22:28

Loreal Volume Million Lashes So Couture

Macie tak czasem, że jak się na coś 'nastawicie' to oczekujecie od tej rzeczy przysłowiowych 'gruszek na wierzbie? No własnie ja tak mam ;D. I nie ma co mi się dziwić skoro w blogosferze można spotkać wiele hitów, produktów, które można uznać za 'kultowe', tylko że z tymi hitami blogosfery jest tak, że nie do końca u mnie się sprawdzają. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć ile 'hitów' wywołało u mnie szczery zachwyt (np. żółta mascara Lovely Pump Up) a ile z tych hitów zostało przeze mnie po prostu wywalone do kosza.
Tusze Loreal już zdobyły rozgłos, już są kultowe i nie trzeba ich przedstawiać więc po tylu zachwytach, pochwałach i czytaniu o jego samych zaletach nastawiłam się naprawdę mocno - oczekiwałam naprawdę spektakularnego efektu i musicie uwierzyć mi naprawdę, jakie było moje zdziwienie kiedy w finalnym efekcie powiedziałam 'no i o co tyle szumu'?


Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które bardzo długo opierały się jego 'fenomenowi'. Wiecie ja nie lubię kupować produktów na które aktualnie jest szał - zawsze podkreślałam, że wolę jak 'szum' ucichnie i dopiero wtedy na spokojnie mogę zabrać się za testowanie takiego cudaka. I tak jest w przypadku kolejnego hitu blogosfery!

Loreal Volume Million Lashes So Couture Tusz do Rzęs Black:
  • idealnie rozdziela rzęsy, nie pozostawia grudek
  • pogrubia, nadaje objętość i wydłuża rzęsy
  • pozostawia rzęsy pięknie podkreślone
  • gwarantuje trwały makijaż


Podobno to jeden z tych tuszy, które powinna mieć każda kobieta. To jeden z tych tuszy, które potrafią stworzyć cuda na rzęsach. To ten tusz powinien być wychwalany bo na to zasługuje , bla bla bla i takie tam. Czy tak jest? Nie. On jest dobry - poprawnie dobry i nie powiem i nie potwierdzę słów 'jest fenomenalny'.
Można uznać, że marudzę, że nie jestem obiektywna (wszak wiadomo, że mi większość rzeczy nie pasuje bo ja to ja i zawsze się czepiam) ale taka jest prawda. Nie mam co przed Wami czarować, że jest inaczej czy stworzyć Wam wymyśloną historię jak to pięknie nam się układa i jak to od pierwszego użycia zapałaliśmy do siebie miłością.
No chyba nie - żadną miłością bo nasze pierwsze spotkanie to była jedna wielka porażka - miałam tak sklejone, pardon OBKLEJONE rzęsy, że momentalnie pod okiem zrobiła mi się jedna wielka ciapa. Minęła minuta, góra dwie tusz znalazł swoje miejsce na dnie (dosłownie) przegródki w kosmetyczce, to COŚ z paczadełka zostało zmyte i potulnie wróciłam do maleństwa marki IsaDora.
Ale ok, pomyślałam może to tylko pierwsze złe wrażenie ma zwiastować ten spektakularny efekt o którym wszyscy mówią, no przecież Ruda 99 % kobiet w blogosferze nie może się mylić więc ściskaj pośladki i na spokojnie go użyj - tak też zrobiłam. 
Dałam jedną warstwę: ok, może być - rzęsy zostały lekko podkręcone, wydłużone i pięknie rozdzielone. Tyle albo aż tyle. Zdecydowanie było widać, że tusz 'zrobił swoją robotę' ale dalej się zastanawiałam gdzie te cuda i dziwy, o których czytałam :D.



Ale, zaraz, moment może trzeba dać dwie warstwy? Super pomysłowa Ruda dała dwie warstwy ... i pal licho co za gówno! :D. Dosłownie! Rzęsy zaczęły się sklejać, tusz odbił się na powiecie , a z mojego pięknego wczesnego umalowania firanek stworzyła się jakaś ciężka 'czarna' kotara. Szczęka mi opadła! Przy dwóch warstwach takie coś? No way! I tak jest za każdym razem : jedna warstwa, piękna firanka (może nie piękna ale robotę tusz odwalił na 4 +) a przy dwóch to jedna wielka masakra ;O.
Jaki wniosek? Używać tylko raz, raz aby rzęsy nadal wyglądały lekko i zalotnie a nie jak jakaś zmora po pijackiej imprezie :D. 
Myślałam, że to wina jego konsystencji ale ona jest odpowiednia: ani nie za sucha ani nie za mokra. Szczotka? Cudna! Dociera do każdej rzęsy, nabiera wystarczającą ilość tuszu, jest giętka i naprawdę 'prosta' taka jak lubię ;)

So Couture na swoją obronę ma kilka aspektów: nie kruszy się, nie robi efektu misia pod paczadłkiem, nie ściera się szybko, jest trwały a przy tym rzęsy nadal wyglądają naturalnie, nie tworzy grudek, nie skleja <--- ale rzecz jasna mówimy o jednej warstwie na rzęsach. Aaaa i ma ładne opakowanie :D


Nie tego spodziewałam się po Loreal Million Lashes. Dosłownie. Tyle co ja się naczytałam, tyle zachwytów a finalnie mogę tylko powiedzieć 'no i o co tyle szumu?'. Jest poprawnie, ładnie ale nie ma 'wow', być może ja za dużo oczekiwałam od niego ? Swoim hitem go nie nazwę  tusz jest ok, nic poza tym ;).

Kto ma / miał ? Jak to jest u was z nim?

Wersję So Couture (w najlepszej / najtańszej opcji) dostaniecie na cocolita.pl ---> 9.5 ml / 25.90 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger