09:23

Yankee Candle Peony

Gdy byłam małym dzieckiem ogród mojej mamy był najwspanialszym miejscem do zabaw. Może się wydawać, że każdy 'mamijny / babciny' ogród to najbezpieczniejsza przystań dla małego, nabuzowanego energią szkraba. Mogłoby...
Zarówno u mojej babci jak i u mamy na rabacie były kwiaty, które mnie przerażały. Kurczowo trzymałam  się ich dłoni, nie puszczałam i nie podchodziłam z nim by je podziwiać. 
Wielkie, ciężkie , chylące się ku ziemi głowy kwiatów napawały mnie lękiem - były jak rozwarte paszcze dzikich lwów. W takim momencie marzyłam by jak najszybciej być w domu, wśród swoich pluszowych misi. Jednak lato ma swoje prawa - szalałam na skrawku mamijnego ogrodu: z dala od prawej strony bo tam akurat kwitły 'białe potwory' i z dala od płotu bo tam swoje pierwsze płatki zaczynały pokazywać 'różowe wielkie głowy' . Pewnie się czułam dopiero gdy mama przychodziła z nożem, ścinały kwiaty i zabierała je do domu, do swojego pokoju. 
Pewnego dnia, w przypływie dziecięcej śmiałości zbliżyłam swój mały, piegowaty nos do tego 'ogromnego potwora'. Pachniał, nawet mi się podobała ta woń. Dosłownie 5 sekund później z krzykiem i płaczem wpadłam do domu wołając 'tam są czarne mrówki, on ma mrówki, on je mrówki!'.


 Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu kwiatu dojrzałej piwonii.

Gdy tak siedziałam osmarkana i zaryczana, mama łagodnie tłumaczyła mi, że nie mam czego się bać. Bo to tylko są kwiaty. Bo one nie zjadają mrówek. Mimo, że teraz mi się wydają ogromne, przerażające to za kilka lat docenię ich urok. A mrówki? Wytłumaczenie było jedno: bo zapach / kwiat jest słodki stąd tam mrówcza ekipa. Wtedy to było dla mnie nie pojęte.  Tamtego lata więcej się do nich nie zbliżyłam, nie wąchałam - modliłam się by żdzarła je jakaś zaraza ;D

Pierwszy raz nie mam problemu z historią zapachu - gdy tylko Peony trafił w moje ręce przypomniał mi o czasach beztroskiego dzieciństwa, gdzie moim największym zmartwieniem były owe wielkie piwonie! Tak jakby ktoś wrzucił mnie do 'wora' i nacisnął guzik 'wstecz'! Tak jakbym znowu miała kilka lat i uciekała gdzie pieprz rośnie. Tak jakby wielka, różowa piwonia miała mnie pochłonąć!



Yankee Candle Peony to najprawdziwszy zapach piwonii! To tak jakbym znowu wtykała nos w ich paszcze, z jednym wyjątkiem - wosk nie ma mrówek :D. Zapach jest obłędny! Mocno kwiatowy, lekko słodki, aż za bardzo realny!
Mnie uwiódł, zarówno na sucho jak i w kominku. Przepadłam bez reszty! Jednak to nie wosk dla każdego - mimo szczerych chęć i zamiłowania do piwonii moja mama zapach określiła jako ' inwazyjnie nurtująco duszący'.

Pierwsze podrygi zapachu są subtelne tak jak moment gdy rozwija się pączek piwonii. Dopiero później jest moc! Aromat wręcz otula każde pomieszczenie, wypełnia i zajmuje je - może być dla niektórych to zbyt 'przytłaczające'.



Zapach piwonii jest wręcz namacalny ♥ Radzę dać mniejszą ilość wosku na początek - intensywność może zbić z nóg. W pomieszczeniu czułam go przez bite 3 godziny!

Peony kupiłam na cocolita.pl w cenie 7 zł.

O nim także pisały:

Marta ---> klik
Magda ---> klik

Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger