Ulubione w styczniu| Gliss Kur, Bath and Body Works & Bielenda

By Rupieciarnia drobiazgów - 22:34

 Ach co to był za miesiąc! Pod względem kosmetycznym styczeń był tym czasem gdzie wszystkie swoje wysiłki i trudy składałam na karb pielęgnacji. Moja cera zaczęła świrować i to konkretnie! Musiałam a raczej robiłam wszystko by doprowadzić ją do porządku, by sprawić by chociaż jakoś wyglądała! Styczeń spędziłam na wklepywaniu, wmasowaniu i głaskaniu - tak by moja skóra odwdzięczyła mi się wszystkim co najlepsze. Nie ma chyba rzeczy, której bym w ubiegłym miesiącu nie nałożyła na to moje lico - no nie ma! Ale nie tylko lico rozpieściłam - wzięłam się za włosy i wydobywam z nich jeszcze lepsze 'skręty' a przede wszystkim - znowu pluskam się w swojej ulubionej odsłonie od BBW!


Bielenda wypuściła naprawdę dobry krem! O ile maseczka z tej serii średnio mnie zachwyciła tak to kremidło - słodki bobrze! Jest cudowne - pachnie ładnie ale nienachalnie. Ma świetną konsystencję - nie typową kremową ale bardziej żelową i przyjemnie się ją rozprowadza na twarzy. Kremidło jest bardzo wydajne czym mnie naprawdę zaskoczyło. Ale najważniejsze jest działanie - dobrze nawilża i działa na skórę jak kompres. To właśnie on spowodował, że moja skóra przestała wyglądać jak papier ścierny. Koi i nawilża, skóra po nim jest miękka i bardziej 'jędrna'. Dla mnie to czysta przyjemność gdy go nakładam i sama w to nie wierzę - naprawdę mówię, ej, no fajny jest! Zastanawiam się czy w tej serii jest jeszcze coś tak fajnego, tak godnego wypróbowania jak to kremidło. Może się skusze na resztę na jakiejś promocji bo do kremu wrócę na bank. Póki co Blueberry C-TOX - jestem na tak!

Ilość produktów włosowych na tę chwilę dominuje w mojej szafie! To jakaś totalna magia jak w ciągu kilku tygodni wpadłam w włosowy szał! Póki co korzystam z drogeryjnych produktów i buszują w 'tańszych' markach! Ostatni moim ulubieńcem jest ta maska/ odżywka z Gliss Kur! Słyszałam sprzeczne opinie o tej serii i prawdę mówiąc, na samym początku naszej przygody się z nią nie lubiłam. Ale potem odkryłam sposób na ten produkt i przepadłam. Najlepiej sprawdza mi się nałożona na włosy przed myciem - to nie ważne czy mam ją przez pięć, dziesięć minut czy powyżej godziny. 


Sprawia, że moje włosy stają się miękkie i puszyste, dłuższe trzymanie powoduje, że m\skręt moich loków jest widoczny aż od nasady włosy. Moje kręciołki po prostu ją kochają! Do tego ma gęstą konsystencję, która jest mega wydajna i dobrze dociąża włosy - minus jeden, nie przesadzajmy z nią. Zauważyłam, że jeśli dam jej kapinkę za dużo moje włosy owszem są w dobrym stanie ale krócej zachowują swoją świeżość,

I na koniec - moja ulubiona seria od Bath and Body Works ♥ Seria Gingham pachnie czystością, świeżością i jest tym aromatem, który zwyczajnie trafia w moje gusta. Jakiś czas temu odkryłam, że to też ulubiony 'kąpielowy' zapach mojego K (tzn. on lubi jak nim pachnę :D). Dzięki Ewelinie mam i żel, balsam oraz mgiełkę i wszystko kocham! Żel ma gęstą formułę i dość dobrze się pieni! Produkty BBW mają to do siebie, że mimo wysokiej ceny są bardzo wydajne - w tym przypadku nic się nie zmieniło!

Seria Gingham jak dla mnie to jedna z 'najczystszych' linii, pozbawiona jakiś chemicznych 'aromatów'. Uwielbiam spryskiwać mgiełką pościel przed spaniem - mega mnie to relaksuje i jeśli miałabym w ciemno polecać jakąś serię - tak, to ta!

Znacie coś z moich ulubieńców? Macie jakiś styczniowych faworytów? 


  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze