17:25

Federico Mahora aloe vera, maska peel off

Od wieków wiadomo, że aloes ma najbardziej pożądane właściwości: potrafi ukoić i odpowiednio nawilżyć naszą skórę. Sięgamy po niego gdy czujemy, że inne środki zawodzą. On zawsze nie zależnie od naszej cery sprawdza się w 100%. To jeden z tych składników, którego mogą używać osoby ze skórą wrażliwą jak i te ze skórą tłustą czy mieszaną. Obecnie na rynku mamy ogromny wybór kosmetyków zawierających w swoim składzie aloes.
 Sok z aloesu pomaga ukoić nasza podrażnioną skórę np. po poparzeniu słonecznym ale jak to jest gdy aloes jest składnikiem kosmetyku? [Znam właściwości samego aloesu bo taki stosuję, świeżo wyciśnięty sok ( o ile mogę tak ten proces nazwać)]. Tego nie wiedziałam aż do teraz.
 Aż do czasu gdy w paczce od Subi znalazłam maskę typu peel of, z którą wiązałam bardzo ale to bardzo duże nadzieje. Akurat moja oczyszczająca maska z Avonu się skończyła więc chętnie znalazłam jej zamiennika,


Maska peel off wchodzi w skład serii dostępnej na FM Group. Cała seria liczy 5  kosmetyków: żel-krem do twarzy, emulsję do higieny intymnej, tonik do twarzy oraz piankę do mycia twarzy .
FM Group znam tylko z ich zapachów i kilku pielęgnacyjnych kosmetyków, moja sąsiadka jest konsultantką tej firmy i pamiętam jak zachwalała całą serię. U niej cieszyła się sporą popularnością - miałam nadzieję, że i ja się na ich kosmetyku nie zawiodę.


Czytając tą informację zwróciłam uwagę na słowo 'lukrecja' - czy tylko mi się to kojarzy z amerykańskimi filmami i czymś gorzkawy, okropnym? Ale zaufałam intuicji i producentowi i się nie zawiodłam.
Sama maska jest bardzo delikatna jednak skutecznie usuwa martwy naskórek i całkiem dobrze oczyszcza. Po jej ściągnięciu skóra jest jaśniejsza, lekko nawilżona. Nie wiem jak to jest tylko z tym zwężaniem porów i regulowaniem wydzielania sebum - u mnie ten problem rozwiązał się za sprawą serum od Dermedic o którym była mowa ----> tutaj. W dość małym stopniu maska radzi sobie z wągrami - zauważyłam, że ładnie wyciąga jej ku górze więc bez problemu poradzimy sobie  z ich usunięciem.. To co mnie w niej zaskoczyło to efekt świeżości, e po jej nałożeniu dostarcza ona naszej buzi uczucie chłodu, co koi lekkie podrażnienie.

Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol Denat, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Jasminum Offcinale Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Enantia Chlorantha Bark Extract. Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Butylyne Glycol, Sodium  Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxide, Oleanoli Acid, Cl 42090, Cl 19140



Większość osób na pewno przerazi ten alkohol w składzie i to już na samym początku. Powiem Wam tak: po części i ja się go bałam jednak maska w żaden sposób mnie nie uczuliła, podrażniła czy spowodowała jakieś przesuszenie na twarzy. Jednak za radą producenta stosuję ją tylko dwa razy w tygodniu - i nie korci mnie by spróbować z nią częściej ;)

Prostota opakowania bardzo mnie urzekła. Biel, zieleń, motyw aloesu czego chcieć więcej? Nie ma żadnych bogatych zdobień, żadnych udziwnień - można pomyśleć, że to design produktu aptecznego.

Nasza maska zamknięta jest w plastikowej, miękkiej tubce zamykanej na klik. Całość otrzymujemy zapakowaną w kartoniku - kartonik, który wielkością dorównuje kobiecej dłoni.
Nie mamy problemu z wydobyciem produktu, a estetyczna całość cieszy tylko nasze oko.
Gdy wyciągamy opakowanie z kartonika na tubce naszej maski mamy zabezpieczający zielony pasek, pasek z napisem 'safety lock' , który przerywa się dopiero gdy nasze dłonie otwierają wieczko.


Maska ma zielony kolor jak i żelową konsystencję. Aplikuje się ją łatwo chociaż mam jedno ale: a  mianowicie niezależnie od ilości jaką nałożycie podczas zaschnięcia maska tworzy cienki płat - tak cienki, że czasami nie ma za co chwycić by ją oderwać. To jest strasznie uciążliwe!
Zasycha po jakiś dziecięciu minutach od nałożenia - producent pisze ze trzymać ją do 20 minut jednak ja ją ściągam gdy czuję, że z większość miejsc już 'odchodzi' i czuć to lekkie 'napięcie'.

To co może odstraszyć to jej zapach: na początku był dość świeży i taki wydobywa się z tubki jednak gdy nałożymy na twarz czuć sam alkohol.



Maska jest fajnym rozwiązaniem ale nakładana punktowo wtedy bez problemu ją ściągniemy z wybranych miejsc na buzi. Jednak gdy nałożymy na całą buzię to może być jeden wielki  problem - pamiętam, że pierwszy raz ją nałożyłam na buzię to z jej ściągnięciem męczyłam się pół godziny! Nawet mi się płakać chciało. Płat jest tak cienki, że trudno jest o jakieś dobre jego złapanie, a jak już złapiecie to strasznie się rwie - mogłabym porównać ją do zrywania skóry z opalonych pleców.


Tubka zawiera w sobie 50 ml, nie jest to jakaś ogromna pojemność i jeśli zdecydujecie się ją nakładać na całą buzię to wystarczy może na jakieś 6 - 7 użyć. Natomiast jeśli punktowo to wtedy o wiele dłużej może nam towarzyszyć.

Powiem tak, miejscowo jest ok, na całość już nie, zapach alkoholu w połączeniu z dobrymi efektami nawet nie wydaje się taki straszny.

Maskę Aloe Vera jak i pozostałe kosmetyki tej serii znajdziecie na FM Group. Cena za 50 ml to około 23 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger