15:31

Stenders Detox Body Scrub

Należę do osób, które peelingi mogłyby wykonywać codziennie, ba nawet dwa razy dziennie! Uwielbiam ten moment kiedy drobinki gładko suną po moim ciele zapewniając mi to czego od nich oczekuję. Nie dla mnie drobniaki, delikatne scruby, które tylko lekko 'połaskoczą' moją powierzchnię użytkową - ja potrzebuję czegoś konkretnego. Czegoś co nie tylko zapewni mi wygładzanie ale też będzie zawierać w sobie wszystkie ( no prawie) dobroci płynące z natury. Czegoś co od pierwszego otwarcia oczaruje mnie na tyle by w pełni zasłużyć na zdanie 'on jest wart swojej ceny'. Dotychczas mówiłam, że najlepszy peeling jaki poznałam pochodził bodajże od Bielendy i był peelingiem specjalistycznym do masażu jednak dziś proszę Państwa odkryję przed Wami ostatnio odkryty cud!


Steners Detox Body Scrub wchodzi w skład linii modelującej, w której oprócz mojego produktu jest także: szczotka do masażu, serum Piękne Kontury oraz antycellulitowy olej do masażu. Dlaczego właśnie wybrałam ten peeling? Bo go dziewczyny zachwalały i nie ma żadnej lepszej rekomendacji niż przeczytanie o takim produkcie u zaufanej koleżanki!

Poprawiający strukturę peeling do ciała został stworzony ze 100% naturalnych drobinek peelingujących, wzmocniony poprawiającymi jędrność olejkami eterycznymi – miętowym, z bergamoty, cytrynowym, ze słodkiej i gorzkiej pomarańczy – oraz gliceryny i ekstraktu z liści miodli indyjskiej dla dodatkowych korzyści nawilżających i regenerujących. Peeling poprawia krążenie i dzięki eliminacji martwych komórek i głębszych zanieczyszczeń dostarcza skórze tlen, ożywiając skórę i pozostawiając ją gładką i bardziej podatną na nawilżenie.




Gdybym mogła napisać tylko jedno zdanie i nie mówić Wam dlaczego akurat tak to padłoby: 100 % prawdy!.  Bardzo rzadko zdarza się, bym na blogu kompletnie zgadzała się ze słowami producenta jednak w przypadku tego produktu wszystko jest na miejscu. Ot cud - każde zapewnienie, każde słowo wypisane na etykiecie jest czystą i namacalną prawdę, którą osobiście odczułam ;D. Ale może zaczniemy od początku, ok?

Srub zaskoczył mnie wszystkim; podaniem, wyglądem jak i działaniem . Wszystkie te cechy sprawiły, że mogę go uznać ewidentnie za ulubiony produkt ostatnich tygodni.
Już po pierwszej aplikacji widziałam różnicę . To co daje mi ten scrub jest nie do opisania bo sama uwierzyć nie mogę w tak dobre działanie. Ten Detox ma w sobie to coś co sprawia, że problematyczne partie przestają spędzać nam sen z powiek. W moim przypadku produkt stosuję głównie na uda, nogi i brzuch ( rozstępy , cellulit - te sprawy, wiecie ;D). Pierwsze co rzuci się w paczadełka po jego użyciu to delikatne napięcie danej partii ciała.Wraz z regularnym stosowaniem zauważyłam, że wszystkie problemy z którymi się zmagam ( a które lubię ;D!) zaczęły stopniowo maleć: w przypadku cellulitu zauważyłam jego spłycenie, zaś jeśli chodzi o rozstępy ich delikatne rozjaśnienie. Istotną kwestią w jego działaniu jest to, że mimo tego napięcia skóry które nam daje mamy też ujędrnienie, rozjaśnienie tej partii ciała jak i dzięki zawartym w składzie olejom nawilżenie i bez obaw , nie trzeba po nim stosować balsamu ;).
Srub ma to do siebie, że na efekty są widoczne od razu i utrzymują się dość długo, dlatego z ogromnym bólem serca stosowanie scrubu 2 góra 3 razy w tygodniu jest wystarczające by zapewnić skórze wszystko co potrzebuje. Nawet jeśli użyję go ten raz na tydzień, to efekt nie znika, skóra mimo wszystko staje się  i zostaje napięta. Wiadoma sprawa im częściej tym lepiej wygląda ;). Poza tym nie uczula i nie podrażnia czego chcieć więcej?


Jak na srub to jego działanie jest godne podziwu! a jego padanie? Bomba! To co widzicie na zdjęciu, plasterki owców, sianko, kwiaty to całe urocze opakowanie przewiązane żółtą kokardą było moją przesyłką. W taki sposób mogłabym dostawać paczki codziennie. Dbałość o szczegóły to rozumiem -  a takie podanie jest idealne na gotowy prezent.

Plastikowe opakowanie, zamykane aluminiową nakrętką kryje pod spodem cudowny produkt. Mamy sreberko, nie mam do czego się przyczepić. W składzie produktu mamy zawarte oleje eteryczne: cytrynowy, miętowy, czy też z bergamoty ( patrz na opis), które nie tylko widać ale też czuć . Dzięki tym olejem scrub ma konsystencję jak dla mnie MIODU, w którym ktoś zatopił krystaliczno - brązowe drobinki. Z początku przerażał mnie widok tej gęstej, klejącej mikstury. Jednak ma to swoje plusy bo to właśnie te oleje nawilżają nam tak pięknie ciało. Po takim składzie spodziewałabym się jakiejś tłustości a tu wręcz jej nie ma: ani palce, ani skóra nie jest tłusta - jedyną tłustość odczuwam na powierzchni wanny ;).

Miodowa, klejąca konsystencja zawiera w sobie drobinki o różnej wielkości. Jasne, krystaliczne, które dość szybko się rozpuszczają, są duże przez co ich ścieranie też jest ostrzejsze i naprawdę to w nich lubię! Brązowe kawałki są licznie zatopione - są ostre ale nie rozpuszczają się, po prostu znikają w odmętach wody ;D



Wspominałam Wam, że uwielbiam mocne zdzieraki i z całą pewnością on do takich należy! Nie jest to byle jakie mizianie po skórze ale jak nazwa obiecuje czysty DETOX. To czuć a efekty jakie uzyskamy są żywym dowodem :). Niestety ze względu na ostrość nie polecam tego scrubu osobom z wrażliwą skórą - jak wiecie ja mam problemy z prawą nogą, ona jest obciążona (  od kolana do połowy uda jest opuchlizna) i skóra w tej partii jest wrażliwsza i zauważyłam jedną rzecz. Im więcej a raczej dłużej masuję tą część ciała ostrymi drobinkami to później po czasie gdzieniegdzie są widoczne pęknięte żyłki i właśnie dlatego ten scrub może nie odpowiadać wrażliwcom.

Muszę wspomnieć też o jego wydajności - klejąco - miodowa konsystencja jest bardzo gęsta i mimo, że nie żałuję go sobie to nie widzę w nim żadnego ubytku, no prawie co mnie naprawdę raduje .

Punkt trzeci czyli zapach: po otwarciu pachniało mi anyżem, a raczej anyżowymi cukierkami, lekko słodkawo ale z czymś cytrusowym. Dopiero na ciele czuć w pełni aromat cytrusowy z domieszką mięty - podoba mi się szalenie! Odpręża, koi zmysły i jest naprawdę relaksujący ♥

Z całą pewnością scrub Stenders zawrócił mi w głowie i pobił ulubieńca od Bielendy ;). Lubię go za działanie, zapach, podanie przez markę. Nie sądziłam, że taki scrub, z takimi obietnicami może  naprawdę tyle zdziałać! :) Przymrużę oko na jego cenę ale przy tylu zaletach mogę to wybaczyć ;)

Scrub z serii Detox dostaniecie tu ---> klik , w cenie 62.90 zł / 230 g.

A jak Wam mało to zajrzyjcie do dziewczyn :

♥ Kasia ---> klik
♥ Agnieszka ---> klik
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger