09:32

Bielenda Carbo Detox: Oczyszczający żel węglowy & pasta węglowa do mycia twarzy

Co prawda ten wpis miał ukazać się w ubiegłym miesiącu jednak potrzebowałam jeszcze chwili by dokładnie pozbierać swoje myśli w słowa i zdecydować czy tak naprawdę warto inwestować w nową serię Bielendy. Nie da się ukryć, że kosmetyki, które w swojej nazwie czy też w wymienionych właściwościach mają napisane słówko 'węgiel' coraz bardziej zbierają laury wśród kobiet i są najchętniej kupowane. Mi jednak węgiel zawsze będzie się kojarzył z czymś brudzącym i z czymś co osobiście bym nie wybrała do swojej pielęgnacji. Tak się stało, że w lutym trafiły do mnie dwie nowości z serii Carbo Detox: żel oczyszczający i pasta węglowa i w sumie powinnam się cieszyć z tego powodu bo po pierwsze: fajnie jest testować nowości,  po drugie kosmetyki z węglem dedykowane są skórze trądzikowej, zanieczyszczonej czy też tłustej więc ja jako posiadaczka cery mieszanej (w kierunku normalnej) mogę się przekonać czy tak wychwalany węgiel ostatnio działa tak jak o nim mówią no i po trzecie ja po prostu lubię się czasem ubrudzić co węgiel mi umożliwia ! ;D


Po części wiedziałam czego mam się spodziewać po obu produktach: już wcześniej miałam styczności z ich maską węglową, którą dostaniecie w saszetkach . Jednak moje wyobrażenia odnośnie tych produktów i ich działania zdecydowanie odbiegają od tego co czuję gdy je używam i tego co obserwuję na swojej buzi. Jaki wniosek? W końcu warto czy nie skusić się na tą serię? ;>

Oczyszczający żel węglowy

Linia detoksykujących kosmetyków węglowych o silnym działaniu detokosykującym opartych na naturalnym aktywnym węglu.

Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy o działaniu detoksykującym szybko i skutecznie myje i odświeża cerę mieszaną i tłustą, usuwa zanieczyszczenia, makijaż i nadmiar sebum.

Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Carbon Black, Niacinamide, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Parfum (Fragnance), Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone



Z tej dwójki produktów właśnie ten żel darzę większą sympatią ;) Chociaż główną rolę odgrywa tu zapach to nie mogę mu odmówić jego działania. Oba produkty dedykowane są dla cery mieszanej i tłustej i muszę stwierdzić po ich działaniu, że cera sucha, wrażliwa czy też normalna niestety nie będą zadowolone. I tu fenomen bo na mojej mieszanej cerze spisuje się dobrze jednak moja cera idzie w kierunku normalnej i coraz bardziej taka się staje, to nie ukrywam, że są dni, gdzie po prostu zamiast tego żelu czy tej pasty wybieram inny produkt myjący (niestety w przypadku innych cer niż tłusta & mieszana produkty mogą przesuszać).

Żel oczyszczający oczarował mnie już przy pierwszym użyciu, pięknie rozjaśnił cerę i lekko ją zmatowił. Przy regularnym używaniu zauważyłam zwężenie porów, mniejszą widoczność zaskórników ale żeby nie było tak pięknie nie mogę go używać rano i wieczorem ;(. Jeśli użyję go rano to wieczorem na buzi ląduje inny produkt i tak w kółko, sęk w tym, że moja cera idąc w stronę normalnej przy częstszym używaniu tego żelu staje się sucha . Co prawda po jednorazowym użyciu czuć lepką warstwę na buzi, która znika po czasie to jednak regularne stosowanie daje inny efekt.
Matowi i to pięknie, czasem mam wrażenie, że za mocno ale tu nie jestem obiektywna, moja strefa T nie jest przetłuszczająca się i ciężko mi stwierdzić czy ja po prostu tak mam czy to zasługa żelu, osoby z tłustą cerą będą zadowolone mimo wszystko ;).



Nie będę ukrywać, że przyjemnie stosuje się go z rana, bo a) przepięknie pachnie owocowo tak jakby arbuzem b) rozjaśnia i matuje tak pięknie, że makijaż znacznie lepiej wygląda a sama cera zdaje się być wypoczęta i 'zrelaksowana'. Jedyny chyba taki większy minus to fakt, że węgiel brudzi i w tych kosmetykach to widać. W samym żelu nie jest to aż tak uciążliwe jednak gdy umyję nim buzię to później gdy przejadę nasączonym wacikiem z tonikiem po niej to widać, że biel wacika staje się szarawa ( na szczęście tu wystarczy jeden wacik), no i nie zapomnę o aspekcie, że niestety ale szczypie w paczadełka ;(.
Czy zapobiega wypryskom? Czy wyrównuje koloryt? Tutaj ciężko mi to stwierdzić bo wielkiego problemu z wypryskami nie mam a mój koloryt jest ujednolicony (nie licząc piegusków ;P)

Z początku myślałam, że całe opakowanie jest czarne, dopiero kiedy zaczęło mi ubywać, żelu odkryłam iż spokojnie mogę podejrzeć ile mi go zostało. Pompka się nie zacina i na plus posiada wygodne zabezpieczenie bo wystarczy przekręcić i voila ;) Czarny, lejący żel pieni się lekko aczkolwiek jest dość wydajny choć ja używam go teraz raz dziennie (stosowanie zaczęłam w lutym).
Ogólnie z tej dwójki to właśnie ten żel jest łagodniejszy dla skóry.

Pasta węglowa do mycia twarzy 3 w 1 (pasta, peeling, maseczka)

Aqua (Water), Kaolin, Carbon Black, Glycerin, Pumice, Polyethylne, Sodium Laureth Sulfate, Illite, Salicylic Acid, Panthenol, Montmorillonite, Calcite, Polysorbate 20, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum (Fraganance)



Pasta 3 w 1 to jest dopiero killer! Tutaj powiem, że polecałabym ten produkt osobom u których naprawdę potrzeba solidnego oczyszczania i u których świecenie się wygląda jak zapalona lampka nocna! Pasta, peeling czy maseczka? U mnie to jest zmiennie, jednak najczęściej wybieram pastę ponieważ cokolwiek wybierzesz z tej trójki to efekty są te same czyli:

  • zmatowiona cera,
  • odblokowane pory,
  • wygładzenie,
  • mocne oczyszczenie - wręcz skrzypiąca skóra,
  • delikatne złuszczenia naskórka,
  • łagodny masaż dla cery.
Z tym produktem mam problemy od samego początku ... Ale najpierw konkretnie o działaniu: jest solidna porcja oczyszczenia i wręcz skrzypiąca skóra, czasem moja cera wręcz woła 'pić' więc stosuję ten produkt 1 - 2 razy w tygodniu bo większej potrzeby nie czuję. Producent tutaj mówi, że produkt ma też właściwości rozjaśniające - owszem jeśli zastosujecie opcję 'maska' w innym przypadku tego nie zauważycie a dlaczego? Mam wrażenie, że szara maź 'wgryza' się w skórę , osiada i cera momentalnie staje się dosłownie szarawa! Najśmieszniejsze jest to, że gdy umyję nim buzię, przetrę wacikiem z tonikiem, jednym, drugim to nadal widzę szarość, taką szarość że zwyczajnie sięgam po szare mydło by zmyć resztki produktu. I tu zaznaczę sama produkt cholernie szczypie w paczadełka!


Moja cera lubi glinkę ale białą, z zieloną miałam styczność pierwszy raz - i tu powiem jedno: zero podrażnień na skórze czy jakiegoś szczypania podczas mycia  (jakby ktoś pytał). Cuda się dzieją z konsystencją bo stosująca normalnie do mycia wyczuwam w niej małe drobinki, które robią za delikatny peeling, nakładając jako maskę ta szara maź zasycha powoli i tworzy skorupę jednak gdy przytrzymasz ją za długo poczujesz pieczenie - podczas zmywania maseczki czuć jednak małe drobinki.
Chyba największy taki minus zawarty jest w jednym słowie: brud. Ta pasta węglowa brudzi aż miło! Umywalka, ściany dosłownie brud jest wszędzie i niemiłosiernie mnie to irytuje! W przypadku żelu wystarczyło go po prostu zmyć wodą i nigdzie śladu nie było po jego użytku, a tutaj? Tutaj jest jeden wielki sajgon :D

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zraziła do tej pasty: wydajność i opakowanie. Kiedy pierwszy raz ją otworzyłam wyleciało z opakowania tyle co kot napłakał, zassało powietrze i tyle a może aż tyle bo pierwsze opakowanie starczyło mi na 3 razy! Szok! W tej sprawie pisałam też do Bielendy i zaproponowali mi drugi produkt, jednak zdążyłam wcześniej kupić nowy ;). Nie jestem zwolenniczką otwierania produktów w drogeriach jednak po swoich przeżyciach z tą pastą węglową (a raczej niepełną zawartością i / lub jej brakiem) tutaj zrobiłabym odstępstwo zwłaszcza, że ktoś pisał iż w przypadku tej pasty słychać, że opakowania są niepełne i więcej tam powietrza niż produktu ;(. Patrząc na moje opakowanie i ilość zużycia (tak na paczadełko) to będzie mi służyć jeszcze może na 5 razy, co w sumie daje wyniki 10 - 14 użyć.
Jeśli chodzi o opakowanie: ok, miękka tubka, zatrzask i tu są schody ponieważ jak już raz otworzysz opakowanie to zatrzask ponownie nie łapie i się nie zamyka -,-.


Pasta ma przedziwną konsystencję bo jak już ją wydobędę wydaje się gęsta , jednak sama z opakowania leci jak szalona ;D. Specjalnie jakoś nie pachnie albo ja po prostu nie skupiam się na zapachu w tym przypadku ;). Nie zauważyłam też by się pieniła podczas zmywania.

Czy jestem zadowolona? I tak i nie, po pierwsze nie ukrywajmy, że węgiel w tych kosmetykach w moim przypadku może przesuszyć cerę, po drugie w mniejszym/ większym stopniu osadzają się na skórze przez co albo wystarczy użyć nasączonego płatka z tonikiem albo po prostu zwyczajnie umyć buzię ponownie. Żel rozjaśnia, pachnie pięknie i w miarę łagodnie obchodzi się z naszą twarzą i to jego jeszcze raz u siebie zobaczę, natomiast pasta działa 'agresywniej', bardziej brudzi, daje więcej efektów przez mnogość zastosowań ale jest mało wydajna i niestety albo stety jeśli moja cera dalej będzie się 'normalizować' to ten produkt nie będzie dla niej.

Serię Carbo Detox dostaniecie w sklepie online Bielendy ---> klik, żel 195 g/ 15.65 zł; pasta 150 g / 14.23 zł lub w drogeriach lokalnych (przynajmniej w mojej są ;))

Psss mało? U dziewczyn też pojawiła się opinia na temat tej serii:

Martyna ---> klik
Aga ---> klik
Karolina ---> klik
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger