Kosmetyczne fenomeny, które mnie nie kupują cz.5

By Justyna Wiśniewska - 00:05

Dopadła mnie ostatnio jakaś deprecha, tak naprawdę wydarzenia ostatnich dni odbiły się solidnie na mojej psychice (a nie mówię już o zdrowiu gdzie ręce trzęsą mi się jakby miała delirium ;O) więc i mam jakieś mniejsze chęci do prowadzenia bloga, nawet mój Instagram czy Facebookowe konto blogowe praktycznie świeci małą moją bytnością tam ... Mam nadzieję, że to chwilowe i że zwykły 'reset' mi pomoże (a przecież każdy z nas ma prawo okazywać choć raz swoją słabość, prawda?).
W związku z tym nie chce mi się zbytnio pisać jakiś mega przemyśleń odnośnie testowanych produktów (być może jeszcze w tygodniu o czymś napiszę) postanowiłam zapewnić Wam kolejną porcję produktów, które mnie nie kupują.
O co w tym chodzi? W tej serii widzicie kosmetyki/ przedmioty, które z niewiadomych przyczyn nie trafiają do mnie 'reklamowo', części z nich nie miałam, czasem jakiś testowałam ale w ogólnym rozumowaniu nie widzę ich na swojej toaletce. Ciekawi co tym razem do nie nie przemawia?

1. Nuxe Huile Prodigieuse . Wielofunkcyjny suchy olejek


Olejek legenda, podobno najlepszy towarzysz kobiety, zachwalany na całym świecie, kochany przez miliony. Doczekał się kilku edycji i tak naprawdę nikt nie może o nim powiedzieć żadnego złego słowa. No nie może ale ja jakoś nie czuję by ten produkt był dla mnie. Owszem ja jestem anty - drobinkowa, anty - olejkowa i Bóg wie jeszcze jaka anty ale to nie tylko. Miałam taki (podobny) olejek z Pat & Rub, wiecie ten z drobinkami który ślicznie pachniał i pięknie rozświetlał skórę, użyłam go może z 4 razy po czym kilka miesięcy leżał w szafie aż się przeterminował. Wniosek? To nie dla mnie ze względu na to, że a) moja skóra nie lubi olejków i wręcz krzyczy 'zmyj to ze mnie', b) jedyne miejsce na które jestem w stanie dąć olejek to włosy. Ale nie łudźmy się, ten olejek kosztuje 125 zł i naprawdę musiałabym mieć coś z głową by kupić go tylko do używania na włosy - a przecież nie chodzi mi tylko o takie jego poznanie. Naprawdę chciałabym mu dać kiedyś szansę, ale zwyczajnie tego nie widzę, może gdybym inaczej/ łaskawiej patrzyła na suche olejki, może gdybym lubiła taką formę byłby z tego miłość a tak tylko pozostaje mi zazdrości jak kobiety zachwalają jego walory :).

Sephora,  100 ml/ 125 zł

2. Zoeva Sweet Glamour Palette



No i nie ma bata ale do kur.wy nędzy komu potrzebna paleta z pastelami? Zrozumiałabym, dla wizażystów, charakteryzatorów - no ok, zrozumiałabym jakby to była 'edycja limitowana' ale serio stała oferta? Może i ma ładne opakowanie ale czy taka zwykła Kowalska zrobi sobie różowo - niebieskie paczadełko i popędzi do spożywczaka po kilo schabu? Nie. Dla mnie to jest cofnięcie się o jakieś 15 lat wstecz gdzie królowały takie barwy bo chyba każda z Was widziała choć raz w życiu panią z kiosku z jaskrawo zieloną plamą na paczadełku? Nie, nie i jeszcze raz nie, zabawę takimi kolorami zostawmy ludziom, którzy umieją się z nimi obchodzić a nie zwykłym kobietom, które muszą tłuc kotlety! Od razu wiedziałam, że ta paleta będzie nie wypałem słyszałam że cienie jakieś kredowe, słabej pigmentacji ale czego się człowiek spodziewa po takich kolorach? Lazuru i róż jak z okładki? A weź ta i idźta z tą paletą jak najdalej.

Mintishop, 89.90 zł

3. Wibo Ecstasy Blusher





Oj, on nie jest zły, widziałam jego pochwały więc co on tu robi? A no to, że marka Wibo nie kupuje mnie jednym faktem: kopiowaniem innych marek. Ja rozumiem inspirację, naprawdę bo przecież trzeba czymś się w życiu motywować ale żeby żywcem ściągać pomysły? Róż a'la kultowy Orgasm Nars'a, palety rozświetlaczy inspirowane paletami Lily Lolo, produkty do ust prawie jak u tej całej Kylie, palety cieni łudząco podobno do tych z UD - dla mnie to już przesada i całkowicie skreśla ich u mnie. Ja nawet nie patrzę na ich półkę w Rossku czy coś - nie jestem za podróbkami więc za takim inspiracjami też nie. Dziwię, się że tyle osób to kupuje: rozumiem  jest taniej i podobniej no ale ... wypuszczanie na rynek aż takich 'kopii' nie przystoi ... nikomu!

Rossmann, ok. 25 zł

4. Obcinacz do skórek



Litości, czy tylko ja nie umiem się nimi posługiwać i za każdym razem leje mi się krew? Dosłownie! Ja nie wiem jak to ludzie robią, że pięknie 'wykroją' nimi swoje skórki bo ja tego nie potrafię i wiecie co? Ja jeszcze bardziej zadrę swoje skórki, sprawię, że przy każdym palcu będzie potężna plama krwi ale samej sprawczyni czyli skórki nie wytnę, no nie. Ja to mam chyba dwie lewe ręce do tego bo jak patrzę na mojego brata, któremu to sprawnie idzie to mi za siebie wstyd, że ja baba i gówno potrafię tym zrobić. Dla mnie to jest jak z zalotką, wszyscy umią a ja i tak tym zrobię sobie krzywdę (aż dziwne, że jeszcze palców nie uciachałam tym :D). Mi wystarczy zwykłe najprostsze radełko za dwa zł,a ale jak patrzę na te kolorowe, różowe z cieniowaniem, jakieś wypasione to sobie myślę ' no i po co to skoro ja i tak zjebie tym całe pazury' :D

Drogerie, 5 zł - 20 zł

A Wy co o tym sądzicie? Z czym się zgadzacie a z czym nie?

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze