13:42

Planeta Organica oczyszczająca maska do twarzy [ cera tłusta & mieszana]

Kiedy my kobiety jesteśmy małymi dziewczynkami naszym największym marzeniem zawsze było i jest by być / zostać księżniczką. Nie ma chyba ani jednej dziewczyny, która by nigdy nie pomyślała o sobie  'jestem księżniczką', czy się mylę? Jednak bycie i brylowanie w królewskiej 'sferze' wymaga poświęceń. Jako dzieci wierzymy, że ubranie falbaniastej różowej sukni, założenie plastikowej korony i podkradzenie mamijnej szminki jest wystarczające. No bo jest. Nic więcej nie potrzeba by stać i brylować. Jednak gdy i my podrastamy wymogi wobec księżniczki stają się bardziej rygorystyczne. Plastikowa korona już nie pomaga ;x. Oprócz manier czy etykiety każda księżniczka musi zadbać o swój wygląd. Niezkazitelna cera czy promienny uśmiech powinnien nam towarzyszy wręcz 24/ 7. Ostatnimi czasy i ja się czuję jako księżniczka. Moja cera staje się dopieszczona, wdzięczy się do mnie jak jakiś młody amant, po prostu bajka! Nie wiem czy  to  naturalne kosmetyki, czy to po prostu wiosna a może moje wewnętrzne motyle wprawiają mnie w taki stan ale dziś właśnie podzielę się z Wami jak na moment stać się księżniczką i to nie byle jaką bo zieloną! ;D



Jedyną zieloną księżniczką jaką znam to Fiona! ♥ I nie chodzi mi że jest ogrem, ale jest silna, mądra, piękna i taka fajna ;D. Właśnie ta maska sprawia, że ja na moment jestem / staję się zieloną księżniczką Fioną a jej działanie można wpisać jako 'bajkowe' a więc jesteście gotowe by wpaść ponownie do naturalnego królestwa? 



Po całkiem udanej przygodzie z żelem tej marki bez obaw zaufałam masce. Po prostu musiało się nam udać. Pierwsze moje skojarzenie po jej otwarciu ' hola, hola trochę mi przypomina jakiś czyścik z Lusha'. Lushowych cudaków nie miałam ale samo skojarzenie sprawiło iż wiara i poprzeczka co do tego produktu wzrosła o jakieś 150 % więc czy udało mi się ją zaspokoić?

Tak, tak, tak! Nigdy nie sądziłam że to powiem ale tym NATURALNYM produktem jestem zachwycona! Mimo, że nie jest bez wad bez wątpienia stał się moim must have, ulubieńcem czy czarodziejem. A co takiego robi? Minimalizuje widocznosć porów, oczyszcza  je na całkiem dobrym poziomie , sprawia, że cera jest rozjaśniona, lekko nawilżona ale zarazem też lekko 'osuszona'. Wiecie cery mieszane czy tłuste mają 'świecące' miejsce ( głównie strefę T) i mimo, że ja nie mam takiego problemu to maska tak jakby już profilaktycznie sprawiała, że ta partia nie dostawała po prostu dawki nawilżenia ( nie umiem inaczej tego wytłumaczyć), natomiast moje suche miejsca np. policzki miały tłustą warstewkę. Maska tak jak w przypadku żelu ma bardzo silne działanie - nie jest to produkt do częstego stosowania np co drugo dzień, wystarczą 2 razy w tygodniu ( u mnie to wtorek i niedziela). Jeśli macie jakieś świeże ranki czy strupki to uwaga będzie lekko szczypać. Miejscowo, punktowo czy na całą twarz ? To chyba najczęściej zadawane pytanie co do masek - tutaj w każdym z tych przypadków efekt maski jest zadowolający jednak nie przekraczajcie zalecanego czasu!

I tutaj pochylę czoło dla producenta te 5 - 7 minut to jest tą opcja czasową , której wręcz trzeba się trzymać. Z ciekawości sprawdziłam jak maska się zachowa gdy przytrzymam ją znacznie dłużej i co? Najpierw trzymałam 10 minut, nie czułam nic więc pomyślałam że chyba nic złego sie nie dzieje, dołożyłam kolejne minuty i wtedy bach! Skóra była rozgrzaana ale tak od środka - mimo, że po zmyciu nic nie było widać ( z początku) to aż mnie paliło! Masakra! Po kilku chwilach twarz nabrała koloru dorodnego buraczka ! To było coś okropnego! Po jakiejś godzinie wszystko ustąpiło - od tego czasu więcej nie kombinuję i z zegarkiem w ręku po upływie czasu zalecanego zmywam moja buźkę! Poza tym dłuższy czas trzymania maski na buzi ze względu na jej specyficzny zapach powoduje łzawienie paczadełek ;x. Dlatego trzymać mi się tu tych 5 minut!

No i mamy skład : piękny, bogaty i długi! Znowu! ;D Mamy tu wyciąg z herbaty, z oliwy z oliwek czy też olej z awokado po prostu mnóstwo różności!



Maska zamknięta w plastikowym, ciemny słoiczku opatrzona została sreberkiem. Na opakowaniu mamy naklejkę w języku polskim także bez obaw wszystko zrozumiemy ;D

Nie jestem fanką ziołowych zapachów, tak naprawdę stoją one jako ostatnie w biegu 'zapachy, które mogę polubic'. Zazwyczaj omijam kosmetyki o silnej ziołowej woni jednak tu tego nie da się uniknąć. Po zerwaniu sreberka w nozdrza uderza nas mocny, wręcz silny zapach mięty pomieszanej z czymś ostrym tak jakby z pieprzem czy czymś. Jest mocno ziołowy! Zapach potrafi być nurtujący, czasem męczący, jednak po nałożeniu na buzię traci na intensywności i zmienia swoją nutę - na buzi pachnie mi lekko korzennie, imbirowo co w ogóle mi nie pasuje. Pierwszy raz mam taką maskę o dość specyficznym zapachu na zewnątrz jak i na twarzy - w dodatku o zapachach, które mi nie podchodzą ale za dobre działanie to wybaczam :D

W konsystencji maska jest zbita, gęsta i tłustawa. Tą 'olejową' warstwę czuć na buzi bo wbrew pozorom skoro to maska oczyszczająca to powinna zastygać ale tak nie jest  - ciągle jest na buzi z tą lekko tłustawą warstwą, Z początku nie zauważyłam ale w konsystencji mamy zatopione drobne, ścierające drobinki, nie są zbyt ostre.

Niewątpliwie plusem zielonej mazi jest wydajność. Nie mam pojęcia kiedy ją zużyję  - nakładam naprawdę dużą ilość maski na twarz i widzę, że dopiero ledwo ledwo naruszyłam jej strukturę gdzieś na 3 cm o.O.



Czy jestem zadowolona? 
Owszem, maska wpisała się w moich ulubieńców ze względu na działanie, które mnie zadowala. Nie wolno z nią eksperymentować, jest mega wydajna tylko ten zapach ale to mogę przeboleć ;)

Za 100 ml zapłacimy 19.99 zł dostępna o tu ---> prawo-natury.pl 
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger