20:43

Dove Purely pampering suchy olejek do ciała pistacja & magnolia

Lubię Dove. Lubię ich kosmetyki i bardzo rzadko trafiam na buble od nich (no do czasu,  bo wyjątkiem są ostatnie ich produkty).  Gdy zobaczyłam, że marka wprowadza do oferty olejki zdębiałam, Gdy zobaczyłam, że wejdzie wersja magnolia & pistacja kopara mi opadła!. Balsam i żel z tej serii bardzo ale to bardzo lubiłam. A ten zapach był niesamowity.
Zacierałam łapki od kilku tygodni na niego.  A kiedy w jednym z rozdań go wygrałam mojej radości nie było końca. Gdy tylko trzymałam paczkę bez wahania olejek poszedł w ruch. Moja ciekawość zwyciężyła. Chociaż w tym momencie powinnam stwierdzić iż to była nieprzemyślana, impulsywna decyzja, która niestety okazała się okraszona łzami nieszczęścia niż łzami szczęścia, że go w końcu mam. Mój upragniony olejek, tak długo wyczekiwany okazał się jedną wielką pomyłką, tragedią, zarazą! Nie będzie  achów -  będę baty i pomosty do nieba, a co!


Nie jestem i raczej nie będę olejową panną. Powinnam wiedzieć, że jeśli kiedyś stosowałam suchy olejek i przyniósł mi o jedynie rozczarowanie to z innym będzie podobnie. Nie inaczej i o tym jestem święcie przekonana. 
Mimo, że nasz rynek co rusz zalewany jest nową falą olejków nie powinnam na nie spoglądać, myśleć o nich i je chcieć.
O ile olejowanie włosów weszło mi w krew to pielęgnacja ciała tym preparatem już nie. A na twarz to ja raczej próbować nie będę ( chociaż Evree kusi!).

Suchy olejek do ciała zawiera olejek pistacjowy, który znakomicie wygładza skórę, pozostawiając ją miękką w dotyku. Bazą kosmetyku jest natomiast - olej z pestek winogron. Oba są bogate w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas linolowy), które dogłębnie odżywia ją skórę, zapewniając jej gładkość i zdrowy wygląd. Dodatkowo olejek sezamowy zawiera witamy A i E - zwane witaminami urody, odżywczą witaminę B oraz silne przeciwutleniacze, które niwelujące szkodliwy wpływ wodnych rodników na skórę. Suchy olejek doskonale zastępuje balsam do ciała, szybko się wchłania, nie zostawiając na skórze ani na odzieży tłustawej warstewki. 

Dodatkową zaletą suchego olejku jest jego luksusowy i kobiecy zapach. Kompozycję zapachową otwierają nuty owocowe (m.in. pomarańczy, zielonego jabłka, gruszki, ananasa, brzoskwini). W nucie środkowej przeważają zapachy kwiatowe, przede wszystkim zapach różowej magnolii (uzyskany dzięki naturalnego olejkowi z magnolii) oraz delikatny jaśmin. Nutę bazową tworzą m.in. zapachy wanilii, drzewa sandałowego, bursztynu i piżma.



Słowa słowami, ale czas na gromy!
Z tego co mówi producent to spełniają się tylko dwie rzeczy: miękka skóra po nałożeniu i brak tłustej warstewki. Cała reszta to pic na wodę. 
O jakimś większym nawilżeniu trzeba zapomnieć i uwierzcie mi olejek nawilży skórę tylko na jakąś godzinę góra dwie po czym moja skóra wydawała się 'sucha'.
Przez pierwsze kilka dni cieszyłam się olejkiem - nie zwracała uwagi na 'skutki uboczne'. 
I tutaj wspomnę o tym, że jeśli któraś z Was powie mi 'to niemożliwe nie po takim produkcie' to niech sobie przypomni/ pomyśli o tym co robi nieodpowiedni krem na buzi czy inna rzecz.
A więc jakie były skutki uboczne? 
Po pierwsze po kilku dniach moje nogi zaczęły nabierać niebieskawego odcienia - ok, może jeansy farbują czy coś, no ale nie. Z żadnymi tak nie mam. Odpada, Oprócz niebieskich nóżek jak u Smerfetki zaczęły niemiłosiernie boleć mnie mięśnie. To już w ogóle było dziwne bo nie wierzyłam, że to może spowodować olejek. Każdy taki ból pojawiał się dobre 3 - 4 godziny po nałożeniu olejku i potrafił się dość długo utrzymywać. Mimo to olejek stosowałam dalej bo przecież 'TO NIE ON'!.
Punkt kulminacyjny nastąpił gdy nawet mama zauważyła, że coś jest nie tak z moimi nogami ( głównie na nie stosowałam to 'cudo' ) a ja powoli zamiast chodzić normalnie, zaczęłam utykać!
Wtedy coś mnie tchnęło - spróbowałam olejek nałożyć na ręce. Efekt? Taki sam jak na nogach! Tylko tu doszło do tego jeszcze swędzenie i wysyp krostek. W tamtym momencie poszłam po rozum do głowy - odstawiłam go.


Nie wierzyłam w to. Tylko mnie mogło się takie coś przytrafić. Gdy kiedyś pisząc z Aguś ;* ( Ines Beauty) zastanawiałam się co mogę z nim zrobić ona podsunęła mi kilka pomysłów m.in spróbować na włosy. Trochę mnie to przerażało. Bo tym 'cielesnym koszmarze' mam moje loczki nim potraktować? Długi czas się wzbraniałam, odwlekałam ale spróbowałam.
Nie. Nie wyłysiałam. Olejek użyłam raz. O raz za dużo. Powód? Gdy moje włosy wyschły miałam siano! Sztywne siano na głowie! Mało tego zaczęło mnie swędzieć skalp a na drugi dzień wyczułam na głowie krostki. Tadam! Brawo olejku !


Sam produkt zamknięty jest  w plastikowej, twardej butelczce z kiepskim dozownikiem. Czy może być jeszcze gorzej?Chyba nie.
Jego wydobycie graniczy z cudem, przechylając butelkę leci powoli, powoli, powoli -  za wolno.
Przez opakowanie widzimy ile nam go zostało co jest wielkim plusem. 
Kolejny plusem jest zapach. I tutaj jestem zdziwiona bo skąd oni w opisie czują tyle nut? Tak pachną perfumy a nie olejki. Tutaj jest zapach kwiatowy, i ja czuję magnolię nic więcej. Zapach trzyma się do dwóch godzin.

Olejek nie jest 'olejkowaty' że tak powiem. Jest lekko tłusty ale w konsystencji bardziej wodnisty. Ucieka między palcami, spływa bardzo szybko. No i ma tendencję do pienienia się. Jak na złość jest on wydajny.



Nie jestem zwolenniczką wyrzucania kosmetyków do śmieci ale tego nie odważyłam się nikomu oddać więc z czystym sumieniem wylałam go do zlewu.
Cóż myślę, że wystarczająco wyczerpałam temat. Dove mnie zawiodło, rozczarowało. Chociaż nie - teraz już wiem, że olejki nie są dla mnie i na razie będę je omijać szerokim łukiem.
A dla tych z Was, które się go nie boją ( to, że u mnie taki był nie znaczy że u Ciebie też będzie) to znajdziecie go w Rossmannie w cenie ok. 37 zł za 150 ml.

W chwili wolnego czasu zajrzyjcie do Alicji bo i u niej było o tym olejku ---> klik
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger