20:15

Styczniowe nowości w mojej kosmetyczce + wyniki konkursu BodyBoom !

Styczniowe nowości w mojej kosmetyczce + wyniki konkursu BodyBoom !
Tak naprawdę dumam nad tym czy pokazać Wam te 'nowości'. To raptem kilka drobiazgów tych najpilniejszych, jedna niespodzianka, jedno rozczarowanie oraz paczka, o którą walczyłam dla Was a i ja zostałam nią obdarowana ;). Wszak nic szczególnego, można powiedzieć 'takie tam' ;). Ale, że zakończył się konkurs BodyBoom i chciałabym aby moje czytelniczki już mogły cieszyć się swoimi paczkami to szybciutko pokażę Wam nowości i pozwolę dwóm osobom się cieszyć jak diabli  ale to już na samym końcu :D


Pierwsza paczka tak naprawdę przyszła do mojej mamy. 11 stycznia mama miała urodziny i jakie było zdziwienie gdy moja 'przyszywana' siostra Aguś podesłała dla niej te kilka drobiazgów ( aczkolwiek dzwoniłaś akurat jak pichciłam obiad :D) .  Mina mamy i jej zadowolenie mówiło samo za siebie :D Co prawda mama powiedziała 'biorę lakier Ty weź sobie resztę'  co mnie cieszy bo wiecie jak kocham mango :D. Róż z Sephory jest bardziej brzoskwiniowy niż na zdjęciu co mi się strasznie podoba ;)  Masełko Delia jeszcze chwilę poczeka na swoją kolej a lakier ma naprawdę śliczny kolor i z tego co widzę to najczęściej noszony kolor przez moją mamę . Dziękujemy Agu ♥ zresztą Ty wiesz najlepiej :D :*


A oto i moja nagroda z Douglasa ;D Balsam do ust EOS w wersji Strawberry Sorbert ( tak mi się przynajmniej wydaje ;D). Wystarczyły mi 3 dni z nim i kto zgadanie jakie mam o nim zdanie? :D No na pewno nie zgadniecie hahaha ;D. Co prawda kawałek mi już pewna blond glajda użarła ale wątpię, że zmienię zdanie co do tego produktu ;D.


Taaaaaaak! Zrobiłam swoje zakupy po raz pierwszy od dłuższego czasu :D. Za wszystkie produkty z Avonu zapłaciłam 26, 98 zł bodajże ;D. O olejku do włosów pisałam kiedyś a z tego co pamiętam był w promocji więc chętnie kupiłam go ponownie ;D. Zarówno żel jak i maseczka oczyszczająca to dla mnie nowości i kupione z powodu ' bo tamto się skończyło'. Póki co działają fajnie i się dziwię, że wcześniej ich nie kupiłam ;D.


A to już paczka o którą walczyłam dla Was :D. Nie ukrywam, że chciałam Was obdarować i liczyłam na cud, więc pisząc do marki BodyBoom nie spodziewałam się, że aż 3 z Was będę mogła obdarować . Nie spodziewałam się też, że jedna paczka będzie tylko dla mnie, dziękuję! A może zrobić jakieś ogólne porównanie zapachów co?;)

No i z nowości to już wszystko, teraz mam dla Was tą przyjemną część ;). Przypominam, że do rozdania były 3 zestawy ( identyczne jak mój): dwa tutaj + 1 na Instagramie ;).

Pierwszą odpowiedź wybrałam ja, drugą moja Julia bo ja miałam problem z tym a poza tym nie chcę by ktoś mówił ' że to było ustawione' ;). A więc nagrody lecą do:

1. Esy, floresy, fantasmagorie za Bellę:

 Mam dwa niezawodne sposoby. Pierwszy z nich to futrzaste serce na 4 łapach, które zwie się Bella ;) Jej spokojny oddech, ciche popierdywanie przez sen i dotyk jest najlepszą relaksującą terapią. Drugi, to długa kąpiel pełna aromatycznych olei, piany. Ciepło świecy i kubek gorącego kakao odgoni złe myśli (na jakiś czas, przynajmniej). Obowiązkowo w tle specjalnie wyselekcjonowana muzyka. Bo działam polisensorycznie.

2. Z kolei moja Julia wybrała Belitkę za alkohol i pianę ;D:

Kiedy mam taki kiepski dzień jak dzisiaj, to wychodzę z pracy jak strzała. Pięć minut późnej jestem już w domu, zaglądam do kuchni, gdzie mąż już jest gdzieś w połowie gotowania obiadu ;) Kończymy razem (jakkolwiek to brzmi), a później zwyczajnie idę się odprężyć do wanny wypełnionej pianą. Obowiązkowo z lampką wina albo po prostu z podwójną, dobrą szkocką. Nie piszę wierszy, ale czasem czytam ksiązki. A jak nie czytam to chętnie przesiaduję na Instagramie, gdzie zawsze znajdę dobre słowo u przychylnych mi ludzi. I już! Tak wygląda mój idealny wieczór: to mieszanka męża, koleżanek, dobrych kosmetyków i czasem lampki wina :)

Gratuluję serdecznie i proszę szybciutko o adresy :D 
Reszcie dziękuję i do następnego! ;)

11:32

No bo jak to? Ja powinnam dostać Chanel! :D

No bo jak to? Ja powinnam dostać Chanel! :D
Każda z nas choć raz brała udział w jakimś konkursie. Czasem się uda, czasem nie. Czasem masz tę odrobinę szczęścia i wygrywasz. Zdarza się tak, że jak wygrasz a dostaniesz nagrodę to nie wiesz co masz zrobić. W normalnych okolicznościach ten post by nie powstał ale pod dyskusją na blogowym Fb przeczytałam komentarz , który dał mi do myślenia. Czy ja faktycznie przesadzam? Czy może marudzę bo nie mam do czego się przyczepić? Aż w końcu zadałam sobie pytanie czy mi naprawdę chodziło po głowie , że dostanę jakieś Chanele? :D

Może zaczniemy od początku. Mamy grudzień, miesiąc gdzie królują prezenty , gdzie można spotkać mnóstwo konkursów. Perfumerie Douglas w tym szczególnym czasie także zorganizowały konkursy, tak dwa: konkurs świąteczny jak i konkurs 'subskrypcje' ( gdzie trzeba było subskrybować kanał YT Beauty stories').
W konkursie świątecznym na 20 odsłon udział wzięłam dwa może 3 razy i za każdym razem pech - bywa i tak ;). Kanał Beauty Stories lubiłam, komentowałam i nie liczyłam, że w ogóle kopnie mnie zaszczyt bycia nagrodzoną. Po prostu byłam komentowałam filmiki - nie pisałam wierszyków, nie komplementowałam tylko pytałam, oceniałam jak to zwykle bywa ;). Aż pewnego razu już na samej końcówce tego konkursu czekała mnie niespodzianka ;) A właśnie taka ;)



Zdaje sobie sprawę, że były osoby które komentowały by COŚ dostać. Doskonale to wiem, jednak jak widać ja starałam się coś pokazać / wnieść/ wynieść z tego konkretnego filmiku ;).
Uradowana poszłam czytać regulamin owego konkursu, w którym zawarte jest:

Bardzo mnie to ucieszyło, wróciłam do filmików bo może któraś z dziewczyn zostawiła info na temat  nagród. Zazwyczaj padało zdanie ' pamiętajcie, że każdego dnia wybieramy 5 osób, które zostaną nagrodzone kosmetykami'. No i masz. Człowiek się cieszy bo chociaż raz ktoś go docenił, przecież to takie miłe ;).
Mijały tygodnie, minął prawie miesiąc a ja nadal paczuchy nie widziałam. Bodajże w środę napisałam do Douglas'a czy abym na pewno podała dobre dane bo się martwię - odpowiedź była jedna ' wszystkie niespodzianki są wysyłane'. I jak tu się nie cieszyć? ;D
 Już na drugi dzień dostałam info od kuriera DHL , że jutro będzie. Niestety albo stety kiedy przyjechał kurier nie było mnie w domu. Bo wiecie jak dostałam od siostry tą małą bąbelkową kopertę i zobaczyłam jej 'nagrodę nie przekraczającą wartości 600 zł' to oniemiałam. Totalny szok! Pierwsze:  napisałam na FB co byście Wy zrobiły z owym fantem: mnóstwo z Was było oburzone, wiele pisało, że by im przygadało bo tak się nie robi.



A więc napisałam do perfumerii wiadomość prywatną. W międzyczasie Wy moje wspaniałe czytelniczki wyraziłyście swoją opinię na ten temat. Okazuje się, że wiele firm stosuje taką taktykę: zapewnienia o mega nagrodzie a przychodzi co do czego dostajesz albo jeden pospolity produkt lub gromadkę próbek. Zachowanie takie oceniłyście jako 'strzał w kolano' lub ' to są Janusze biznesu ;D". Podkreślałam, fakt, że nie chodzi mi o konkretną nagrodę ale fakt co oni 'obiecywali' w regulaminie. Gdy cierpliwie czekałam na odpowiedź dostałam kilka wiadomości od osób, które zostały nagrodzone i też dostały owy produkt, i co usłyszałam? Że to komedia i kpina, wielkie rozczarowanie i robienie nas w przysłowiowego 'konia'. Było wiele frustracji, żali, że my nagrodzeni zostaliśmy potraktowani produktem z kategorii 'macie byle co i cieszcie się'. Do tego momentu głośno nie mówiłam, nie oznaczałam perfumerii dopóki nie dotarła odpowiedź sugerująca mi, że mam chyba problemy z czytaniem.


Nie piszę tego posta by był hejt na perfumerię piszę po to by każda z Was wiedziała, że ma prawo powiedzieć swoje.
Masz prawo głośno wyrazić swoje zdanie na temat jakiejkolwiek nagrody. Nie musisz potulnie udawać 'wow, wspaniale' skoro wiesz, że co innego było mówione/ napisane a dostałaś w zamian rozczarowanie. Nie chcę by zaraz ekipa z Douglas'a mi wysłała jakieś Chanel czy coś chcę tylko pokazać, że czasem musisz po prostu wyrazić to co czujesz. A czułam dużo, od smutku, po rozczarowanie aż w końcu po mega wnerw .
A więc czy jestem niewdzięczna? W końcu balsam EOS i tak zużyję, w końcu każdy uczestnik coś z nim zrobi. Jednak czytając dwa komentarze pomyślałam ' może zbytnio przesadzam a moja reakcja była wyolbrzymiona'? Przeczytałam raptem dwa zdania:

'Wywiązali się z regulaminu ... więc?' orazGdyby określili kwotę 10tys to tez byś byla niezadowolona z np. Wakacji na Krecie, bo Ty chciałaś Zanzibar...'

I to mnie zabiło ( metaforycznie :P) . Bo zadałam sobie pytanie czego oczekiwałam? I nie umiałam odpowiedzieć. Nie miałam pojęcia co to za nagroda, co Douglas dla nas szykuje ale skoro to było powiązane z konkursem świątecznym, w którym można było wygrać  m.in kosmetyki Eris, perfumy czy paletki to człowiek liczy po cichu, że może coś z tej kategorii?

Suma sumarów swoje zdanie wyraziłam w poście na ich stronie i wiecie co? Pierwszy raz poczytałam co o nich mówią. Bywa i dobrze ale i też źle. Są skargi, zażalenia i wiem, a raczej utwierdziłam się w przekonaniu że powiedzenie swojego zdania by wszyscy wiedzieli pozwoli innym przestrzec się na takie 'łapki'. Bo czasem po prostu musisz z siebie to wyrzucić, tupnąć, krzyknąć czy wyrazić swoje ogromne ALE. Marudzę? Po komentarzach, wiadomościach wiem, że nie. Takie zachowanie nie przystoi tak renomowanej perfumerii. Oczywiście będę nadal udzielać się na ich kanale, oczywiście jak będzie jakiś ciekawy konkurs wezmę udział bo kto mi zabroni? 
Wiecie co? Wydaje mi się, że Douglas'a to przerosło. W konkursie świątecznym zostało nagrodzonych jakieś 100 osób - oczywiście nagrody z wysokiej półki. To wszystko to są koszty, opłaty i inne. Wydaje mi się, że lekko przesadzili oceniając swoje możliwości czy zasady panujące, by i tym z konkursu subskrybenci dać coś więcej niż balsam EOS. A wystarczyłoby napisać w regulaminie czy nawet teraz 'przepraszamy, nasz regulamin został źle sformułowany'.


Cytując klasyka ' jebło to jebło, na **uj drążyć temat' zakończę ten wątek :D. 
Czytelniku wiedz jedno, że zawsze masz głos i użyj go kiedy się z czymś nie zgadzasz. 

Co Wy na to? Miałyście kiedyś podobną przygodę z konkursową nagrodą? Powiedziałybyście swoje zdanie w takim przypadku? A może i Waszym zdaniem po prostu wyolbrzymiłam problem? ;)

23:18

Szybka trójka: Jimmy Choo Jimmy Choo, Salvatore Ferragamo Emozione, Carolina Herrera 212 VIP Rose

Szybka trójka: Jimmy Choo Jimmy Choo, Salvatore Ferragamo Emozione, Carolina Herrera 212 VIP Rose
Szybka trójka miała się pojawić już kilka dni temu, alee... sprawy się pokomplikowały kiedy mój lapek się zbuntował i postawił mnie przed faktem dokonanym: czas zrobić reinstalację systemu. Także przed dwa dni, odcięta od świata blogowego starałam się ułożyć trzy nowe historie. Było ciężko ale w końcu się udało a efekty poniżej ;)


1. Jimmy Choo Jimmy Choo

Nuty głowy: nektar gruszkowy, włoska pomarańcza,
Nuty serca: orchidea tygrysia
Nuty bazy: karmel, indonezyjska paczula
Rodzina olfaktoryczna: szyprowo-owocowa



Słodkie lenistwo. Błogi czas, bez zbędnych smutków. Cieszysz się kiedy kupujesz zwykłego lizaka w osiedlowym sklepiku. Uśmiechasz się do pary staruszków, którzy dzień w dzień siedząca na tej samej ławce i gawędzą jakby mieli po 20 lat.Lekkim krokiem idziesz do domu - nie przeszkadza Ci nawet fakt, że Twoje osiedle to nic innego jak blokowisko - szare, ze skrawkiem zieleni. Bo dziś czujesz się dobrze. Dziś czujesz się poprawnie, lekko i doceniasz małe rzeczy. Z czeluści szafy wyciągasz swoją letnią sukienkę na ramiączkach, chwytasz piknikowy kosz i udajesz się na swój skrawek zielni. W tym momencie nie obchodzi Cię kto / co o Tobie powie. Rozkładasz koc, wyciągasz owoce i powoli ciesząc się promieniami słońca jakby nic na świecie nie było ważne cieszysz się chwilą. Obierasz, kroisz owoce, z gruszki delikatnie kapie Ci sok na ręce, gdzieś na koc upada cząstka pomarańczy a z domowego drożdżowego ciasta ucieka Ci kruszonka. Zaczynasz się śmiać jak nigdy dotąd. W normalnych okolicznościach Twoje nerwy byłyby ogromne ale nie dziś. Bo wiesz czemu akurat nie dziś? Bo dziś czujesz się wyjątkowa. Dziś czujesz się piękna, kobieca i taka 'sobą'. Bo kiedy wracałaś z siatami do domu pewien miły pan powiedział Ci ' dzień dobry pięknej pani', bo życie jest piękne. Słodko gorzkie ale Ty sprawiasz, że dziś Twój dzień jest słodki jak plaster miodu. Żyjesz teraźniejszością, siedząc na kocu, zajadając smakołyki zdajesz się fruwać niczym w  różowej bańce. Słodko, słodko, i jeszcze raz słodko bo ktoś się uśmiechnął a Ty postanowiłaś sprawić, że teraz ten czas będzie 'tęczowy'.
I taki jest Jimmy Choo, słodki wręcz do rany przyłóż. Owocowe otwarcie wywołuje uśmiech na twarzy i dzień od razu staje się piękniejszy. Gdzieś w tle miga ta orchidea, nadaje rysu i kolorytu. Nadal jest słodko ale poprawnie. Można powiedzieć - stabilnie. Słodycz nie jest zbyt ostra, nie jest nachalna jest po prostu naturalna / neutralna. Wszystko utrzymane jest w takim lekkim słodkim obłoku. Obłoku tak delikatnym jak jakieś pianki utkane na słodkim miąższu owoców pokropione różowymi cętkami kwiatów, a wszystko to przeplata się z piżmem, które jak woal Cię oplata.
Dla mnie Jimmy Choo jest słodki, rozkoszny i bardzo taki 'słoneczny' jednak nie rozumiem zachwytów nad nim, czasem mnie po prostu ta słodkość przytłacza. 
Czy chcę? Nie wiem, chyba na dłuższą metę bym nie wytrzymała z nim, póki co sama sobie go nie sprawię ;D. Trwałość do 6 godzin.
Sephora - 40 ml /229 zł

2. Salvatore Ferragamo Emozione

Rodzina zapachowa: kwiatowa, drzewna, szyprowa
Nuta głowy: biała brzoskwinia, bergamotka, irys
Nuta serca: piwonia, heliotrop, bułgarska róża
Nuta głębi: zamsz, białe piżma, paczula



Są takie dni kiedy czujesz, że nic nie potrzebujesz. Jedyne czego pragniesz to ubrać długą białą koszulę, spokojnie się wyciągnąć na hamaku i delektować się chwilą. Bez górnolotnych czynów, wielkich słów. Bez upiększania czy ozdobników. Nie chcesz nakładać makijażu, siedzieć godzinami przed lustrem - chcesz być sobą. Zostawiasz swoje włosy w nieładzie, masz gdzieś że dziś wyglądają jakby piorun w nie strzelił. Nie ukrywasz swoich piegów wręcz masz chęć 'połączyć kropki'. Dajesz na luz, po raz pierwszy tak naprawdę odpuszczasz sobie. Nikt Cię nie goni, nikomu nie musisz się tłumaczyć. Powoli wypuszczasz z siebie powietrze i czujesz się wolna, tak naprawdę wolna bez tego szaleńczego pędu, bez ciągłej gonitwy za czymś co,co chwila Ci ucieka. Zadajesz sobie pytanie ' za czym ja tak gonię?'. Ciągle miałaś wrażenie, że gonisz bo musisz, bo wypada i mimo, że czasem zmęczenie było ogromne to i tak nie odpuszczałaś. Przeklęte koło. Zapominałaś o sobie, nie żyłaś dla siebie tylko dla czegoś. Upiększałaś się na siłę, przyklejałaś uśmiech chociaż tak naprawdę czasami zbierało Ci się na łzy. Nieustannie walczyłaś między sobą, między tym co chcesz a tym co powinnaś. Coraz częściej patrząc w lustro nie widziałaś w nim swojego odbicia - widziałaś w nim zupełnie obcą osobą, która nie żyje a 'egzystuje'. Aż do teraz. Do tego momentu kiedy powoli razem z oddechem ulatuje z Ciebie to całe napięcie, cała paranoja udoskonalenia się. Powoli Twoja samoocena rośnie, z czułością myślisz o sobie i małymi kroczkami zaczynasz znajdować cząstki swojej duszy. Poznajesz się na nowo. Czujesz się czysta, delikatna - czujesz się po prostu pasująca z tym swoim nieładem na głowie, bez makijażu bo dziś jest ten dzień, który pomógł Ci odszukać w sobie tą kobietę która była zwyczajnie szczęśliwa.
Emozione to zapach, który mnie uwiódł od pierwszego niuchnięcia. To zapach czysty,  bliski mojej skórze - czasami wręcz pachnie mi najzwyklejszym  mydłem. Jest bardzo delikatny, pudrowy i bardzo harmonijny. Co czuć? Praktycznie wszystko! Sam początek jest piękny, delikatny i taki 'nie na miejscu' mam na myśli, że jest bardzo czysty. Brzoskwinia jest delikatna jakby właśnie co prażyła się na słońcu, a ta bergamotka tylko podsyca emocje i daje jej takie otulające brzmienie. Dalej mamy piwonie, której kwiaty są lekkie i pudrowe . Cała otoczka pudrowa wręcz krzyczy ' halooo jesteś harmonijna'. Wszystko to utkane jest na piżmie i zamszu. I tu Wam powiem, że ten zamsz i to piżmo pachnie niczym druga 'skóra'.
Dla mnie to jeden z lepszych zapachów. To po prostu zapach przepięknej czystości, który z naturą kobiety współgra harmonijnie i oplata ją jak druga skóra.
Czy chcę? Taaaak! Jeszcze nie wiem kto mi go kupi ale chcę ;D Trwałość 6 - 7 godzin.
Sephora - 30 ml / 285 zł

3. Carolina Herrera  212 VIP Rose

Nuty głowy: szampan, nuty owocowe
Nuty serca: kwiat brzoskwini
Nuty bazy: białe piżmo, bursztyn, nuty drzew



Jest noc. W ręku trzymasz swoje buty i chichocząc jak nastolatka idziesz brzegiem oświetlonej drogi. Czujesz. że ten złocisty płyn uderza Ci do głowy. Z każdym krokiem masz wrażenie, że szalenie kręcisz się na karuzeli i nie umiesz jej zatrzymać. Łapiesz oddech, próbujesz dojść ze sobą do ładu ale wiesz, że jakby teraz w tym momencie ktoś podstawił Ci kieliszek szampana pod nos to z chęcią go wypijesz - bo przecież on był cudowny. Delikatny, słodki, musujący, z mnóstwem bąbelków. Był smaczny i w tym momencie, tej nocy był najlepszą rzeczą która Cię spotkała. Pal licho, że podarłaś swoją karmelową spódnicę , pal licho bo zerwałaś swój srebrny łańcuszek. Ten szampan to było coś! Zdajesz sobie sprawę, że jesteś lekko podpita ale gdzieś w głębi jakiś cichy głosiki mówi ' ej, lalka jesteś seksowna jak diabli' i wiesz co? To nie ten głos, to nie podświadomość, to ten miły pan, który wygląda jak łobuz, patrząc na Ciebie jak na przybysza z kosmosu ( ach te bąbelki w głowie) zaczyna Cię komplementować. A Ty zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, śmiejesz się jak ta głupia kwoka i podejmujesz tą grę. Nie dochodzi do Ciebie zwykła logika, czujesz się w tym momencie wspaniale, silna i diabelnie seksowna. Tak seksowna, że powoli , tym pijanym krokiem zbliżasz się do tego mężczyzny. Jedną ręke, kładziesz mu na ramieniu, drugą na policzku. Koncentrujesz wzrok na jego oczach, gdzieś czujesz jakieś kwiaty i nagle bach! Bańka prysła! Nim się obejrzałaś cały ten złocisty płyn uderzył zbyt mocno do głowy, czujesz zawroty no i masz. Twój adorator stoi oniemiały, tym razem patrzy na Ciebie z politowaniem . Nie wiesz gdzie masz się podziać, czujesz się jak kompletna idiotka, bąkasz 'przepraszam, zapłacę za pralnię' i drugi raz na niego wymiotujesz.
Uff, tyle mogę powiedzieć na temat tego zapachu. 212 VIP Rose jest szampański ale dziwny. Owszem jest lekko musujący i to tyle albo aż tyle w temacie. Nie czuję nut owocowych, brzoskwini czy czegoś jeszcze. Oprócz złocistego szampana czuję kwiaty i tak jak mówi nazwa ja czuję tutaj róże. Ta róża mogłaby być piękna ale jest stłamszona i ciężka w odbiorze. To zapach, który jest piękny przy pierwszym kontakcie, przez pierwsze kilka minut bo później po prostu tłamsi i dusi.
I tutaj wbrew pozorom ten zapach podoba się mojemu K i namawia mnie bym go kupiła :O.
Czy chcę? Nie. Zdecydowanie nie , bo zapachowo mnie mdli i sam zapach jest zbyt 'monotonny'. Trwałość 3 godziny.
Sephora - 30 ml / 225 zł

Znacie? Jaki zapach Was ostatnio zauroczył?;)

21:46

Revlon Super Lustrous Love Is On Lipstick

Revlon Super Lustrous Love Is On Lipstick
Zapowiedziałam Wam ostatnio zmiany w treściach na blogu. Do tych zmian wchodzi nie tylko seria 'kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują' ale i też  'nowinki' . W nowinkach zobaczycie o co aktualnie weszło / wchodzi do perfumerii . Nie wiem jak będzie z częstotliwością tych postów, wszystko zależy od tego kiedy dostanę info na swoją skrzynkę ;).  A skoro dziś znalazłam u siebie informacje na temat nowości jaką przygotowała marka Revlon to wspomnę kilka słów o niej ;)


Revlon przedstawia nową pomadkę Super Lustrous Love Is On w pięknym, klasycznym odcieniu czerwieni, która dodaje pewności siebie oraz roztacza aurę wszechobecnej miłości. Uwodzicielski zapach pomadki Super Lustrous Love Is On został zainspirowany starożytnym eliksirem miłości egipskiej królowej Kleopatry, którego używała, aby uwodzić mężczyzn. Wyjątkowe opakowanie pomadki zdobi mantra „przyciągam miłość” w 6 językach. 

Czerwień to klasyka. Choć nie każda kobieta czuje się dobrze w czerwieni to zdecydowanie każda z nas powinna mieć choć jedną czerwoną pomadkę na jakąś wyjątkową okazję. Mój typ urody powoduje to, że dla mnie czerwień jest stworzona ale rzadko noszę. Powód jest jeden: rude włosy + masa piegów + czerwona pomadka = moc!  Dlatego moja czerwień chowana jest na specjalne okazje, a co z tą którą proponuje nam Revlon?

Walory Lustrous Love Is On:

  • odcień pasujący każdej kobiecie, klasyka koloru,
  • przepiękny zapach pomadki uwodzi połączeniem płatków róż i brzoskwini przeplatającymi się z nutami drzewnymi i białym piżmem,
  • klasyczne czarne opakowanie ma na sobie znak nieskończonej miłości. Również na opakowaniu w 6 językach mamy mantrę 'przyciągam miłość' ( angielski, francuski, japoński, hiszpański, włoski i portugalski),
  • formuła pomadki nadaje piękny kolor, sprawia, iż nasze usta są nawilżone oraz wygładzone.

Ja Wam powiem, że mi się całkiem podoba ta czerwień, zwłaszcza ta mantra bo z czymś takim jeszcze się nie spotkałam ;).

Nowa pomadka Revlon dostępna będzie w Hebe, Rossmannie, w cenie około 30 zł.

Jesteście za czerwienią? ;) Polecacie którąś szczególnie? ;)


09:35

Blogi, które czytam #10

Blogi, które czytam #10
Męcząca jelitówka to najgorsze co może spotkać Cię na weekend i chociaż najgorszy dzień miałam wczoraj ( wymioty i wysoka gorączka) to jeszcze dziś omijam szerokim łukiem wszystko co związane z jedzeniem :D. Jednak wczoraj podczas leżenie w łóżku, a między jednym lekarstwem a kubkiem herbaty, która mi K podawał przypomniało mi się, iż obiecałam, że w ten weekend przedstawię Wam kolejna porcję blogów które czytam. Jakoś w grudniu mi umknął ten post więc pora to nadrobić i przedstawić kolejne propozycje  z mojej listy czytelniczej ;)

1. BeautyIcon.pl



Blog Agaty to sztuka na najwyższym poziomie. U niej znajdziesz wszystko to co dobre z górnej półki jak i coś z drogerii. Dla każdego coś dobrego. Jej zdjęcia mogłyby zdobić strony prestiżowych magazynów a ona sama jest jedną z mądrzejszych osób jakie znam ( w blogowym świecie). Jeśli jej blog Was odstraszy czy coś to zajrzyjcie na jej Instagrama : tej kobiety nie da się nie lubić! Jej posty (Instagramowe) często dają do myślenia, nie boi się poruszać poważnych tematów i ma ogromny dystans do siebie. Jestem fanką jest urody jak i uroczego futrzastego przyjaciela ♥. Agata to też osoba, która ceni swoje czytelniczki i zawsze znajdzie czas by z nimi porozmawiać czy doradzić, często też pyta nas jakie posty chcemy i czy np. ma zrobić zestawienie zapachów na święta. Uwielbiam jej sekcję na blogu 'wydarzenia' gdzie ona zabiera nas w podróż po kosmetycznych trendach byśmy mogły wiedzieć jeszcze więcej, a jeszcze bardziej uwielbiam jej opowiastki czy posty na temat Londyn ♥ Nie wiem czy jej wspominałam ale tak pięknie o tym mówi, że sama czuję się jakbym tam była ;). Jej wiedza kosmetyczna jest ogromna więc jeśli potrzebujecie rady z pewnością Wam coś poleci czy spróbuje Wam pomóc w inny sposób. Dla mnie BeautyIcon to kopalnia wiedzy i pełna profeska na najwyższym poziomie! A sama autorka jest tak piękna , tak urocza  że jestem pewna iż z miejsca ją polubicie.

2. Moje imponderabilia


Ten blog z kolei to blog z jedną z trudniejszych nazw ( nadal nie wiem jak to wymówić) :D. Wiem tylko, że pod każdym kątem zarówno jak i rozbudowanej treści i zdjęć mamy styczność z perfekcją. Żaneta to bardzo ciepła osoba , która wie co i jak. Za każdym razem zachwycam się każdą fotografią i praktycznie tak jak w przypadku Agaty jestem zdziwiona, że nie widzę ich w żadnym magazynie. Żaneta nie tylko pisze o kosmetykach ale też pokazuje mnóstwo świetnych pomysłów w kategorii DIY. Wszystko co u niej zobaczycie zapadnie Wam w pamięć i onieśmieli. Ona sama ma poczucie gustu i umiejętnie wykorzystuje je w każdym aspekcie blogowym. jej treści: wow, wow! Pisze tak umiejętnie, że jej czytanie to czysta przyjemność. Może Was przerażać długość wypowiedzi ale uwierzcie każde jej słowo, które zawarte jest w poście jest ważne . Nie ma byle jakiego gadania, lania wody czy pustych słów: mamy pięknie ubrane w słowa działanie, garść przydatnych informacji i spostrzeżeń. Cechą bloga jest minimalizm, zero krzykliwych kolorów,  spójność a takich miejsc jest mało, a to miejsce prowadzone w ten sposób jest tak piękne że trudno się nim nie zachwycać.

3. Justynka ma kota...

Moja imienniczka jest jedną z tych osób z którą łączy mnie wyjątkowa więź :D. Blog Justynki to miejsca dla każdej kobiety, która ceni sobie prawdziwą opinię, z czasem lekkim marudzeniem. Na jej blogu odnajdziemy marki z wyższej półki jak i te z każdej drogerii. Ona sama pisze tak, że każda z nas z łatwością odnajdzie w niej koleżankę / bratnią duszę. Ma w sobie coś łatwego, akceptowalnego że sama czasem chcę tylko powiedzieć 'tak, masz rację'.  Uwielbiam ją czytać dlatego, że pisze prawdziwie, tak jakby rozmawiała z Tobą twarzą w twarz. Blog w odbiorze jest przejrzysty i prosty, jest naprawdę jakbyś rozmawiała z koleżanką face to face ( przynajmniej mam takie wrażenie). Obecnie Justynka coraz częściej skupia się na kosmetykach mineralnych w swojej kosmetyczce co mnie bardzo cieszy bo wiem, że jak nikt ona powiem mi / Wam wszystko co będziemy chciały wiedzieć ;). A co nas łączy .. osobiście wiecie ja i Justynka ( imię coś znaczy :D) mamy jeden słaby punkt ...Obie uwielbiamy CR7 vel Cristiano Ronaldo :D ♥ Zdarza się, że na Instagramie jedna do drugiej wysyła zdjęcia CR7 na miły początek dnia czy coś i wiecie to mnie cieszy :D Uwielbiam tą naszą 'słabość' aczkolwiek to MÓJ mąż ;D ♥

4. Ania maluje


Moja mistrzyni ostatnio :D Blog o kosmetykach, podróżach, jedzeniu i o wszystkim innym co chcecie :D. Ten blog jest fantastyczny pod każdym względem. Nie znajdziecie tu gładkiej gadki czy wystylizowanych zdjęć ale znajdziecie fantastyczną autorkę, totalnie pokręconą, szczerą jak piorun i ogrom pozytywnej energii. Uwielbiam ją za podejście do czytelniczek, ogromny dystans do siebie i to w jaki sposób mówi, Każdy jej post wywołuje uśmiech na twarzy a czytanie jej to czysta przyjemność, która nigdy się nie dłuży. Podróże te małe i duże, pizza czy sukienka, a może gadżety kobiety, zdrowa skóra czy smoothie? Nie ważne czego szukasz u niej znajdziesz to i jeszcze więcej! Blog prowadzi w taki sposób, że o mamo ciągle czuję się tam na miejscu. Nic nie przytłacza, wszystko pasuje jak ulał i jest po prostu totalnie szczere. Każdy jej post utwierdza mnie  w przekonaniu ' kurdę, chciałabym umieć pisać / czerpać z życia jak ona'. Ania jest wspaniała pod każdym względem i uwierz mi jak wejdziesz na jej bloga to przepadniesz bo wciąga lepiej niż King w swoich książkach :D

5. Scent of beauty



Na koniec mam dla Was śnieżynkę czyli moje ostatnie odkrycie blogowe ;D Tym razem pragnę Wam przedstawić blog, który mam nadzieję nie zginie w tłumie. Emilia to osoba która oczarowała mnie skromnością. Uwielbiam ją za to! ♥ Już widzę, że Emi łapie świetny kontakt z czytelniczkami co bardzo mi się podoba. Blog oczywiście kosmetyczny z dużą dozą kolorówki ( chcę więcej pielęgnacji :D) jak i zapachami co mam nadzieję, perfumowe posty będą się pojawiać coraz częściej! :) Skromność, poczucie estetyki i to 'coś' sprawia, że wierzę iż Emilia znajdzie liczne grono odbiorców bo ja póki co mówię jej stanowcze tak! :)

No to tyle, znacie? :) Mam nadzieję, że Was choróbsko omija ;)


22:21

Tony Moly Happy Sweet Holiday Hand Butter Trio

Tony Moly Happy Sweet Holiday Hand Butter Trio
Tylko święta Bożego Narodzenia sprawiają, że rynek kosmetyczny jest wręcz zalewany produktami stworzonymi specjalnie na tę okazję. Świąteczne kolekcje często będące limitowanymi mają to do siebie, że nawet największą marudę zwabią do perfumerii by choć przez chwilę poczuła się jak dziecko, jak księżniczka , która między paletą z cieniami w formie gwiazdki a uroczymi kremami z postacią piernika mogła jeszcze 'bardziej' celebrować ten czas. Tak się stało, że na święta dostałam słynne trio kremów do rąk od Tony Moly. Miałam Pandę, która jest bardzo urocza ale ta gwiazdkowa kolekcja, cóż co ja tu będę dużo mówić: wizualnie bomba, a jak to wyszło z działaniem? Bo przecież świąteczna kolekcja nie ma tylko pięknie wyglądać ale ma tez działać, prawda?


Zastanawiałam się czy jest sens pisać o kolekcji świątecznej po świętach ... Mądra ruda więc zapytała na Instagramie czy pisać czy nie: opowiedziały się głosy żeby coś tam skrobać więc wedle życzenia skrobię kilka słów ;D

Kremy poprawiają teksturę skóry i redukują zaczerwienienia. Ręce stają się miękkie, nawilżone i odżywione. Trzy zapachy jak świąteczne ciasteczka: cynamonowe, wiśniowe i makaronikowe, które przeniosą Cię w gwiazdkową atmosferę.

Cała trójka oprócz wizualnego efektu może pochwalić się też całkiem dobrymi właściwościami co mile mnie zaskoczyło. Standardowa pojemność czyli 30 ml ma w sobie coś więcej niż tylko 'śliczne opakowanie'.
Dla mnie z tymi kremami jest tak: jeden kocham, jeden jest mi obojętny a inny to istny koszmarek!


Happy Sweet Holiday rzecz jasna różni tylko zapach. Działanie mają identyczne. Jeśli o aromat chodzi zdziwiła mnie jego trwałość. Czuć go dość długo, nawet po moczeniu dłoni w wodzie ( np, szorowanie garów). Konsystencja gęsta ale łatwo się ją rozprowadza, momentalnie nawilża, nie zostawia tłustej otoczki przez co można od razu przejść do pracy. Nawilżenie nie jest spektakularne, ale wystarczające. Typowe sucharki mogą lekko narzekać ale nie czarujmy się tu liczy się zapach.  
Ale konkretnie pomówmy o zapachach tej serii :D


Sweet Macaron to krem dla mnie obojętny. Nie mam pojęcia jak pachną słodkie makaroniki ale jak pachną jak ten kremik to cóż... byłabym lekko zawiedziona :D. Owszem krem pachnie słodko , czasami nawet za słodko. Dla mnie jest lekko drażniący a czasami wyczuwam w nim jakąś chemiczną nutę :O. Ten okaz ma to do siebie, że według mojego nosa pachnie najmniej intensywnie z całej trójki.


Cinnamon Cookie to zapachowy...koszmar! Wiecie, że ja nie cierpię cynamonu, zapachu korzennego a ten tu taki jest ! Chociaż nie, tak nie do końca. Aromat jest taki typowo świąteczny ale strasznie ciężki, duszący i zbyt mocno przyprawowy. Zdecydowanie dominuje tu korzenna nuta, które niestety aż 'wierci' w głowie. Oprócz tej nuty czuję tu dość dziwną chemię, jest jej o wiele więcej niż w Sweet Macaron. Z tego co się dowiedziałam ten gagatek z całego grona jest najmniej lubiany :D


Black Cherry to mój ulubieniec ( tak jak u większości ) ♥. Ten krem to zapach najczystszej wiśniowej Mamby, gumy mojego dzieciństwa ♥. Moja mama oprócz wiśni wyczuwa tu też jakieś jabłko ;D. Rzecz mówiąc ogólnie zapach jest bardzo realistyczny i owocowy. Uwielbiam go za tą naturalną słodkość i apetyczność ♥

Zapomniałam Wam dodać, że owe kremy miały maleńkie sreberko po zakrętką :D. Co dla mnie było szokiem bo już dawno nie widziałam ta porządnego zabezpieczenia :D.
Jeśli miałabym wybierać i byłaby możliwość aby jeden z nich trafił na półki sklepowe to wybrałabym Black Cherry ♥


Cóż rzecz mówiąc krótko wizualnie oczywiście całe trio mnie kupuje. Działanie jest ok, nie narzekam ale ja ogólnie z dłońmi problemu nie mam :D.  Skoro miałam Pandę to muszę powiedzieć , że i tu nadal działanie nie jest hiper wow ale jest tam jakieś  choć Tony Moly to nadal do mnie marka gadżeciarska ;)

A więc kto miał to trio a kto chciał?

Oczywiście trio było dostępne w Sephorze w cenie 49 zł.

11:30

Boooooombowy konkurs! Wygraj 1 z 3 zestawów od BodyBoom! ♥

Boooooombowy konkurs! Wygraj 1 z 3 zestawów od BodyBoom! ♥
Takiego konkursu jeszcze nie było! Mam dla Was mega niespodziankę! ♥

Pamiętacie mój wpis na temat peelingu BodyBoom? Post ten nadal jest najchętniej czytany i nadal wiele z Was mówi  'wypróbowałabym ale cena zaporowa ...' czy jeszcze cokolwiek innego ;). Siedziałam, dumałam, kombinowałam, sprawdziłam stan portfela, który na razie nie pozwoli mi na zbyt wielkie szaleństwa :D. W głowie nadal miałam myśl: no nie, muszę Wam go załatwić! Tak więc napisałam do samej marki i liczyłam po cichu na cud!
Jak widzicie cud nastał, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i w tym momencie gorące ukłony ślę w stronę pani Weroniki bo bez niej nie mogłabym Wam sprawić takiej radości :D ♥


Ten zestaw, który widzicie na obrazku jest mój otrzymany w ramach podziękowań ♥ Ale , ale dla Was mam 3, tak 3! identyczne zestawy do zgarnięcia! W skład każdego zestawu wchodzi peeling BodyBoom w wersji Orignal ( 200 g) + 6 miniatur ( każda po 30 g) ! Jak widzicie jest o co walczyć !:)



Jak wspomniałam zestaw są trzy : dwa możecie wygrać tutaj na blogu, jeden zestaw grzecznie czeka na nową właścicielką na Instagramie ;D

Dla waszego ułatwienia poniżej macie formularz - jednak zanim zaczniecie go wypełniać przeczytajcie zasady jak i regulamin pod formularzem!

  • zgłoszenie do konkursu wysyłacie przez formularz ( w razie problemów z nim proszę o info :))
  • aby było ono ważne wskazane jest byś była / był obserwatorem bloga
  • obowiązkowo polub profil sponsora nagrody na Facebooku ( klik) i / lub Instagramie  (klik)  - wystarczy jak polubisz jeden z profili ( koniecznie), jeśli lubisz oba to super, jeśli nie masz Instagrama to w formularzu pod odpowiedzią napisz ' nie mam tam konta' ;)
  • odpowiedz na pytanie!
To są główne jak i najważniejsze zasady - bez spełnienia, któregoś z punktów nie wezmę zgłoszenia pod uwagę ;)

Z ekipą BodyBoom chcielibyśmy wiedzieć jak jest Twój idealny sposób na relaksujący wieczór :) I takie też jest pytanie konkursowe! Nie oczekuję poematów wierszyków, wystarczy jak napiszecie, że dla Was wieczorny relaks to książka, kolacja z mężem czy spokojny łyk wina pod kocem! Zaskoczcie mnie bo warto! ;)


REGULAMIN:
1. Konkurs odbywa się na blogu jak i Instagramie rupieciarnia_drobiazgow.
2. Nagrodą w konkursie są 3 zestawy: każdy zestaw zawiera peeling BodyBoom Orignal (200g) jak i 6 miniatur ( każda po 30 g).
3. Na blogu można wygrać 2 zestawy, zaś 3 czeka na kogoś na Instagramie.
4. Można brać udział na obu platformach.
5. Konkurs trwa od 16.01  do 30.01. Wyniki podam w ciągu 7 dni w najnowszym poście .
6. Żeby zgłoszenie było ważne trzeba spełnić warunki obowiązkowe.
7. Nagrodę wyślę sponsor czyli ekipa BodyBoom po otrzymaniu wszystkich adresów.
8. Rozdanie nie podlega pod gry hazardowe.


00:04

Tydzień filmowy #19 - trochę obejrzałam!

Tydzień filmowy #19 - trochę obejrzałam!
No tak, znowu na ostatnią chwilę ;D. Ostatnio jak zasiadam do napisania posta, siedzę, patrzę i stwierdzam, że moje ściany są bardziej ekscytujące niż wczoraj:D Nie mam pojęcia co się dzieje - lubię pisać a statystyki z GA pokazują, że lifestyle najbardziej kochacie ;D. Ale cóż każdy ma prawo do odpoczynku od blogosfery, prawda? ;D. Mamy weekend czyli czas gdzie u mnie nie pojawia się tematyka kosmetyczna a coś luźniejszego. Nie chciałam Was zanudzać długim wpisem na poważny temat ( obiecuje za tydzień znowu Wam polecę kilka blogów,a za dwa rzucę coś do dyskusji :D) ale skoro udało mi się obejrzeć kilka filmów to czas najwyższy rzec kilka słów o nich ;)

1. Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów (2016) ---> klik


Ekranizacje Marvela należą do grona zacnych filmideł na które czekam jak dziecko na grubasa w czerwonym, który włazi przez komin jak do siebie. Nic na to nie poradzę, że każdy film który jest okraszony komiksowym początkiem wkrada się w moje łaski. Kapitan Ameryka to nie jest mój ulubiony bohater ale obejrzę i powiem Wam, że ta część najmniej mi się podobała. Poskąpili mi Irona Mana, zrobili z niego 'pana na wszystko zgadzającego się' co mi do typowego Starka nie pasuje. A tak bo to właśnie Tony Stark vel Iron Man jest moim naj naj bohaterem i z naprawdę ogromnym bólem serca czuję lekkie rozczarowanie. Owszem efekty specjalne mistrzostwo ( bitwa na lotnisku miażdży!) no ale to nie wszystko. Trochę mi tu wszystko kulało, Spider man mnie irytował, nawet Czarna Wdowa mnie zawiodła. A gdzie Hulk? Sokole Oko na samej końcówce a Czarna Pantera po jaki czort tam? Rozumiem jedni kontra drudzy ale w połowie się zgubiłam, większość bohaterów mi tu nie pasowała. W kościach czuję że coś im nie poszło, przedobrzyli po prostu.

2. Sully (2016) ---> klik


Słyszeliście pewnie o kapitanie, który wylądował na rzece Hudson? Kto by nie słyszał ' Sully'! Właśnie ten film opowiada historię genialnego pilota, jego ekipy i tego co się działo na pokładzie. Dopiero teraz zauważyłam, że za kamerą stał Eastwood, a skoro to jego film to pewnie już wiecie: wyszło genialnie! Tom Hanks świetnie oddał postać bohatera i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie by ktoś inny mógł go zagrać ;). Historia trzyma w napięciu, mimo, że znasz rozwiązanie to masz tą myśl ' rozbiją się, wszyscy zginą'. Mimo, że wiesz jak film się skończy to ciągle w głowie wyobrażasz sobie inne zakończenie. Ten film też pokazuje, że mimo iż kapitan Sully uratował mnóstwo osób od śmierci to jednak procedury obowiązują, biurokracja musi być. I właśnie to pokazuje, że mimo swojego wyczynu sam kapitan musiał stawić czoła głupim papierom czy sądom ' mogłeś inaczej'. Jak dla mnie ten film trzeba znać. Nie tylko poznacie historię z tej strony ale poznacie opowieść o odwadze, determinacji i stalowej woli.

3. Siedmiu wspaniałych (2016) ---> klik


Kultowe Siedmiu wspaniałych zostało odświeżone. Gdzieś kojarzę ten stary słynny western. Ale ja westernów nie lubię no chyba, że wychodzą takie i to z taką obsadą ;D. Washington, Hawke i Pratt który został moim ulubionym bohaterem filmu ;D. Jest śmiech, jest krew, jest lanie się po mordach :D. Jest wszystko co powinno być w westernie, konie , Indianie, strzelanie ;D. Muzyka genialna, obsada świetna, historia wciągająca a plener ujmuje. Ostatnie sceny potrafią wywołać płacz ( ale dlaczego on, no dlaczego?!). Podoba mi się w filmie to, że nikt nie starał się na siłę zrobić to 'współcześnie'. Miło jest popatrzeć na przyzwoite kino bazujące na oryginale z zachowaniem  większości jego cech. Dla mnie filmidło oglądało się szybko, może nawet za szybko , nie wieje nudą a Pratt w roli Farraday'a to taki niegrzeczny, nieprzewidywalny chłopiec, którego aż chce się okiełznać ( byleby nie pił tyle) :D

4. Ronaldo (2015) ---> klik


Nie wiem jak to możliwe, że jeszcze mój mąż nie zagościł na łamach bloga :D. Chociaż film potrafię oglądać non stop to jakoś nie złożyło się bym o nim Wam opowiadała. Ronaldo to Ronaldo - pozwolił sobie wejść bardzo w swoją sferę prywatną ale cóż czego można było się spodziewać? Mamy dobre  złe momenty. Jest trochę Realu, urywek z meczu jednak dla mnie ciut za mało, jest CR7 za młodu, rodzeństwo i Junior, który chce być bramkarzem ! W ogóle sceny z Juniorem są rozczulające co nawet moja mama mówi, że 'ojcem jest wspaniałym ale skrzywdził dziecko bo nie ma matki' . Przeszkadza mi natomiast jego agent, nijak do mnie nie mówi ale ale na męża mogę patrzeć zawsze :D. Wiecie CR7 to też człowiek i ja zawsze będę go cenić niezależnie co kto o nim mówi. W tym filmie padają mocne słowa jego mamy : Dolores, która mówi ' Cris był niechcianym dzieckiem [...] a teraz on pomaga wszystkim i wszystko co mam zawdzięczam jemu'. Ja jako matka to chyba bym takiego wyznania nie popełniła ale warto wiedzieć, że nie zawsze taki Ronaldo miał łatwo. Oczywiście można krytykować bo sam film to nie jest arcydzieło ale cóż powtórzę MÓJ MĄŻ zawsze i wszędzie :D ♥

5. Autopsja Jane Doe (2016) ---> klik


Okrzyknięty 'najlepszym horrorem ' i zgadzam się z tym. Nie zbyt dużo krwi ale jest autopsja! Wyciągnięte żebro, serce, mózgu ♥♥ I przepadłam. Klimat, klimat, kostnica i wiedźma, która chce byś poczuł jej cierpienie. Takiej zagrywki ze strony reżysera się nie spodziewałam. Oniemiałam w kilku momentach. Kapitalnie zbudowane napięcie, sytuacje których się nie spodziewasz, i to ciągłe trzymanie w niepweności. Efekty specjalne? Mało i bardzo dobrze bo dzięki temu ten horror jest naprawdę creepy :D. Dla mnie mało straszny ale genialnie skonstruowany, zrobiony tak by widz albo się porzygał albo uciekł z sali :D. Brawo, ja się nim zachwycam bo jego klimat, sceny, bohaterowie i całokształt bardzo do mnie mówi. Niektórym może psychika ucierpieć :D

No to by było na tyle :D Obiecuję, że kolejny tydzień filmowy będzie lekki ... bo z kreskówkami :D
Widziałyście coś? Polecacie jakiś film?

22:01

Bath & Body Works Beautiful Day : żel pod prysznic & krem do ciała

Bath & Body Works Beautiful Day : żel pod prysznic & krem do ciała
Pielęgnacja Bath & Body Works jest szeroko znana w świecie. Nie ma chyba osoby, która nie zachwyca się aromatami które oferuje nam marka. Co rusz na salony wkracza nowa kolekcja, która nie tylko obłędnie wygląda, ale jak donoszą dobre duszyczki : jest apetyczna zapachowo! Każda ich kolekcja wypada bardzo dobrze i ochoczo zostaje przyjęta przez fanki prawie na całym świecie! Miałam już okazję poznać ich kultowy malutki płyn antybakteryjny do rąk jednak daleko mi było do kultowy żeli, balsamów czy kremów do ciała. I tu znowu z pomocą przyszła Agnieszka ( oj mam szczęście co do Was ♥). W urodzinowej paczce znalazłam dwa wesołe, optymistyczne opakowania: żel pod prysznic i krem do ciała Beautiful Day i zanim przejdę i powiem Wam co jest to wyznam jedno: MAŁO MI, CHCĘ WIĘCEJ!


Czy tylko ja jestem w tym momencie nimi oczarowana? :D Po żelu z TBS zmieniałam zdanie co do takowych produktów ( wysoka cena za żel to już mniejszy problem :P) jednak takiego obrotu sprawy w przypadku marki Bath & Body Works się nie spodziewałam! Ale po kolei i może zaczniemy od żelu, który pierwszy poszedł w użycie ( na szczęście żel z TBS raczył dobić dna :D).

Oba produkty wizualnie mnie kupiły! Urocze, wesołe opakowania przywodzą na myśl lato i beztroskie chwile ♥ Kwesta zapachów: żel i krem mają jednakowe nuty jednak w moim odczuciu jest inaczej :D .

BBW żel pod prysznic Beautiful Day

Wzbogacony w witaminę E, aloes oraz odżywcze olejki. Stosuj go codziennie, a Twoja skóra pozostanie nie tylko oczyszczona i pięknie pachnąca, ale także nawilżona! 
  • Nuty zapachowe: 
  • ~ jabłko 
  • ~ porzeczka 
  • ~ dzika stokrotka 
  • ~ peonia 
  • ~ biała brzoskwinia 


Ktoś by powiedział ' żel jak żel' bo w działaniu niczym się nie różni, no dobra może trochę :D.
Ten żel ma to do siebie, że oprócz podstawowej rzeczy - czyli mycia bez podrażniania charakteryzuje się dość fajnym nawilżeniem dzięki czemu nie musimy dodatkowo posiłkować się balsamem po kąpieli. Dla leniwców będzie to ogromny plus :D. Kolejną rzeczą jest jego konsystencja : tak jak w przypadku  żelu od The Body Shop jest mega gęsto i wydajnie! Momentalnie żel się skończyć nie chce i wcale go nie ubywa ( aż zaczęłam go używać do wszystkiego co się da :P).
Fenomenem jest dla mnie, że po mimo takiej gęstości jego pienienie się jest ... nijakie. Spróbowałam go używać zwyczajnie jako płynu do kąpieli jednak nic a nic nie powstało piany! Jednak gdy żel trafi na namoczoną gąbkę pieni się ogromnie ( w przeciwieństwie TBS pienił się non stop :P) - nie mam pojęcia od czego to zależy ;).
Zapach? Dla mnie to jest zamknięty letni aromat zielonego jabłka z jakimiś owocami, na jego plus składa się fakt iż utrzymuje się bardzo długo na skórze co mnie niezmiernie cieszy gdyż jego woń jest naprawdę cudowna ♥



Żel jednak ma dla mnie jedną wadę - dozownik. Niby nic bo wygodny typu disc top jednak potrafi sprawić problemy ( chociaż to po części też wina konsystencji). Chodzi mi o to, że czasem ( w moim przypadku) on nie wyskakuje i z tym mam problem ( szybciej go odkręcisz :P) bo jednak zdarza się, że od naciskania bolą paluchy :P. Inną sprawą jest to, że o ile ta forma podania jest wygodna to wraz z upływem naszego żelu, dozownik nie chce 'wypluwać' płynu. Ja rozumiem, że jest gęsty i w ogóle ale jakoś od połowy butelki  żel po prostu się buntuje i wylatuje przez ten otworek tyle co kot napłakał . No to tyle narzekania ;D

Słońce świeci, niebo jest błękitne, a kwiaty rozkwitają. O co więcej można prosić w piękny wiosenny dzień? Zapach Beautiful Day z najnowszej kolekcji od Bath & Body Works daje uczucie wolności i sprawia, że patrzymy na świat przez różowe okulary. To zapach spontanicznych pikników, zwariowanych przygód i radosnego uśmiechu. Beautiful Day przypomina wiosenną słodycz coraz dłuższych i jaśniejszych dni kiedy pokusa zrobienia czegoś tylko dla siebie staje się nieodparta. 


BBW krem do ciała Beautiful Day

Szybko się wchłania, odżywiając skórę i nie pozostawiając na niej tłustej warstwy. Skóra jest pachnąca i nawilżona przez długi czas

  • Nuty zapachowe: 
  • ~ jabłko 
  • ~ porzeczka 
  • ~ dzika stokrotka 
  • ~ peonia 
  • ~ biała brzoskwinia 


Krem do ciała to dla mnie takie 3 w 1. Nie tylko do ciała ale idealnie sprawdzi się na stopach czy też dłoniach. Zamknięty w miękkiej , poręcznej tubce nie sprawia żadnych kłopotów podczas używania. Ma lekką formułę ( podobną formułę posiada np krem do rąk The Body Shop Frosted Berries), która szybko się wchłania, nie zostawia tłustych śladów czy też lepkiej warstwy. Niewątpliwie lekkość konsystencji sprawia, że krem nawilża całkiem ok - dla skóry suchej może być to za mało ale dla mnie nawilżenie jest odpowiednie. 
Kolejnym plusem jest zapach. I tu uwierzcie patrzę na nuty, wącham krem, znowu patrzę i mój nos czuje inaczej... Ja tu czuję świeżo zerwaną gruszkę pociętą na kawałki, z której spływa sok! Nic więcej a nic nic ponadto. Może jestem jakaś dziwna ale nikt mi nie wmówi, że czuć porzeczkę czy stokrotkę aż taki mi zmysłów węchu nie przytępiło :D. Powiem Wam jeszcze, że zapach krem jest bardziej wyczuwalny w otoczeniu, bardzo długo czuć go na skórze, na pościeli , piżamie, w pomieszczeniu. Zapach jest owocowy, lekki, entuzjastyczny a zarazem dość wyraźny, nie nudzi, nie męczy i dla mnie to wielka bomba radości ;)


Skład jak skład, długi ale czym mam się przejmować? Nie podrażnił, nie uczulił, nie spowodował żadnej reakcji alergicznej, czego chcieć więcej? Wspominałam Wam, że 3 w 1? Aaa i owszem , kiedy nie chce mi się sięgnąć w głąb szafki po krem do rączek biorę po prostu ten krem - BBW w tej roli sprawdza się świetnie. Lekki, szybko wchłaniający się pozwala od razu wrócić do pracy bez obaw o pobrudzenie papierów. Lubię go stosować też na pięty, szybko przynosi ukojenie , delikatnie minimalizuje szorstkość a poza tym nie wiem jak Wy ale zawsze jak posmaruje kopytka to chce mi się siusiu :D. Tutaj bez obaw, w okamgnieniu krem robi to co musi a ja mogę spokojnie turlać się do łazienki :D. Wydajność? Jak w przypadku mazideł do ciała aczkolwiek u mnie to znowu jakieś 5 - 6 tygodni ;D

W przypadku obu produktów plusem są zapachy. Letnie, radosne - tutaj nie mogę się przyczepić. Jeśli chodzi o żel jego gęstość/wydajność to plus ale mnie powoli męczy ta butelka, chcę wypróbować coś nowego ale jak skoro tu jeszcze mam pół butli?;>
Krem lekki, szybko się wchłania, można stosować go na wiele sposobów i naprawdę jest fajną odskocznią od cięższych balsamów ;).


Czy polecam? A i owszem! Bath & Body Works to marka kultowa i wypad znać ich 'dzieci'. Co prawda mają drobne mankamenty ( np. opakowanie) ale za zapach, wydajność, dość dobre działanie można mu to wybaczyć ;)

Póki co markę dostaniecie stacjonarnie w Warszawie lub online. Żele w cenie 59 zł / 295 ml, krem do ciała 59 zł / 226 zł ( aktualnie nie ma na stronie mojego kremu, a jeszcze tak nie dawno był :P).

00:16

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 1

Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz. 1
Na blogu pojawią się zmiany - nie wizualne ale w treściach. Co jakiś czas uraczę Was kilkoma kosmetycznymi 'perełkami' mocno osławionymi w sieci a czasem pojawi się post z nowościami na rynku.
Kosmetyczne hity wyrastają jak grzyby po deszczu. Co rusz widać hasło 'kosmetyk roku', 'cudo', itp a wszędzie słychać achy, ochy i inne takie. Ja na szczęście należę do osób, którym to wisi: im bardziej o czymś mówią tym bardziej ja tracę na to ochotę i zazwyczaj bywa tak, że jeśli jakimś cudem produkt ten pojawi się u mnie to cóż okazuje się totalnym bublem ;D . Nie będę tego kryć: jestem kosmetycznie wybredna i nie lubię 'iść za tłumem' bo aktualnie panuje na to COŚ moda, albo to kosmetyk KULTOWY i musisz to mieć! Przed Wami  produkty, których fenomenu nie rozumiem. Produkty, które do znudzenia są wysławiane a dla mnie to po prostu ... nie wiadomo co . Nie każdy produkt znam osobiście ale postaram się Wam uzasadnić dlaczego to 'cudo' mnie nie kupuje ;).Co jakiś czas pokażę Wam 3 może 4 'perełki' ( postaram się by były z kolorówki jak i z pielęgnacji) więc kubek w dłoń bo przed Tobą drogi czytelniku mega wstrząs!

1. Catrice HD Liquid Coverage


'Podkład - widmo' tak się o nim mówi. Produkt, który na allegro kosztuje niebotyczne pieniądze a  dla mnie ... bubel nad bublami. Szczerze nie rozumiem jego fenomenu i zachwytów ( ku mojej radości, jest kilka osób które podziela moje zdanie :D). Moja Julia przysłała mi odcień 020 od razu mówię nie jest dla mnie ale za nim oddałam siostrze i wysłucham jej opinii, spróbowałam go na sobie. Po jego teście wiem, że najjaśniejszy 010 kolorystycznie też nie dla mnie.

Jaki jest HD Liquid? W pierwszym kontakcie 020 wypadło ok, niby jak ta mityczna druga skóra dopasował się na buzi i naprawdę doznałam szoku, że skoro ja bladzioch a 020 ładnie wygląda ,( choć jak dla mnie za szybko 'zasycha' przez co ciężko z poprawkami ), odcień taki i tego nie widać to cud .... do 5 - 10 minut później.  Kiedy chciałam wychodzić z domu, minęłam lustro to mi się nogi ugięły. Jezusie Maryjo i wszyscy święci jedna wielka masakra. Pomarańczowa. Nie dość, że mam rude włosy ( farbowane) ale mam to jeszcze podkład tak się utlenia, że moja buzia wyglądała jak marchew! Razem z włosami stanowiły jedną wielką całość. Następne spojrzenie w lustro? - podkreślone skórki , o których nie miałam pojęcia, uwidocznione pory... Ja po prosty wyglądam jak lej po bombie. Totalna rozpierducha, kompletne nieporozumienie i to ma być FENOMEN KOSMETYCZNY? Chyba czysta kpina, bo zaczynam wątpić w prawdziwość recenzji na jego temat ..
Z kolei moja siostra jest zadowolona z krycia, całkiem ok tylko jak mówi, nie podoba się jej, że podkreśla suche partie i uwaga nie uwierzycie też się utlenia! 
A co moja Julia? Kupiła 010 i ceni za krycie, nienawidzi za pipetę ( ma to po mnie ;D) i ...o tak za to, że też się utlenia mimo, że to najjaśniejszy odcień!

I wiecie co? To bubel a nie fenomen kosmetyczny czy jak ostatnio usłyszałam ' to już legenda'.

Szafy Catrice / 30 zł

2. Guerlain.  Meteorites Perles Iluminating Powder



I teraz pewnie niektórym szczena opadła, co nie? Przecież ja kocham Guerlain!A owszem kocham i ubóstwiam, to moja marka ale te kulki... to jedyne co mnie nie kupuje. Totalnie. Oczywiście wyglądają pięknie ale jak dla mnie to kasa wydana w błoto. Jasna rzecz, znam osoby które je mają, lubią, używają z tym, że ja hmm chyba nie widzę w nich niczego specjalnego. Ot co, masa kolorowych kuleczek w pięknym pudełku ( jak na markę przystało) z gąbką ( tak mi się wydaje). Gąbka! Tak produkt za prawie 300 stówki ma w sobie gąbkę a ja bym chciała tutaj puszek ( no chyba, że jest puszek a ja widuję samą gąbkę ;D).
Kulki są piękne, nie odmówię im uroku ale dla mnie to taki zamknięty brokat. A nie o takie rozświetlenie mi chodzi - równie dobrze mogę buzię wysmarować srebrnym klejem w brokacie. Na jego korzyści przemawia mega wydajność, w końcu ma być inwestycją na lata.
Sporo się naczytałam, że któraś z kulek w ogóle tu jest niepotrzebna... kompletnie nie robi nic. Dla mnie żadna nie robi nic, a świecenie jak kula dyskotekowa moim zdanie jest fe ;D. Z początku je chciałam, przyznaje ale później jak się sporo naczytałam stwierdziłam, że ta LEGENDA jest  zbyt naciągana. Bardzo często widząc zdjęcia gdzie pokazany jest efekt kulek ... patrzę i ja tego nie widzę, nic , nul zero ( a noszę okulary!). Meteorytki mają też wersję prasowaną, mniej osławioną ale z tego co się orientuje ta wersja nie zbiera zbytnio laurów..
Ten produkt albo się kocha albo nienawidzi. Dla mnie to nieporozumienie, chociaż dostępne są w trzech odcieniach żadne mnie nie kupują, aczkolwiek muszę wspomnieć, że jak co roku na święta Bożego Narodzenia limitki, które wychodzą wyglądają fantastycznie! ( wiecie białe gwiazdki i te sprawy).

Douglas / 259 zł

3. Beauty Blender 


Coś czego w ogóle nie kupuję... Kawałek gąbki, w kształcie jaja, w różnych kolorach wedle gustu. 
O ile mi się najlepiej operuje palcami czy pędzlem to jajem już nie. Chociaż nie miałam oryginału ( i nie zamierzam póki co) to miałam jakąś chińską / koreańską wersję i jedno stwierdzam: a idź Pan w pyry z takim interesem!. Bardzo ciężko było mi rozprowadzić podkład, masa smug i w ogóle moja twarz wyglądała jakby ktoś świeżo zaorał sobie pole. To ma być ten hit, który kochają kobiety? Ja rozumiem każda szanująca się blogerka powinna mieć to jajo na stanie ale sorry nie. Coraz więcej firm wypuszcza swoje alternatywy dla tego cuda ( np. Donegal). Jajo 'inspirowane' zazwyczaj kosztuje 1/ 5 ceny oryginału. To z Donegal trzymałam w ręce no aleeee....
Nie mnie komentować właściwości oryginału ( cud, miód, maliny) skoro ja poznałam inną wersję ...
Wielki szum, zachwyt nad jajem sprawiło, że firmy wymyślają różne kształty, kolory ( a że niby kolor gąbki dla kaprysu babek czy dla lepszego działania bo ja nie wiem), wersje mini, wersje 'biało-czarne' i wiecie co? Mam wrażenie, że w tym momencie już przestała się liczyć jakość tej gąbki, O ile oryginał czyli Beautyblender okazał się rewolucją na rynku kosmetycznym i znalazł masę popleczniczek to kolejne wersje, które wychodzą są zrobione po to ' by kasa się zgadzała'. Coraz więcej czytam opinii, że wersja taka czy tamta, czy jeszcze innej firmy rozpadła się po dwóch myciach!. Cóż ja czuję ogromny przesyt jajem, wręcz mi zbrzydło i jako stara tradycjonalistka zostanę przy używania paluchów lub pędzla.

Sephora / 69 zł

A Wy? Znacie któryś z 'hitów'? Macie u siebie? Co Was z 'hitów' ostatnio rozczarowało? Chętnie poznam Wasze typy, sprawdzę i zdam swoją opinię ;)



10:23

Komentować czy nie? A jak już no to jak?

Komentować czy nie? A jak już no to jak?
To taka oczywista rzecz. Zostawić komentarz pod przeczytanym wcześniej postem / artykułem. Powiedzieć to co myślisz na głos, ocenić. Jednak w praktyce to nie jest łatwe. Ile razy zdarzyło Ci się coś przeczytać, chcesz napisać komentarz a w głowie pustka? Pustka bo nie masz pojęcia jak ustosunkować się do wcześniejszego tekstu, bo zwykłe 'nie znam / nie wiem jak jest' czy jeszcze jakieś inne stwierdzenie jest nie na miejscu / nudne ( i czujesz, że nic nie wnosi) lub po prostu boisz się na głos powiedzieć swoje często odmienne zdanie? Ile razy po prostu wychodzisz, nie piszesz nic tylko dlatego, że uważasz 'moje zdanie nic nie znaczy, mój komentarz byłby do bani'. Wierzcie lub nie ale komentarz ma siłę i jak widzę to co się dzieje w blogosferze, na FB czy IG to strach bo ludzie nie mówią ( tak mi się wydaje) swojego zdania , mam wrażenie, że tam po prostu jest zagrywka ' wkopiuj/ wklej + dodaj lukier'. Serio?


Ja rozumiem komentarz zostaje to co napiszesz w sieci zostaje ale czy naprawdę warto iść za tłumem komplementować to co Cię obrzydza ? Czy warto pisać coś co z Twoją naturą jest niezgodne?

Sama mam coraz częściej chęć powybijać wszystkich którzy piszą bzdurne teksty - momentalnie w trakcie czytania nóż mi się otwiera, zdarza się, że napiszę i mam gdzieś czy ktoś mi tu poklaska za moje własne zdanie czy pójdzie hejt . Czasem skomentuje coś w stylu ' to mi się przejadło, ile razy można to oglądać' bo naprawdę powielanie treści powoduje u mnie cofanie się wszystkiego co zjadłam.

 Jak coś mnie razi to komentuje to tak jak myślę, bez lukru czy wchodzenia komuś w tyłek bo ktoś tam coś osiągnął czy jest znany.
 Podam Wam przykład z Facebook'a. Swego czasu modny był #maneqiunchallenge. Cuda i dziwy każdy chciał to robić - zrobił to nawet nasz był mister pan Rafał Maślak ( w sumie nadal nie wiem czemu go tak promują bo dla mnie jego kultura leży i kwiczy) ale my nie o tym. Wrzucił filmik z wyzwaniem i podpisem Hello Cristiano Ronaldo ! Ja i 15 najprzystojniejszych facetów świata - finalistów Mister Supranational 2016 podjęliśmy wyzwanie. Rafał vs Cristiano! Manequin challenge jest nasz :-) Hello moto!' ( nie ma to jak ego rozbuchanego byka ;D). 

Tak czy siak jako wielka fanka Realu Madryt, sercem oddana Portugalii i wielbicielka samego Ronaldo ( siak wygląd to wygląd ale to co robi dla dzieci i ludzi ♥♥) nie mogłam przejść obojętnie więc napisałam swoje .. liczyłam na hejt, falę krytyki a tu co ? Zero hejtu tylko poparcie, że oni zrobili lepiej, że drużyna Hiszpanii wygrała internety i takie tam a jak czytałam komentarze napalonych babek jacy oni cudowni, jaki Pan Rafał świetny, jacy przystojni, że wyszło naturalnie bla bla bla  to złapałam się za głowę: jak można tak lukrować i wygadywać takie głupoty? :O ( Zresztą są gusta i guściki).



Chodzi mi oto, że ten brzydki trend włażenia sobie w tyłek bo ktoś jest lepszy czy więcej osiągnął jest żenujący. Coraz częściej widzę to na blogach. Napisz post ociekający lukrem - pod nim same pozytywne komentarze, aż do porzygu; napisz post skrytykuj jakiś produkt , znajdziesz wtedy tylko marudzenie i ble , fuj i idź mi z tym. Nie należę do osób, które komplementują zachwyty nad pudłem z próbkami ( bo dostały w ramach współpracy i gówno za to zapłaciły), nie należę do osób które będą łazić z wywalonym jęzorem bo komuś posłodziłam a ona/ on gdzieś o mnie wspomniał /a, co to to nie! Mało mnie obchodzi czy Twój blog ma 1000 obserwatorów, czy Twój profil to czysta inspiracja, czy po prostu artykuł na portalu jest tak świetny, że tylko głupiec się nie zgadza z jego treścią: wybacz, jeśli się z tym nie zgadzam, powiem to. Nie będę owijać w bawełnę, nie będę robić podchodów. Krytyka czasem się przydaje, czasem ktoś musi powiedzieć coś ostrego, coś innego niż wylewać słodki płyn.
Napisz negatywny komentarz pod super switaśnym, cieknącym lukrem postem a zostaniesz pominięta. Coraz rzadziej pojawiam się na blogach w których wszystko jest dopracowane na tip top, z góry leci wata cukrowa aż zęby bolą ( próchnica gwarantowana!) gdzie kiedyś byłam 'stałym bywalcem'. Teraz wchodzę czytam i mam ochotę napisać 'mam uczulenie na Twoje pierdolenie' ( wybaczcie słownictwo) ale tak jest. Bo kim dla mnie jest osoba która lubi się w lukrze i oczekuje aprobaty a jak tylko napiszesz komentarz typu ' nie miałam produktu, czytałam kilka opinii w sumie samych negatywnych' i cisza ... Widzisz, że autorka komentuje komentarze, nawet w niektórych odpowiedziach widzisz tylko ':)' a ten Twój pogląd jest pomijany, samotny i nie doczeka się żadnej odpowiedzi...
Bo kiedy komentuje liczę na odpowiedź. Mam nadzieję, że wdam się w dyskusję z autorką a nie po prostu sorry nie piszesz bo mojej myśli to wybacz  ale dla mnie jesteś nikim ważnym skoro nie uważasz jak 99 % tutaj osób czyli nie podzielasz mojego lukrowactwa. Cud, miód i maliny jednym słowem.
Wiecie gdzie Was pominą za inne zdanie? Za zdanie, które nie jest opiewające ku czci blogerki / autorki artykułu/ zdjęć czy po prostu nie pochwalasz zachwytu produktem? A no tam gdzie liczy się statystyka, tam gdzie autor / autorka bardziej liczy na sukces, więc Twój komentarz często odmienny burzy klarowny obrazek świetnego, spójnego miejsca cieszącego się różową poświatą adoracji. Zdarza się, ( ku mojej rozpaczy), że to właśnie blogerki, którym zależy na jeszcze jednym obserwatorze , którym mózg wyjadło a najbardziej pragną rozgłosu słodzą ile wlezie. Każdy produkt, który przedstawią jest SUUUUUUUUUUPER! Bez wad, bez skazy! Co z tego, że on kosztuje 150 zł czy tam też 80 zł, co z tego, że trudno dostępny ( przecież to wcale nie są mankamenty!) a zwykły Kowalski nie może sobie na niego pozwolić. Dzięki właśnie takiemu postowi powinnaś biec do sklepu i go kupić, wykopać spod ziemi, odmówić dziecku zabawki czy coś bo ONA go zachwala - zresztą jak wszystko. Bo ma, szkoda tylko, że nie powie Ci ' słuchaj jak go dostałam i praktycznie mój portfel ma się świetnie, ale piszę o nim dobrze, to nic że lekko szczypie, czy że ma słabą kolorystykę'. Ot cała filozofia ;)

Ja to chyba jestem ze starej epoki - cokolwiek bym nie dostała, jak ma wadę to o niej wspomnę ( szminy Givenchy? Fajne ale krótko się trzymają, tusz Estee? Fajny ale skleja przy dwóch warstwach itp itd). Nie widzę powodu by pisać same superlatywy o czymś co ma mankament byleby po to aby stado moich czytelników opiewało w komentarzach o jego perfekcyjnym działaniu. Blog ma mnie motywować, czytelniczki napędzać a jak to zrobić bez konkretnego kopa? Czasem wystarczy powiedzieć ' masz okropne zdjęcia / a tyle złego o nim słyszałam / no ale przecież u mnie było inaczej z tym..' by wejść w dyskusję z autorką. I tu nie chodzi oto by się kłóć tylko oto by osoba komentująca mogła wyciągnąć od Ciebie jeszcze więcej informacji, by mogła skonfrontować swoje zdanie z Twoim. Nikt Ci nie chce dokopać a uwierz takie komentarze, takie dające do myślenia są lepsze niż te 50 wypowiedzi ' świetny produkt/ o jeju jaki cudowny' czy jeszcze co innego.

Kiedyś na IG, FB, było pełno pana Mroza. Gdzie nie spojrzałam Mróz, Mróz, Mróz już miałam tego dość aż zobaczyłam na jednym z blogów wzmiankę o nim. No i rzekłam. Ku mojemu zdziwieniu zrobiłam literówkę co przyniosła poniższy efekt. I wiecie co? Życzę sobie by te wszystkie słodkie blogerki nabrały do siebie takiego dystansu jak ten Pan, by to słodkie pierdzenie kolorowymi chmurkami odeszło do lamusa i zaczęło się liczyć szczere zdanie, by każda z nas choć raz odważyła się powiedzieć co myśli zamiast idąc za tłumem pisząc  ' bo tak wypada / bo wszyscy zachwalają to ja też'.



Z uśmiechem pełnych diamentowych kryształków w obłokach różowej chmurki pisałam to ja, wredna, marudna ruda zołza ♥
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger