Życie - to tylko jeden moment

By Justyna Wiśniewska - 10:48

Kiedy ktoś mówi 'od dzisiaj żyję na pełnym gaśnie' to wprawia mój mózg w fazę intensywnego myślenia. Sama po sobie wiem jak ciężko realizować taki plan - i tu nie chodzi tylko o jego kształt czy ukierunkowanie swoich zamiarów. Nie każdy bierze pod uwagę, że w połowie przypadków zawsze wypadnie coś po drodze - coś co zniweczy Twoje wielkie plany. Jednak najważniejsze jest zawsze to co poprzedza Twoją decyzję: przecież nie podejemujesz jej pochopnie czy dla swojego kaprysu! Większość ludzi pod wpływem silnych emocji czy zewnętrznych bodźców decyduję się na życie jak na największych obrotach, na takie życie by niczego nie żałować, by po prostu później powiedzieć 'żyłam jak chciałam, miałam wymarzone życie.' Sytuacje te zarówne dobre jak i złe ciągle kształtują nasz charakter, każda zła sytuacja odbija się na nas - my sami jesteśmy jak szkło i nawet najdrobniejsza  zła rzecz powoduje na nas rysę, rysa jest widocznatylko dla nas , zewnętrzenie wydaje sie iż nic nas nie zmoże. Każdy wie jak bardzo kruche jest nasze istnienie ale tak na poważnie czy dzisiaj pomyślałaś / pomyślałeś o tym jakim jesteś szczęściarzem że ten dzień był dobry, może była zła pogoda, może wnerwiono Cię w pracy, pokłóciłaś się z mężem / matką/ przyjacielem ale nadal żyjesz. Wracasz do domu, śpisz, oddychasz - niby zwyczajna rzecz, która dzieje się dzień w dzień, rzecz której w tym momencie nie doceniasz a powinnaś!


Ciągle mi się wydaje, że najbardziej ceniłam swoje życie gdy byłam dzieckiem. Wtedy naprawdę żyłam : bawiłam się w piasku, łapałam bąki w słoiki ( i nadal robię to w każde lato :D), lepiłam babki z piasku i mało co mogło popsuć moje życie.  Nawet jak mama była w szpitalu na jednej z operacji a ojciec mówił ' mama wróci' to ślepo wierzyłam w jego słowa.Wystarczyło zwykłe zapewnienie 'będzie dobrze' usłyszane od dorosłego by we mnie zagościł spokój. Nie zdając sobie sprawy, że kij ma dwa końca wracałam do zabawy - wracałam do swojego świata i do beztroskiego życia, bo przecież to świat dorosłych był zagrożony a nie mój, prawda?
Pierwszy raz o tym jakie to życie jest kruche pomyślałam będąc u mamy w szpitalu. Byłam już ciut starsza, ciut rozumna ale nadal gdzieś w środku skrywało się dziecko. Może to głupie ale takim symbolem przemijania były obcięte rzęsy. Do dziś pamiętam ten moment: mama traciła wzrok, lekarze zdiagnozowali jaskrę, później zaćmę. Bardzo szybko dostała się do szpitala na przeszczep soczewek w obu oczach - pamiętam jak leżała na łóżku szpitalnym, pamiętam panią z małymi nożyczkami, która obcinała mojej mamie rzęsy - mama ciągle mi mówiła 'one odrosną, zobaczysz'. Nie wiem czemu najpierw zebrało mi się na płacz. To tylko rzęsy. Głupie rzęsy, które każdy traci ale widok mamy bez nich był szokujący - chyba 'wtedy dorosłam'.

Zawsze starałam się być najlepsza. Mimo, że nie zawsze byłam idealną koleżanką, idealną córką wszystko starałam się robić na 100 %. Nie sprawiałam kłopotów, nie łaziłam po klubach - moją otoczką były książki i nauka. Przez wiele lat miałam zamiar studiować prawo - niestety nigdy nie było mnie i mojej rodziny na to stać. Alternatywą miała być psychologia - uwielbiam słuchać ludzi! Niestety nie otworzyli w moim mieście tego kierunku. Z braku laku wybrałam Szkołę Medyczną. Zanim jednak wybrałam pójść w kierunku medycznym nastąpił przełom w moim życiu.


Nadal nie balowałam, miałam dwie przyjaciółki z którymi wychodziałam od czasu do czasu. Najwięcej czasu spędzałam i nadal spędzam w domu. I to nie dlatego, że nie chcę czy nie mogę a dlatego, że czuję się tutaj pewniej. Czasem było źle, czasem zazdrościłam znajomym - oni wyjeżdzali, bawili się, imprezowali a ja żyłam w domu. Ktoś mi powie 'Ty nie żyjesz, Ty wegetujesz'.

Może tak jest. Punktem zwrotnym w moim życiu był czas ostatniej klasy liceum. Kiedy cała moja klasa szykowała się na studniówkę ja codziennie się modliłam do Boga - prosiłam by nie zabierał mi mamy. Nie raz mówię, że mam szczęście i na swojej drodze spotykam dobrych ludzi i taki był mój wychowaca, który wiedział o wszystkim i naprawdę miałam wsparcie z każdej strony. W tamtym czasie moja mama przebywała na OIOMie, 6 dzień w śpiączce, wieczorem był telefon z treścią 'muszą Państwo zdecydować o odłączeniu'. Cios, ból. Miałam 18 naście lat i nie byłam gotowa na to. Ojciec się nie zgodził. Gdy na drugi dzień pojechaliśmy do szpitala z korytarza wyszedł ksiądz - straciłam grunt. Po kolei każdy wchodził na salę, ojciec, ciocia - oboje płakali, w końcu weszłam ja i wiecie co? Mama żyła! Otworzyła oczy , płakała a pierwsze co usłyszałam było' co ja narobiłam?'.

Mimo, że od tego momentu minęło 6 lat u mnie jest stagnacja. Lubię swoje życie i w każdy wieczór proszę Boga by następny dzień był po prostu dobry. Ja więcej nie potrzebuję.

Mama nadal choruje, nie widzi, zresztą pamiętacie jak źle było w listopadzie z nią o czym Wam mówiłam. Od kilku lat zajmuję się opieką starszych osób - widzę jak odchodzą, widzę śmierć - mimo, że jest ciężko, że szybko się do nich przywiązuję to nauczyłam się jednego: nie ważne jak żyjesz, ważne by być wdzięcznym za to życie.


Wiem, że moja mama najchętniej by chciała bym poszła na swoje ale nie. Uparcie tutaj jestem dla niej. Kiedyś będę podróżować, będę się bawić , może napiszę jakiś romans ale teraz  w wieku 24 lat uwielbiam swój spokój i ciszę. Uwielbiam pomagać i być potrzebna. Żyję może nie na pełnym gazie ale uczciwie ze sobą. Bezcenną rzeczą dla mnie zawsze są słowa moich podpiecznych, którzy w dużej mierze zmienli mój światopogląd. Bo wiecie gdy ktoś mówi do mojej mamy: 'pani córka to zrobi, bo wiem, że to potrafi i jest w tym najlepsza' to rozpiera mnie duma. Duma nie tylko z siebie ale też dlatego, że chociaż wśród tylu kłopotów mam coś co daje mi satysfakcję i siłę.

Może ten post jest zbyt intymny, może nie na ten blog ale przecież tym się przejmować nie będę. Mogę powiedzieć śmiało TO BYŁ DOBRY DZIEŃ, nikt nie umarł, ja żyję i jutro znowu będę komuś potrzebna więc po co sobie komplikować i zakładać, że od jutra  'dokonam niemożliwego'. Jutro przyjdzie, przyjmę to co mi oferuje i to docenię, czegoś się nauczę ale wieczorem znowu za to Bogu podziękuję.

A Ty?Nadal chcesz powiedzieć, że Twoje życie jest nudne i bezsensu? Każde i to spokojne i to chaotyczne jest pełne wartości, pamiętaj o tym!
A kiedy Ty tak naprawdę doceniłaś / doceniłeś swoje życie?

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze