08:43

Clarins instant light natural lip perfector 02 reflet corail

Clarins instant light natural lip perfector 02 reflet corail
Czasami zdarza się tak, że potrzebujemy chwilii odpoczynku od wyrazistego koloru. Mamy dość mocno zaakcentowanego oka czy smokey eyes - wtedy wybieramy kolory neutralne, lekkie, przeważnie są to brązy. Tak samo jest z makijażem ust - czasmi nudzi nam się ta czerwień, ta fuksja, ten coral. Zaczynamy 'węszyć' za czymś lekkim, delikatnym ale nie do końca potrafimy określić o co nam z tym chodzi. Mimo, że potrzebujemy w tym momencie delikatności to jednocześnie chcemy też by to co nałożymy na usta było zachywcające, olśniewające a najlepiej jakby zwracało uwagę innych. Bo przecież nie ma nic lepszego niż słowa: 'o matko! co masz na usteczkach? Jest wspaniały!'. Pytanie tylko czy jest taki produkt, które będzie na tyle delikatny i na tyle wyrazisty by być obiektem westchnień?


Soczysty błyszczyk z pigmentami rozświetlającymi 3D daje efekt pełnych, gładkich ust. Odżywia, naprawia i chroni usta podczas stosowania. Twój uśmiech jest piękniejszy i bardziej pociągający.

I oto jest. Jest na tyle delikatny a zarazem wyrazisty. Jest w ofercie marki Clarins.
Rzesza kobiet na całym świecie na palcach swoich rąk może wymienić wszystkie jego zalety. Czy i dla mnie jest on taki fenomenalny? Czy naprawdę zasłużył na swoją opinię?

Clarins Instant Light na stale może zrewolucjonizować Twój makijaż. Nadaje się zarówno na dzień jak i na wieczór. 


Pod wpływem błyszczyku nasze usta zmieniają się w 'taflę', można powiedzieć, że nasze wargi są 'mokre'. Mój kolor 02 jest bardzo delikatny, chociaż po wyciśnięciu wydaje się być lekko brzoskwiniowy. Oprócz walorów 'kolorystycznych' ( że tak powiem) Instant Light gwarantuje naszym ustom sporą dawkę nawilżenia, odżywienia. Pod jego wpływem usta wydają się na pełniejsze, ponętniejsze. O gładkich i miękkich usta marzy każda z nas - tutaj otrzymujemy takie nawet gdy błyszczyk już dawno zszedł z ust - działa jak dobra pomadka pielęgnacyjna.

Swoje cudo Clarins zamknęło w opakowniu w formie tubki zakończonej gąbką.Słysząc 'gąbka' zaraz mam na myśli coś miękkiego, puchowego a tutaj wręcz przeciwnie wizulanie aplikator na taki wygląda jednak w momencie gdy dotyka naszych ust czujemy, że jest on  twardszy niż można przypuszczać, Broń Boże to nie jest wada! To pozwala tylko na to by idealna ilość trafiła na wargi.



 Żebyście nie myślały moja gąbeczka w tym momencie ma kolor tubki :P Jeśli chodzi o konsystencję oceniam na plus - błyszczyk nie należy do tych klejących. Jest tafla jak wspomniałam ale to nie jest taki efekt jakbyście wysmarowały usta klejem do taper ( nie żebym próbowała).

Co mnie w nim urzekło to słodki zapach! Pachnie słodko, prawie pudrowo, pachnie jak dobre słodycze, po prostu wow, aż chce się go zjeść. Niestety smak ma jak każdy taki produkt blee...

Co do trwałości u mnie to jest góra 2,5 godzin o ile nie jem i nie piję. Schodzi równomiernie, nic nam się nie wylewa poza kontur ust


02 ładnie podkreśla mój naturalny kolor ust, chociaż mam czasem wrażenie że jest po prostu czystą brzoswkinią ( bo coralem to bym nie nazwała). Delikatny, subtelny efekt bardzo mi się spodobał. Miałam czas, że bardzo często tylko go używałam, rezygnowałam z koloru. Jeśli lubicie taki look, lekki świeży to coś dla Was!.



Wypisz wymaluj 02 reflet coral pasuje do mojej rudej osobowości - chciałabym powiedzieć, że fajnie wygląda na tle moich piegów albo raczej one na jego ;P bądź co bądź lubię go ;)

Czy i ja zaliczam się do jego fanek?
Myślę, że tak - delikatny kolor, cudowny słodki zapach podbiły moje serduszko. Możę trwałość nie jest najlepsza( zaraz w końcu to błyszczyk - uff!)  ale za to jak pielęgnuje moje usta mogę to wybaczyć ;)

Całą gamę kolorystyczną czyli 6 odcieni dostaniecie w Douglasie . Jego cena to 75 zł / 12 ml

Jakiś czas temu o odcieniu 05 pisała Patrycja ----> klik

20:07

Listopad w zdjęciach

Listopad w zdjęciach
Uff listopad nie był wcale łaskawym miesiącem dla mnie. Od początku czyli od 1 ten miesiąc był jakiś katastroficzny ( dosłownie i w przenośni) ;x. Co dokładnie się stało zobaczycie na samym końcu. W innych kwestiach - na dwa dni było moja Julia , Julia z którą przyjaźnię się od 19 lat i uwierzcie mi potrzebowałam chwilii oderwania się od tego całego majdanu ;) No ale co nieco udało mi się uchwycić ;). Zacznijmy od tych 'miłych' rzeczy.



Zaczniemy od ostatniego dnia października gdzie moja mama zrobiła takową dynię. To dopiero drugi raz gdy tak się bawiła - wszystko ze względu na tą dwójkę małych szkrabów;) Chociaż oni nawet uwagi nie zwrócili na nią -, - jedynie jeden z moich kotów przypalił sobie brwi gdy dynia nie była przykryta ale z kotem jest ok ;P


Wracając kiedyś od 'dziadków' w sklepie znalazłam takie cukierki. Kupiłam je z myślą o moim Karolu jednak po tygodniu ich chomikowania stwierdziałam, że sobie nie zasłużył na taki miły gest :-D dlatego dostał tylko zdjęcie na pamiątkę tego, że 'BYŁY" :P


'Kaki' czyli jak to mówi moja mała ;) Znaczy się siostry mała ( ale wszyscy i tak myślą, że moja). Nie mogłam się oprzeć i cykłam foto - szkoda, że miałam mało czasu bo zrobiłabym więcej zdjęć ;)


Raj <3 
Urocze pingwinki, co nie? Byłam ostatnio w markecie i powiem Wam, że nie ma już ani jednego buuu a chciałam kupić Karolowi na Święta ;x


Znowu odstawiłam słodycze i jest lepiej niż za pierwszym razem - nie ciągnie mnie do nich ;) Miałam tylko jeden dzień słabości gdzie dzieciaki rozrzucały czekoladę no ale raz mogę przecież spróbować ?;->



Dwa dni z Julią zaowocowały masą zdjęć  - niestety większość nie powinna w ogóle powstać! Korzystając z tego, że Stypka przywiozła swoją lustrzankę zaczęłam narzekać na swój aparat cyfrowy  ( obyś nadal wiernie mi służył!) i myślę poważnie nad zakupem czegoś lepszego - no ale muszę tylko spłacić te 14 rat za lapka i wtedy mogę działać ups, zapomniałam, że wypadałoby mieć jakaś stałą pracę ;)

Uff to na tyle z tego 'dobrego'. Przejdźmy do czegoś bardziej 'niemiłego'. Wiele z Was widziało moje zdjecie ze szpitala na IG.

Tutaj pragnę podziękować każdej z Was, które przesła mi dobre słowo, dodała otuchy. Niby to tylko słowa ale znaczą bardzo dużo! Dziękuję też tym osobom, które później się dopytywały co i jak. No i dziękuję Tobie - Ty wiesz, że gdyby nie TY to bym dostała w głowę! <3

Moja mama trafiła do szpitala dzień po tym jak mój brat  próbował się zabić ... Cóż cisną mi się słowa 'co debil to debil' no ale stało się - ku naszej radości on po 3 dniach wrócił ze szpitala do domu. Bagatela stał się sławny w gazecie i to na pierwszej stronie! Ale tego Wam nie pokażę - i tak dość się juz nasłuchałam na mieście o tym 'wyczynie'

A mama? Spędziła 6 dni na intensywnej terapii po czym wróciła do domu. Oczywiście my to jacyś pechowi jesteśmy bo do tych chorób, które i tak mama ma ( cukrzyca, jaskara, zaćma, guz jajnika) doszły poważne problemy z sercem! Niech to szlag - musi być wszystko na raz.

Na chwilę obecną jest ok, szukamy jakiegoś dobrego kardiologa a ja znowu zmieniam swoje priorytety w życiu, i chyba szybko nie zamieszkam osobno, Ktoś tu musi być.


I nie piszę tego bo 'potrzebuję listości' czy czegoś takiego. Dam radę, damy radę jak zawsze ale to mój blog, moje życie - na wstępie 'czerwonego rozdania' pisałam Wam o tym iż myślałam nad zamknięciem bloga a teraz macie tego powód.

Mam nadzieję, że Wasz miesiąc był znacznie lepszy?

18:21

Październikowo - listopadowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Październikowo - listopadowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
Odwrotnie niż miesiąc temu - nie będzie denka. I uwierzcie mi sama jestem zdumiona tym faktem - w ciągu tego miesiąca zużyłam raptem 5 produktów ( o.O) więc nie ma nawet o czym mówić. W ubiegłym miesiącu nie było nowości - październik nie był w jakiś sposób obfity w zakupy więc nie chciałam tworzyć posta z 3 produktami więc zrobiłam takie dwumiesięczne zestawienie. I w momencie gdy wgrywałam wszystkie zdjęcia pomyślałam 'serio? uzbierało mi się tego aż tyle?'. Bez zbędnego gadania zapraszam do oglądania ;)


 Zaczniemy od najładniejszego zdjęcia  :D( akurat w październiku było mnóstwo słońca). Jeszcze w ubiegłym miesiącu odezwał się do mnie pan Łukasz z perfumy-perfumeria.pl z propozycją współpracy. Trochę sie nad nią zastanawiałam aż w końcu uległam ( jak to baby :P). Do testów wybrałam sobie zapach Eternity Night o którym mogłyście poczytać ----> klik. Próbka Burberry Brit Rhythm nie przypadła mi do gustu więc standard oddałam siostrze ;D


W październiku również miała urodziny moja 'starsza ( blogowa) siotra' *.* Suma sumarów kupiłam dwa błyszczyki Guerlain ( oczywiście jeden dla niej). Mój to odcień Cherry Swing 467 ( swoją drogą ciekawe dlaczego perfumeria podaje tylo pół nazwy odcienia o.O) do kupienia w Douglasie, 135 zł. Kupiłam też pierwszą matową kredkę Golden Rose w odcieniu 17, z którą nie do końca się lubię i mam mieszane uczucia co do niej około 11 zł. A próbkę perfum dostałam do zakupów - zapach kompletnie nie mój tymbardziej mojego Karola -.-


Kiedyś na blogu Agaty ---> klik pod jej jednym z wpisów wspomniałam, że jestem zakochana w zapachu Olympea. Owa cudowna istotka wysłała mi minitaurę tego zapachu *.* ( gdzie najpierw to moja sis sie dorwała z mamą  o.O zgroza!) dziękuję Ci! <3 Do tego dostałam próbkami białej GG ( u mnie tragedija ;x) a w małym pudełeczku była kremik z TBS z najnowszej linii Spa ( miałam  Hawaiian - zapach obłęd! marzy mi się teraz *.*)


Wygrałam też rozdanie u Angeliki ( bliżej znanej jako Blonde Chemist ---> klik). W moje ręce wpadła mgiełka zapachowa Bath and Body Works o zapachu London Tulips & Raspberry tea - idealna na jesień <3 Próbkasy standard zabrała siostra ;) dziękuje raz jeszcze! ;*


Złożyłam też swoje pierwsze zamówienie na goodies.pl. Kupiłam pięć czerwonych wosków - 3 z nich możecie wygrać, Black Cherry pachnie obłędnie natomiast Cranberry Ice pójdzie w świat ( tak sądzę ;)). Akurat był dzień darmowej dostawy czy coś takiego - za woski zapłaciłam jakieś 33 zł ( czy coś koło tego).



To co widziecie powyżej przyszło do mnie w jednej z dwóch paczek z zeszłego tygodnia. Paczkę Dove wygrałam u Angeliki ( znowu) ----> klik! :D Żel tak tak zabrała siostra, antyperspirant mama ( bo lubi ten zapach). Mnie najbardziej cieszy olejek bo tą serię znam i lubię jej zapach ;D. Z racji takiej, że ja nie jem słodyczy ( brawo! znowu :D) to słodkości ( dziękuję za tak miły dodatek :)) oddałam mojej małej ;)


3 pomadki dostałam od mojej Julii która na dwa dni przyjechała do Polski - po części było to spowodowane wydarzeniami w moim rodzinnym domu ( a o tym też będzie! w poście  z cyklu 'miesiąc w zdjęciach') i po części, że musiała coś tu załatwić ;). Wpadły mi dwie czerwienie ( podobno mi pasują :P) oraz matowa pomadka z GR nr 13 ( bo u nas sprzedają testery :P)/ kosztowała coś około 14 zł.


Taką mega paczkę dostałam od Subi ---> klik.  Paczki się nie spodziewałam i księżniczka Subi nawet słówka nie pisnęła! A co było w paczce? Cóż same zobaczce:


Zestaw Sephory robi świetne wrażenie, maskę MK znam, niestety ta nie dla mojej cery ale znam osobę u której powinna się sprawdzić ;*, kolejna maska typu peel off będzie jak znalazł bo Avonowa siękończy no i kremik pod oczy akurat to miałam na liście do kupienia! ;)


Czekoaldowe mydełko Sephory, podkład Kobo, który oddałam siostrze bo dla mnie za ciemny, próbki zapachów Tous ( jak te męskie pachną *.*) , próbki kremów, gąbeczka i mini Lierac *.*


A w torebce Pat&Rub znalazłam masę kolorówki - wszystko idealnie dobrane pode mnie, w moich kolorach - szał ciał! ;D Miniaturkę podkładu oddałam siostrze ( niech ma sie cieszy :D). Róże, cienie, lakiery, pomadki istny mały raj!

Dziękuje Subi! <3

Uff no to koniec :) 
I chyba o niczym nie zapomniałam ;) A jak tam Wasze nowinki?:)

08:09

Calvin Klein Eternity Night

Calvin Klein Eternity Night
W życiu spotykamy wiele osób. Te osoby możemy podzielić na dwa typy: pierwszy typ to taki, z którym możesz 'konie kraść' , taki do którego się uśmiechniesz i będziesz ciągle chciała więcej w Waszej znajomości; drugi typ jest bardziej skomplikowany, zaborczy a nawet argonacki - wiesz od początku, że go nie polubisz. Skreślasz go, odstawiasz, ucinasz wszelkie kontakty - a jeśli ta osoba jest męźczyzną uciekasz gdzie pieprz rośnie, dlaczego? Panikujesz niepotrzebnie i nawet nie myślisz o tym, że ten argonakci, zaborczy męźczyzna ma drugą, głębszą naturę ale w momencie gdy TY zdajesz sobie sprawę z obecności tej drugiej 'jego strony' czujesz, że od dawna ta walka była bezsensowana, poddajesz się mu i dopiero wtedy wiesz co to znaczy'od nienawiści do miłości'. I tak też jest w przypadku prozycji Klein'a: będziesz go nienawidzieć czy kochać?


Eternity Night to nie jest łatwy zapach - tak samo jak nawiązywanie nowych znajomości dla więkoszći z nas nie jest łatwe.

Pierwsze psiknięcie, pierwsze niuchanie i pierwsze rozczarowanie! O tak rozczarowanie - zapach po prostu mnie stłamsił swoją oszałamiającą intensywnością, czułam jak staje się zaborczy, tak jakby po prostu zaznaczał 'teraz jesteś moja'. To sprawka różowego pieprzu, który w pierwszym momencie przejął władzę, jest dominujący, ostry wręcz odpychający! Jednak czekałam, jedną chwilę, drugą chwilę - przecież go nie skreślę, przecież to 'coś' co może być zaborcze może okazać się idealnym partnerem prawda? 
Po jakimś czasie był bunt - mój i zapachu; ja znudzona chciałam tupać nogą ale zapach się przeistoczył i w tym momencie padłam na kolana i pokornie chciałam wołać' Proszę wybacz, nie jesteś wcale taki zły!".



Poczułam śliwkę - nie na tyle mocną, nie aż tak słodką jednak bardzo subtelną, dojrzałą, która ma tu też prawo głosu - tak jak my gdy próbujemy przekonać Go, że popełniłyśmy błąd przekreślając naszą znajomość. 
W tle czuć resztę kompanii - jest kwiatowo, jest wonnie, aromatycznie i 'afrodyzjakowo'

Nuta głowy: różowy pieprz, czarny bez, śliwka lubaszka
Nuta serca: kwiat frangipani, wisteria, jaśmin sambac
Nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, fasola tonka

I tak jak po intensywnej, burzliwej znajomości nadchodzi czas ukojenia, wyciszenia i wzajemniej akceptacji tak jest też z tym zapachem.
Po burzliwym początku nastaje etap zrozumienia , akceptacji i przyjęcia tego co jest nam ofiarowane zapach mimo swojej ostrości pokazuje mi, że potrafi zawładnąć każdym zmysłem, potrafi wzbudzić każdą możliwę emocję a przede wszystkim potrafi mnie rozkochać!


Trudny początek był tylko preludium do czegoś dobrego. Niepotrzebnie się Go bałaś! Naprawdę chciałaś uciec? Dokąd? Przecież wiesz, że prędzej czy później wrócisz po więcej, wrócisz by poznać jego sekret bo skrycie wierzysz, że ten zaborczy, arognacki typ potrafi dać Ci miłości . A Ty chcesz być tą osobą która to odkryje. Chcesz być jego partnerką!


Zapach zamknięty w  cieniowanym fioletowym flakonie skrywa moc, ostrość ale też obietnice czegoś dobrego. I tak jak czarne potrafi być niebo w dniu burzy tak czernią / mocnym fioletem otoczony jest flakon.

Zapach jest bardzo trwały - wyczuwam go przez ładnych kilka godzin - robi wrażenie! Ten zapach idealnie się uplasował w chłodne, jesienne wieczory - w wieczory gdzie szukamy czegoś pikanteryjnego, jednak mimo tego będzie idealnym partnerem nawet w upalną gorącą noc by pobudzić skryte pragnienia!


Eternity Night dostaniecie na Perfumy-Perfumeria.pl . Cena za 30 ml wynosi 84.93 zł.
Jednak jeśli nie jesteście przekonane do tej wersj to ruszajcie go poniuchać do Sephory i koniecznie dajcie znać co  nim sądzicie! ;)

O tym zapachu możecie też poczytac u Anny ----> klik

17:04

Tydzień filmowy #10 - czyli jak nadrabiam zaległości z ostatnich 3 miesięcy

Tydzień filmowy #10 - czyli jak nadrabiam zaległości z ostatnich 3 miesięcy
Nie mam jakoś weny do oglądania filmideł - głównie dlatego, że szkoda mi czasu ( wolę poczytać niż oglądać) a przede wszystkim dlatego, że ostatnio mój brat ściąga sama bezsensowne filmy - nawet kino rosyjskie! Większość z nich potrafi mnie usypać ( dobrze, że nie na amen! :D) więc same rozumiecie szerokim łukiem omijam jego filmowe propozycje. Przejrzałam posty i ostatni taki konkretny post pojawił się w sierpniu ( nie licząć francuskich perełek) a skoro mamy jesień, zimne długi wieczory to dora okazja na to by włączyć tv i coś sobie obejrzeć ;)

1. Tajemnice lasu ( 2014) klik



W każdej gazecie widziałam reklamę tego 'widowiska' - mówię widowiska bo to nie jest typowy film tylko musical ale za to z jaką obsadą! Streep w roli czarownicy, Depp jako wilk ( szkoda, że tak na krótko). Ogólnie podoba mi się pomysł - mamy tu wszystko większe baśnie; Czerwony kapturek, Kopciuszek w dość odświeżonym ( nowoczesnym) wydaniu. Myślałam, ze połącznie kilku baśni okaże się nijakie jednak tu wyszło to całkiem nieźle do tego spora dawka śpiewu ( całkiem dobrego śpiewu).

2. Oculus (2013) klik



Na ten film czaiłam się kilka razy - historia opowiada losy rodzeństwa, które po latach próbują zniszczyć 'nawiedzone lustro'. Powiem tak, pierwsza część mi się trochę wlokła, jednak gdy doszło do samego 'LUSTRA' czad! Film jest tak skonstruowany, że ja jako widz potrafiłam zgubić wątek, poddawałam się 'iluzji' tego lustra. A sam koniec tego jest tak nieprzewidywalny, że po prostu przez kilka minut zbierałam szczękę z podłogi. Nie jest może najstraszniejszy, najbardziej krwawy ale ma w sobie dużo psychologii ( czy czegoś w tym stylu)

3. Idol ( 2015) klik



Na palcach jednej ręki mogę Wam pokazać ile filmów obejrzałam z Al Pacino i wiecie co? Lubię go w tych nowych produkcjach. Tutaj jest showmenem uwielbianym na całym świecie, jednak gdy na swoje urodziny dostaje niezwykły prezent próbuje zmienić swoje dotychczasowe poczyniania. I jak to bywa w grę wchodzi 'utracony syn' - wiecie, jest to bardzo prosta poruszająca historia a raczej wątek ojca z synem i koniec jest piękny jednak głupi - w końcu nie dowiadujemy się niczego konkretnego na temat innych wątków, którymi przez cały film nas raczono.

4. Bez litości 3 (2015) klik



Seria 'Bez litości ( I spit on your grave)' jest serią opartą na brutalnej zemście kobiet, które zostały zgwałcone i skatowane ( prawie). Cechuje ją drastyczna brutalność i nawet mnie czasami to przerażało. Ale ta 3 część to jakiś kompletny niewypał. Historia podobna jak w dwóch poprzednich częściach jednak tu w ogóle te sceny nie są 'drastyczne', nie ma tego napięcia a bohaterowie są do du**y.

5. Minions (2015) klik



Banannananannanana! Uwielbiam i mi się nigdy nie znudzą! Są genialne! <3 Takie tam dziecko ze mnie czasem wychodzi i nie tylko ze mnie bo od samego początku mamy ubaw po pachy! :D Chyba więcej dodać nie muszę ;)


A Wy co byście mi poleciły?
Znacie coś z tego?;)

18:40

Farmona, Tutti Frutti - cukrowy peeling do ciała kiwi & karambola

Farmona, Tutti Frutti - cukrowy peeling do ciała kiwi & karambola
Uwielbiam ten moment gdy otwieram nowe opakownie peelingu. Ten moment gdy biorę naprawdę solidną garść, nakładam na ciało i liczę, że dany produkt wywoła u mnie zachwyt! No ale wiemy - nie ma takiej rzeczy takiego produktu, który by nam pasował w 100 % ( wiecie mam na myśli np.  to: jest dobre więc i więcej kosztuje). Z peelingami to jest tak, że oczekuję mocnego zdzierania, solidnych drobinek i ostatnio na tym polu ulegam ciągłemu rozczarowaniu. Nie wiem czy to ja jestem zbyt wymagająca ( no dobra mogę być nazwa MARUDĄ) czy po prostu nie trafiaąm na nic ciekawego? A może teraz trafiłam na to COŚ?


Pamiętam, że w zeszłym roku Karol kupił mi świąteczny zestaw tej marki dostępny w Biedronce. Teraz gdy zobaczyłam ich kosmetyki w Biedronce ( a raczej kilka tygodni temu) w dość atrakcyjnej cenie postanowiłam sobie sama zapewnić chwilę relaksu i wybrałam sobie jeden peeling i mus do ciała. Ja, jak to ja zaczęłam od peelingu, który powiedzmy sobie szczerze ma potencjał na ulubieńca ale nie jest pozbawiony wad!


Myje, peelinguje tak jak każdy taki produkt ;). Po użyciu peelingu skóra jest fajnie gładka, odżywiona i natłuszczona ( i to się może nie podobać). I wiecie co? Mi z początku to nie odpowiadało - ok ciało balsamuje codziennie ( ogólnie mój Karol ma jakąś 'obsesję' na punkcie mojego balsamowania i balsamy może mi kupować w ilościach hurtowych ) to trudno mi się przestawić na nie-balsamowanie. No ale spróbowałam - i niewytrzymałam długo. Mimo tej tłustej warstwy, ja i tak balsamuję ciało - nie wiem, może to źle może nie ale sama 'warstwa' nie jeste dla mnie wystarczająca, po prostu nie jest to taka dawka 'nawilżenia', do którego 'przyzwyczaiłam' moje ciało ;). Ta tłusta warstwa może być uciążliwa - o ile na nogach czy brzuchu ją mogę tolerować ( w końcu jak idę spać to to mam zakryte) tak na odkrytach wieczorem ramionach już nie - czuję sie taka 'niedomyta'?

Ogólnie peeling spisuje się w swojej roli ale nie jest to jakieś hiper wow - robi to do czego został stworzony ;)


No i masz babo placek ... a raczej parafinę, którą nie każdy lubi czy toleruje. Ok ja z nią większego problemu nie mam - jakoś przywykłam, do tej tłustej warstwy na ciele ale skoro jest na ciele to i ...  nie mogę pominąć faktu, że cała wanna zamienia się w jedno wielkie śliskie miejsce ( czytaj lodowisko)! Dosłownie!
A wierzcie mi zmywanie tego 'tłuściocha' nie należy do przyjemnych rzeczy.
Peeling w żaden sposób mnie nie podrażnił ani nie uczulił.

Produkt mamy zamknięty w plastikowy, okrągły pojemnik a raczej w wielki 'słój' :). W końcu mamy tu nie małą pojemność bo aż 300 g!  Pod nakrętką ukazuje nam się sreberko więc źle nie jest. Z początku myślałam, że plastik jest przeźroczysty jednak gdy zaczęłam stosować peeling zauważylam że to taka podpucha - plastik w środku po prostu jest zielony.

Ta zieleń na opakowaniu mi sie podoba - na etykiecie mamy wszystkie informacje jednak pod wpływem wody, nawet przelotnego kontaktu plastiku z wodą wszystko się odkleja!Wtedy to wygląda brzydko ;x


Po oderwaniu sreberka ukazuje się nam zielona masa. Wbrew pozorom nie jest zbita!Łatwo się ją nakłada. Peeling w swej zielonej naturze ma zatopione czarne drobinki, które mi przypominją KIWI!
Czasem mam wrażenie, że ktoś po prostu rozgniótł kilka sztuk kiwi, dodał olejek i cukier i mamy nasz produkt:).

Same drobinki są średniej wielkości - nie jest to mocny ździerak ( a szkoda!) ale jest przyjemny ;). Pod wpływem lekkiego masażu kryształki rozpuszczają się powli tworząc lekką niby białą otoczkę. Mówię niby bo w momencie gdy nasze kryształki ulegają rozpuszczeniu to woda barwi sie na zielono!

Zapach jest lekko kwaśny, cytrusowy można powiedzieć, że orzeźwiający - lubię takie. Nie mam pojęcia jak wygląda karambola i jak / czy w ogóle pachnie ale w większości ja w tym peelingu dostrzegam najwięcej kiwi! ;). Po wyjściu z wanny zapach szybko znika ;x Zapomniałam dodać, że jest wydajny - i starcza na kilkanaście użyć!


Peeling ma naprawdę spory potencjał - zapach, który mnie kupuje od razu, energetyczny kolor, który naprawdę potrafi wywołać uśmiech no ale gdyby nie to, że jest ta tłusta warstwa ( no dobra mogę przymknąć oko na nią) to z całą pewnością byłby moim tymczasowym ulubieńcem ;)

Poza tym ten peeling to taki przyjemny średniaczek - do mojego ulubionego cukrowego z Bielendy mu daleko ale jeśli nie macie kłopotu  z parafiną to możecie spróbować ;)

Peeling dostaniecie w sklepie internetowym Farmony o tu w cenie 15 zł.

09:00

Bioderma Sensibio Eye

Bioderma Sensibio Eye
Przyznaję się bez bicia - okolice oczu to miejsce, któremu nie zawsze poświęcałam swoją uwagę. Nie należę do osób, które mają cienie, obrzęki/ opuchliznę czy jeszcze jakieś inne wariacje w tej strefie więc zawsze wszelkiego rodzaju pielęgnacja szła w odstawkę. I gdyby nie blogowanie i Aguś <3 nadal bym tkwiła w martwym punkcie - od kilku miesięcy kremy / żele dedykowanej okolicy oczy są moim przyjaciółmi. Jak to się mówi: 'lepiej późno niż wcale'.


Chyba każda z nas miała już kultowego micela. Każda z nas słyszała o marce, o produktach. Sama miałam 4 produkty, które w większości wywarły na mnie pozytywne wrażenie a jak to jest w tym przypadku. Nadal mamy dobre relacje?


Z racji takiej, że moja skóra w tym miejscu nie jest kapryśna (odpukać!) to bardzo ciężko było zaoobserwować jakieś większe zmiany podczas stosowania tego kremu. Po kilku tygodniach z całą pewnością mogę stwierdzić, że żel dobrze nawilża ( dla mnie wsytarczająco jak na razie). Ogólnie pewnie gdybym miała jakieś wielkie wory pod oczami to bym zauwazyła zmiany ale ja naprawdę z moim paczadełkami i skórą pod nimi żyję w zgodzie ;). Krem jest bardzo delikatny, nie podrażnia ani nie uczula. Ciężko doszukać sie jakiś głębszych i większych efektów / rezultatów - wiecie to taki kremik ' dobry na jakis czas ale nie na tyle by ponownie kupić'.

To nie jest tak, że ten krem nie działa - działa ale delikatnie / doraźnie. Mimo, że mamy tyle obietnic na opakownaiu, tyle pięknych sloganów ciężko samej się dopatrzeć tych obiecanych efektów więc te z Was, które po takim produkcie oczekują 'wow' tutaj mogą się mocno rozczarować ba, nawet nazwiecie go 'bublem'.

Miękka tubka zakończona kaniulą to gwarancja i pewność, że zużyjemy cały żel! Produkt możecie dozować prosto pod wskazaną okolicę lub po prostu tak jak ja to robię, dozuję sobie na paluszek po czym deliaktnie aplikuję na skórę. Można go stosować 2 razy dziennie ( sprawdza się pod makijażem - nie roluje się) ale ja stosuję go tylko wieczorem ;)
Żel jest bezwonny, o fajnej lekkiej konsystencji.. Łatwo się go aplikuje i rozprowadza - wchłania się szybko.


Może się wydawać,  że ta mała tubka 15 ml będzie na kilka użyć ale ale! produkt jest niesamowicie wydajny - już niewielka ilość nam wystarcza - stosują go codziennie od 2 miesięcy a nawet nie zużyłam połowy!

Wydajny, delikatny a co z działaniem wiadomo, nie jest to żaden mocny zawodnik ;) Ja go nawet lubię ;)

Kupicie go w prawie każdej aptece internetowej a cena za 15 ml waha się od 24 do 45 zł.

Ostatnio o tym kremiku pisała też Agnieszka, poczytajcie klik.

A Wy co teraz używacie pod paczadełka? ;)

17:06

Kilka modowo - urodowych rzeczy ( wpadek), które na pewno zapamiętam do końca życia ( które można jeszcze spotkać)

Kilka modowo - urodowych rzeczy ( wpadek), które na pewno zapamiętam do końca życia ( które można jeszcze spotkać)
Wiecie, za każdym razem jak czekałam na autobus by jechać do mamy do szpitala miałam okazję popatrzeć na przechodzących ludzi. Nie żebym wcześniej tego nie robiła ( jakby nie było ciekawszych rzeczy do roboty) ale teraz miałam czas aby im się przypatrzeć - nie tyle im ale dodatkom, makijażowi, strojowi. Ok , myślę sobie - mieszkasz na ''wsi'' więc to naturalne, że one / oni tak wygladają.
Dzięki temu wpadłam na pomysł kreatywnego posta (takowego nie było już od xxxx czasu). Patrząc na ludzi przypomniały mi sie moje czasy podstawówki / gimnazjum ( jakieś 10 lat wstecz) i co było wtedy modne - idąc tym tropem przypomniało mi się kilka urodowych rzeczy, któe sama sobie zrobiłam ale wtedy to był koszmar! Jesteście gotowi na na modową - urodową podróż w czasie ?

1. Białe kozaki.


O matko, zmora mojego 'dzieciństwa'. Na ten syndrom chorowała moja siostra - naprawdę, miała może 16- 17 lat i truła tyłek mamie 'ja chcę białe buty'. Aż je dostała - nie mam pojęcia co w nich było takiego - długie białe kozaki ( najlepiej na szpilce) do tego mini i strój gotowy. Do dziś taki widok mnie śmieszy - sorry ale tego fenomenu nigdy nie zrozumiem i nie pojemuje tego 'bum' na taki 'look' - ok, dobra dowód nr 1. białe kozaki są nadal modne ( widziałam na swoje paczadełka).

2. Futrzane kozaki + mini ( najlepiej w  kratkę)


Na mini w kratkę chorowałam i ja, jednak gdy miałam te 17 - 18 lat źle się czułam z odsłoniętymi nogami ( dziwne, nie?). Inaczej było z moją o rok młodszą siostrą. Tak, znowu ona. Mini miała, nawet futrzane kozaki uwaga, uwaga w białym kolorze! Był czad! Kozaki siostra kupiła tylko dlatego, że .... na jakimś występie miała je DODA o.O. Fajne włochate, ale nie nadawały sie do niczego, założyłam je raz i powiem Wam, że czułam się jak 'WIELKA STOPA" - dowód nr 2. ostatnio w necie zobaczyłam że  jedna z słynnych gwiazdek znowu lansuje modę na 'futrzaki'.

3. Karbowane włosy.

   źródło

Byłam chyba na początku gimnazjum kiedy powstał 'bum' na to. Na jakaś gwiazdkę mama kupiła nam prostownicę z karbownicą *.* - to był czad. Moja siostra miała non stop 'frytki' na włosach , ja też chciałam ale ale ... ja mam naturalne loki i nigdy karbownica nie zrobiła mi 'frytek' na głowie ;x, zawsze mnie to wkurzało ;/. Za to znaam jedną dziewczynę, która notorycznie do lat 19 karbowała włosy ba!  a innym wmawiała 'to moje naturalne'- dowód nr 3. w podstawówce ten szał trwa nadal :)

4. Bez grzywki , bez brwi.


Nie mam nic do krótkiej grzywki- jeśli ktoś lubi to niech taką nosi ;), jednak ja kiedyś byłam bez niej! Dlaczego? Suszyłam włosy na lokówko suszarce mamy, akurat miałam grzywkę, nawinęłam i ... wkręciłąm włosy - dla 15 latki to koszmar! Głupia ja, nie zawołałam mamy by to rozplątała, tylko wziełam nożyczki sciełam wszystko przy samej skórze - DOSŁOWNIE! Do dziś wszyscy to pamietają ;x.

O ile krótka grzywka mi pasi to kobieta bez brwi już nie. Moja przyjaciółka Julia (  skoro przyjaźnimy się te 19 lat to mogę to powiedzieć :D też Cię kocham! <3) miała pewien okres w swoim życiu, że zgoliła sobie brwi. Sorry ale wyglądała jak pół tyłka ... :D Serio, zamiast brwi była czarna krecha, czarną jak smoła kredką ( dzięki Bogu masz teraz mnie! <3) i tu dowód nr 4 bo widzę panie, które brwi nie mają - zamiast tego jest gruba czarna krecha ;O

Uff, i mamy koniec ;). Jestem ciekawa czy Wy pamiętać coś z tych kilku rzeczy ze swoich / teraźniejszych czasów? A może o czymś wspomnieć zapomniałam? :)




Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger