18:31

Yankee Candle Black cherry

Lato to czas gdzie swobodnie można rozkoszować się zapachem świeżo zerwanych owoców znajdujących się w naszym wiklinowym koszyku. To czas soczystych barw, rajskich doznań oraz nastoletnich  wybryków. Bo ile razy widziałaś w sadzie u sąsiada / wujka/ gdzieś w polu piękne wyglądające wiśnie / czereśnie? Ile razy miałaś chęć na przysłowiowe 'pachty'?
Ok. poszłaś - udało się, w swojej koszulce masz zwinięte kilka owoców - nie ważne czy to wiśnia czy czereśnia, że plamią, cieszysz się jak głupia, bo je masz, bo są piękne i dorodne, bo już czujesz ten smak i ten zapach - czujesz się jak dziecko.
I ja chciałam się poczuć jak to 'dziecko' chciałam być w 'tym zakazanym czereśniowym sadzie'. 
Czy mi się to udało?


Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa.

Black Cherry to zapach, który od wejścia podbił moje zmysły. Mocny, intensywny, lekko owocowy, lekko kwaskowy, obezwładniający!
Już na 'sucho' czuć jego moc, jego siłę przebicia.  Z początku się bałam - bo ta moc może 'zwalić z nóg', może przyprawić o zawrót głowy i naprawdę miałam nadzieję, że znajdę w nim chociaż odrobinę czegoś 'innego'. Tak do końca nie jest to tylko zapach czereśni - jest tam coś takiego tajemniczego, nieodkrytego coś co dopiero można wyczuć po odpaleniu.


A po odpaleniu?
Szok! - jest słodko, intensywnie, zapach szybko wypełnia wnętrze. Czuć czereśnie pomieszane z jakąś słodką wonią- mi to pachnie jak pomieszanie gumy balonowej albo jak wiśniowa mamba!
O tak to trafne określenie. Jednak Black Cherry ma jedną wielką wadę ...

Jest...ulotny. Po jego zgaszeniu czuć zapach może jeszcze przez pół godziny co mnie trochę rozczarowało ;x.

Gdyby nie to, że woń znika szybko niewątpliwie zrobiłabym zapach Black Cherry bo naprawdę warto, a tak pozostawię sobie jego część na 'sucho' ;).

Znacie? Lubicie?

Ja swoją tartę kupiłam na goodies.pl za 7 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger