacimy 15.49 zł.



Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger