18:44

Guerlain Cils d'Enfer Maxi Lash (mini mascara)

'Cześć! Jestem marka Guerlain! Będę Twoim bóstwem i największą miłością♥. Co prawda jestem droga w utrzymaniu ale uwierz mi, warto inwestować we mnie! Przyozdobię Twoje lico pięknymi kolorowymi kosmetykami, a Twoje ciało i umysł owiną moje liczne sukienki! Będę pierwsza dla Ciebie i za każdym razem sprawię, że w swoim ciele będziesz czuć się jak dzika kotka. Obiecuję Ci wiele miłości i oddania z mojej strony, w zamian chcę byś po prostu darzyła mnie ogromnym uczuciem najczystszej miłości: miłości matki do swoich uroczych dzieciaków ♥. Zabiorę Cię na sam szczyt góry i pokażę najpiękniejsze zakątki a więc daj łapkę i chodź, pokażę Ci świat Guerlain - pokażę Ci nas' ♥
Ok, dobra poniosło mnie ale cóż zrobić skoro to właśnie Guerlain jest moją miłością ( tak samo Smashbox! ♥) i tak samo jak Smashbox rozczarował mnie swoją mascarą Full Exposure, którą rozliczyłam do cna, tak samo dziś mimo mojego uwielbiam do Ciebie Guerlain - będą baty!


Jest coś takiego w Guerlain, że oni kupują mnie całą. Rzadko zdarza mi się nie piszczeć z zachwytu jak stoję w Sephorze i oglądam te ich cuda ♥. Kupili mnie totalnie! Ale ale jedyną rzeczą, która u nich mnie nie kupuje to słynne Meteorytki - po prostu to mnie odpycha, drażni i mówi 'nie' ;D.

Ten tusz chodził za mną długo, czytałam wiele opinii i głównie były dawane mu niezłe baty: że skleja, że sie ospypuje, że za drogi... ale było parę zachytów, które trzymały mnie przy myśli 'u mnie taki będzie, błagam musi!'. Zresztą już po opinii dość skrajnej u Beaty mówiłam 'liczę, że u mnie będzie lepiej' - wszak on ma takie piękne złote opakowanie ( pełnowymiarowe) ♥.

Ale gdy na święta Sonia ( znowu ona! ♥) przysłał mi to mini przez moje ciało przeszedł dreszcz ekscytacji!. Zaś gdy juz wylądował na moich rzęsach: śmiech, radość, zgrzytanie zębami i płacz!

Czarujący atut i broń w sztuce uwodzenia... Maskara Cils d'Enfer dodaje spojrzeniu intensywności i głębi. 

Do jakiego rodzaju makijażu ?
Nadzwyczajna formuła pogrubia i podkręca rzęsy, a dodatkowo doskonale się trzyma. 
Na czym polega jej sekret? Połączone działanie trzech polimerów, które zwiększają objętość, zmiękczają i utrwalają rzęsy. 
Już od pierwszego pociągnięcia to idealnie współgrające trio wydłuża i podkręca rzęsy, zapewniając trwałość i jednolitość Twojej stylizacji.
Można łatwo pomalować kilka warstw, by uzyskać indywidualnie dobrane pogrubienie: efekt jest natychmiastowy, stylowy i trwały.
Czarny, głęboki pigment uwydatnia rzęsy urzekającym, połyskującym i wyrazistym kolorem. 




I tak, mój najukochańszy Guerlain mnie po części zawiódł (jest podobnie jak z mini tuszem Smashboxa).  Szok i niedowierzanie. To jest tusz z cyklu 'daj jedną warstwę' nic więcej. Tak jak Full Exposure, jak They're real od Benefit ten tusz wygląda dobrze z jedną wastwą.
Jedna warstwa = rozdzielone rzęski, lekko wydłużone i podkręcone. Daje to bardzo naturalny efekt, rzęsy są lekkie i 'suche', nie tworzy grudek.
Dwie warstwy = klejenie w jedną kupę, ciężkie rzęsy, strasznie mokre i wolno schnące, odbijanie się tuszu na powiece dolnej i górnej.
Owszem tusz przy jednej warstwie może lekko odbic się ale łatwo to idzie usunąć, jednak gdy miałam dwie warstwy i zamykałam oczy to wszystko pod spodem miałam upaćkane! Co przy jednej warstwie nic takiego nie ma!

W kwestii obrony powiem tak: on się nie kruszy i nie osypuje, potrafi wytrzymać wiele godziny w stanie nienaruszonym, zmyje go dobry płyn miceralny ( niestety moje mleczko z Balea bardziej go maże ;x) ale naprawdę trzeba ubrać 'jedną warstwę'.




Złote pełnowymiarowe opakowanie ma przepiękny kształt i wygląda po prostu luksusowo. Robi wrażenie wow! I tym mnie właśnie ta mascara kupuje ale czy moje mini wygląda gorzej? Czarne opakowanie ze złotymi napisami zawsze wygląda elegancko i gustownie. Na czubku mascary mamy charakterystyczne 'G' dla marki, więc dbałość o szczegoły nawet w tak maleńkim produkcie jest zachowana ♥.

Szczoteczka - lubię ją za swoją prostotę i nieprzekombinowanie. Idealnie dociera do każdej rzęsy jednak gdy idzie z drugą warstwą coś się zmienia - po część może być to wina konsystencji tuszu po drugiej części zbyt idealnie ułożonych rzęsek na szczotce , sama nie wiem.

Kolor NOIR jest czarny, mocny i intenstywny, tak jak mówiłam moje mleczko ma problemy z jego zmyciem, ale zaś mleczko rodzimej marki Guerlain robi to wyśmienicie ;D

A efekt? Nie wiem ile razy robiłam podejścia do tych zdjęć no ale cosik tam mam ;D


 

Już rozumiecie o co mi chodzi? Ta jedna warstwa jest ok, pasuje mi chociaż też nie ma rewelacji ale ta druga? To wygląda okropnie! Wielkie bleeeeeeeeeeeeeeee!

Cóż rzec? Mini tusze moich ulubionych marek mnie rozczarowują! Stać ich na więcej, a nie na to ;(

Guerlain Cils d'Enfer Maxi Lash to tusz z wysokiej półki. Dostępny jest w trzech odcieniach: Noir, Mokka ( brąz), Marine ( niebieski na lato). Za przyjemność obcowania z tym tuszem w Douglasie zapłacimy 159 zł / 8 ml, w Sephorze za tą samą pojemność 169 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger