Jimmy Choo

By Justyna Wiśniewska - 12:03

Bardzo rzadko trafia mi się zapach, który nie kreuje u mnie żadnej historii. Noszę go, czuję, dzień w dzień by lepiej się z nim zaznajomić ale w głowie mam totalną pustkę. Czy to oznacza, ze on jest zły? Nie - wręcz przeciwnie jest dobry ale ja po prostu nie umiem wyczarować dla niego pięknej historii byście zobaczyły moimi oczami jak odbieram konkretny aromat. Szczerze powiedziawszy - pisanie tych historii jest ciężkie i wymaga wielkiej wyobraźni ale to za to pozwala na to byście Wy mogły sobie go jakoś zobrazować. Każda taka opowiastka jest dla mnie sprawdzianem na to czy zapach trafnie oceniam - póki co (odpukać) idzie mi to idealnie a to powoduje, że mój opis może Was poprowadzić (albo i nie) do perfumeryjnej półki. Jednak z Jimmy Choo mam inaczej - bo zwyczajniej, najprościej na świecie ten zapach nie wywiera na mnie żadnych emocji i jak Boga kocham, zaklinam się nie umiem pokazać 'moimi oczami' jak on wygląda.


Po prostu Jimmy Choo - najbardziej rozpoznawalny zapach marki, ten najbardziej popularny i wiodący prym. I nie ma przecież w tym nic dziwnego. Nikogo już to nie dziwi - zapach ma ugruntowaną pozycję, nadal cieszy się sporym gronem odbiorców i myślę, że ten zapach dla wielu zapoczątkował miłość do Choo. Ale nie u mnie. Owszem , mamy dobrą relację ale zwyczajnie Illicit mi bardziej leży.

Nuty głowy: nektar gruszkowy, włoska pomarańcza,
Nuty serca: orchidea tygrysia
Nuty bazy: karmel, indonezyjska paczula
Rodzina olfaktoryczna: szyprowo-owocowa


Choo nie wywołuje u mnie żadnych emocji - ani negatywnych ani pozytywnych. Traktuję ten zapach jak coś w stylu 'po prostu go mam' a to z kolei powoduje, że nie umiem się wczuć w niego. Zamykając oczy nie klaruje mi się żaden perfumeryjny rys - zapach jest ale bez większych emocji związanych z jego stosowaniem ja nie umiem pracować.



Sam zapach ... no cóż jakbym miała go do czegoś porównać to byłaby to dziewczyna, która na siłę próbuję dodać sobie lat i uważa, że to jest ok. Tak po prostu. Chociaż u mnie nie ma żadnych emocji to widzę ubraną w niego dziewczynę, która wieczorem idzie ulicą i za jego pomocą próbuje dodać sobie odwagi i dojrzałości. Nogi trzęsą się jej jak galareta, oddech przyśpiesza , zdenerwowanie widać gołym okiem ale się nie poddaje. Idzie dalej, zaciska pięści, stara się myśleć o czymś innym i próbuje, naprawdę próbuje być panią swojego czasu a nie głupia małolatą. Na mnie niestety czuć szyprową nutę (tak, nadal jej nie lubię) i duszącą. ciężką a zarazem dymną orchideę. Nie czuć żadnego owocu, żadnej gruszki czy mandarynki. Jest lekko tajemniczo i mrocznie i 'dorośle'? Nie wiem jak to ująć - zapach mi przywodzi na myśl właśnie małolatę, która chce być dorosła i podkrada perfumy mamie. A wiecie czemu? Bo kiedy znika ta wolaka utkana z odurzającego kwiatu, kiedy ta tajemnicza zasłona trochę zelży to zapach przypomina pokruszone cukierki - karmelki. Słodki i niewinny, taki aromat, który każdy lubi i każdy zna. To coś miłego i ciepłego, takie drugie dno. Najpierw silisz się na wymuszoną postawę , na udawaną 'dorosłość' choć w środku cała drżysz a pod spodem kryje się ciepła dziewczyna, która pragnie bliskości i jest słodką, oklepaną romantyczką.
To nie mój zapach, to nie moja natura i to nie ja. Jasne, to zapach skrojony na jesień / wieczór, ale dla kogoś kto wie jak wyzwolić swoje atuty i śmiało stąpa po ziemi. Jimmy Choo mimo, że nie jest zbyt skomplikowany potrafi zrobić dobre wrażenie a z biegiem czasu traci tylko jego intensywność i nie ma tu żadnych gwałtownych zmian w nutach zapachowych.

Za co go lubię? Chyba za to, że jest prosty w odbiorze i nie trzeba się główkować na jaką porę roku / okazję mam go ubrać. Jest bezproblemowy, no może czasem ta orchidea staje się zbyt dusząca (a ma tak w chłodniejsze dni), czasem te karmeli za mocno chrupią ale to jest nawet fajne.


Ale też , lubię ten flakon. Lubię to jak wygląda na półce i lubię go mieć tak 'w razie w' gdy nie wiem co mam 'założyć' na skórę. To takie wyjście awaryjne bo wiem, że mogę na nim polegać nawet jakby z nieba miał lunąć deszcz. I chociaż momentalnie zapach wydaje się płaski i wykreowany na siłę to jako ten sztampowy produkt marki warto go poznać. Nie żeby zaraz go kupować bo sama bym tego nie zrobiła a wiecie czemu? Nie to, że nie mój klimat ale trwałość 3 godzinna? Eee to nie przejdzie!

Dla kogo? Dla tych z Was co czuję się pewnie w swojej skórze i lubią pachnieć trochę ciężko i trochę słodko. Dla tych co lubię klasyki i flagowe zapachy, on nie jest zły tylko zwyczajnie nie jest mój.

Sephora, 40 ml/ 249 zł; 60 ml/ 339 zł;  100 ml/ 469 zł

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze