22:21

Tony Moly Happy Sweet Holiday Hand Butter Trio

Tylko święta Bożego Narodzenia sprawiają, że rynek kosmetyczny jest wręcz zalewany produktami stworzonymi specjalnie na tę okazję. Świąteczne kolekcje często będące limitowanymi mają to do siebie, że nawet największą marudę zwabią do perfumerii by choć przez chwilę poczuła się jak dziecko, jak księżniczka , która między paletą z cieniami w formie gwiazdki a uroczymi kremami z postacią piernika mogła jeszcze 'bardziej' celebrować ten czas. Tak się stało, że na święta dostałam słynne trio kremów do rąk od Tony Moly. Miałam Pandę, która jest bardzo urocza ale ta gwiazdkowa kolekcja, cóż co ja tu będę dużo mówić: wizualnie bomba, a jak to wyszło z działaniem? Bo przecież świąteczna kolekcja nie ma tylko pięknie wyglądać ale ma tez działać, prawda?


Zastanawiałam się czy jest sens pisać o kolekcji świątecznej po świętach ... Mądra ruda więc zapytała na Instagramie czy pisać czy nie: opowiedziały się głosy żeby coś tam skrobać więc wedle życzenia skrobię kilka słów ;D

Kremy poprawiają teksturę skóry i redukują zaczerwienienia. Ręce stają się miękkie, nawilżone i odżywione. Trzy zapachy jak świąteczne ciasteczka: cynamonowe, wiśniowe i makaronikowe, które przeniosą Cię w gwiazdkową atmosferę.

Cała trójka oprócz wizualnego efektu może pochwalić się też całkiem dobrymi właściwościami co mile mnie zaskoczyło. Standardowa pojemność czyli 30 ml ma w sobie coś więcej niż tylko 'śliczne opakowanie'.
Dla mnie z tymi kremami jest tak: jeden kocham, jeden jest mi obojętny a inny to istny koszmarek!


Happy Sweet Holiday rzecz jasna różni tylko zapach. Działanie mają identyczne. Jeśli o aromat chodzi zdziwiła mnie jego trwałość. Czuć go dość długo, nawet po moczeniu dłoni w wodzie ( np, szorowanie garów). Konsystencja gęsta ale łatwo się ją rozprowadza, momentalnie nawilża, nie zostawia tłustej otoczki przez co można od razu przejść do pracy. Nawilżenie nie jest spektakularne, ale wystarczające. Typowe sucharki mogą lekko narzekać ale nie czarujmy się tu liczy się zapach.  
Ale konkretnie pomówmy o zapachach tej serii :D


Sweet Macaron to krem dla mnie obojętny. Nie mam pojęcia jak pachną słodkie makaroniki ale jak pachną jak ten kremik to cóż... byłabym lekko zawiedziona :D. Owszem krem pachnie słodko , czasami nawet za słodko. Dla mnie jest lekko drażniący a czasami wyczuwam w nim jakąś chemiczną nutę :O. Ten okaz ma to do siebie, że według mojego nosa pachnie najmniej intensywnie z całej trójki.


Cinnamon Cookie to zapachowy...koszmar! Wiecie, że ja nie cierpię cynamonu, zapachu korzennego a ten tu taki jest ! Chociaż nie, tak nie do końca. Aromat jest taki typowo świąteczny ale strasznie ciężki, duszący i zbyt mocno przyprawowy. Zdecydowanie dominuje tu korzenna nuta, które niestety aż 'wierci' w głowie. Oprócz tej nuty czuję tu dość dziwną chemię, jest jej o wiele więcej niż w Sweet Macaron. Z tego co się dowiedziałam ten gagatek z całego grona jest najmniej lubiany :D


Black Cherry to mój ulubieniec ( tak jak u większości ) ♥. Ten krem to zapach najczystszej wiśniowej Mamby, gumy mojego dzieciństwa ♥. Moja mama oprócz wiśni wyczuwa tu też jakieś jabłko ;D. Rzecz mówiąc ogólnie zapach jest bardzo realistyczny i owocowy. Uwielbiam go za tą naturalną słodkość i apetyczność ♥

Zapomniałam Wam dodać, że owe kremy miały maleńkie sreberko po zakrętką :D. Co dla mnie było szokiem bo już dawno nie widziałam ta porządnego zabezpieczenia :D.
Jeśli miałabym wybierać i byłaby możliwość aby jeden z nich trafił na półki sklepowe to wybrałabym Black Cherry ♥


Cóż rzecz mówiąc krótko wizualnie oczywiście całe trio mnie kupuje. Działanie jest ok, nie narzekam ale ja ogólnie z dłońmi problemu nie mam :D.  Skoro miałam Pandę to muszę powiedzieć , że i tu nadal działanie nie jest hiper wow ale jest tam jakieś  choć Tony Moly to nadal do mnie marka gadżeciarska ;)

A więc kto miał to trio a kto chciał?

Oczywiście trio było dostępne w Sephorze w cenie 49 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger