23:58

Kilka rzeczy, które denerwują mnie na blogach ...

Kilka rzeczy, które denerwują mnie na blogach ...
A raczej w blogach stricte urodowych. Bo albo się pisze o jednym konkretnym temacie albo na blogu robi się cyrk na kółkach. Bo co mam powiedzieć o blogu na którym przykładowo 58 postów jest z serii beauty a ten 59 post jest o tapetowaniu wnętrz?! I nie, to nie będą żale rozgoryczonej bloggerki, która myśli, że jest mądra bo zrobiła sobie zakładkę 'lifestyle' i wszystko pod nią podpina tylko moje luźne przemyślenia na temat tego co obserwuję. Z góry przepraszam jeśli ktoś w poście odnajdzie swojego bloga czy odnajdzie cząstkę tego co pokazuje to wiedzcie, że to nie było zamierzone! Oczywiście każdy blog to podwórko autora i nikogo tu nie neguję - równie dobrze możecie mi powiedzieć 'weź się zamknij bo i tak Twój blog to jedno wielkie G!' ;D

Połowa każdego miesiąca to wysyp wszelkiego rodzaju pudelek. O ile obejrzę pierwszy czy drugi post z jego zawartością to piąty i dziesiąty przyprawia mnie o mdłości. Lubię podsumowania tych pudełek - jak np robi Justyna ( Hushaaabye) ale żeby w jeden dzień wyskoczyło mi 8 postów na ten sam temat? MASAKRA ! Czy naprawdę akurat w te dni nie ma nic ciekawszego do poczytania tylko jakie plaże i festiwale boxowe? Nie można tego pokazać w nowościach? Ach no, nie można - na koniec miesiąca jak 89 %  osób pokaże pudełko to już  zaskoczenia nie będzie robić...



A propos tych samych tematów: czy tylko mnie ostatnio doprowadza do szewskiej pasji NIVEA? Gdzie nie spojrzę chusteczki Nivea, micel Nivea ! o.O Rozumiem kampania  kampanią, wzbudzenia naszego zainteresowania nowymi na rynku produktami ale naprawdę powoli większość kampanii wyskakuje z lodówki! Ludzie spokojnie, jeszcze zdążymy Wasze opinie poczytać .

Pewnego czasu na sferę beauty spadła fala ... nie fala kosmetyków tylko remontów! Co druga bloggerka wybierała na blogu meble, farby czy tez tapety! Serio? Pod co można to podpiąć? Lifestyle? Eeee chyba nie - dziwię się czasem, że autorki na to idą , z jednej strony rozumiem to bo mają z tego jakiś zysk ale z drugiej czy nie przeszkadza im zaśmiecanie takimi rzeczami ?  Są blogi o wszystkim, o kosmetyce, o wnętrzach, o życiu np Pasje Karoliny gdzie takie tematy pasują. Karolina nigdy nie identyfikowała swojego bloga jako typowego beauty więc naprawdę jej posty są spójne z tematyką (ok, z zakładkami, etykietkami) ale jak to wygląda gdy autorka ma same wpisy o szminach, pudrach, kremach i nagle bach - pomóżcie mi wybrać tapetę! Czy nie można takich pierdół wrzucić na FB czy IG a nie robić cyrku dla paru groszy?

Idąc tym tropem powinnam zgodzić się na współpracę, którą ostatnio mi zaproponowano - pewna zagraniczna firma pisząc mi, że moje artykuły są ciekawe chcieliby bym zaprezentowała ich ofertę u siebie. Nic dziwnego , prawda? 500 słów + 2 linki + 3 zdjęcia naprawdę nic trudnego w tym .. Problem był gdy zobaczyłam ofertę marki: specjalizują się w piłkach do sportów wodnych i tym podobne. Oczywiście powinnam skakać z radości, że mnie taki zaszczyt kopnął a nie zignorować tą wiadomość!! Głupia ja!


Wiecie z kim miałam pierwszą współpracę? Z Dresslink! Połowa blogosfery współpracuje z chińskimi sklepami a ja pluję sobie w brodę, że 3 posty temu poświęciłam , tylko dlatego, że byłam łasa na sukienkę i na to, że w ogóle do mnie napisali. DO MNIE! A teraz? Blogi toną w chińskich sklepach: dresslink, rosegal, shein... Non stop widzę na blogach urodowych kolejne wishlisty i się zastanawiam kiedy to się skończy? Kiedy my kobiety przestaniemy być łase na ciuchy z Chin i czy naprawdę musimy robić cyrk na blogu? Na moje szczęście ja chyba nie pasowałam do grona 'testerek' owej firmy gdyż głucho i ciemno było po recenzji, szkoda bo już wybrałam sobie torebkę ;D!

A skoro już o ciuchach mowa to zauważyłyście, że bloggerki notorycznie cierpią na brak bielizny? Ostatnio modne zrobiły się gadżety czyli ramiączka, paseczki i inne bieliźniane bzdety a już o kompletach nie wspomnę, wszak majtki i biustonosz powinna pokazać każda BEAUTY BLOGGER!
I to jest dla mnie gwóźdź do trumny! Dlaczego? Ja się pytam dlaczego na blogu kosmetycznym pokazują mi staniki i gacie? No sorry ale coś jest chyba nie halo albo to ja muszę sobie palnąć w łeb bo tego nie rozumiem. Ok masz taką współpracę, to pokaż to na FB czy IG bo naprawdę ja nie wiem jak można między kremem a tuszem do zdjęć wstawiać zdjęcia gaci ( no chyba, że pokażesz swoją wyjazdową walizkę bo to co innego ).

Jeśli ktoś w opisie bloga ma napisane  ' blog poświęcony urodzie, kosmetykom i makijażowi'  to niech się tego trzyma! A nie, że gdy ja trafiam na tego loga to treść mija się z tym o czym mówi opis: tapety, gacie, stylizacje to już nie wiem gdzie ten świat zmierza i w jakim kierunku idą ludzie byle by dostać coś za darmo.

Więc wielka prośba jak już robisz sobie taki cyrk to proszę wstaw zakładki 'moda' , 'inspiracje' czy coś w tym stylu i zmień opis! Bo to razi w moją urodowo blogową sferę uczuciową!

Amen!
Sfrustrowana życiem blogerka, która powinna iść na emeryturę ! ;D
P/s prawdopodobnie jeszcze pojawi się takowy post tylko jak znajdę więcej powodów :P
No i możecie mi powiedzieć 'wypchaj się sianem i spadaj od naszych blogów!' 

13:51

Lipcowe denko #21

Lipcowe denko #21
Lipiec minął mi bardzo szybko - tak naprawdę nie zdążyłam nic zaplanować a już za kilka dni mamy sierpień! Powoli wracam do pisania, zaległe zdjęcia już porobione więc mogę Was tu zanudzać :D.  W tym miesiącu jest jeden fenomen - Ewelina! Patrz i się ucz ;D Nie będzie postu z nowościami ;D Po prostu w tym miesiącu nie kupiłam ani jednego kosmetyku ani nic też nie wygrałam! Można? Można :D. Nawiązałam za to jedną współpracę jednak mija 3 tydzień a jeszcze produkty do mnie nie dotarły - ach ten gorący lipiec ;D. Mimo tego zużycia poszły mi całkiem dobrze ( chociaż z początku też było mizernie! :P).



I. TWARZ:


1. Balea delikatne mleczko do demakijażu - naprawdę mega wydajne! Jego recenzję mogłyście przeczytać w kwietniu ---> klik ( po 2 miesiącach stosowania) a dopiero w tym miesiącu opakowanie jest puste! Najlepiej spisuje się gdy delikatnie masujemy nim naszą skórę, na waciku zwłaszcza przy paczadełkach może podrażniać ;|, jednak w swoim działaniu spisuje się ok chociaż nie pobił mleczka z Dermedic ;)

2. Vitea kremowe mydło mleczne - ja nie wiem który raz już te mydła są u mnie w denku ale bardzo je lubię za delikatność, śmieszna cenę i brak przesuszania, a nawet za lekkie nawilżenie ;)

3. Próbka kremu M'onduniQ - jedną próbkę zużyłam w czerwcu i swojego zdania nie zmieniałam, zielona barwa, fajna konsystencja i szybko się wchłania, myślę, że bym polubiła bardzo ;)

4. Próbka Ziaja krem nawilżający ( seria liście manuka) - i tu mnie zaskoczyła konsystencja, która spokojnie z tej próbki by starczyła na dwa razy jednak w kremie nie podobało mi się to, że skóra po nim była lepka ;x

5.Próbka Sisley Instant Perfect - na szczęście mam jeszcze jedną saszetkę tego cudaka! Świetna, lekka konsystencja, przyjemny zapach, szybko się wchłania zostawiając cerę aksamitną, gładką i taką wiecie przyjemną w dotyku! A nawet pokład lepiej wygląd na cerze dzięki temu ;D Ines to akurat powinno Ci się spodobać! ;*

II.WŁOSY:


6. Joanna Naturia płomienna iskra - moja pierwsza farba do włosów - wracam do niej z sentymentem;D Po ścięciu kłaczków musiałam lekko odświeżyć kolor ;)

7. Joanna Naturia odżywka z miodem i cytryną - jedna z moich ulubionych! Idealnie nawilża moje loki, nadaje im ładny skręt poza tym włosy po niej są miękkie i puszyste. Po koszmarkach z Balea bardzo pomogła moim kloczkom wróci do dobrej formy ;)

8.  Próbki Bumble and Bumble , szampon i odżywka z serii Thickening : podobała mi się konsystencja obu produktów, zapach jak i działanie: takie mięciutkie włosy ostatnio to chyba miałam za dzieciaka ;D ;D

III.CIAŁO:


9. Vianek, peeling do ciała ujędrniająco - wygładzający - a nawet nawilżający! Fenomenalne działanie, którym mnie oczarował, dodatkowa porcja nawilżenia dla skóry tylko ten zapach taki zbyt mdły. Recenzja ---> klik

10. Kulka Vichy - uwielbiałam jej zapach ♥ Wystarczyła mi na rok użytkowania i naprawdę na początku działała na moja nadmierną potliwość ( dzięki tarczyco!:P) jednak po kilku miesiącach przestała cokolwiek robić ;x

11. Próbka masła Sephora - uwielbiam je! Za gęstą konsystencję i dobre nawilżenie, to już któraś próbka tego masła i sama nie wiem czemu jeszcze go nie kupiłam ;D

11. Balea Sweet Smoothie - eee nie rozumiem czemu na opakowaniu jest pudel ale ok ;D. Dla mnie to nic nadzwyczajnego, zapach zbyt słodki i za bardzo wieje chemią, mało to wydajne i ogólnie takie se ;)

12. Linda Fruit pistachio & coconut - kupiłam to mydło ze względu na zapach jednak lekko się nim rozczarowałam buuu a niby miało tak ślicznie pachnieć ;x Dla mnie pachniało po prostu mydłem a nie kokosem czy pistacją.

IV. INNE:


13. Minea zmywacz do paznokci - za 1 zł nie będę marudzić ;P. To już u mnie standard w denku :P

14. Tous Rosa - dostałam ten zapaszek od Subi ♥ i mimo, że z początku go nie lubiłam to zmieniłam zdanie ;) Taka lekka róża, dość świeża i kwiatowa jednak trwałość 3 godzinna niezadowala.

15. B&BW Pumpkin Cupcake, antybakteryjny żel - nie lubię dyni i jej zapachu, a ten żelik bardziej mi pachniał alkoholem niż  dyniową babeczką ;x. Fajny, zwłaszcza w mojej pracy masażysty przydatny jednak przy samym jego końcu zużywania zaczynały mnie swędzieć dłonie ;O

16. L'occitane mini krem do rąk - i nie rozumiem fenomenu tych kremów, mój był gęsty, lekko pachniał, co prawda podoba mi się obrazek na nim ale nawilżenie takie średnie :D

Uff that's all ;D. Znacie coś z tego?;)

22:05

Smart Girls Get More - lakiery do paznokci 14 & 26

Smart Girls Get More - lakiery do paznokci 14 & 26
Jestem kosmetycznym fenomenem - im więcej widzę postów, czy reklamy o jakiejś marce tym bardziej mnie od niej odrzuca. Nie lubię tego, nie lubię gdy wręcz z lodówki wyskakują mi jakieś marki tylko dlatego, że akurat był na nie bam i masa moich blogujących koleżanek pokazuje wszystko co dostała ( bez urazy!). Za którymś razem już nie patrzę na te posty, omijam je i 'przewijam' dalej . Tak też jest z marką Smart Girls Get More - nie wiem na ilu blogach ją widziałam ale wiem jedno : ja z tej marki nie kupię nic. Wystarczy mi to co widziałam i czytałam :D.
 Jednak zdarzyło się tak iż dwa lakiery owej marki trafiły do mnie w pakiecie nagrody z jednego rozdania. I na własnych pazurach i przeżyciach  mogę powiedzieć czy marka jest godna uwagi ( w 98% gdzie czytałam marka jest świetna) więc gotowe na moje doznania?;D


Smart Girls Get More to dość młoda marka. Zakładam, że największą popularnością przyniosły im wpisy naszych koleżanek, jednak ja dziś zachwalać nie będę ( na szczęście kilka osób miało rację co do tych lakierów) i o ile te kolory są śliczne to cała reszta jest do kitu!.



Lakiery to bardzo urocze maluszki co mi się strasznie w nich podoba ;). Posiadają cienki, wąski pędzelek, którym nie lubię malować paznokci! Konsystencja lakierów jest bardzo ale to bardzo wodnista i lejąca co sprawia iż malowanie tym pędzelkiem zasługuje na nadanie mi medalu ;D.

Powrót do korzeni ... do korzeni smrodu i dotkliwego aromatu lakierowego od którego wręcz się w nosie kręci, a feee! Zmywanie jest banalnie proste i nawet nasz marmurek schodzi bez oporu i gadania ;). Oba lakiery ładnie błyszczą za co im chwała bo cała reszta to ... masakra.

Nr 14 to tzw. 'marmurek'. Niby to fiolet z czarnym drobinkami, który wygląda ślicznie. Piękne krycie po 3 warstwach jednak jego trwałość cóż, po dwóch dniach mamy już odpryski. Spróbowałam pomalować nim jako dodatek do białego lakieru czyli biały z GR i na to ten - w tym stanie utrzymał się całe 4 dni i polecam Wam taką formę aplikacji ;). Mimo 3 warstw marmurek szybko schnie.

Nr 26 to jedno wielkie nieporozumienie ;D. Krycie? Od 3 warstw i więcej a nadal mamy prześwity, w odróżnieniu do 14 tutaj im więcej warstw tym lakier zaczyna się ciągnąć. Wiadomo schnie długo, a nawet za długo ;D. Trwałość? Powala bo aż 1 dzień i mamy odpryski - brawo! ;D. Uwielbiam takie pastelowe róże no ale jednak piękny kolor a tu takie coś?!



O ile połączenie obu kolorów bardzo mi się podoba to cała reszta to jakaś pomyłka ;( Ja nie wiem za co lakiery miały dobre opinie ( serio? ;O). Od czasu do czasu na blogu musi się pojawić bubel i taki stawiam dziś przed Wami :)

Lakiery dostaniecie w Naturze, za te maluszki 4.5 ml zapłacimy 3.99 zł. Zarówno marmurki jak i pastele dostaniecie w 9 wariantach kolorystycznych 

A o dwóch innych lakierach pisała też Monika ---> klik

16:53

Tydzień filmowy #16 jestem na bieżąco z nowościami!

Tydzień filmowy #16 jestem na bieżąco z nowościami!
W końcu udało mi się nadrobić kilka zaległości filmowych ;) . W końcu też znalazłam czas by obejrzeć wszystkie ( no prawie) premiery kinowe, które chciałam ;D. I powiem Wam - nie myliłam się , ten rok jest kosmicznie dobry w tym co obecnie proponują nam kina. Ja jestem pod wrażeniem i wiem, że mój gust filmowy jest zaspokojony ( na razie). Choć zdarzają się szmiry jakich mało ( o tym niżej) to bilans dla mnie zawsze pokazuje iż trafiłam na dobry i warty obejrzenia film ;D. Jako iż uwielbiam krwawe kino, horrory i akcje to starałam się skupić na tych gatunkach więc rozumiem, ze nie każda dziewczyna preferuje takie klimaty ;D A co dokładnie obejrzałam - o tym niżej ;D

1.  Warcraft: Początek ( 2016) ---> klik


Nie czytałam książki, nigdy nie grałam w grę, ba w ogóle nie widziałam tej gry na paczadełka ale film to inna bajka ;D. Wiem, ze części nie spodoba się ilość naszpikowanych tam efektów ale to cholernie dobre kino fantasy!. Doskonale dobrani aktorzy, charakterystyczne postacie i ciągła akcja! Nie ma ani chwili nudy na tym filmie. Co dziwne niby film fantasy, niby tłuką się jak szaleni jednak w kilku momentach uroniłam łzę - naprawdę! I czuję niedosyt - dla mnie końcowe sceny są kosmiczne i mnie zszokowały - co daje szansę na kolejną część ale jednak podczas filmu polubiłam kilka postaci zwłaszcza głównych Orków ( nie mówię tu o tym koszmarny gostku z laską w ręku :P) i ubolewam, że później już ich nie będzie. Cóż niewątpliwie to kino pełne rozrywki na sobotni wieczór, które zagwarantuje nam moc atrakcji.

2. Obecność 2 (2016) ---> klik


Mniej straszna ale nadal robi piorunujące wrażenie, twórcy drugiej części powtórzyli sukces jednak dla mnie 1 była bardziej klimatyczna i mroczna, zaś ta część jest bardziej skupiona na dużej ilość paranormalnych zjawisk. Zdarzyło się, że dwa razy przeszła mnie gęsia skórka - brawo ( mnie nie łatwo przerazić). Naprawdę film ma takie momenty, że wyjdziecie z butów ( ja oglądałam o 1 w nocy :P). Oczywiście w tym przypadku aktorstwo jest na mistrzowskim poziomie - całe show tutaj kradnie Madison Wolfe grająca Janet - po prostu brawo i wielki ukłon by tak realistycznie oddać pokręcony pomysł twórców! Nie pasuje mi tu tylko zakończenie, po całym filmie liczyłam na coś mocno okrutnego a dostałam lekki szok i krótkie wypędzenie demona. Tak czy siak nie powinnam narzekać bo dwójka mimo, że nie bije jedynki na głowę to potrafi wbić w fotel i wielbiciele horroru ( czyli ja) mogą czuć trochę niedosytu jednak i tak przyznamy rację - film jest bardzo dobry.


3. Zanim się pojawiłeś (2016) ---> klik


FENOMENALNY tak przynajmniej słyszę o tym filmie. Ale nikt nie powie, ze to lekkie a zarazem ciężkie kino. Przez połowę filmu śmiałam się do łez ( golenie, rajstopy czy akcja w restauracji) i naprawdę byłam zdziwiona gdzie są te łzy, o których każdy mówi. I się pojawiły - od momentu ich kłótni na plaży wyłam jak bóbr - serio? On to zrobi? Płakałam, byłam w szoku i byłam zła, ze tak autorka książki poprowadziła tą akcję jednak mimo to film daje dużo pozytywnej energii, niesie nadzieję i daje wiarę. Jest piękny, poruszający, zabawny i smutny! Uwielbiam Sama i genialnie spisał się w roli Willa jednak Emilia ona tu jest genialna! Urocza, roztrzepana i kolorowa a swoim aktorstwem pokazała, że nie jest tylko gwiazdą Gry o tron! Film zdecydowanie do oglądania z chusteczkami !

4. The boy  (2016) ---> klik


To miał być jeden z lepszych horrorów tego roku... miał być a wyszła szmira. Dosłownie na całe 97 minut filmu jest jedna warta uwagi akcja! Dokładnie jedna! Po 25 minutach spałam i chrapałam - jak można film z taki potencjałem tak skopać?! No jak! Widać idzie ;D W ogóle jak na taki film i taki wszędzie chwalony to aktorstwo tutaj aż krzyczy o pomstę do nieba! Skąd oni ich brali - z ulicy? Ja nie wiem za to ten film miał dobre recenzję ale on nie jest wart ani oglądania  ani czasu , obejrzyjcie zwiastun tam mamy wszystko ;D

5. Seria Niezgodna: Wierna ( 2016) ---> klik


Taki  przypadek jak w punkcie 4 ... jak to cholery oni wypuścili tą szmirę na rynek? Uwielbiam tą serię i naprawdę miło oglądałam pierwszą i drugą część ( nawet Wam je polecałam) ale to? Razi ilość pracy speców od efektów specjalnych, rażą nowi bohaterowie, którzy są sztuczni i jakby wciśnięci na siłę - kompletnie nie zrozumiałam tej części i gdzieś się zgubiłam w wątkach. Do momentu przekroczenia przez barierę film mi się podobał, naprawdę ale później? Im dalej tym gorzej! Cieszy mnie fakt, że Tris i '4' nadal tacy sami, nadal grani tak samo ale nawet to nie ratuje sytuacji bo naprawdę twórcom coś nie poszło! No cóż zobaczymy jak to wyjdzie z kontynuacją i czy zrobią coś dobrego!

Ufff to chyba wszystko, oglądałyście cos?

18:41

Pędzle Beauty Crew: BCE-10 & BCE-25

Pędzle Beauty Crew: BCE-10 & BCE-25
Swego czasu miałam jedno postanowienie - kupować jeden pędzel miesięcznie, ale wiecie jak to jest z postanowieniami ... chciałam ale zawsze coś. Moja ilość pędzli nie jest zbyt imponująca: mam ich zaledwie 8! I o ile pędzel Hakuro wystarczy mi do różu, a Golden Rose do pudru to nadal mam braki w pędzlach do makijażu paczadełek. Na rynku mamy ogromn wybór pędzli różnych marek - prawdę mówiąc gdy wybierałam pędzle do paczadełek byłam skołowana: ale co po co i jak? Jako iż, moje umiejętności makijażowe w tej kwestii ciągle kuleją postanowiłam na samym początku kupić pędzle z niższej półki by najpierw nimi nauczyć się operować. Wybór padł na pędzle Beauty Crew -  w kosmetyczce był już ich jeden pędzel BCL-40 przeznaczony do ust i z niego jestem zadowolona, sprawdza się,wygląda ładnie i nic się z nim nie dzieje, tym bardziej, że kosztował grosze ( jakieś 8 zł) to postanowiłam dać szansę innym nabytkom z tej marki, jednak 'tańsze nie znaczy lepsze'.


Pędzle mam od stycznia i od tego czasu mi służą więc myślę, że po 6 miesiącach użytkowania mogę Wam powiedzieć już coś konkretnego na ich temat. I pierwsze co Wam powiem w ich kwestii to jedno: producent wciska niemały kit w swoim opisie! ;) Ale po kolei, zaczniemy od kwestii wspólnych czyli wyglądu pędzli: pędzle są dość lekkie i poręczne. Srebrna skuwka jest w porządku nic się z nią nie dzieje zaś czarna rączka cóż napisy z niej schodzą - tak po prostu logo marki się ściera ( co zobaczycie przy rączce drugiego pędzla). Kiedy pędzle do mnie przyszły no cóż włosie leciało na łeb szyję a ono samo dziwnie pachniało o.O




Beauty Crew BCE-20 kulkowy pędzelek do aplikacji cieni na powiekę.
Niewielki, puszysty pędzelek typu Pencil wykonany jest z naturalnego włosia osadzonego w srebrnej okrągłej skuwce. Pędzel idealnie sprawdza się do precyzyjnej aplikacji cieni w załamaniu powieki, rozświetlenia wewnętrznych lub przyciemnienia zewnętrznych kącików oka. Pozwala także na dokładne rozcieranie koloru na górnej i dolnej linii rzęs nie pozostawiając przy tym nieestetycznych smug. Pędzel nie gubi włosia i nie odkształca się, jest łatwy w utrzymaniu czystości i użytkowaniu.
Włosie: Naturalne
Długość pędzla: 17,5 cm
Długość włosia: 1 cm
BCE-10 ma chyba największą wadę - w opisie jego numeracja to BCE-20  zaś na pędzlu BCE-10 widzicie? Sama tego nie zauważyłam na początku ;P.
W kwestii jego działania powiem Wam, że pędzel nie radzi sobie tylko podczas rozświetlania wewnętrznych kącików paczadełek. Niestety włosie się odgina i całość potrafi kłuć w oczy ;x, zaś dla mnie osobiście główka tego pędzla jest zbyt 'szeroka; co się przekłada, że nie tylko rozświetlimy kąciki wewnętrzne ale też kawał nosa ;D.
 Wiele zarzutów mam zaś w kwestii jego samego wyglądu znaczy włosia. Przy pierwszym kontakcie włosie wydaje się milutkie , puszyste jednak gdy tylko pomiziacie sobie nim np. rękę czuć, że jest ono szorstkie i drapiące. I to mi się nie podoba! To tak jakbyś robiła makijaż powiedzmy szczotką!
Nie gubi włosia i nie odkształca się? Litości, oba pędzle włosie gubią masakrycznie! Pojedyncze włoski wyginają się w różne strony! Próbowałam zminimalizować jego szorstkość odżywkami po myciu jednak nic z tego! Nie wiem czy taki urok naturalnego włosia ale kompletnie to drapanie sprawia iż makijaż paczadełka może być przykry.



Beauty Crew BCE-25 pędzel do blendowania cieni.
Puszysty pędzelek wykonany z delikatnego, naturalnego włosia przeznaczony jest do rozcierania cieni do powiek (blendowania). Sprawdzi się też doskonale do nakładania cieni w załamaniach, a także do precyzyjnej aplikacji pudru, bądź rozświetlacza na wybrane partie twarzy. Lekko zaokrąglony kształt pędzla oraz miękkość i elastyczność włosia zapewni dokładne zacieranie granic pomiędzy kolorami. Pędzel nie gubi włosia, nie odkształca się, jest łatwy w utrzymaniu i pielęgnacji. Pędzel ma błyszczącą czarną rączkę, a włosie umieszczone jest w okrągłej skuwce z wytłoczonym, eleganckim logo.
Włosie: Naturalne
Długość pędzla: 18,5 cm
Długość włosia: 2 cm
 Bardzo dobrze nakłada nim się cienie, głównie używam go do nakładania podstawowego jasnego cienia na powiekę, dobrze też się nim też blenduje i zaciera granicę między kolorami - tutaj naprawdę w działaniu nie mam w co się przyczepić. Całkiem fajnie nakłada nim się rozświetlacz na wybrane partie twarzy - pędzel jest lekko zaokrąglony co pozwala na nadanie subtelnego efektu rozświetleniu, jeśli chodzi o nakładanie pudru to nie polecam - ja przynajmniej nie umiem nim tego zrobić ;)
Jednak i tu włosie się odkształca, leci na łeb na szyję.


Włosie mimo swoich wad bardzo dobrze 'chwyta' cienie i to niezależnie od ich faktury - mam wrażenie, że kolory wręcz 'wgryzają' się w nie i tu mamy problem z myciem. Po każdym myciu włosie traci swój naturalny kolor, robi się tak jakby szare. To co mnie wnerwia ciężko usunąć z niego bardzo ciemne kolory cieni a czarny to już w ogóle ! Czarnego cienia nie usuniecie, próbowałam już wszystkim i nie idzie ;x Mój BCE-10 wygląda jak idź i nie wracaj ponieważ włosie zrobiło się  CZARNE i to nie schodzi!
Podczas mycia wypadają pojedyncze włoski, więcej ich leci gdy są całkowicie suche i zdatne do użycia ( ponoć to normalne).

Pędzle Beauty Crew kosztują grosze BCE-10 zaledwie 6.90 zł a BCE-25 17.90 zł. Gdzieś wyczytałam, że są one wzorowane na pędzlach Hakuro i po tych dwóch gagatkach powiem Wam, że marka zrobiła koszmarną kopię. Owszem nie oczekujmy cudów za takie pieniążki no ale jednak ... tym bardziej, że producent tak pięknie o nim mówi ( i mija się z prawdą!).
Czy polecam? Nawet początkująca osoba kupująca pierwsze pędzle powinna wiedzieć, że lepiej kupić droższe okazy niż potem pluć sobie w twarz ;). Mimo, że pędzle w swoich zadaniach dają radę ( zwłaszcza BCE-25) to jednak uważam, ze lepiej sięgnąć po Hakuro :)
Pędzle dostępne są na cocolita.pl

20:14

Vianek, ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z mielonymi pestkami malin

Vianek, ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z mielonymi pestkami malin
Dbanie o nasze ciało nie jest już takie łatwe. Im więcej kosmetyków pojawia się na naszym rynku tym bardziej my stawiamy wyżej poprzeczkę i oczekujemy dosłownie wszystkiego: począwszy od ujędrnienia, po wygładzenie czasem napięcie, nawilżenie i tym podobne. Chcemy aby jeden produkt był na tyle wystarczający byśmy nie musiały sięgać po nic innego. Ale znalezienie takiego cudownego specyfiku czasami graniczy z cudem.  Gdzieś się utarło przekonanie, że kosmetyk do pielęgnacji ciała, który może nam zapewnić to wszystko będzie kosztował krocie - a wręcz musi kosztować więcej niż ta przysłowiowa stówka. Tylko, że ja nie należę do osób, które będą przepłacać - owszem jak już mnie będzie stać to czemu nie? Póki co sukcesywnie przemierzam aleje sklepowe szukajać produktu z niskiej czy średniej przedziałki cenowej bo mam tą ufność, że znajdę tu niejedną perełkę. Ale tym razem nie musiałam chodzić i wypatrywać na półkach. Tym razem taka perełka przywędrowała do mnie dzięki Agnieszce (bibaba.pl). Dziś kolejny raz obalimy mit - cudowne produkty nie muszą być drogie i konkretnie z wysokiej półki bo przecież mamy nasze 'polskie z natury' ;).


Sylveco, Biolaven i nasz Vianek - wszystko to pochodzi spod jednego skrzydła. O ile ja i Sylveco się nie rozumiemy, Biolaven zapachowo mi nie odpowiada to właśnie kolejne dziecko czyli Vianek ma szansę podbicia mojego serducha.

młodość, piękno, radość, miłość, urodzaj
tyle znaczeń, jeden symbol
VIANEK UPLECIONY Z POLSKICH KWIATÓW I ZIÓŁ
Czy to nie brzmi pięknie? Brzmi i wcale nie pochodzi od żadnej wysokopółkowej marki do której niejedna nas wzdychała. To nasza rodzima marka, która z całą pewnością wypuściła na rynek produkty, które mają szansę na zgarnięcie tytułu' perła roku' . A dziś i ja Wam powiem dlaczego warto przyjrzeć się marce i dlaczego ten peeling jest wart poświęcenia mu dłuższej uwagi.


 Skład ( jakby nie było dobrze widać): Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Rubus Idaeus Seed, Oenothera Biennis Oil, Cera Alba, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Ci 77491.
Do mnie trafił peeling z serii czerwonej ( dostępne serie: zielona, niebieska, fioletowa, pomarańczowa, różowa). Moja seria skupia się głównie na ujędrnianiu ciała i mimo, że ja i mój cellulit żyjemy w zgodzie to peeling z chęcią używałam i z użycia na użycie byłam pod mega wrażeniem. 
Producent mówi o efektach po pierwszym razie - owszem jest taki efekt ale nikły. Ten efekt umacnia się podczas kolejnych użyć więc nie zrażajcie sie do niego tak jak ja ( już na samym początku). Bo wiecie kiedy ja czytałam to co pisze producent, naczytałam się pochwał na temat tych peelingów to liczyłam na cuda na kiju już po pierwszym użyciu i kiedy tego nie dostałam byłam zawiedziona a kolejne spotkania z nim po prostu były tylko do 'odhaczenia' a wiecie, warto uzbroić się w cierpliwość i nastawić pozytywnie co do niego.
Działanie ujędrniające-wygładzające? Owszem , mamy ale dodałabym tu jeszcze działanie nawilżające na dobrym poziomie. Co zauważyłam po regularnym stosowaniu peelingu?
Peeling stosowałam głównie na uda, brzuch i nogi czyli wszystko to gdzie kobiety mogą mieć jakieś problemy : czytaj cellulit i rozstępy ;D) i tam właśnie zauważyłam, że skóra jest bardziej napięta i elastyczna. Mój delikatny cellulit uległ lekkiem spłyceniu i stał się prawie niewidoczny, moje rozstępy ( jak się chudnie, tyje i znowu chudnie to tak się ma) stały się tak samo mniej widoczne i zostały lekko rozjaśnione. Wiadomo - problem nadal jest ( ale ja go lubię) jednak produkt jako kosmetyk doraźny w tej kwestii spisuje się na medal. Peeling należy tez do kategorii dobrze nawilżającej - nie widziałam sensu by dodatkowo po jego stosowaniu używać balsamu gdyż zawarte w nim olejki odpowiednio o to zadbały ;).



Doskonale wiecie, że ja i kosmetyki naturalne to dwie różne bajki: tutaj w tym przypadku nie mamy podrażnienia czy jakiś 'efektów ubocznych'.
Na samym początku kupiło mnie jego opakowanie: minimalne, z pięknym kwiatowym akcentem. Boli mnie fakt, iż pod wieczkiem nie ma żadnej folii czy sreberka ( ludzie są różni i otwierają w sklepie co popadnie). Jednak głdka tafla , którą ujrzymy zapewni nas o jego 'czystości'. 
Sam peeling wygląda jak dżem malinowy! Jest czerwono i radośnie. W tej gładkiej tafli mamy zatopione drobinki o różnej wielkości: od małej poprzez te średnie. Znajdziemy tu też tak jakby 'cząstki malin', które niestety zostają na dnie wanny co mnie strasznie irytuje ;x.
Dzięki takiemu rozkładowi drobinek możemy stopniować sobie naszą 'przyjemność' . Może nie należy do najmocniejszych przeciwników ale swoją robotę odwala na 5! ;). Niestety tak jak piszę wyżej nie wszystko z peelingu ulega naszym paluszkom ( zwłaszcza te a'la maliny). Ze swojej strony odradzam Wam mocne tarcie tym peelingiem ( zwłaszcza produktami z serii czerwonej). W tej serii mamy olejek cynamonowy, który pobudza krążenie i rozgrzewa przy intensywnym tarciu ( zrobiłam tak raz!) skóra wręcz mnie piekła i była mocno zaczerwieniona. Zazwyczaj moje tarcie w jego przypadku jest średnie - drobinki się rozpuszczą, ja się przy tym relaksuję i nie martwię się niczym. 


Produkt wydaje się bardzo zbity, jednak już podczas pierwszego jego wydobycia czujemy, że tak nie jest. Pierwsze co rzuci się w paczadełka to wysoko zawartość olejków co z początku może spowodować myśl 'on jest tłusty' ;D ( na szczęście ta tłustość olejków nawilża naszą skórę a nie zostaje na wannie )
Co mi nie odpowiada? Zapach. Jest dla mnie zbyt słodki wręcz w większej ilości mdlący ;(. Jednak jakoś to przeżyłam ( zwłaszcza przy tych efektach). Nie przypomina mi zapachu malin a szkoda ;(. Chociaż po pierwszych dwóch użycia było ok ale wiecie jak to jest, im dłużej w użyciu tym inaczej na to patrzymy ;).
Produkt należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia i tu Wam powiem: nie zrobicie tego ani prędzej ani później - zrobicie to w tym czasie. Dokładnie u mnie mija 2,5 miesiąca stosowania a peelingu zostało mi jeszcze na jedno użycie!.
Czy jestem zadowolona? Owszem - moje ciało jest. Dostałam to co obiecał producent tylko potrzeba na to ciut więcej czasu i cierpliwości. Są małe mankamenty ale i tu mogę przymknąć oko ( w końcu to młoda marka :P) i wszystko jest jeszcze do poprawy  ;).
Produkty Vianek dostaniecie online ---> klik lub w drogerii Natura. Cena za peelig wynosi ok 28 zł / 150 ml.
A Was zapraszam do dziewczyn do zapoznania się z opiniami o innych wariantach tego peelingu:
♥ Agnieszka ---> klik
♥ Kasia ---> klik
♥ Karolina ---> klik




09:36

Guerlain Le Petite Robe Noire Eau Fraiche

Guerlain Le Petite Robe Noire Eau Fraiche
Lubię mój spokój, tą ciszę, która mnie otacza. Jedni powiedzą, że wybudowałam wokól własnej osoby mur i nie pozwalam zwykłemu światu dostać się do mojego wnętrza. Jestem ciszą, jestem oceanem spokoju, którego nic nie zmąci...
Tsaa, myślałam tak do czasu. Zazwyczaj najprostsze sprawy komplikuje pojawienie się przypadkowej osoby czy jakieś losowe zdarzenie. W moim spokojnie ułożonym świecie, do którego latami dążyłam wkradł się cień lekkości i obiecującej przygody. Ba, jeszcze 5 lat temu  nie miałabym nic przeciwko - dałabym się ponieść temu nurtowi zatracając swoje zmysły w rozkoszy niczym delfin pływający koło Titanica a teraz? W moim sercu tkwi istny huragan, moje proste życie wywróciło się do góry nogami tylko dlatego, że ON i jego czarne zawiadiackie tenisówki pewnego dnia pomogały pozbierać mi siatę z rozwalonymi zakupami! Boże dlaczego, dlaczego on? Przecież wiesz, że nie jestem sworzona do związków czy innych uniesień!


Nuty: mandarynka, cytryna, bergamotka, kwiat pomarańczy, frezja, jaśmin, róża, kwiat migdałów, migdały, pistacja, paczula, piżmo, bób tonka


Znacie to uczucie ciepła, które rozchodzi się po ciele przy miłych wspomnieniach ( i nie, nie mówię o menopauzie!)? Za każdym razem gdy Igor jest w pobliżu zaczynam topnieć staję się plastyczna i on mając tego świadomość mógłby nawet mnie nakłonić do niecnych czynów. Jego pojawienie się w moim życiu było niespodziewane i ostre , z lekkim zgrzytem bo nim do mnie dotarł zdążył zdeptać swoimi dużymi gierami moje ulubione żelki! Takie też właśnie jest otwarcie tego zapachu: ostre, kwaskowe z typową cytrusową nutą, która potrafi wywołać na samym początku lekkie skrzywienie.
Wiecie te żelki to był punkt kulminacyjny! On jakby nie zauważył, że całe obecne moje dobro ma pod swoimi butami podszedł do mnie i mówi 'cześć, pomóc Ci? ' ( w tym momencie najchętniej bym mu dała popalić no ale cóż ...) obiecałam być miłą osobą i taką byłam ale do cholery skąd miałam wiedzieć, że ten KTOŚ będzie chciał uczestniczyć w moim życiu?!

Mój mur miał jedną skazę - nie umiałam odmawiać. Kiedy Igor powiedział, że mnie odprowadzi do domu - zgodziłam sie. Kiedy zaprosił mnie na spacer - zgodziłam się. No ale kiedy przyniósł mi bukiet kwiatów to dostał nim przez łeb! Momentalnie w mojej głowie narodził się żądny mordu głos zaś w brzuchu jak u poczciwej nastolatki zrodziły sie jakieś motyle ( albo ćmy, ewentualnie komary! ;D). To było słodkie, nieoczekiwane i takie miłe? To chyba najlepsze tego określenie! Jak chłopak, sorry facet w czarnych tenisówkach, czarnych spodniach i z 2- 3 dniowym zarostem może przynosić kwiaty? No właśnie nie może, rozumiem pęk kluczy imbusowych ale kwiaty? Też wymyślił!

Po ostrym otwarciu zapachu można spodziewać się wielu rzeczy ale nie tego, że płynnie przejdzie w kwiatowe nuty!. Nuty, które są niespodzianką, które wywołują konsternację ale wprawiają w wir miłych doznań.



Kiedy na spokojnie myślę o tych jego kwiatach to autentycznie jest mi głupio. On sie stara! A ja próbuje mój spokój uchować od niego! Dlaczego? dlatego, że z impetem wdarł się w moje życie, nadając mu jednocześnie kolorytu i lekkości? Jego postać mnie ubarwia, on dla mnie jest jak świeże powietrze, którym moge oddychać po zbyt długim zastyganiu w ciemnym pokoju. Cały czas czuję w jego bycie finezję, spokój ducha ale nie wiem czy potrafię połączyć to ze sobą?

Każda moja komórka ciała uwielbia jego delikatność i umiar - on tak jakby czuje moje pragnienia. Są dni gdzie jest zwyczajnie dla mnie ostry, nie usłany kwiatami czy słodyczą. Są też takie momenty gdzie pozwala mi się rozkoszować słodkim , piankowym uniesiem bez obaw, że zaszkodzi mojemu zdrowiu - taki właśnie jest zapach Guerlain.

Przełomem w mojej realcji z Igorem był moment gdy przypadkowo złapał mnie za ręke. Elektryczność, którą to wywołało można by obdarować małą wioskę na Antarktyce. Poczułam się wtedy na miejscu. Lekka, bez obaw, bez problemów - poczułam się silna i wolna. Automatycznie moje serce przeszło ze stanu huraganu w stan spokojnego oceanu.  Czy mogłam chcieć czegoś więcej? W ten jeden wieczór stało sie dla mnie jasne, że nie ma osoby której jego ciepłe orzechowe oczy by nie skruszyły. Mój mur runął. Zamiast bezsilności poczułam euforię małego dziecka, które właśnie co otrzymało szczeniaczka. Znalazłam swoje dopasowanie.

Co z tego, że jestem niedoskonała? Co z tego, że więcej w sobie widzę wad niż zalet  a on potrafił dostrzec we mnie to co już dawno jest zakurzone i ukryte na dnie? Odkrył we mnie nowe siły i nowe możliwości dając najpiękniejsze uniesienie ♥

Doskonała jest linia butelek LPRN : przepiękne kształty, dopracowane w każdym calu, wszyscy się nimi zachwycają a ja nigdy nie widziałam piękniejszej rzeczy ♥



Potrzebowałam niewiele by jego osoba kupiła mnie całkowicie. Ten dotyk ręki sprawił iż zaczęłam widzieć inaczej a kompletnie się rozstopiłam gdy przyniósł mi moje ulubione migdałowe ciastka obsypane kruszoną czekoladą. No po prostu kolana mi się ugięły a serce chyba przeszło zawał. Bo to nie byle jakie ciastka! Ich zapach powoli otula zmysły dając mojemu duchowi dzieciącą radość.
Kupienie tych ciastek graniczy z cudem - dostępne są na drugim końcu miasta, pieczone na miejscu więc szybko się rozchodzą! Dla mnie zawsze były małymi cudami, które wprowadzały mnie w niebotycznie radosny i lekki nastrój. A Igor odgadł doskonale, że w tym momencie potrzebuję tylko otulenia ciepłem i radością.

I właśnie tak działa zapach Guerlain: po całej kwaskowatości czy ostrości przechodząc płynnie na kwiatowe nuty daje mi chwile radości, otulenia i osiada na migdałowym wzgórzu. Nie ma pistacji, jest dużo słodko - gorzekiego migdała, który niczym wata pociąga mnie do siebie i chwyta za serce. Gdzieś w tle pobrzmiewa paczula kołysząc ten migdał no aleee...

Ale Igor po tych wszystkich pozorach i gestach daje mi dużo szczęścia. Porywa, nęci, kusi czasem drażni, irytuje ale i tak pałam do niego wielką miłością ♥


Moja pierwsza sukienka jest przepiękna i zaskakująca. Oczarowuje, czasem drażni ale za każdym razem gwarantuje chwile radości. To idealny zapach na wiosnę i lato, chociaż pewnie jesienią będę dodawać sobie nim optymizmu ;D

Na mojej skórze zapach trzyma się do 5 godzin, znacznie dłużej na ubraniach .

Zapach dostaniecie w Sephorze. Dostępne pojemności 30 ml, 50 ml oraz 100 ml. Obecnie trwa wyprzedaż 50 ml za 239,90 zł ( cena regularna 345.00 zł)

20:14

Skin79: BB Orange + BB Pink

Skin79: BB Orange + BB Pink
Każdy post na temat tych kremów BB zaczyna się tak '.. wiadomo, że BB, które proponuje Skin79 jest diametralnie różne niż to co oferuje nasz europejski rynek, kolosalna różnica jest nie tylko w kolorystyce ale też w ich właściwościach' - no dobra mniej więcej takim słowami rozpoczyna się ponad 99 % postów na temat azjatyckich BB. W momencie gdy na nasz rynek trafiły azjatyckie cudaki my kobiety cóż tu duużo mówiąc - straciłyśmy dla nich główę. Coraz więcej z nas zaufaniem obdarza azjatyckie kremy BB niż nasze 'pospolite' bbiki, które możemy dostać w prawie każdej drogerii czy sklepie osiedlowym z kosmetykami. Co je wyróżnia? Czy ich sporo wyższa cena idzie w parze z cudownymi właściwościami , które tak kochają Azajtyki? Za co my je tak naprawdę kochamy?
Gdy ja dostałam już kultowe BB od Skin79, w ślicznej trio dryżynie od razu wiedziałam, że tylko BB Gold nie jest mi pisany ( on nietknięty i zamknięty pójdzie w inne, lepsze łapki), za to BB Orange jak i BB Pink wkroczyły na scenę mając swoje 5 minut.


Jak wiecie Skin79 to oficjalny dystrybutor azjatyckich kosmetyków. To właśnie tam kupicie oryginalne BB, które w tym momencie szturmem podbijają serca miliona kobiet w Polsce jak i na świecie. Jak pisałam ja otrzymałam trio - maleńkie BB, które są idealne do przetestowania i wyrobienia sobie opinii. Przyznaję się bez bicia - odkąd je poznałam to ciągle powtarzam, że to PINK skradło moje serducho, a dlaczego o tym niżej.


Europejki pokochały ORANGE za kolor,
który jest najbardziej zbliżony do europejskich podkładów drogeryjnych,
jednocześnie zachowując wszelkie właściwości azjatyckiego
kosmetyku typu BB cream.
Lekka formuła oraz żółte tony nadają skórze jednolity odcień,
staje się gładka, świeża i promienna. 
Krem posiada kompleks regulujący pracę gruczołów łojowych,
jest więc idealną propozycją na lato.
Pomaga zachować zdrowy wygląd skóry,
ponadto posiada wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF50+PA+++
Wysoka zawartość naturalnych olejów utrzymuje skórę jędrną i nawilżoną,
ekstrakty roślinne mają działanie przeciwzmarszczkowe.
Fitosfingozyna wzmacnia barierę ochronną naskórka i działa kojąco na
niedoskonałości, również przeciwdziała 
powstawaniu nowych wyprysków czy zaskórników.
Cermidy uzupełniają barierę lipidową dzięki czemu wzrasta wilgotność w skórze.


Może na samym początku zaczniemy od BB Orange, który  jest najbardziej uwielbiany przez słowiańskie dziewuchy ;). Co jest z nim nie tak, że mnie nie porwał jak te miliony na świecie?
BB Orange zawsze mnie przerażał - jako naturalny bladzioch lubująca się w podkładach o nazewnictwie Porcelain ewentualnie Ivory jego żółty kolor napędzał mi stracha. Moja buzia albo raczej ja sama mam takie szczęście do kremów BB, że nawet odcień Light wygląda na mnie jakbym właśnie co zrobiła sobie marchewkę na buzi i grubą kredką odcięła szyję od tego - jedna wielka masakra!. Więc same rozumiecie - kolor żółty czy to w podkładzie  czy BB nie jest dla mnie.
W tym przypadku zaskoczenie - BB Orange ładnie stapia się z kolorytem skóry i mając go na buzi mam wrażenie 'nowej twarzy'. Kolorystycznie na mojej buzi go nie widać - wielki plus mu za to, tym bardziej, że nie ciemnieje . Tak jak producent pisze: na lato ideał. SPF 50 gwarantuje nam odpowiednią ochronę, sam krem dostarcza pielęgnację - jako iż, moja sterfa T nie jest przetłuszczająca ciężko mi określić jak on wpływa na wydzielanie sebum ;(. Czy działa kojąco na wypryski i przeciw ich powstawaniu? Cóż, ja większego problemu z tym nie mam więc i tu nie poradzę.  Faktycznie skóra po obu kremach jest nawilżona i taka wiecie 'aksamitna' w dotyku. Wygląda świeżo, promiennie i naprawdę zdrowo. Krycie - to jest BB a nie podkład i w tym przypadku jak i BB Pink krycie jak dla mnie jest lekkie - to co ma zakryje ale nie myślcie sobie, że jak ktoś ma czerwoną plamę na buzi wielkości stanu Nevada to da z nim radę - sorry ale nie.

Świetlistość - to mam na myśli gdy stosuję BB Orange. Dla mnie ta wersja jest ...pudrowa! O tak to jest idealne określenie. Po nałożeniu tego BB czuję, że nałożenie pudru to już jest 'za dużo'. BB Orange charakteryzuje się wysokim 'glow' co czasem mi przeszkadza - nie, nie jest zły, bo glow które tu mamy jest zdrowe i daje wrażenie wypoczętej cery ale czasami ja po prostu tego nie chcę. I ten aspekt mi tu przeszkadza ( wiem , dziwadło jestem) i chociaż nie udało mi się tego na zdjęciu uchwycić ( bardziej zależało mi byście zobaczyły krycie) to uwierzcie mi na słowo.

Nie podkreśla porów, nie spływa, nie ściera się - czy to skwar lejący się z nieba czy to gradobicie BB wytrzymuje wszystko sprawiając, że twarz nadal wyglada świetliście. Oba BB najlepiej nakłada mi się palcami - wiem 'tak się nie robi' ( powiedziało xx dziewczyn i zamknęło kartę z postem! ;D) ale taka prawda. Próbowałam raz nałożyć te kremy pędzlem - efekt? Miałam wrażenie, że skóra jest tłusta, ciężka i fuj! Tak jakby formuła kremu w połączeniu z włosiem pędzla stawała się oporna i nie chciała współpracować, zaś pod wpływem ciepła palców staje sie kosmicznie plastyczna ale trzeba pamiętać by dość szybko uwinąć się z jego aplikacją gdyż oba BB zanim pięknie wtopią się w cerę to są dość szybko 'zastygają'. 

Wydaje mi się też , że BB Orange jest ciut cięższej konsystencji niż Pink, zdecydowanie bardziej czuć go na skórze.


SKIN79 Hot Pink Super+ Beblesh Balm Triple Functions
 Najchętniej kupowany azjatycki krem BB na polskim rynku.
Przeznaczony dla cery poszarzałej, tłustej, przebarwionej.
Matte Finish Melting Formula daje naturalne,
pudrowe wykończenie makijażu.
Podwyższony filtr SPF30 chroni skórę przed promieniowaniem.
Krem BB Hot Pink działa wybielajaco i przeciwzmarszczkowo.


Dla mnie to właśnie BB Pink jest hitem - uwielbiam go! ♥ SPF mamy mniejszy niż w przypadku Orange, bo zaledwie 30 ale lepsze to niż nic ;). W przypadku Orange przerażała mnie żółć w przypadku Pink przerażająca jest szarość ( ile razy pisałam, że ta szarość mnie nie kupuje? non stop to powtarzałam! ;D). Jednak właśnie ta szarość jest mi bliska, bliska mojej skórze - w momencie gdy nakładam BB na buzię jest cud! Cera wygląda po prostu kapitalnie świeżo jakbym właśnie spędziła godzinę na zabiegu upiększającym! Ta 'szarość' która z początku może wprowadzić w osłupienia na skórze wygląda bardzo naturalnie - na mojej cerze tak jak moja siostra twierdzi w ogóle nie widać, że mam cokolwiek na twarzy ;D.

Tak jak pisałam dla mnie Orange jest bardziej pudrowy, zaś Pink dla mnie jest bardziej 'matowy'. Nie zrozumicie mnie źle - na mojej buzi Pink nie daje 'glow' i nie widzę potrzeby by go dodatkowo pudrować. Jego wykończenie zapewnia mi zdrowo wygladającą cerę bez oznak zmęczenia.  Jeśli chodzi o krycie wydaje mi się, że moja cera lepiej reaguje na niego i krycie mimo, że nadal większych zmian ( tych migoczących na czerwono) nie zakryje to jednak wydaje mi, że w tej kwestii radzi sobie lepiej.

Same właściwości obu BB sa podobne - chodzi mi oto, że i ten się nie ściera, nie podkreśla porów. Żaden też nie podkreśla suchych skórek. Oba świetnie wygladają na skórze! :)

Wbrew pozorom BB Pink się nie utlenia - przez cały dzień kolor jest taki sam! Dla mnie dla perfidnego bladziocha szarość BBikowa jest idealna ♥ Pink nie wymaga pudrowania , omijam ten etap i po prostu pozwalam  jako tako oddychać mojej skórze ;). O ile BB Ornage czuję na buzi to w przypadku Pink już nie - po prostu jakbym nałożyła zwykły krem który szybko się wchłonął.



Jak widać różnica w kolorystyce jest ogromna ale nie ma co się przerażać. Oba BB świetnie wtapiają się w cerę dajać bardzo naturalny efekt, bez maski ;) .

I pierwszy raz miałam problem z uchwyceniem efektu: zawsze padało mi inne światało a oba BB na mojej twarzy są 'niewidoczne'. Dlatego tą wizualizacje musicie mi wybaczyć ;D



Trudno mi stwierdzić czy BB mają właściwości przeciwstarzeniowe czy też wybielajace gdyż te maluszki mają zaledwie 7 g, co skutkowało na użycie każdego po jakieś 8 razy. Jeśli chodzi o zapach to jest typowy dla kremów ;D

Z kwestii technicznych małe aluminiowe tubki są poręczne i praktyczne. Do ostatniej kropli wydobędziemy nasze  kremy.

Skin79 wprowadziło fajne rozwiązanie w formie mini tubek - obecnie na ich stronie możecie kupić całe trio ( Gold, Pink, Orange) w cenie 34.90 zł ( normalnie kosztuje 90 zł). To fajna opcja jeśli chcecie się zapozanać z BBikami, zwłaszcza, że pełnowymiarowe produkty kosztują 130 zł ( w promocji 99 zł).

10:36

Blogi, które czytam # 6

Blogi, które czytam # 6
Właśnie tak! Pół roku - właśnie mamy szóstę odsłonę przedstawianych przeze mnie blogów. Seria przez Was zostało bardzo ciepło przyjęta i mnie osobiście cieszy fakt, że mogę Was pochwalić i dodać Wam trochę pewności siebie czy po prostu sprawić Wam odrobinę radości - bo przecież każde miłe słowo może zdziałać cuda, prawda? ;) Cieszy mnie też fakt, że coraz więcej moich blogowych koleżanek same robią takie zestawienia bo dzięki nim / Wam poznałam znowu kilka wspaniałych miejsc! ;) Dziś nie ma tylko świeżka bo tak naprawdę nie znalazłam godnego i ciekawego nowego bloga ;( ale może za miesiąć to nadrobię? Tymczasem sprawdzcie moje lipcowe polecenia ;)

1. Obsession Beauty




I co ja mam powiedzieć o fantastycznej Kasi? Jej blog to czysta perfekcja, zdjęcia jakby wyjęte z magazynu, sama Kasia pozytywnie nastawiona, śmiem przypuszczać, że z pasją do pisania czy fotografowania to ona już się urodziła. Finezja, elganckość, luksus - tam mamy to wszystko. Uwielbiam Kasię za to co robi - uwielbiam patrzeć na te zdjęcia ponieważ czuję jakbym 'na żywo' macała te produkty. Uwielbiam jej styl pisania bo robi to tak plastycznie, że ja wiem od razu ' dla mnie / nie dla mnie to'.  Każdy jej post może wyzwolić srocze upodobania czy też skutecznie spowodować opróżnienie naszego portfela. Ja nie wiem czy jej to mówiłam czy nie, czy chociaż raz wspomniałam, że to co robi to po prostu BAJKA ( ale mówię Ci to teraz!). Jej blog to takie miejsce stworzone z pasji, w które ona włożyła mnóstwo serca. Reklamowe katalogi mogą się chować przy jej zdjęciach i u niej ja po prostu cieszę paczadełko, zachwycam się markami czy nią samą ;). Bo wiecie z Kasią idzie pogadać a zazwyczaj pogadanki kończą się albo powinny kończyć szybkimi zakupami ( ja skutecznie się opieram :D). Żaden produkt nie jest przypadkowy, nie mamy tam bubli mamy klasę w najczystszej postaci podaną na srebrnej tacy przez mega profesjonalną osobę! Nie pozostaje mi nic oprócz słów: weźcie kubek czegoś zimnego, zajrzyjcie do niej a uwierzcie magia tego bloga powali Was na kolana!

2. Subiektywna Blog



Subi to jedna z tych osób do których będę zawsze żywić cieplejsze uczucia. Oprócz wspaniałego bloga, którego Subi prowadzi dała mi się też poznać od tej drugiej strony - od strony nie tylko blogerskiej ale też życiowej, takiej po prostu ludzkiej. Dostałam kiedyś od niej ogromną ilość wsparcia, ciepłych słów - po prostu kiedy ja miałam gorsze dni, gorszy czas w domu to Subi była i potrafiła powiedzieć coś co chociaż na moment topiło ogromną gulę w gardle - za to Ci zawsze będę dziękować ♥. W kwestii jej bloga - schludność, prostota, skromność a zarazem efektywność, pioronujące wrażenie - w tych słowach mogę powiedzieć jaki jest jej blog. Patrycja ujmuje subtelnością, wrodzoną skromnością i sercem na dłoni. Nie zostawi nic bez odpowiedzi, odpowiada wyczerpująco, nawiązuje kontakty z czytelniczkami - jest po prostu dobrą kumpelą!. Co ją wyróżnia? Ona sama pewnie by powiedziała 'krótkie rzęsy' :D jednak dla mnie to coś więcej: cały jej urok tkwi w tym, że blog to ona, ona to blog. To dwie spójne całości, każdy post jest przemyślany, dosadny i wnikliwy. Każdy wpis pokazuje mi, że to co ona robi to właściwe miejsce by się dzielić. Tak jak w przypadku Kasi to nie tylko hobby ale czysta pasja czego wiele osób może im tego zazdrościć. A Subi? Subi zawsze będzie dla mnie najbardziej uroczą osóbką w blogosferze ;).

3. My & my passions


Zaczarowana!! ;D Podobno w blogosferze zawsze znajdziesz osoby podobne do siebie i ja mam ich kilka, znaczy się kilka takich osób, z którymi mam wspólne tematy ( nie tylko kosmetyczne) i dla których wiem, że po prostu mnie lubią ( skromność :P). Jedną z nich jest ona! Ona sama nawet u Elfnaczi powiedziała o mnie, że 'wydaje mi sie pokrewną duszą' - ładnie, prawda? Ile to my się naszukałyśmy ( na filmwebie :P) - po części łączy nas pasja do filmów czy książek i lubimy te tematy u siebie. Kosmetyka nie jest jej obca i w najprostszy sposób, bez żadnych ozdobników przedstawi Ci wady czy zalety produktu. Nie owija w bawełną, nie próbuje jakoś na siłę zaistnieć - wiecie chodzi mi oto, że nie zabiega o uwagę - ja widzę, że to co robi, robi po prostu z zainteresowaniem i oddaniem. Nie znajdziecie tam luksusu czy drogich marek  - nie, to nie jest złe bo tu mamy po prostu koleżankę, dziewczyną z sąsiedzctwa. Mamy po prostu taką osobą z którą pogadamy o wszystkim , na wszystko razem znajdziemy rozwiązanie i na 100 % zawsze znajdziemy wspólny temat i nić porozumienia. Bo przecież zwykłe, najprostsze rzeczy przedstawione dla nas w taki sposób jaki ona to robi mogą nas zauroczyć ;). Przecież takie osoby też są potrzebne - takie, które są sobą, nie przejmują się niczym i lubią swoją prostotę ;)

4. Smaruje, wcieram, maluję



Kto nie zna Agaty łapka w górę? A teraz powinno Wam być wstyd ;D. Agata jest jedyna w swoim rodzaju! Jest kosmicznie zakręcona, niesamowita i taka 'swojska'! Nie znam osoby, która by tak prowadziła bloga - każdy jej tekst to nie tylko kompedium wiedzy o kosmetyku ale też skarbnica gnialnych tekstów czy zwrotów przez, które można uśmiać się do łez! Ja nie wiem jak on to robi, że każdy jej wpis to nie tylko zwykła recenzja - ona w swoje teksty wkłada kawałek duszy tak, że czytając wszystko robi się dla Ciebie plastyczne. Ja nadal czekam aż w końcu pokaże kolekcję swoich Maczków bo już czuję w kościach co to będzie za kosmos! ;D Zdecydowanie Agata to osoba, której nie grozi pustka na blogu bo śmiało można uznać ją za jedną z najbardziej pokręconych osób! Pokręconych osób w sensie pozytywnym. Jeśli macie doła, chwilę smutku wejdźcie do niej na dowolny wpis - gwarantuję, że humor Wam się poprawi poza tym jej opisy skutecznie zachęcą do zakupów ;D Ale ona sie nie boi tez wytknąć wad! Zrobi w to swój magiczny sposób ale jednak je wytknie, brawo!

5. Iwona Gold: blog o perfumach i kosmetykach



Iwonka ♥ Jej blog to niewątpliwie jedno z tych miejsc, które odwiedzam częściej niż wpisy się pojawią ( popraw się! :D).  Widzicie nazwę bloga - tak PERFUMY! I uwielbiam te tematy u niej , ja po prostu z utęsknienim czekam aż ona mnie czymś zaskoczy - a uwierzcie potrafi pokazać takie marki, które nie są popularne. Poza tym ona jest idealna - mogę jej zazdrościć urody i powiem Wam, że jest czego. To czysta perfekcja - czy to pokazuje cienie/ pigmenty na paczadełkach powiecie wtedy 'wow' czy pokaże jakąś pomadkę westchniecie wtedy i z zauroczenia i z lekkiej zazdrości. Nie raz mówiłam jej, że ze swoim wyglądem a zwłaszcza z pięknymi , pełnymi ustami mogłaby reklamować szminy!. Lubię jej blog za wrodzoną skromność i po prostu za to, że widać iż ona sama w każdy wpis wkłada całe swoje serce, całą swoją wiedzę. Nigdy się nie zawiodłam na tym co pisze - zawsze odpowie na nurtujące pytania, konwersuje z czytelniczkami i ma po prostu ogromny dystans do siebie. Czy to dostanie komplement na temat wpisu czy makiajżu, czy po prostu na temat jej urody czuć, że jej skromna osoba nie spoczywa na laurach tylko po prostu przyjmuje to z 'przymrużeniem oka'. Co mogę więcej powiedzieć? Mam nadzieję, że wiesz jak ważne jest dla mnie Twoje miejsce w siecie bo dzięki Tobie dużo odkryłam ze świata perfum i mam nadzieję, że jeszcze nie jedna osoba będzie zauroczona tym miejscem i jej osobą.

Uff. skończone, znacie moje lipcowe polecenia?;)

Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger