21:03

Wrześniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Wrześniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
Przyznaję się, patrząc na nowości jest czego mi zazdrościć ;D. Ale na usprawiedliwienie mam jedno: miałam urodziny a kilka panienek zrobiło mi mega niespodzianki! Chociaż nic nie chciałam ( no może tylko kartkę ;P) to i tak nie słuchały i zamiast tego w tym momencie moja szafa pęka w szwach ;D. Dlatego weźcie kubek herbaty i popatrzcie sobie a resztę nowości urodzinowy w podsumowaniu września za tydzień pokażę obiecuje ( już bez części kosmetycznej )! :)




Pierwsza paczka przyszła do mnie od Eweliny ( Secretaddiction86♥). Ta małpiatka zdobyła mój adres ( druga małpiatko ja wiem, że to od Ciebie ;P) już na samym początku września. Kompletne zaskoczenia a powyższa zawartość zmiażdżyła mnie totalnie ;D . Wiecie jak lubię mango? Więc mam i w kosmetykach, z tego znam piankę Organique, którą miałam ciut mniejszą ;D. Zaś w użyciu jest żel Balea, tonik Vianek i pandaaaaa ;D. Ty wiesz, powtarzać się nie będę ;*



Na blogu Karoliny ( Kosmetycznie i nie tylko ---> klik) wygrałam zestaw kosmetyków Balea *.*. W denku widziałyście już mydełko, w użyciu mam odżywkę, a no i oczywiście podzieliłam się z siostrą ;D, taka dobra byłam ;D



I na Instagramie poznałam cudowne osoby a powyższa zawartość paczki przyszła ode mnie za sprawą Grażynki! ;) Dziękuje - zresztą wiesz ;D. Czy muszę mówić, że mały Guerlain kupił mnie totalnie?;D


Kiedy napisałam posta o mojej półce perfumeryjnej i zakupowych planach to odezwała się do mnie Magda ( Joyofjelly ♥) Sprawa była prosta, ona miała Burberry ale źle reagowała na niego więc zaraz po pierwszym spotkaniu z nim chciała go odsprzedać ;D Zrobiłam deal życia , za całe 50 zł dostałam pełny flakon Burberry Body i jego miniaturę - cudownie ♥♥. Mówiłam Ci, że spadłaś mi z nieba, co nie?;)


Na Facebooku marka Stenders robiła akcję dla bloggerek czego wynikiem było, że każda zgłaszająca się kobietka otrzymała wybrany przez siebie kosmetyk. Ja po pozytywnych opiniach Kasi, Subi i Agi wybrałam scrub do ciała z serii Detox i jestem nim oczarowana! :)




Agnieszka ( Kosmetyki z mojej półki ♥) sprawiła mi także ogromną paczkę! Mimo, że jej uparcie mówiłam że nic nie chcę i żeby kłopotu sobie nie robiła to kolejny uparciuch nie posłuchał. To co dostałam szok szok i szok! Miniatura Givenchy już podbiła mi serce i będziecie mogły ją zobaczyć z poniższą koleżanką ;D.  Cuda od BBW pachną znakomicie i już zacieram łapki a zapachowo raaaaaaaaaaj! I Ty również wiesz ♥



A ostatni prezent jest od mojej przyszywanej siostry Aguś ( Ines Beauty ♥). Pokazuję Wam całość bo ona jak nikt mnie zna i jak nikt nie słucha ;D. Co najśmieszniejsze krzycząc na nią, że przesadziła bo mi naprawdę wystarczy kartka okazało się, że kartki zapomniała spakować ;D ;D. Miniatura Givenchy i  śliczna pomadka obłęd a nie wspomnę o biżuterii, która fiu fiu! I cholernie dobry był ten lizak ;D.  Moja Ty! ♥

Więcej nie ma. AMEN ;D.


23:04

Wrześniowe denko #23

Wrześniowe denko #23
Jak zwykle z prędkością światła przychodzę do Was z denkiem. Mimo, że do końca września zostało raptem parę dni to patrząc na wszystko co mam obecnie w użyciu śmiało mogę powiedzieć - więcej przez te kilka chwil nie zużyję. Chociaż jakbym się uparła to może, może .. ale nie przesadzajmy i tak mi się wydaje, że pod względem śmieci wyszło tego sporo, a uwierzcie nowości jest jeszcze więcej ( ach ten urodzinowy miesiąc :)), jednak zanim za kilka dni pokażę Wam cudowne nowości to najpierw wyrzućmy te pustaki :)


Oczywiście jak na złość razem z nadejściem jesieni zdjęcia wychodzą jakby zostały zrobione liczydłem także proszę o wyrozumiałość ( przez najbliższe kilkanaście miesięcy :D).


Kategoria twarz w tym miesiącu zarówno jak i ciało zaliczyła najwięcej pustaków a co dokładnie?
Holika Holika Juicy Mask Sheet ---> recenzja, to kolejna maska w płachcie, którą miałam okazję używać. Jej plusy to niewątpliwie mocne nasączenie, dobre nawilżenie i fajne uczucie chłodu jakie dawała, natomiast Ziaja tonik bio aloes prawie w całości wylądował ... w umywalce. Wystarczyły tylko 3 dni z nim by moja twarz pokryła się pięknymi podskórnymi grudkami! Brawo ;D. Jeśli chodzi o Planeta Organica Ocean Clay Face Mask - czyli zielone błotko służące oczyszczaniu cery ---> recenzja, to chociaż  trzeba trzymać ją tylko zalecane 5 minut, może szczypać przy małych rankach to oczyszcza naprawdę na dobrym poziomie.


Najmniej widoczny produkt czyli Clarins Instane Eye Make - Up - remover, dwufaza, która na chwile u mnie zagościła. Nie szczypie, nie podrażnia, pięknie pachnie i nawet lubiłam ale fanką tych specyfików nie zostanę ---> recenzja. Dermedic Normacne Preventi pierwsze poważne serum, które miałam w użyciu i które mnie zachwyciło! Wyrównało koloryt skóry, zmniejszyło widoczność porów, pachniało lekko ziołowo i było mega wydajne, wystarczyło mi prawie na rok użytku ( z krótkimi przerwami) ---> recenzja, no i znowu Holika Holika Good Cera Ultra Toner, próbka którą dostałam przy paczce od sklepu My Asia i wiecie co? Pominę fakt, że z tego mini opakowania ciężko wydobyć tą gęstą maź , która wygląda  jak klej ale jak tylko nałożyłam na twarz miałam wrażenie, że jestem 'brudna'.


Uboga kategoria włosy może pochwalić się tylko dwoma pustakami. Maska Kallos Cherry ---> recenzja , to chyba jedna z gorszych masek jakie miałam w użyciu , zwłaszcza ten chemiczny zapach. Suma sumarów zużyłam do golenia nóg ;D oczywiście jest i farba do włosów - Joanna Płomienna Iskra cóż byłam na weselu musiałam wyglądać jak człowiek ;D


Jakby tak patrzeć to kategoria ciało to istna rozpusta  ;D
Balea Milde Seife, mydło które zobaczycie w nowościach ale musiałam użyć! Całkiem ładny zapach, ale klejąca konsystencja, która pieni się dość lekko jest mało wydajna ;( Praktycznie po tygodniu mydło zostało puste a używała je tylko jedna osoba ( my jesteśmy kostkowi ;P). Bambino oliwka dla dzieci no tak, najbardziej pożądany produkt w pracy rehabilitantki, muszę uzupełnić zapas chociaż na razie muszę rezygnować z brania pacjentów to jednak tylko jej ufam ;). Kolejny umilacz kąpielowy Organique  czyli olejek o bardzo mocnym aromacie cytrusów rewelacji nie wzbudził ale też nie mogę powiedzieć, że to chodzące zło ---> recenzja. Pozostając w temacie rozpieszczania łazienkowego to Stenders i ich krem pod prysznic pachnący borówkami w śmietanie ( ♥)  i dający mega obfitą pianę zrobił na mnie dobre wrażenie ---> recenzja ale za taką cenę to raczej bym się nie skusiła ;)


Denko bez mydła w kostce? No way! Tym razem Sapone Naturale Bouquet było pięknie zapakowane, nie wysuszało i nie podrażniało skóry jednak jego zapach był dziwny, nawet nie 'mydlany' ;D. Na sam koniec Vaseline czyli według mojej mamy najlepsza wazelina na naszym rynku! Ten produkt jest kupowany u nas hurtowo i zalecany na prawie wszystko ;D


Kategorię 'inne' otworzą tym razem lakierowe wyrzutki: czerń Golden Rose z serii Express Dry mnie nie zachwyciła, jakoś z ich nowymi cudakami nie umiem się dogadać ;(, Nail Art również tej samej marki został zużyty prawie do cna bo to co zostało wystarczyłoby może na 3 pazurki ale ale efekt mi się podobał ♥. Czerń i brokat? Czemu nie ---> recenzja.  Top Sally Hansen zgęstniał więc pożytku z niego nie mam .


Za to zapachowo to istne szaleństwo :D. Pierwsze perfumeryjne spotkanie z Yves Rocher czyli Quelques Notes d'Amour, pierwszy raz miałam 'nawilżoną' chusteczkę zapachem i nie miałam pojęcia jak się do tego zabrać, zresztą ten zapach dla mnie był okropny , taki jakby stary'! :D. Dot by Marc Jacobs miało na blogu swoje 5 minut ---> recenzja i po mimo ślicznego zapachu to ta trwałość jest okropna! Burberry Body w końcu mam swój okaz więc z przyjemnością zużyłam ostatnią próbkę, Cartier Baiser Vole dla mnie dość chemiczny w odbiorze, mało trwały ale jakoś zużyłam ---> recenzja. GAP oraz zapach Kate Moss to dwa zapachy, które mój nos odrzucał, momentalnie bolała mnie po nich głowa a moje otoczenie mówiło, że pachnę 'ubraniem wiszącym w wilgotnej szafie' ;O.

I to by było na tyle ;D. Pustaki wyrzucone idę opisywać nowości ;)


07:45

Salvatore Ferragamo Signorina

Salvatore Ferragamo Signorina
Za każdym razem gdy zakładam moja długa kwiecistą sukienkę, ubieram delikatne sandałki na rzemykach wiem, ze to będzie dobry dzień. Noszenie radości  w sercu, uśmiechu na twarzy zawsze sprawia iż moja aura jest rozświetlona jak aureola u świętego. Korzystanie życia i pełen optymizm zawsze czynił mnie wyjątkową. Zawsze też była ze mnie niepoprawna romantyczka . Od dziecka marzy mi się miłość jak z filmowego ekranu tymczasem mój obecny Romeo - ach mój Romeo sprawia że każdy mój czy jego gest sprawia iż czuję jak nastolatka bujająca w miękkich , puszystych obłokach chmur.


Każda romantyczka powinna choć raz otrzymać liścik i wiecie co? Ja go dostałam, równy miesiąc po naszej pierwsze randce dostałam liścik, w którym zawarte było zdanie ' Gdybym mógł podarowałbym Ci każdy promyk słońca'. Banalne? Gdzie tam, najbardziej urocza rzecz jaką wtedy spotkałam. Ten liścik sprawił, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, stąpanie po ziemi było lekkie jak białe piórka a w moim brzuchu stado motyli robiło rundki honorowe .

Signorina jest hołdem złożonym szykownym dziewczynom. To wyrafinowany, lekko zuchwały i świeży zapach, w nieskazitelnie eleganckim włoskim stylu Salvatore Ferragamo. Signorina, urocze i czarujące włoskie słowo, które dosłownie znaczy młoda kobieta. Stylowe, prawdziwie włoskie, pełne świeżości i życia.
W nucie głowy musujące nuty czerwonej porzeczki, przyprawione czerwonym pieprzem, nadają zuchwały i radosny charakter naturalnym nutom zielonym. Kwiatowe serce to fuzja jaśminu, piwonii i szykownej róży. W nucie głębi lekka kremowa konsystencja pannacotty, w połączeniu z delikatnym piżmem i intrygującą paczulą, ostatecznie uwodzą wyjątkową włoską elegancją.




Kocham ten stan! Skłamałabym mówiąc, że ta cała różowa bańka, która otacza zakochanych mnie nie rajcuje! Chociaż wiecie, zbyt słodkie klimaty nie są moją mocną stroną więc lubię w naszym związku dodawać odrobinę momentów, które robią mały zgrzyt. W końcu odrobina zazdrości nikomu jeszcze nie zaszkodziła? Chociaż to nie zazdrość: wiecie jak mojego lubego zdenerwować? Wystarczy ubrać tiulową spódnicę, której on nie znosi! Momentalnie krzywi się na jej widok i mówi 'dziecinne to'! Nie przeszkadza mi to bo: a) czuję się w niej świetnie , b) uwielbiam jego minę i ten lekki uśmiech w oczach , c) a kto mi zabroni? :D. Mimo jego kwaśnych min widzę czułość i subtelność w wzroku , widzę łagodność płynącą prosto z serca.

Signorina otwiera się właśnie słodko kwaskowym początkiem. Czuć lekką, kwaśną porzeczkę, która połączona z ostrą delikatnością pieprzu nadaje rys i charakter zapachowi. Jest kwaśno, zgrzytająco, ostro a zarazem mocno pobudzająco zmysły. Początek zapewnia nas, że do co poczujemy dalej będzie finezją, miłym doznaniem więc otwarcie dajmy się mu poznać. 

Chociaż osobiście jako romantyczka uważam, że mam zbyt wysokie wymagania. Chciałam spacer na polnej łące? Dostałam. Chciałam bukiet chabrów? Dostałam. Nie ma żadnej rzeczy, której on by dla mnie nie zrobił. Czasem myślę sobie, że mam zbyt dużo szczęścia - kiedyś gdy po prostu miałam gorszy dzień w pracy ( wiecie, natarczywy szef, kpiące spojrzenia kolegów) jedyną rzeczą jaką chciałam to położyć się i udawać, że mnie nie ma. Długo nie cieszyłam się tym stanem gdyż, iż .. przyszedł on, mój Romeo w ręku dzielnie trzymając jednego dmuchawca! Dmuchawca, rozumiecie? Usiadł na moim łóżku, kazał mi pomyśleć życzenie i chuchnąć ile mam sił by ten cały puch spadł i zaczął spełniać życzenia - to było takie słodkie, miłe i urocze ( i bardzo w romantycznym stylu!).

Właśnie dalsza część Signoriny taka jest: słodka, urocza i zalotna . Czuć moc kwiatów, chociaż nie wyczuwam nigdzie róży to i tak podejrzewam, że ten jaśmin zbiłby ją na głowę! Jest wręcz pięknie a im dalej, im dalej rozwija się związek, tym jest słodziej - ta słodycz jest sycąca ale nie powoduje próchnicy!



Chyba każda para próbowała zabrać sobie łyżeczkę z deserem, prawda? My to robimy często, chociaż deser zazwyczaj ląduje na ziemi, to ten śmiech, rosnące w piersi serce i najczulsze gesty sprawią, że nie chce by to się kończyło. Te banalne momenty, niby proste dają nam najwięcej szczęścia ♥

Właśnie deser, słodki, kuszący - tym pachnie nasza dama♥ Słodycz tak rozkoszna, sprawiająca, ze uśmiech sam rysuje się na twarzy a my same wręcz unosimy się w powietrzu! Połączenie kwaskowo - słodkie, z nutą pięknych kwiatów okraszonych słodkim, lekkim deserem i subtelną wonią paczuli wyzwala wrodzoną radość, unosi w powietrzu i właśnie w tych słowach powinnam zdefiniować ten zapach  Signorina!


Romantyczki zawsze mają to coś - ja mam swoją kwiecistą sukienkę, która tylko gdy się poruszam układa się na ciele niczym jedwab tak też Ferragamo zadbał by flakon naszego zapachu był uroczy i niewątpliwie romantyczny - wszak jak oprzeć się różowym kokardom? ♥

Lubię go, naprawdę go lubię i w ostatnim czasie nosze go często - w każdej chwili mogę poczuć się jak romantyczka z prawdziwego zdarzenia, jak ktoś kto dopiero poznaje uczucie 'miłości'.
Zapach na skórze utrzymuje się do 5 godzin.

Dostaniecie go na perfumy-perfumeria.pl ---> klik, w cenie 95.50 zł / 30 ml.

21:08

Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB 01 Soft Beige

Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB 01 Soft Beige
Kiedy tylko pokazałam ten krem w nowościach sierpnia wiele z Was było ciekawych jego działania. Czy też na Instagramie czy na Facebooku dostawałam wiadomości kiedy w końcu o nim napiszę. Więc piszę i nadal wklepując literki i słówka nie mam pojęcia jak się do tego BBika ustosunkować. Ten krem zapakowany w najbardziej urocze opakowanie z jednej strony może zszarpać moje nerwy zaś z drugiej nie mogę mu odmówić częściowo dobrego działania. Ten BB jest kompletnie różny od cudaków, które oferuje nam Skin 79 , jest zupełnie inny niż kremy, które znam no i... daje mi skrajne emocje! A muszę przyznać, że na samym początku dał mi powody by określić go mianem bubla ale dopiero po odkryciu cudownego sposobu na niego ( którym dzielę się z dziewczynami testującymi też tego cudaka :P) sprawił, że uwierzyłam w jego moc a przynajmniej dałam mu niezliczoną ilość szans.


Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover 01 według mnie to Bbik dla cierpliwych . Jak już Wam wspominałam my już na samym początku mieliśmy niezły zgrzyt i wszędzie odpowiadałam w tamtym czasie 'mam mieszane uczucia' dziś po kilku tygodniach nic więcej nie wymyślę w kwestii jego użytku i działania , mam nadzieję, że moje szczere słowo pisane pomoże Wam podjąć decyzję czy warto w niego inwestować?

Holika Holika Sweet Cotton Pore Cover BB 01 (Soft Beige) - Matujący krem BB, który idealnie stapia się ze skórą jak wata cukrowa 
  • Krem nadaje ładne krycie ukrywając niedoskonałości skóry. Skóra staje się delikatna i gładka. Wygląda na zdrową i zadbaną. Ponadto dzieki wyselekcjonowanym składnikom krem działa przeciwzapalnie regulując wydzielanie sebum. Nie przetłuszcza skóry i nie zapycha porów
  • Zawiera cukier który matuje skórę oraz ekstrakt z nasion bawełny bogaty w węglowodany i proteiny, który długotrwale nawilża, odżywia i  regeneruje skórę
  • Krem ma niewielkie, poręczne opakowanie i posiada piękny zapach waty cukrowej co umila aplikację. Posiada filtr przeciwsłoneczny SPF30PA+++ 


Tak siedzę , kolejny raz czytam to co obiecuje producent i z lekkim zmrużeniem paczadełek i małym chichotem pierwszy raz mam myśl 'czy my mówimy o tym samym produkcie? O tym samym co ja testowałam?' No ale moja opinia to moja opinia ( może jedna skrajna na 98 % pozytywnych recenzji) ;D. A tak na serio mało, która rzecz pokrywa mi się z obietnicą producenta .

Kiedyś przy wymianie zdań z Manią ( Lakierowa Mania Mani) zwróciła mi ona uwagę na fakt, iż nasz krem jest przeznaczony do cery tłustej ale idealnej a o tym nigdzie już nie piszą ;). I z ręką na sercu mówię cery suche, normalne i mieszane jeśli zdecydujecie się na krem musicie uzbroić się w cierpliwość i poszukać złotego środka aby krem u Was się sprawdzał.

Ja pominę / przemilczę to co mówi producent ale z mojej strony to wygląda tak: krycie jest ok, zakrywa co musi i wygląda to całkiem fajnie jednak tylko przy jednej warstwie BBika. Im więcej go dasz tym Twoja buzia wygląda gorzej.

Wiecie jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie? Rano po umyciu buźki zadowolona z siebie nałożyłam krem i jakby nigdy nic wyszłam do sklepu. Ludzie patrzyli się na mnie jak na głupią i dopiero w domu odkryłam co jest z moją twarzą nie tak! Dlatego po tym pierwszym razie krem zraził mnie do siebie a ja zaczęłam wertować internet w poszukiwaniu jakiejś rady by z nim się dogadać. 98 % tego co przeczytałam to : 'wow, super krycie, idealnie się stapia, świetna konsystencja' tsaaa i dopiero Mania mi uświadomiła, że żeby krem u mnie wyglądał pięknie muszę najpierw odpowiednio zadbać o twarz.


Moja twarz po pierwszy spotkaniu wyglądała jak dojrzewająca pomarańczka, z masą podkreślonych skórek o których zupełnie nie miałam pojęcia, strasznie podkreślone pory i ta ciężkość kremu widoczna na buzi - po prostu jedna wielka porażka!

Kiedy Mania mi napisała do jakiej cery jest krem i co ona robi postanowiłam najpierw pod niego użyć mocno nawilżającego kremu - padło na Clarins Eclat du Jour i to był strzał w dziesiątkę! Wtedy krem ładnie stopił się z moją cerę, zero suchych skórek czy widocznej ciężkości - mogę powiedzieć, że pod mocno nawilżającym produktem krem wygląda ładnie. Może to jeszcze nie było idealne dopasowanie ale wystarcza mi by stwierdzić, że krem jest ok ale nie ma 'wow'.

Więc cery suche, normalne i mieszane musicie pamiętać, aby przed nałożeniem tego kremu mocno nawilżyć twarz, obojętnie czy to olejek czy krem Wasza twarz musi dawać złudzenie 'tłustej cery' bo to właśnie do tego typu nasz Bb został stworzony jeśli nałożycie na czystą, suchą twarz no sorry ale będziecie wyglądały gorzej niż źle ( a przetestowałam to na sobie) ;D. No ale brawa za SPF :D

Urocze pastelowe opakowanie jest naprawdę małe i łudząco przypomina opakowanie kremu do rąk. Pod zakrętką mamy ukryte sreberko a sam krem przyszedł do mnie owinięty folijką więc w kwestii estetyki czy zadbania o szczegóły przesyłki jak i dbałość o szczegóły no to nie mam co się przyczepić ( uff w końcu :P)



Odcień 01 Soft Beige jest dość żółty co mnie nadal przeraża. Gdybym miała sama kupować w ciemno to od razu mówię : nie brałabym go. Nadal niepewnie czuję się w tym kolorze, ale pod kremem bardzo fajnie się stapia i to daje naturalny efekt ;).

Wiecie jak pachnie wata cukrowa? Słodko wręcz lepiąca i takiego zapachu tutaj nie wyczuwam. Mój nos wyczuwam jakąś delikatną kwiatową, lekko perfumeryjną woń ale z całą pewnością nie jest to wata cukrowa o której nam mówią. 
Konsystencja kremu jest bardzo gęsta i toporna, bardzo szybko na buzi 'zastyga' więc należy go aplikować  dość szybko kolistymi ruchami. 

Trwałość muszę ocenić pozytywnie - wytrzyma calutki dzień pracy bez żadnych poprawek.

Ale wiem, że najbardziej Was interesuje jak wygląda na buzi i tu miałam problem z pokazaniem tego,



Pierwsze zdjęcie oczywiste pokazanie koloru, drugie możecie zobaczyć Bb na 'suchej' cerze i wnikliwe paczadełka dostrzegą podkreślone skórki przy nosie i linii żuchwy, ciężką konsystencję zebraną przy ustach, widzicie? 

Trzecie zdjęcie to już BB zaaplikowany na krem Clarins i mam nadzieję, że widzicie tą różnicę. 

Czy krem warty swojej cery? Cóż kobietki z tłustą cerą na bank są z niego zadowolone ale takie mieszańce i marudy jak ja czują lekki niedosyt. Piękne obietnice a w praktyce trochę męczarni, trochę kombinowania i tylko mogę powiedzieć 'no może być'.

BB jest dostępny jeszcze w jednym odcieniu 02 Natural Beige. 
Dostaniecie go tu ---> klik w cenie 61.95 zł / 30 ml 

09:45

Blogi, które czytam # 8

Blogi, które czytam # 8
To nie jest mój dzień - dziś kompletnie pokonał mnie ból nogi i sama potrzebuję by ktoś pomagał mi chodzić więc uwierzcie mi pisanie tego posta sprawia mi lekką trudność ( bo najchętniej to bym se girę ucięła a co! :D).  Dlatego też dziś będą tylko 4 blogi, krótko opisane i musicie mi to wybaczyć a zatem spójrzcie co dla Was wynalazłam.



1. See and smell



Jako początkujący perfumoholik na mojej liście są tylko 3 blogi zapachowe. Przyszedł czas byście poznali moje kolejne odkrycie w tym temacie. Od razu mówię: u niej z początku nie czułam się dobrze. Z tropu zbijał mnie jej pełen profesjonalizm, treść i jak cała otoczka. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że do perfumoholika mi daleko ;(. Magda uświadomiła mi że przede mną długa droga a to co ona robi to czysta pasja i czyste piękno. Punktem kulminacyjnym był post o pandzie ( ;D) i wtedy też zaczęłam się nieśmiało zagłębiać w jej bloga. Cała treść jest zawsze okraszona przepięknymi zdjęciami a treść jest fenomenalna. Czuć bijącą wiedzę, mądrość i to, że świat perfum dla Magdy jest pasją, otwartą książką i czymś oczywistym. Z łatwością lawiruje między zapachami dając nam okazję na poznanie cudownego świata sensorycznych doznań. Poza tym tworzy przepiękne obrazy, których jestem miłośniczką. Dla mnie See and smell to blog przepełniony wnikliwą analizą, przepełniony profesjonalizmem, który może niejednego zaskoczyć a przede wszystkim i mimo tego to miejsce urokliwe i pełne szczerego ciepła.


2. Addicted To Makeup




Chodźcie, chodźcie , poznajcie Alicję. Wygląda niewinnie, ma wygląd aniołeczka a tak naprawdę jest świruską! ;D I to nie byle jaką bo mam fioła i kuku na punkcie wszelkiego rodzaju pomadek  - POMADOHOLICZKA jak o siebie mówi ;P. To co pierwsze Was uderzy na blogu to masa postów z pomadkami, błyszczykami , nie mam pojęcia gdzie one je wszystkie trzyma ;D. Wszyscy wiedzą, że uwielbia pomadki Maca i sama tego nie kryje! ;D . Mnie ujmuje swoim podejściem do czytelnika: kiedyś dzięki niej dowiedziałam się, że kupiłam podrobionego Maca buuu i uwierzcie poświęciła mi bardzo dużo czasu wtedy. Jest rzetelna i widzę, że to osoba na której można polegać - zawsze stara się odpowiadać czytelniczkom na komentarze, służy pomocą a poza tym szczerze . U niej króluje minimalizm i przejrzystość. Jest jasno, klarownie i tak jak powinno być. Z odrobiną klasy i luksusu a zarazem przystępnością do 'normalnej' kobiety. Nie ubarwia, potrafi krytykować - uwielbiam ją za każdą szczerą opinię ( i nawet jeśli to 'Szanelek';D).  Ona po prostu ... ach musicie ją poznać!


3. AGWER blog


Poznajcie Agnieszkę - uroczą osóbkę, która czyni makijażowe cuda. Chętnie też się dzieli tymi cudami dając tutoriale 'krok po kroku' i nie ukrywam, że dzięki jej makijażowi z paletą Too faced udało mi się w większości opanować technikę makijażu paczadełek ;D. Agwer tak jak Alicja umie krytykować i powiedzieć coś dosadnie! Ku uciesze początkujących bloggerek ruszyła z poradami na blogu a jej posty z cyklu lifestyle są jedne z moich ulubionych! Może Wam się wydawać, ze z dystansem podchodzi do czytelniczek ale to tylko pozory - chętnie odpowiada na pytania, przeprowadza ankiety na blogu i jak widać ciągle się doskonała. Przepiękne zdjęcia, konkretna treść i  to 'coś' - to coś co ma a raczej powinien mieć każdy szanujący się blogger - dystans do siebie, otwartość na krytykę. Zdarzyło się, że kilka miesięcy temu widziałam u niej krytyczne komentarze ( zwłaszcza co do makijaży) a co ona na to? Nie obrażała się, nie czepiał i nie kłóciła się oto, brała do wiadomości i z szacunkiem odpisywała na wszelką krytykę - brawo! Barwo za dyscyplinę, szacunek  i za całokształt!


4. Make up & beauty by Karo





Karolina ♥ Jedna z najbardziej sympatycznych osób, które miałam okazję spotkać w blogosferze. Nie wstydzi się głośno mówić o tym co ją boli, otwarcie mówi o tym co się dzieje i co się jej nie podoba w blogosferze. Pasjonatka lakierów Chanel - chyba nigdy ich tyle nie widziałam co u niej! Artystka w każdym calu , pasjonatka głębokich kolorów a przede wszystkim osoba o wielkim i serdecznym serduchu! Wielbicielka subtelności jak i mocniejszych barw - cokolwiek wybierze w jej wykonaniu wychodzi to perfekcyjnie. Uwielbiam ją za szczerość, brak koloryzacja i wrodzoną skromność, uwielbiam za podejście do czytelnika i ciągłe bycie sobą. Mimo, że poczytacie u niej o produktach z górnej półki Karo potrafi do siebie szybko przekonać ;). Każdy jej post zawiera najważniejsze informacje więc nie musicie się przekopywać przez stertę wręcz wduszonych informacji! Zdecydowanie za rzadko mogę poczytać jej treści ( pisz częściej) bo naprawdę warto do niej zajrzeć! :)

Ok, to tyle, znacie któryś blog? 
P/s coś mi blogger szwankuje, czcionki mi nie chcą się zmienić :(



11:15

Stenders borówkowy krem pod prysznic

Stenders borówkowy krem pod prysznic
Już nie pamiętam kiedy Wam pisałam o jakimś myjadle pod prysznic ;O. Od jakiegoś czasu unikam na blogu takich wpisów i to nie z racji, że nie poznałam wartego uwagi produktu tylko dlatego, że ostatnio wszystko według mnie robi to samo czyli myje i pachnie, nic szczególnego. No przecież nie będę Was zanudzać! :P Ale, ale nastał taki dzień, że na mojej łazienkowej półce wśród wszystkich kąpielowych umilaczy zawitała nowa marka ( dziękuję Aguś ;*). Marka o której czytałam czasami dość skrajne opinie i sama nie miałam pojęcia czego mam się spodziewać rewelacji czy rozczarowania! Jedno było pewne: zużyć zużyję i nie zależnie czy będę pod wrażeniem  czy będę przeklinać markę -  tą nowością w mojej pielęgnacji (ogromnej powierzchni użytkowej) z Wami się podzielę ;D


Ok, przyznaję się na samym początku - krem skradł mnie tylko jednym elementem! Jedną rzeczą, która sprawia, że kąpiel z nim jest dla mnie frajdą!

Nasz krem pod prysznic posiada bardzo bogatą konsystencję. Starannie oczyszcza skórę czyniąc ją aksamitnie gładką i zniewalająco pachnącą. Został wzbogacony ekstraktem z borówek i malin oraz hydrolizowanymi białkami pszenicy, by kompleksowo zadbać o potrzeby skóry. Poczuj siłę i moc owoców północnej natury oraz słodki ich aromat otulający Twoją skórę!



Normalnie na usta ciśnie mi się stwierdzenie 'żel jak żel' ale tutaj mamy do czynienia z kremem pod prysznic a więc nie mogę powiedzieć, że jest produkt jest taki jak wszystkie, które znam.
Pierwsze co mi się w paczadełko rzuciło to dość długi skład kremu - ok, pewnie znajdą się jego przeciwniczki jednak w przypadku tych produktów skład mi jest po prostu obojętny - on ma robić to po co jest przeznaczony a od całej reszty mam inne gronko. Jednak mimo tak naszpikowanego składu krem nie wyrządza krzywdy - jest całkiem delikatny i łagodny dla mojej skóry ;)

Czy krem różni się w działaniu od żelu? Nie, zdecydowanie działanie kremu jest takie samo: myje, oczyszcza i pielęgnuję skórę. W przypadku produkty Stenders na jego korzyść przemawia konsystencja, zapach jak i inne czynniki ( o tym niżej). Tutaj naprawdę nie doszukiwałam się jakiegoś mega działania: krem mył jak każdy produkt, oczyszczał skórę w bardzo delikatny sposób, nie podrażniał, miał dość lekkie działanie nawilżające jednak nie było tego tyle by zrezygnować z balsamu co to to nie! Więc jaki wniosek? Po prostu zwykłe myjadło! :)

Ale zaraz, zaraz są pewne znamiona niezwykłości tego produktu i wcale nie mam na myśli tutaj opakowania, które widzicie bo one jest jak najbardziej 'zwykłe'. Ciemny, dość miękki plastik przez który widać nasz krem, zamykanie na klik, które trzyma mocno i czasem ciężko otworzyć ...

A więc co tak naprawdę mnie kupiło?
Iście kremowa konsystencja, która...



Delikatnie otula skórę dając poczucie domowego SPA! Uwielbiam tą mleczną powłoczkę na ciele , która sprawia że kąpiel stają się dziecinną frajdą! Kremowa konsystencja ma kolejne plusy: jest iście mag wydajna!Wiecie ile on daje piany? Lepiej niż płyn do kąpieli! Pianka jest tak obfita, że można się nią po prostu rzucać a to za rzadko odnotowuje w tego typu produktach ;D

Ale punkt najważniejszy zostawiłam na koniec: ZAPACH. W przypadku części kosmetyków Stenders spotkałam zarzut: chemiczne zapachy i to mnie stopowało przed użyciem, ale tutaj? Nie ma ani grama czerwonych owoców (malin -  które są wymienione)! Ku mojej rozpaczy ;(. Jednak ten aromat: wiecie jak mi ten krem pachnie? Jak jagody / borówki połączone śmietaną: słodko, owocowo i apetycznie! Dla mnie ten zapach jest bombą i naprawdę go uwielbiam! ♥ Czuć go jeszcze krótko na skórze ale uwierzcie , on jest tak realistyczny, że czasem myślę iż w kuchni czeka śmietana z owocami!


Nie będę się rozpisywać na jego temat: działanie ma takie samo jak każde myjadło, wyjątkowym produktem czyni go niespotykany dla mnie zapach, konsystencja i za przeproszeniem muszę to powiedzieć cholernie ogromna ilość piany, którą jeszcze żaden żel czy płyn u mnie nie stworzył ;D.

Jeśli miałabym nakłaniać do zakupu z powodu działania to cóż, Wasz wybór bo ja wiem, że mimo zapachu i innych atutów mi ten krem wystarczył. Wiem, że póki co do niego nie wrócę ;) Zresztą za te produkty nie lubię przepłacać :P

Krem dostaniecie o tu ---> klik w cenie 29.90 zł / 250 ml.

15:57

Zagrajmy w zielone! Holika Holika: Daily Garden Damyang Bamboo Soothing Cleansing Foam & Tea tree Juicy Mask Sheet

Zagrajmy w zielone! Holika Holika: Daily Garden Damyang Bamboo Soothing Cleansing Foam & Tea tree Juicy Mask Sheet
Świat azjatyckich kosmetyków jest tak rozległy, że nie wiem czy jest ktoś w stanie pojąć jego ogrom. Sama powoli testuję różne specyfiki z tego regionu  i jestem naprawdę zadziwiona każdym ich aspektem. Chociaż jeszcze gdzieś w głębi trochę się ich obawiam to odkrywając ich działanie i to w jaki sposób działają na moja skórę w mgnieniu oka rozwiewa wszelkie wątpliwości.
Azjatyckie kosmetyki tak są zachwalane, że czasem po prostu stawiamy je na piedestale i oczekujemy cudów. Czy ja odkryłam jakiś zielony cud? Mimo maleńkich, drobnych wad muszę powiedzieć, że dzisiejsi bohaterowi nie odbiegają od swoich kosmetycznych azjatyckich kolegów ;)


I tym oto sposobem marka Holika Holika zadebiutowała w mojej kosmetyczce. Debiut kompletnie zielony bo moje produkty utrzymane w tej kolorystce są ukierunkowane na pielęgnację cery: zarówno pianka jak i maska wywarły skrajne emocje na początku, potem zadziwiły  więc chyba pora je po tym wszystkim rozliczyć?:)

Tea tree Juicy Mask Sheet

  • Maseczki z edycji Juicy Mask Sheet są to maseczki na bawełnianej płachcie, bogate w witaminy A, C, D oraz minerałypochądzące z roślin naturalnych i owoców
  • Posiadają działanie przeciwzmarszczkowe oraz nawilżające. Ponadto rozjaśniają skórę  przynosząc jej odświeżenie
  • Rodzaj Tea Tree: Oczyszczająco-ściągająca maseczka na bawełnianej płachcie z ekstraktem z drzewa herbacianego. Reguluje wydzielanie sebum, działa przeciwbakteryjnie nie dopuszczając do rozwoju niedoskonałości i zaskórników
  • Przeznaczona do skóry problematycznej, mieszanej i normalnej
  • Maseczka nie podrażnia skóry. Nie zwierają parabenów, olejów mineralnych, silikonów oraz jest bez dodatku związków koloryzujących
  • Produkt na bawełnianej płachcie, która idealnie pasuje na każdą twarz


Maski w płachcie to u mnie rzadkość, bardzo rzadko je używam z tego względu że każda spada mi z buzi ( z tą też tak było :P) ale do rzeczy czego można się po masce spodziewać?

Maska jest bardzo mocno nasączona - dużo płynu zostaje w opakowaniu więc można go jeszcze później wykorzystać ;). Jedyny problem jaki miałam w jej przypadku to całkowite rozłożenie - ze względu na ilość zawartego płynu maska wręcz była 'sklejona' i trochę bawiło nim położyłam ją na twarz ale w końcu się udało ;D. Pierwsze co mi się w niej spodobało to przyjemne uczucie chłodu - po prostu bajka, w takie gorące dni było przyjemną ulgą dla cery.
Nie minęły nawet 3 minuty a maska po prostu zaczęła mi spadać z twarzy i mimo ciągłego poprawiania nadal tak było buuu - więc najlepiej położyć się i pachnieć ;D. Dzięki mocnemu nasączeniu czuć na buzi jakby sam płyn lawirował - wiecie o co mi chodzi ;). Po 10 minutach ( no coś tak koło tego) na buzi czuć lekkie ściągnięcie, nie jest ono zbyt mocne da się przeżyć ;),

Nasączenie maski odzwierciedla się też w działaniu - po ściągnięciu z buzi duża ilość płynu zostaje na twarzy więc można go wklepać lub po prostu usunąć za pomocą wacika. Ja spróbowałam z wacikiem i mimo tego po masce zostaje ciut lepka skóra - szybko znika na korzyść 2 - 3 godzinnego  nawilżenia, a oprócz nawilżenia zauważyłam też lekkie rozświetlenie cery ( niestety ono jest tylko chwilowe :() . Maska pachnie też świeżo jakby 'liściasto' :).


Water, Glycerin, Alcohol, Sodium Hyaluronate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Carbomer, Triethanolamine, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Allantoin, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance

Maska w żaden sposób mnie nie podrażniła ani nie uczuliła.

Daily Garden Damyang Bamboo Soothing Cleansing Foam

Holika Holika Daily Garden Cleansing foam Seria głęboko oczyszczających pianek do mycia twarzy z ekstraktami z roślin naturalnych 
Holika Holika Daily Gardern Damyang Bamboo Soothing CleansingFoam - Pianka do oczyszczania skóry z ekstraktem z soku liści bambusa. Odpowiednia do skóry wrażliwej 
  • Ekstrakt z soku bambusa nawilża, koi i łagodzi podrażnienia skóry. Wzmacnia ściany naczyń krwionośnych zapobiegając ich rozszerzaniu i pękaniu co zmniejsza zaczerwienienia cery naczynkowej. Ponadto zawiera minerały i aminokwasy, które  działają antyoksydacyjnie i przeciwzmarszczkowo na skórę.  



To jest ten produkt, który najbardziej mnie ciekawił, ze względu na formułę jak i formę podania. 
To co mnie zaskoczyło w tym produkcie to moc oczyszczania - nie spodziewałam się tego ale ona bardzo mocno oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń. Po jej użyciu skóra jest pięknie rozjaśniona i wręcz skrzypi z nadmiaru czystości! Piankę stosuję przy wieczornej pielęgnacji i naprawdę widzę różnicę w cerze: mniej zaczerwień, lekkie nawilżenie a przede wszystkim mega rozjaśnienie. Na mojej mieszanej cerze ( która teraz zmierza w kierunku normalnej) pianka działa świetnie i zauważyłam, że działa też 'tonizująco' i pozytywnie wpływa na stan cery znaczy się jeśli macie mocno przetłuszczającą się cerę czy strefę T ( która moja jest w normie) to pianka i w tym kontekście zdziała cuda.

Co mi w niej nie pasuje? Zbyt miękkie opakowanie - owszem rozumiem, że w innym byłoby ciężko zapakować takową piankę ale tu od samego początku opakowanie robi wygibasy jak miło :D. Co jeszcze nas tu zaskoczy? Gęsta, prawie zbita konsystencja ! Wystarczy odrobina pianki by zmyć cały brud z twarzy co dzięki tak gęstej konsystencji przekłada się na mega wydajność. 
W kontakcie z wodą pianka zamienia się w postacie lekkiego musu, jest bardzo delikatnie i otulająco jednak ten mus ma moc oczyszczania! 

Nasz produkt pod zakrętką ma malutkie sreberko - oczywiście na plus, dodatkowo cały było zafoliowany więc, kolejny plus. I konsystencja i sam zapach przypomina mi ... męskie pianki do golenia! Takie wiecie za 3 zł w aluminiowej tuce ;D. Zapach jest świeży ale taki ciut męski co mi się akurat podoba ;D, jednak w kontakcie z wodą się ulatnia ;(.


Water, Glycerin, Palmitic Acid, Myristic Acid, Stearic Acid, Potassium Hydroxide, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Cocamidopropyl Betaine, Bambusa Vulgaris Water, Sodium Chloride, Lauric Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Cellulose Gum, Arachidic Acid, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, CI 19140, CI 42090, Fragrance

Tak jak w przypadku maski, pianka mnie nie uczuliła.

Jeśli miałabym z tej dwójki wybrać faworyta to mimo wszystko jest nim pianka! Strasznie podoba mi się to jak rozjaśnia moją cerę i jak mocno mimo niepozorności oczyszcza cerę. Maska fajna, zwłaszcza to uczucie chłodu i nawilżenie jakie daje ale płachty to nie moje klimaty ;)

Oba produkty dostaniecie w sklepie MyAsia : maska w cenie 8. 95 zł ---> klik, zaś pianka 120 ml/ 27.95 zł ---> klik
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger