Bo wiesz , internet nie zapomina!

By Justyna Wiśniewska - 06:35

Zdaję sobie sprawę, że ten wpis może być dla mnie jak strzał w kolano. Może spowodować wobec mnie falę hejtu, dotknąć kogoś osobiście a nawet czując w kościach mogę stracić kilkanaście czytelniczek z tego powodu , jednak lojalnie uprzedzam mówię ogółem nie jednostkowo- ale cóż nic na to nie poradzę ,a  skoro ma twardy charakter to zbytnio nie będę się nad tym rozdrabniać. Kiedyś pewna bliska mi osoba powiedziała ' to nie jest ta sama blogosfera co kiedyś'. Wtedy tego nie zrozumiałam , jednak po ostatnich przemyśleniach i sytuacjach, które zauważyłam muszę przyznać jej rację. Krótko mówiąc jestem tu ponad 3 lata, przez te wszystkie miesiące widziałam wiele i notorycznie spotykam rzeczy - cuda i dziwy, które potrafią odebrać radość z blogowania.


Jestem chyba staroświecka albo zbyt słowna: wiecie jak mówię coś konkretnie to staram się tego trzymać, nie wymagam aby inni to robili ale jak ktoś mówi jedno to niech stara się tego trzymać bo bycie słownym również jest ważne prawda? 

Kilka tygodni temu odezwała się do mnie ( jak i kilkunastu innych osób) pewna firma na S.
Powód współpraca: najpierw kilka słodzeń na temat bloga i potem zdanie typu 'zrób coś dla siebie'. Ok - staram się odpowiadać na wszystkie mejle więc weszłam na stronę marki by zobaczyć o co tyle szumu i co chcą bym pokazała. Pierwsze wrażenie? Strona startowa i wibratory! Mile Pani odpisałam, że życzę im powodzenia ale to co oni oferują nie wpisuje się w tematykę bloga. Nie zaglądałam czy mają żele czy cokolwiek innego - sorry ale nie. Higiena intymna jak dla mnie to osobista rzecz i jak chcę coś kupić pójdę do sklepu a nie będę brać jako 'współpraca' ( czy tylko ja słysząc słowo lubrykant szufladkuję to w kwestii łóżko ?) . Rzecz w tym, że na forum była gadka szmatka, śmiechy chichy i jedna kpina z oferty. Zarzekania się, że żadna z dziewczyn nie będzie brać w tym udziału. Minęło kilka dni, tygodni powoli Instagram zalewała fala zdjęć żelu / czy innego specyfiku tejże firmy. Szok doznawałam właśnie wtedy gdy widziałam u kogo te specyfiki są. Praktycznie no prawie przy tym obrazku było zdanie 'zadbaj o siebie' tsaa brakowało mi linku do strony marki i do wyskakujących wibratorów na powitanie. Ja nie wiem na ile i czy w ogóle jest ważne słowo blogerki ' nie biorę tego' skoro po kilkunastu dniach widzę u niej taki produkt! Widocznie trzymanie się własnego słowa kontra dobra współpraca nie jest ważne bo Ty możesz jedno mówić swoim znajomym koleżankom, skusić się na kolejny darmowy produkt bo co innym do tego? Powiesz 'zmieniłam zdanie' i już po sprawie choć zawsze można użyć argumentu' nie podoba się to nie zaglądają'. Sęk w tym, że ja jestem naprawdę staroświecka bo dla mnie słowo jest droższe , dla mnie jest droższe to co ktoś powie przy pierwszym zetknięciu się z czymś bo jak to dzieci twierdzą ' pierwsze słowo do dziennika drugie do śmietnika' .

No bo jak ktoś kto nie trzyma się jednego prostego zdania, ogólnie nie mile komentował ową markę robiąc to z lekkim śmiech ma być później dla mnie wiarygodny w blogowaniu? Pal licho co widziałam kiedyś u niej / nich na blogu jak bardzo polegałam na opinii takich osób... To jest coś co nie daje mi spokoju. I tu nie chodzi o jakąś zawiść czy frustrację rudej marudy ale jednak jakaś norma czy też granica musi być. Owszem istniej wolność słowa czy wyboru jednak jak dla mnie gdy zabierasz głos w szerszej dyskusji musisz się liczyć, że to co powiesz będzie wysłuchane i czasami zapamiętane, a każdy wie i choć raz słyszał frazę ' internet nie zapomina'.


Być może jestem zbyt naiwna twierdząc 'słowo najpierw'?. W obecnych czasach więcej osób liczy na korzyść materialną czy na przysłowiowy darmowy 'gift' bo jak nie weźmiesz tego teraz do druga taka okazja się nie zdarzy.

Może zbytnio dramatyzuje i marudzę z tego powodu? Może z ucałowaniem ręki powinnam brać co mi dają , a na innych portalach śmiać się perfidnie z oferty tej marki jednak to według mnie jest nie fair. Jeśli mi marka nie odpowiada powiem to na głos, może się zaśmieję czy coś ale choćbym nie wiem jak mnie przekonywali to nie będę dla nich 'pisać'. Koniec - kropka.
Nie jestem zwolenniczką robienia takiego cyrku : a co mi , tam pośmieję się z dziewczynami, powiem kilka słów bo przecież i tak one o tym zapomną. Mój komentarz zniknie wśród setek rozmów i kto mi potem udowodni, że tak mówiłam? Kto będzie szukał moich słów?
Ja będę! Bo taka jestem - i za przeproszeniem gówno mnie obchodzi czy zmieniałaś zdanie bo Ci zapłacili czy też naprawdę przemówiła do Ciebie idea marki. 
Chociaż ktoś mi może powiedzieć ' szydzenie z marki nie oznacza odmowy... sama to robiłaś' . A i owszem ale skoro szydzisz z marki, robisz im antyreklamę to chyba oznacza jedno czy nie? Jasne, zaśmiałam się z oferty, ale jej nie przyjęłam - moje słowo dla mnie wiele znaczy. 

Aczkolwiek muszę Wam powiedzieć, że z ciekawości zajrzałam na jeden blog, korzystający z produktu tejże marki na S. Zaskoczyłam się. Mile się zaskoczyłam bo przeczytałam prawdziwą opinię na temat zbyt drogiego produktu, który wypada przeciętnie. Bo wiecie jak widzę z dala te słodko pierdzące pierdoły, płynący lukier i migoczącą różdżkę w całym poście to nie wiem czy mi bardziej żal tejże autorki / autora czy bardziej mi żal ekipy od PR-u firmy, która wybrała sobie takową personę do promowania swojego asortymentu: bo z jednej strony gdzie indziej zrobi / zrobiła im antyreklamę a z drugiej po prostu cud, miód marka! Jednak jak widać są wyjątki!

Więc co bym powiedziała tym lukrowanym panienkom, które jedno mówią a drugie robią?  Nie wiem jak Ty, Ty czy też Ty się z tym czujesz ale całe to słodkie gadanie, wsadź sobie głęboko w tyłek! Twoje słowo dla mnie straciło wartość, Twoja opinia koło mojej pupci lata a Ty jak chcesz dalej baw się w wzajemne kółko adoracji - wszak pisz dobrze, lej miód o produkcie gówno wartym i tak dostaniesz ogrom giftów czy propozycji ;)

Cóż a może i moje słowo jest nic nie warte? Może jestem za stara na zabawę w podchody i za bardzo uwielbiam swoich czytelników by wciskać im kity na szynach? Może po prostu powinnam przełączyć się na ten tryb 'piszę sweet, super, hiper zachwalam - byleby statystyka rosła, a kosmy leciały z nieba'?

Takich przykładów mogę podać wiele ale ten jest najświeższy i na czasie.

Bo chyba żadna z nas nie chcesz polegać na opinii takiej osoby? A może jednak każdy chce czytać słodkie pierdoły?

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze