Organique balsam z masłem shea czarna orchidea

By Justyna Wiśniewska - 23:06

Zapowiedzi o tej serii rozgrzały fanki tego mazidła. Nie da się ukryć, że nim nowa linia zapachowa trafiła na półki marki Organique  już było wiadomo jedno: to będzie cudowny aromat. Czarna orchidea czyli nowy rytuał pielęgnacyjny, który dostępny jest jakoś od początku roku błyskawicznie zaskarbił sobie przychylność kobiet. Głównym jego atutem (podobno) jest niesamowicie seksowny i uwodzicielski zapach . Uwierzcie mi, kiedy ja dostałam ten balsam byłam wniebowzięta: do dziś czytam (w większej mierze) same ochy i achy o nim i naprawdę bardzo, ale to bardzo liczyłam na to, że ja w końcu nie będę marudzić i poprę każdą opinię wydaną na jego temat. Niestety między nami nie zaiskrzyło tak mocno, grom nie walił się z jasnego nieba, nie, nie jest źle ale razem z nową nutą zapachową zmieniło się też kilka elementów tego balsamu i z czystym sumieniem mogą teraz powiedzieć... znaczy się mogę trochę marudzić ;D


Porównanie mam i nie będę ukrywać, że znajdziecie tu odniesienie do poprzedniej wersji, którą miałam (balsam z masłem shea mango), zresztą tego chyba nie uniknę ;). Black orchid zdecydowanie przypadnie większości kobiet do gustu jednak ja jak zwykle jestem inna i mi w nim coś po prostu nie gra :D. Nowy zapach, nowa formuła, która była dla mnie ogromny zaskoczeniem! ;)

W kwestii działania nie mam mu nic do zarzucenia - jest identycznie jak w przypadku wersji mango:

  • odżywia - w końcu mamy tu shea na pierwszym miejscu w składzie, to odżywienie czuć i naprawdę skóra (na swój sposób) Ci za to dziękuję,
  • regeneruje - oj tak, jak w przypadku wersji mango, idealny po depilacji, na suchą / szorstką skórą istny kompres,
  • nawilża - nie będę pisać poematów bo nawilża bajecznie i długotrwale, czuć to na skórze następnego dnia,
  • natłuszcza - a to zasługa wszystkich olejków, które wręcz czuć podczas nakładania balsamu,
  • delikatny, nie podrażnia i nie uczula.
Jeśli któraś z Was zajrzała do poprzedniego wpisu to zauważyła, że działanie ma jednakowe, wydajność ma też niesamowitą więc do czego do jasnej cholery ja się czepiam?

BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), CERA ALBA (BEESWAX), CETEARYL ALCOHOL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL, VITIS VINIFERA (GRAPE) SEED OIL, PARFUM, TOCOPHEROL (MIXED), BETA-SITOSTEROL, SQUALENE, APLHA-ISOMETHYL IONONE, BENZYL SALICYLATE, CINNAMYL ALCOHOL, CITRONELLOL, COUMARIN, GERANIOL, HYDROXYCITRONELLAL, LIMONENE, LINALOOL.



Czego się czepiam? Nowej formuły... I choć to zabrzmi dziwnie  to jednak tęsknie za tymi grudkami z wersji mango ;(. Nie mówię, bo w owocowym rytuale musiałam wypracować sobie plan działania z nim - kiedy jednak to nastąpiło było wielkie wow i same zachwyty! Tu jednak nie ma grudek w konsystencji i ja po prostu nie umiem się przekonać do niej ...
Konsystencja jest twarda, zbita i musicie uwierzyć mi na słowo, że ja na samym początku balsam wybieram łyżeczką! Nie dało rady paluchami, prędzej połamiesz sobie paznokcie niż się do niego dobierzesz ;/. Wydaje mi się też, że wersja mango mimo grudek w konsystencji była bardziej 'elastyczna', bardziej przyjazna i 'gotowa do pracy'. Nie powiem, ta formuła nie jest szczytem marzeń, osobiście brakuje mi grudek (dziwne nie? :D) ale jakoś od połowy opakowania z balsamem pracuje się lepiej, jest jakby 'luźniejsza' i łatwa w operowaniu,

Choć jedno mnie martwi, ten balsam, ta wersja nie nadaje się do nakładania po kąpieli (przynajmniej u mnie) bo ... się zbiera w jedną grudkę na skórze i nijak nie da się jej rozsmarować, tak jakby wszystko zlewało się w jedno miejsce :O, poza tym nic nie mam mu więcej do zarzucenia :P

Opakowania nie muszę komentować, w końcu to Organique ;D, Napomknę tylko, że podczas upadku wieczko mi się wygięło w drugą stronę a co! Mam tę moc przecież ;D



Kulminacyjny punkt tej recenzji to kwestia zapachu :D. Tu pragnę wspomnieć, że zapach to zawsze kwestia indywidualna ale ja od momentu odkrycia w sobie zamiłowania do świata perfumiarstwa stałam się kompletnym odmieńcem w tej kwestii i po części nie podzielę zachwytów nad nim, dlaczego? A no, bo się naczytałam jaki to on jest, wszystko mi opadło z wrażenia i zaczęłam się zastanawiać czy ja naprawdę mam ten sam balsam co inni? Czy mój nos mnie po prosty zwiódł na manowce?

Po pierwsze fakt oczywisty zapach jest ultra lekki , kobiecy i delikatnie zmysłowy: podkreślę Wam te wyrazy bo to akurat jest ważne, nie jest on nachalny, ani nurtujący, po prostu 'jest'. Lekko perfumeryjny, słodko - kwiatowy i z tym się zgodzę.
Po drugie nie wierzcie w słowa 'intensywny i zastąpi perfumy' bo:
a) albo ten ktoś ma coś ze swoim nosem nie tak,
b) wysmarował całe opakowanie na jedną partię ciała,
c) nie miał styczności z dobrymi perfumami.

Zapach znika po 1,5 h i nie ma, nie czuć i choćbym chciała, skupiła się na nim nie czuję już go nic a nic. I to jest dla mnie ogromny minus bo wersja mango ta miała moc: pachniała nią piżamka, koc, pościel i to przez kilkanaście dni od jego aplikacji na ciele - w tym przypadku zapach jest ładny, stworzony dla kobiety z myślą o kobiecie, ale tak naprawdę nie jest intensywny i obezwładniający (jak powiadają - i tu poległ kompletnie bo mango to mango).



Nie jest zły, ale czegoś mu brakuje, Jeśli wrócę do tych balsamów to do wersji z mango, która jest najlepsza, a sam jej zapach jest trwały jak diabli. Tu jest dobrze, rozumiem zachwyty nad nim jednak tak do końca ich nie popieram ;). Najlepiej samemu wypróbować , a wiem, że są osoby które nie przepadają za takimi konsystencjami ;).

Dostaniecie go w sklepie Organique ---> klik, w cenie 37.90 zł / 100 ml; 66.90 zł / 200 ml

P.s dziewczyny też o nim wspominały:

Ania ---> klik
Aga ---> klik

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze