Nuxe Reve de Miel kultowy balsam do ust

By Rupieciarnia drobiazgów - 09:36

Podobno okres jesieni / zimy to najlepszy czas na spożywanie miodu. Do mleka, na bułeczkę, wyjadając prosto ze słoika ... Miód ma mnóstwo zalet (oprócz tego, że się klei, i jest słodki jak cholera :P) ma dużo zastosowań w kosmetyce. Mam swoją ulubioną odżywkę z miodem a teraz w końcu i ja poznaje znaną z 'miodu' markę Nuxe. I to nie jest tak, że z marką nie miałam styczności - oczywiście, że miałam ale większość produktów, które kupowałam to dawałam w ramach prezentu. Nigdy nie dla siebie. To także jedna z tych marek gdzie jestem na bieżąco z nowościami i naprawdę przecieram oczy ze zdumienia jak w ciągu ostatnich paru lat marła urosła w siłę! Ich kultowa seria Reve de Miel ma masę zwolenniczek i cóż tu więcej mogę dodać ... mają i mnie :)


Honey Lip Balm ma tak samo słodką nazwę i tak samo słodko wygląda. To nie jest mój pierwszy maluszek tej marki w moich rękach. Oczywiście, że już go miałam :D. Oczywiście - dałam go w prezencie i po cichu wtedy żałowałam, że jednego słoiczka nie wzięłam dla siebie. I cóż, po latach sam do mnie trafił i to za sprawą Eweliny, która zna markę tak dobrze, że ło matko! Nie dość, że trafiła idealnie w czasie, bo po chłodni moje usta były lekko przesuszone to jeszcze dostałam limitkę, a co! A jak!


Kultowy miodowy balsam do ust zachwyca dzięki 3 nowym, limitowanym edycjom, którym nie można się oprzeć, do kolekcji. Każdy z tej kolekcji z wyszukanymi odcieniami promuje pszczoły, które NUXE pomaga chronić od ponad 10 lat. Skorzystaj z kultowej formuły naprawczego balsamu do ustanowiącego koncentrat skarbów z ula i cennych olejków roślinnych pozwalających odżywić i zmiękczyć bardzo suche i zniszczone usta. Obfitość jego topniejącej konsystencji i niepowtarzalny naturalny zapach z nutami grejpfruta i cytryny sprawiają, że jest on całkowicie uzależniający. 

*BEE FREE: pszczoły są wolne.


Nuxe jakiś czas temu wypuściło trzy limitowane wersje swojego 'dzieciątka': We love bees, Bee free oraz Bee happy. Moja wersja Bee free nie tak od razu skradła moje jakże wspaniałe serduszko. Najpierw miałam wielkie 'ale' co do samej konsystencji produktu, potem wnerwiało mnie jego nakładanie aż w końcu odpuściłam i skupiłam się stricte na jego działaniu. Działaniu, które mi wszystko wynagrodziło :)



Nigdy nie kusiło mnie aby nałożyć ten balsam na 'okolicę ust' owszem - na usta nie mam z tym problemu, ba, nie mam problemu żeby czasami nałożyć go na jakąś suchą skórkę na dłoni (wiem, wiem, on do ust jest!) ale na OKOLICĘ mam z tym problem - zwyczajnie drażni mnie wtedy ta jego lepkość/ tłustość. Bo nie ukrywajmy ten balsam jest mocno odżywczy, jest naprawdę mocno otulającym kompresem! To jak łagodzi, jak nawilża, jak odżywia sprawia wielkie WOW (ale pamiętajcie, ja moje usta nie wymagają dużo)! Pod tym względem nie ma się do czego przyczepić. Reve de miel to idealny opatrunek dla suchych/ spierzchniętych ust. Na długo nawilża i łagodzi wszelką szorstkość i sprawia, że wargi są bardziej miękkie i ukojone. Balsam niweluje każdą szorstkość (nie tylko na ustach ale też WYPRÓBOWANE w innych miejscach :D) i nakłada na to miejsce tak jakby 'lepki film', który (i znowu się powtarzam) jest jak opatrunek. Mam wrażenie, że nie tyle co łagodzi to miejsce ale także je zabezpiecza. To nie jest także balsam, który znika od razu, spokojnie można jeść / pić ciepłe napoje a on stopniowo 'schodzi' zostawiając nadal na ustach ten film. Mi się najlepiej używa go na noc wtedy nic mi nie wadzi :D ale tu też mam jeden problem - bo gdy rano się budzę to owy balsam 'skleja' usta i sprawia, że mam na nich biały nalot, który zwyczajnie jest nieestetyczny. W dzień takiego problemu - wiadomo, nie ma, bo się coś pije, je i takie sprawy ale w nocy - już tak. 

Zdecydowanie to jest produkt, który zimą to must have każdej osoby, która ma problem ze spierzchniętymi ustami. W tym roku miałam pierwszy raz coś takiego i z tym sobie świetnie poradził. Przy regularnym stosowaniu widać, że wargi są bardziej nawilżone ale ... w jego przypadku z tą regularnością u mnie marnie. Nie leży mi to, że jest w słoiczku! Nie lubię się babrać paluchami w tej gęstej mazi! No nie lubię - zdecydowanie wolę sztyfty, tubki i inne takie rzeczy ale nie słoiczek - no chyba, że mamy do niego jakiś pędzelek/ szpatułkę do nakładania ale tu nie ma, a uwierzcie mi, nie jest ciężko wygrzebać go ze słoiczka - ciężko jest wydrapywać go spod paznokci, taaaaaaaak, tych długich szponów :D


Konsystencja, która z początku mnie wnerwiała jest dość gęsta i już na wstępie wydawała mi się twarda. Nie jest także typową  mazią, która pod wpływem ciepła się topi. Na to potrzebuje zdecydowanie dłuższej chwili. Może to i dobrze, bo bez obaw można go dołożyć dokładnie tam gdzie się chce i nic nam nie 'cieknie'. Czytałam, że balsam ma tendencję do tworzenia grudek - u mnie nic takiego nie ma, mimo, że zdarzyło mi się zostawić go otwartego na dłuższy czas. 
No i do tego jest pieruńsko wydajny! Nie nakładam go w wielkich ilościach bo w dużej mierze - nie lubię gdy ta lepka warstwa jest 'mocniejsza' - preferuję ociupinkę mniej:D

Ale Honey Lip Balm ma cudny zapach! Lekko miodowy, z przewagą cytrusów. Pachnie znajomo, jak aromat w babce cytrynowej i naprawdę mi się to podoba ;) .

Myślę, że teraz się polubimy ale na wiosnę - nie, będzie dla mnie zbyt ciężki i wtedy wrócę do sztyftu ;)
Znacie kultowy balsam Nuxe? :) Macie jakiś ulubiony kosmetyk od nich? :D

Nuxe dostaniecie w aptekach jak i drogeriach, cena za słoiczek oscyluje w granicach 30/40 zł/ 15 g 

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze