20:14

Pierre Rene Lip Gloss Party On ( 15)

Każda kobieta w swojej kosmetyczce jako punkt obowiązkowy powinna odnotować czerwoną szminkę lub błyszczyk. Chociaż zwolenniczek cukierkowo wyglądających, klejących się jak wyżuta guma błyszczyków grono coraz bardziej się uszczupla ( wiadomo czemu) to producenci na potęgę zasypują nasz rynek takimi produktami. Jednak gdy już zdecydujemy się na błyszczyk zazwyczaj stawiamy na sprawdzone tony: nude, perłowe lub lekko różowe. Ot tak, bo one nie zrobią nam krzywdy. Z czerwienią jest inaczej: choćbym nie wiem czy w posiadaniu masz szminkę, kredkę czy klejącą się formułę błyszczyku owa czerwień w każdym z tych wykonań będzie odznaczać się z przysłowiowego kilometra. Cóż taki los takiego koloru. Nie dość, że czerwień jest dość specyficzna to nie jest kolor dla każdego. To nie jest tak jak w bajkach Disneya czy Pixara większość księżniczek albo ma usta w kolorze czerwieni albo różu - litości, nie każda z nas będzie w nim się czuć dobrze. Po pierwsze czerwień odznacza klasę i odwagę, jest też kolorem najbardziej eleganckim - to nie jest kolor na wiejską potańcówkę w strażackiej remizie! Po drugie: ubranie czerwieni dla niektórych jest prawie jak święto - bo czerwień nie zasługuje na byle jakie towarzystwo!


W moim przypadku jest inaczej: jako rasowy rudzielec czerwień mogę nosić wręcz bezkarnie.  W moim typie urody to jest wręcz nakaz / przymus. między mną a czerwienią istnieje pewna chemia / więź i grzechem z mojej strony byłoby gdybym tego nie wykorzystała. Cóż jednymi są pisane czarne, mocne kreski natomiast mi jest to czerwień.
I wiecie co? Tak jak do picia alkoholi przy rodzicach ( a nie w krzakach za domem) trzeba dorosnąć tak jest właśnie z tego typu akcentem w makijażu. I o ile czerwone pomadki noszę rzadko ( może za rzadko) to szybciej jestem skłonna ustroić swoje usta w taki odcień błyszczyka - co jak co ale rude + czerwone usta czasem może wyglądać lekko 'zdzirowato'  (ach słownictwo! ;D)

Szykowne błyszczyki do ust nowej generacji. Formuła o konsystencji żelu gwarantuje głęboki kolor, bardzo intensywny blask, długotrwały efekt makijażu z doskonałym kryciem. Utrzymuje optymalny poziom nawilżenia.





Party On, który jest moim dzisiejszym gościem wpisu to nic innego jak błyszczyk w kolorze soczystej czerwieni. Zanim dojdę do tej właściwej części wpisu to musicie wiedzieć, że najpiękniejsza czerwień to taka czysta, bez dodatków: z jednej strony prosta z drugiej wykwintna.

W przypadku Party On ta czerwień aż skrzy od ilości migoczących drobinek. Rozumiem, że to ma być w typie 'impreza gra' więc jest brokat ( brak tylko kuli dyskotekowej) ale litości!  Wrzucenie setek drobinek do czerwieni jest jak profanacja - to tak jakby zrobić makijaż najdroższymi kosmetykami tylko po to by iść do spożywczaka kupić kg boczku i 2 kg cebuli!
Rozumiem, że są zwolenniczki takiego ruchu - a se bądźcie ale jako rudzielec , tym bardziej, że nadal jestem 'antydrobinkowa' ( wyjątek: błyszczyk Guerlain!) to mówię temu dość!


Skoro chwilowy bulwers mam już za sobą to część na konkretną opinię o owym produkcie. Na moje szczęście i ku radości rudzielcowego zmysłu podczas nałożenia błyszczyku na usta drobinek prawie nie widać. Ilość wrzuconego skrzącego pyłu aż szczypie w oczy i powoduje ból zębów jednak nie mam pojęcia gdzie to wszystko jest skoro na ustach jest wręcz gładka tafla kolor z ledwo widocznymi drobinkami, no dobra z kilkoma drobinkami?

Mój kolor to nr 15 Party On i jestem zdziwiona odcieniem. Na stronie producenta owa 15 - stka wpada w bardzo śliczny róż ( a dostępnych jest 27 kolorów). Natomiast kolor no.14 bardziej wygląda na mój więc się po prostu zastanawiam czy producenta a raczej jego ekipa wlepili na ten lip gloss odpowiednią etykietkę :-D

To co mi się w tym błyszczyku nie podoba to lepka, gęsta konsystencja. Tutaj zawiodę wszystkie miłośniczki lekkich mazideł - Party On wręcz skleja usta, jest po prostu ciężki w noszeniu przez kilkanaście pierwszych minut.



Nie odpowiada mi taka formuła - osobiście czuję się jakbym robiła balon z gumy a on w trakcie swojego powiększania pękł i obkleił mi połowę twarzy i ust, ugh ;(

W obronie mam jeden konkretny argument: minimalistyczne, maleńkie opakowanie - idealne do torebki czy też kieszeni bo to nie jest wielkość, która można przypadkiem z kieszeni gdzieś wywędrować ( wierzcie, tak mi kiedyś wywędrował błyszczyk z Clinque :x).
Aplikator w kształcie pacynki jest inny niż te które obecnie znacie. Pacynka w formie kuleczki ma lekko ścięty kształt, który jest wyciągnięty ku górze. Jest dość miękka ale w moim odczuciu za duża przez co czerwień po prostu trafia i na usta i na twarz ( wizualizacja: wyobraźcie sobie, że do Waszych ust przyssał się bezzębny pan Bodzio, który całuje Cię na umór! I tak właśnie błyszczyk migruje po buzi ;P)



A skoro już o migracji koloru mowa ... jedno pociągnięcie nie wystarczy na pokrycie ust. Im więcej dokładam by wypełnić prześwity tym więcej usta się kleją a buźka staje się upaćkana - zdarza się, że błyszczyk nakładam pędzelkiem a nie aplikatorem ( dla wygodny i lepszego efektu ).

Nie zauważyłam by ten gagatek miał jakieś właściwości odżywcze. Sam kolor u mnie trzyma się jakieś 1.5 - 2 godziny (bez jedzenia i picia). I tu zaczynają się ogromne schody bo owy lip gloss strasznie się maże ( nie wiem jak on to robi ale ciągle jest poza ustami). Drobinki nigdzie się nie wgryzają za co duży plus.

Z robieniem zdjęcia miałam problem: na każdym zdjęciu kolor wychodził wręcz nenowy i był tak jakby 'rozwarstwiony'.

Poniżej zaraz po nałożeniu / drugie zdjęcie 15 minut od nałożenia:



Bądź co bądź w całości prezentuje się dobrze jednak migracje, ciężka formuła i nieodpowiedni aplikator utrudniają nam nasze relacje.
Ten kolor ma potencjał ale trzeba go dopracować.

Dostaniecie go na stronie pierrerene.pl w cenie 7 ml/ 12.99 zł.

A u Klaudii było o innym odcieniu , które ( ku mojej zazdrości) jej się sprawdził fenomenalnie ---> klik

A Tobie Iwonko dziękuje ♥


Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger