19:05

Smashbox Full Exposure (mini) Mascara Jet Black

Są takie marki, których asortyment bym wykupiła prawie do cna. Rzecz jasna zostawiłabym kilka produktów , które nie są dla mnie ( eyelinery czy bronzery) a sama bym rozkoszowała się widokiem pustych szufladek po pomadkach czy różach, które już grzecznie leżą u mnie w koszyku i czekają na niesamowitę wyprawę do nowego domu - mojego domu.  Niewątpliwie jedną z tych marek jest Smashbox, którą pokochałam po swojej pierwszej szmince ( swoją drogą jakoś dawno nic od nich nie kupowałam :P). Jednak zanim się dorobię milionów by wykupić cały sklepowych asortyment ba, co tam cały asortyment, kupiłabym cały koncern kosmetyczny to powoli (bo w ślimaczym tempie) zapoznaję się z ich ofertą, Bo o ile kocham ich Be Legendary czy róż Fusion Soft Lights to ciężko jest mi pokochać ich już wręcz owiany legendą tusz! Może to dlatego, że to wersja mini? Może po prostu moja ukochana marka na linii moje rzęsy a ich tusz jest skazana na porażkę? Mam nadzieję, że nie bo dwie nowe wersje w kapitalnych opakowaniach nadal czule się uśmiechają do mnie a ja mam chęć je kupić! :)


Moją mini dostałam oczywiście od mojej siostry Aguś :* w prezencie gwiazdkowym - tak wiem, ja to mam zapłon bo w końcu mamy już maj ;D.
Bardzo długo zwlekałam z tą recenzją - miałam mieszane odczucia a raczej niedopuszczałam do siebie myśli, że moja ukochana marka zawiodła mnie na tej linii ;x. Nie chciałam wydawać pochopnie osądów stąd przez intensywne tygodnie testowałam , dawałam szansy i z każdym razem kończyło się tak samo ;x.

Ta profesjonalna mascara powstała z inspiracji technikami makijażu stosowanymi przez wizażystów ze studiów fotograficznych Smashbox z Los Angeles, którzy w pierwszej kolejności podkreślali rzęsy swoich modelek wydłużającym tuszem, a następnie nakładali na nie mascarę pogrubiającą. 

Mascara Full Exposure łączy właściwości wydłużające z pogrubiającymi. 
Rezultat? Jedna wyjątkowa mascara o dwóch zastosowaniach. 
Formuła nadająca rzęsom objętości w połączeniu z wydłużającymi włóknami tworzą zapierający dech w piersiach efekt. Objętość: +104%, Długość : +32%, Podkręcenie : +34%.





Z całą pewnością są na świecie osoby, które wręcz ubóstwiają ten tusz! Na bank! Ale ja do tego grona nie należę ;(. Chociaż nasze pierwsze spotkanie w grudniu było owocne a ja czułam chemię między nami to nasze dalsze losy bezwzględnie przecieły naszą nikłą chemiczną więź ;(.

Za co pokochałam ten tusz na samym początku? Za piękne wydłużenie, uniesienie, rozdzielenie, długie godziny na rzęsach - po prostu nasz początek był jak pierwsza jazda nowiuśkim Ferrari ;D

Niestety im dłużej stosowałam ten tusz, im większe nadzieje w nim pokładałam tym bardziej mój upadek był bolesny. Rozczarowanie, żal i lekki smuteczek który temu towarzyszły był na tyle silny, że przez chwilę miałam ochotę wyrzucić mascarę do śmietnika!

Więc jak to z nią jest? Bubel czy jednak ideał?

Jedna warstwa jest ok - mam wydłużenie, lekkie podkręcenie i tak jakby mam więcej rzęs z tym, że cóż tusz lubi się delikatnie odbijać na powiece jednak nadal rzęsy są lekkie jak piórko ;(. Dwie warstwy  to już czysta epicka historia - sklejenie rzęs, odbicie jak u pandy i maskaryczne grudki!
Istotnym plusem jest długie utrzymywanie się na moich 'firankach', nie osypywanie się. Ale wiecie co? Nie wiem skąd producent ma te swoje obietnice skoro połowa z nich się nie sprawdza !



Nie wiem czy to wina tej gigant szczoteczki, która po prostu jak dla tego mini jest zbyt duża czy po prostu ten tusz tak ma.  Wiele osób zarzuca mu, że jest 'suchy' i podczas nabierania wychodzą jakieś 'kawałki czarnej mazi' - wiecie, u mnie tego nie ma, mascara jest mokra jak każda, schnie szybko i nie obciąża rzęs (przynajmniej moich) .

Lubię takie szczoteczki, naprawdę jednak z tą nie umiem się dogadać. Idzie nam jak po grudzie! Czerń jak czerń nie jest tu taka jakaś odkrywcza ale jest ;D,
Nie będę opisywać Wam opakowania w końcu bo to 'mini mascara' jednak od pełnowymiarowego tuszu nie różni się niczym ( oprócz rozmiaru :P). Na szczęście nie uczula czy nie podrażnia paczadełek.

Wybaczcie mi jakość zdjęć no ale i tak czasami bywa :P



Jedna warstwa - tak tak tak! Mimo tego delikatnego odbicia ten efeket mi się podoba - jestem nim naprawdę zachwycona . Ten tusz jest jak tusz z Benefitu - jedna warstwa jest wystarczająca, dwie to istna katorga / koszmar co możecie zobaczyć na drugim zdjęciu - prawda, że nie wygląda to najlepiej wręcz komicznie?

Moje mini ma 4 ml - pełnowymiarowy produkt 11 ml ( przynajmniej taką informację znalazłam).
Czytając opinie na stronie Sephory czy wizażu widzę więcej negatywnych zdań niż pozytywnych, więc może po prostu ten tusz im się nie udał?

Na sam koniec moja brzydka buźka z jedną warstwą tuszu:


Uwielbiam Smashboxa, to pierwsza 'większa' marka, która mnie oczarowała jednak ten tuszu, on po prostu nie jest dla mnie. Czuję niedosyt, rozczarowanie mimo mojego uwielbienia do ich kosmetyków!
Z pewnością nie kupię pełnowymiarowego opakowania, zużyję to mini dając tylko jedną warstwę i tyle ;)

Tusz dostaniecie w Sephorze w cenie 99 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger