11:32

AA Oil infusion 30+ krem pod oczy

 Chciałabym mieć znowu te naście lat - najlepiej 15 naście gdzie nie musiałam myśleć o żadnym kremie pod paczadełka. Zresztą co mnie w tym wieku obchodziło?. Na pewno nie myślałam o tym jak będę wyglądać za 10 lat i czy takowy krem jest na coś przydatny. Na ( swoje) szczęście w pewnym okresie swojego życia poszłam po rozum do głowy ( albo po prostu zaczęłam bardziej myśleć) i wzbogaciłam swój rytuał pielęgnacyjny o krem pod paczadełka. Po przeciętniaku z Biodermy ze swoich kartonowych czeluści na światło dzienne wyszedł kremik od AA. Szczerze nie mam zbyt dużo oczekiwań co do tego typu produktów - mimo, ze mam te 24 lata to jakoś moja okolica oczu na razie daje mi odetchnąć z ulgą ( i oby tak dalej!).
Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę to ARGAN! A jak wiecie z nim nie bardzo się dogaduje więc tym bardziej moje jakiekolwiek ufne nadzieje zaczęły puchnąć jak bańka by później wybuchnąć - chociaż może to miała być po prostu bańka ulatująca w powietrze  z nadzieją a nie jakaś zaraza?


Marka AA to jedna z tych marek, która wzbudza dużo skrajnych emocji. Jedni ją kochają inni nienawidzą. Szczerze to ja uwielbiam serię Nature Spa i Eco - dla mnie te kosmetyki są dobre a moja cera, włosy je uwielbiały - owszem były drobne wady ale na rzecz dobrego działania im to wybaczyłam ;). O linii Oil Infusion było głośno - kosmetyki pojawiały się w boxach zbierały pochwały jak i 'baty', z rezerwą zabrałam się do testu tego kremu.



Ilość informacji na opakowaniu może przytłoczyć - w moim (młodym) wieku ciężko jest zauważyć niektóre z działań jakie opisuje producent. Więc jak to wyglądało z mojej strony?
Bardzo rzadko zdarzają się u mnie cienie pod oczami no dobra prawie wcale ale jak już się zdarzyły ( podczas stosowania kremu może z 2 - 3 razy) to krem fajnie je 'zniwelował'. Przy dłuższym jego stosowaniu widać, że skóra okolicy oczu jest rozjaśniona, bardziej gładsza. Żadnej redukcji zmarszczek nie widziałam ( w ogóle tych nie mam ) i śmiem twierdzić, że to by nie nastąpiło :D. Jeśli chodzi o nawilżenie, jest ciut lepiej niż u wspomnianej Biodermy na początku ale jeszcze to nie jest to co bym chciała 'doznać', po prostu jest wystarczająco.
Owszem wygląd okolicy tej skóry jest lepszy, jeśli macie problemy z sińcami pod oczami to zauważycie efekty jednak na nic więcej bym nie liczyła.

Krem nie podrażnia, nie uczula. Jest dość łagodny - nie spowodował u mnie łzawienia paczadełek. A wspomniany w składzie argan nie spowodował czegoś złego ( chociaż wg lekarza jestem na niego uczulona więc to dziwne, że nie dał o sobie znać :D).



Mała, zgrabna, miękka plastikowa tubka zakończona jest kaniulą - lubię to rozwiązanie. Dzięki miękkości tubki produkt zużyjemy do końca. W sumie opakowanie tego kremu nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych tego typu kremów ;).

Wbrew pozorom i temu co mówi producent krem nie należy do tych 'lekkich i szybko wchłaniających się'. To nie jest krem, który można stosować rankiem.
W moim odczuciu ma tłustą, ciężką konsystencję co skutkuje jego wolnym wchłanianiem się. Zdecydowanie to krem nadający się na wieczorną pielęgnację i tak też go stosuję ;)

Wydajność - po 6 tygodniach zużyłam pół opakowania więc na plus.


Jak na moje potrzeby ten krem (póki co) jest wystarczający. Nie oczekiwałam cudów na kiju ale też się nie rozczarowałam. Ot co, krem przeciętniak, który spełnia podstawowe funkcje ;).

Dostaniecie go na stronie producenta, lub na ezebra.pl. Za 15 ml cena wynosi około 20 zł.

Co polecacie pod oczy? Bo akurat nie mam nic już w zapasach ;D
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger