00:17

Lipiec w zdjęciach ;)

Cieszę się, że ten miesiąc jest już za nami. Dosłownie mogę powiedzieć i zaliczyć go do najgorszych w tym roku. Spadek mojej aktywności zarówno tu na blogu jak stan mojej psychiki w tym momencie leży i kwiczy a ja się nadal zastanawiam 'po co i na co to wszystko'. Nie mam pojęcia czy pula nieszczęść na ten rok została wykorzystana ale nawet nie wiecie jak cieszy mnie świadomość, że zaraz sierpień i można zaczynać wszystko na nowo! A co się stało?

Na IG wspominałam, że pierwszy dzień tego miesiąca nie zwiastował nic przyjemnego - po wielu wspólnych latach (ponad 10- ęciu) przyszło nam pożegnać naszego kociaka :(. Do dziś nie wiem jak przeżyłam ten czas gdy weterynarze nie mieli zamiaru go obejrzeć (jeden powiedział 'kotami się nie zajmuje') no kur.wa weterynarz od siedmiu boleści ...

Jednak gdy pożegnaliśmy nasze kociątko wydarzyło się kilka fajnych rzeczy nim jak to się mówi 'wszystko po prostu zje..ało :O', same spójrzcie :)


Roznoszę listy z urzędu. Niby nic bo zajmuje mi to dwie godziny dziennie ale przynajmniej w końcu będę wiedzieć kto, gdzie mieszka na tej wsi. A no i mogę popstrykać zdjęcia takiej pięknej, prostej natury (no tak, zawsze jak mam dużo poczty to pada , zawsze -,-).



Sezon na porzeczkę był i się zmył. Szkoda bo zdecydowanie czerwoną mogłabym jeść kilogramami, niestety ta skubana w ogrodzie się nie chce trzymać zaś czarna jak nigdy trzyma się doskonale i co roku uracza nas ogromem owoców - o dziwo w tym roku było jej mało. Mi to pasuje bo w domu czarną porzeczkę je tylko ... mama! I tak, znowu padało! Bo na palcach jednej ręki mogę policzyć ile było ciepłych dni w lipcu!


Zimno nie zimno ale jakoś się prezentować trzeba co nie? Któregoś dnia postawiłam na swoje koturny, które służą mi już kolejny rok - mega wygodne, wysokie a przede wszystkim doskonale (wbrew pozorom) komponują się z jeansami jak i kiecką. Nawet z tej okazji na czerwień pomalowałam pazury u stópek yey! *.*


Czy muszę mówić coś więcej? Gdyby nie ona to w tym miesiącu bym palcem nie ruszyła a tak bawię się, skaczę oglądam 1501932270 raz 'Strażaka Sam'. śpiewam jej 'ta Dorotka ...' i takie tam inne dziecięce pierdoły - a ten uśmiech wynagradza wszystko! ♥♥


Bób dobry i tyle w temacie !


Lilie ♥ Piękne i najpiękniejsze ma akurat mój sąsiad i to właśnie przez płot mogę je podziwiać. Cudne są! Zachwycałam się nimi przez długi czas i już mi brakuje ich akcentu na podwórku (choć aktualnie kwitną u nas te tygrysie :)).







Gdzie byłam jak mnie nie było? A no w Łebie! K obiecał mi morze i słowa dotrzymał, byczyłam się na plaży, zwiedzałam i zjadłam okropne lody pfee! :( Już nie pamiętam w której lodziarni je braliśmy ale moje były o smaku wanilii i Nesquika! Wanilia była zbyt mocno przesłodzona, wręcz sam cukier zaś smak Nesquik był tak gorzki, że miałam wrażenie 'smakuje jak kakao z puszki, to gorzkie ' . Bleeeeeeee!
Łeba mnie trochę przytłoczyła ilością ludzi - w Ustce czy Kołobrzegu jak byliśmy nie było tak tłoczno a tu mimo wiatru spory tłum. Ale brawo dla mnie bo kolejny raz okazuje się, że w wielkim mieście mam lepszą orientację w terenie niż mój K, który zamiast iść na plażę wyszedł w las (oczywiście nie wiem jak to zrobiłam ale po 10 minutach byłam nad morzem bez żadnej mapy czy nawigacji, ok wiem bo byłam tak wkurwiona na niego,że trasę pomylił że prawie za mną biegł :D) i tak samo gdy mój K sobie gdzieś zawędrował to znowu ja celnie trafiłam na nasz parking (jakieś 30 minut drogi od plaży). Ja to jednak bystra w terenie jestem! (ok mam fotograficzną pamięć i dobrą orientację - AMEN!)


To zdecydowanie moje ulubione miejsce z lipca = wyciszające, piękne i takie 'ufne'. Takiego miejsca teraz potrzebuję by zrobić całkowity reset.

Przyznaję, że ostatni tydzień nie był dla nas łaskawy - w ubiegły piątek (22.07) zmarł brat mojego taty :(. Niby byliśmy przygotowani, pożegnałam się w szpitalu ale ta wiadomość zrobiła spustoszenie bo wiecie to była jedna z trzech osób w rodzinie, z którą idzie / szło żartować a przede wszystkim z tą rodziną jesteśmy najbardziej zżyci (a wujek z ciocią zawsze nam pomaga /ł w złych czasach).
Dzień pogrzebu (poniedziałek) przypłaciłam roztrojeniem żołądka (uwierzycie, że do dziś mnie to trzyma?:O), drążącymi rękoma jak u alkoholika na odwyku a przede wszystkim do dziś na samą myśl robi mi się słabo (a na pogrzebie wyłam jak bóbr! :x). Chyba o tym jak bardzo byliśmy zżyci świadczy fakt, że moja mama w połowie ceremonii na cmentarzu wyszła - sama powiedziała 'nie mogłam tam stać, nie umiałam'.

Więc to jest przyczyna tego czemu mnie tu nie ma, czemu jest mnie mało i czemu mam taki pokręcony dołek. Za dużo i za intensywnie się działo - dlatego sierpniu please, be good to me! ♥
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger