13:45

Przeczytane : wrzesień i październik

Przeczytane : wrzesień  i październik
Normalnie chciałam Wam pokazać mój 'miesiąc w zdjeciach' ale coś mi karta SD w telefonie zwariowała i straciłam wszystkie zdjęcia oraz muzykę ;(, Szkoda, że nie zrobiłam żadnej kopii zapasowej ;/.

Dawno nie pokazywałam Wam tego co przeczytałam. W natłoku ostatnich wydarzeń nie miałam czasu na czytanie ale teraz to nadrabiam. Głównie dlatego, że od początku października jestem chora ( praca, praca a czasu na leżenie nie mam :P). A więc zawinięta i opatulona kołderką, z kubkiem gorącej herbaty i z nową ksywkę od mojego Karola 'MROŻONKA" ( fajna, nie? Ksywkę dostałam dlatego, że ostatnio moja temperatura wynosi tylko 34 stopnie - chyba czas na lekarza?) zapraszam Was na kilka książkowych pozycji  :-)

1. 'Wyznania gejszy' Arthur Golden klik


Uwierzycie mi jak powiem, że nigdy nie widziałam tego filmu?  Widziałam tylko jego zwiastun i powiedziałam sobie ' no way co za badziew' ale książka , ona jest wspaniała! Tak się zaczytałam, że myślałam że to wszystko prawda - ach ta moja głupota!. Co prawda są momenty gdzie ciężko się  czyta i jak przerwie czytanie to ciężko się zabrać do powrotu ale warto skończyć! Wiele ciekawostek , wiele dziwnych rzeczy a przede wszystkim i najważniejsze: mamy wgląd w życie gejszy - tym kim byłą, kim się staje i jakie to naprawdę trudne!

Ilość stron:464

2. 'Greckie wakacje' Alyson Noel klik



To jest taka typowa opowieść do 'poduszki'. Lekka, z masą komicznych sytuacji ale też poruszająca jakieś tam większe problemy - tutaj akurat rozwód.. Wyspa Tinos, która zostałą tak opisana jakbyśmyy miały przed sobą widokówkę sprawia, że czytanie staje się jednocześnie łatwiejsze ale i monotonne - serio, ile można czytać o białych murach w Grecji? Colby za to jest typową nastolatką, upartą, buntowniczą, która próbuje utrzymać się w 'popularnej grupie' i dopiero na Tinos odkrywa kilka ważnych rzeczy w życiu.

Ilość stron: 251

3.'Jedyna szansa' Harlan Coben klik



Uwielbiam Cobena i jego powieści. Po serii z Myronem postanowiłam przeczytać co innego i się nie zawiodłam. Oto przykład na to co potrafi zrobić ojciec gdy znika jego 6 miesięczne dziecko. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów i naprawdę wiele razy autor mnie zaskoczył! Na stronie 400 jest taki fragment - niby to nic bo on po prostu przytula córeczkę ale po tylu przejściach, tylu zawirowaniach ten moment jest tak magiczny, że mi poleciały łzy!

Ilość stron: 416

4. 'List' Richard Paul Evans klik



To naprawdę trudna książka. Porusza takie problemy jak kryzys, śmierć czy rasizm. Dla mnie była ciężka w odbiorze - nie rozumiem zamysłu autora by to wszystko razem wymieszać ale jakoś mu się to udało. Po kilku pierwszych stronach nie mogłam dalej z nią ruszyć - to była jakaś masakra! Gdzies w połowie książki pomyślałąm sobie, że takie zachowania jak tam są opisaną dzieją się wsólcześnie i to mnie przeraziło!/

Ilość stron: 310

Przeczytałam 4 książki 2 dwa miesiące - nie no istny szał :D. Polecacie coś ciekawego?

Jutro mamy taki sentymentalny dzień i życzę Wam by przebiegł bez problemów i w spokoju ( ja mam zapowiedziona od mamy, że nigdzie się nie ruszam).

09:35

Październikowe denko # 14

Październikowe denko # 14
Znacie to uczucie kiedy zabieracie się za swoje pustaki, macie wszystko jakoś poukładane, fotografujcie, wyrzucacie gdzie trzeba a na stole, łóżku leży jeszcze kilka pustych opakowań, których razem nie można sfotografować a osobno nie ma sensu? No właśnie, ja znam ;D Dlatego w tym denku brakuje 3 , góra 4 produktów o których zapomniałam ale za to pokaże je w przyszłym miesiącu!
Tymczasem zapraszam Was na moje jakże skromne denko :)


Jeśli chodzi o jakieś podsumowanie to miesiąc październik okazał się tragiczny dla moich włosów pod względem produktów! Takiej masakry dawno im nie sprawiłam ;(. Pojawiły się też buble dla 'ciała', które na początku miały być faworytami, ech takie życie ;)

I.TWARZ:


1. Bania Agafii , masaka do twarzy Dziegciowa - dobrze oczyszczała, niewelowała błyszczenie się skóry i była bardzo wydajna! Jedynym minusem to jej zapach! Ale człowiek to wszystkiego przywyknie ;) Pisałam o niej tu klik
2. Cien Gentle Wash, żel do mycia twarzy ( skóra mieszna i normalna) - kupiony za jakieś 5 zł w Lidlu okazał się ŚWIETNY! ( miał być osobny post ale ze zdjęciam i mi nie wychodziło, może innym razem) :P, bardzo gęsty, w niebieskawym kolorze dobrze oczyszczał buźkę i miał taki typowy męski zapach <3
3. Bania Agafii źeńszeniowy scrub do twarzy - w smaku bardzo słony ale dawał uczucie fajnie napiętej skóry, dobrze też usuwał martwy naskórek - o nim było tu 

II.WŁOSY:


4. Joanna, z apteczki babuni, szampon nawilżajaco - regenrujący - nie, nie i jeszcze raz nie, mało wydajny, bezbarwny, strasznie plątał włosy! Nawet z domyciem olejków sobie nie radził!
5. Duet Schaumy, o którym było ostatnio tu - kolejny koszmar! Łupież, krosty, wypadanie włosów, oklapnięcie ....
6. Palette Perfect Care Color 390 jasna miedź - w sumie o tej koloryzacji będziecie mogły poczytać w przyszłym tygodniu ale powiem na razie jedno: NIGDY WIĘCEJ!

III.CIAŁO:


7. AA Hydro Essence malina - wiele z Was było ciekawych tego żelu więc tak: piękny zapach galaretki oblanej czekoladą <3 mega różowy kolor i koniec zalet! Poza tym, że żel miał nawilżać to ten wysusza i sprawił mi na całym ciele liczne niespodzianki: począwszy od swędzenia aż po krosty! Swoją drogą mojemu bratu przypasował o.O
8. Lirene Beauty Collection grejpfrutowy peeling antycellitowy - tsa, w zamierzonej kwestii nie daje rady ale jako taki 'normalny' peeling wypada średnio mimo, że ma fajnie ostre drobinki i pachnie prawdziwym grejpfrutem! P/s moja mała 2 latka używała go do prania także w tej roli też się sprawdza :D
9. NO 36 żel do usuwania twardej skóry - kolejny bubel, który dał efekt tylko za pierwszym razem, myślałam, że po czasie znowu coś 'zdziała' ale się przeliczyłam! Pisałam o nim tu
10. Organique waniliowy olejek do aromaterapii - moje achy i ochy nie miały końca! Niesty on się skończył ;( Wanilia, wanilia , kąpiel z jego dodatkiem przypomniała mi dzieciństwo<3 Na achy i ochy zapraszam tu.

IV.INNE:


11.  Cleanic Kindii chusteczki nawilżane - standard w każdym denku u mnie ;) Zmienia się tylko marka :P
12. Carea - nie wiem czemu ale ta paczka z Biedronki a raczej jej zawartość mnie wkurzała - płatki rozpadały się na części o.O Chyba trafiła mi się jakąś złą produkacje ;P
13. Balea mydło w kostce - mega wielka kostka o zapachu a raczej braku zapachu, która myła jak każde mydło ;)

Znacie coś z mojego dneka? Jak tam Wasze śmieci?

Standardowo u mnie po denku pojawia się post z nowościami ale po obfitym wrześniu, w tym miesiącu przybyły mi 3 rzeczy więc je dopiero zobaczycie w listopadzie :P

18:23

Zestaw Schauma Nectarnutrition: szampon + odżywka

Zestaw Schauma Nectarnutrition: szampon + odżywka
Już nie pamiętam kiedy miałam coś tej marki. Mimo, że kusi mnie na sklepowych półkach to jakoś  daleko mi do tego by zabrać cokolwiek ze sobą do domu. Mój instynkt mówi, że to nie jest nic dobrego dla moich włosów. Skuszona promocją w Biedronce -  zestaw za niecałe 10 zł (więc jak mogła nie kupić) poległam i uciszyłam swój zdrowy rozsądek - no bo  co może się stać?


I w sumie brak mi słów: duet jak duet . Ja wiem, że promocje są dla ludzi ale ta nadzwyczajnie będzie śnić mi się po nocach! Dlaczego? Poczytajcie najpierw obietnice producenta!


No i co? Tęcza i jednorożce powinny skakać a tymczasem nie ma nic - kompletnie! Nie zauważyłam, żeby moje loczki się wzmocniły ba! wręcz odwrotnie lecą na potęgę! Miękkie i jedwabiste?  No kurczę dzień po umyciu włosy stają się szorstkie i sianowate. Straciły swoją objętość - są tak oklapnięte a ja sama wyglądam jakbym miała 5 włosów na krzyż! Blask? hahahhahahhahahhahahahah - serio? Mat, mat i jeszcze raz mat bo prostu moje loczki są na głowie ale tego nie widać!

W sumie powinnam zaznaczyć, że szampon dobrze oczyszcza, włosów nie plącze i mocno się pieni a odżywka hmm nie zauważyłam by jakoś wpływała na moje włosy.

Składy najpierw szampon, niżej odżywka:



No cóż jak już się domyślacie to seria dla mnie jest porażką a na domiar złego spowodowała u mnie ŁUPIEŻ! Jakby cała reszta to za mało! Ach i nie zapomniaj o mały wstrętnych krostkach!

Miękkie plastikowe tubki mają przyjemną grafikę. Chociaż tyle dobrego :). Jak to u marki bywa mamy ogromne otwory do dozowania!  Co za tym idzie - wylewa nam się zbyt dużo produktu i zbyt dużo się nam go marnuje!

Szampon jest bardzo lejący zaś odżywka ma nawet fajną konsystencję i nie ucieka między palcami. Co do wydajności to jedno i drugie z tym kuleje. Naliczyłam, że seria wystarczyła mi na 7 użyć o.O ( chociaż powinnam po pierwszym razie już to wyrzucić do kosza no ale, chciałam dać im drugą szansę ;/)



Zapach serii jest nawet całkiem przyjemny ale chwilowy bo ja go nie czuję na włosach!

Cóż powinnam się słuchać swojego instynktu ale mądra ja :D! Seria dla mnie to jedna wielka tragedia, porażka, koszmar i wszystkie zło tego świata!

Produkty Schaumy dostaniecie w marketach, drogeriach i cena za sztukę wynosi około 7- 8 zł.

22:23

Libster blog award

Libster blog award
Z tego co pamiętam to kilka miesięcy temu odpowiadałam pierwszy raz na zadane pytania ;). Na początku tego tygodnia dostałam nominację od Anny, a skoro amamy weekend pomyślałam, że warto mnie ciut lepiej poznać ;)




1.Ulubiona marka kosmetyczna.
Ciężko mi wybrać jedną markę - są dwie marki, które powoli 'zbieram' albo inaczej kolekcjonuję - Smashbox oraz Guerlain - po prostu PRZEPADŁAM! *.*
2.Czerwona czy różowa szminka?
Jako, że jestem rudzielcem powinnam powiedzieć, że czerwień jednak takowego koloru nie mam w swoich zbiorach ;D Zdecydowanie lepiej się czuje w każdej odmianie różu ;)


3.Co zawsze masz w swojej kosmetyczce?
W takiej 'podręcznej' to zawsze jest pilniczek do paznokci i małe chusteczki nawilżane ;)
4.Kot czy pies?
Mimo, że w moim domu zawsze było pełno zwierząt to zdecydowanie wolę koty ;) Miałam też psy jednak koty cóż uwielbiają mnie a raczej moje łózko ;) Mama się śmieje, że gdy ja rano wstaję to za mną idą oba koty ;P
5.Wymarzone wakacje z nieograniczonym funduszem.
Gdzieś gdzie jest ciepło!  O tak, zdecydowanie a jeśli nie na żadnej plaży, nie nad oceanem to chętnię przeżyję całe festiwalowe lato i tu mam na myśli największe evnety typu Ultra Music Festival ,Tomorrowland  czy AMF- jednym słwoem wiele hałasu, wielki tłum i masa energii ;)

6.Najgorsza książka jaką czytałaś.
Ostatnio zaniedbałam tą sferę ;x Na myśli przychodzą mi wszystkie szkolne lektury z "Potopem' czy 'Lalką' na czele ;P
7.Najlepszy prezent jaki dostałaś.
Z rzeczy materialnych to chyba perfum 'Paradiso' zapach, który za mną chodził <3 a z takich rzeczy niematerialnych najlepszym prezentem były dla mnie słowa córki jednego z moich pacjentów ' pani ma serce do swojej pracy i jak pani nie pomoże to nikt inny tego nie zrobi'. Uwierzcie miałam +100 do samooceny ;D


8.Czy mówisz w jakimś języku obcym, a jeśli tak to w jakim?
Standard angielski i niemiecki, który zaniedbałam ;P Kiedyś uczyłam się francuskiego ale łamało mi to język - najdłużej wytrzymałam z językiem hiszpańskim - bardzo prosty w nauce ale po pół roku dałam sobie spokój ;P
9.Czy lubisz gotować i jeśli tak to co najbardziej?
Uwielbiam! Moje popisowe danie to schab w sosie śmietanowym z warzywami - pychota! Ale bardziej wolę piec ciasta! ( Stąd wyglądam  jak kuleczka :P)
10.Czy często chodzisz do kosmetyczki?
Nie byłam ani razu :P
11. Wymarzona sukienka (wrzućcie zdjęcie jeśli macie)
Nie mam takowej chociaż tą wynarzoną jest zawsze ta jedna, jedyna biała <3


Typowac nikogo nie będę - kto chce niech udział weźmie w zabawie, chętnie poczytam ;)

10:03

Dermedic Hydrain3 Hialuro, krem - żel ultranawilżajacy

Dermedic Hydrain3 Hialuro, krem - żel ultranawilżajacy
Na łamach bloga mogłyście już poczytacie kilka recenzji produktów marki Dermedic. Sporo z nich przykuło Waszą uwagę - swoją drogą się nie dziwię ;). Póki co dziś chcę Wam przedstawić ostatni produkt marki, który gości u mnie.

Doskonale wiemy, że odpowiedni krem potrafi zdziałać cuda ale ile to trzeba się naszukać tego jednego jedynego kremu! Wchodząc do drogerii / apetki na półkach jest mnóstwo opakowań, pudełeczek różnych marek, z różnych kategorii cenowych. Ja zazwyczaj swoje kroki kieruję do półek gdzie widocznie mogę zauważyć 'cera mieszana' ( szkoda, że takiego osobnego działu nigdzie nie spotkam ;P) jednak jaka ze mnie 'blogerka' skoro nie zdecyduje się na nowość? Nawet jeśli ta nowość jest dla skóry suchej? 

  • Zapewnia intensywne, dogłębne i długotrwałe nawilżenie odczuwalne przez 48 godzin po zastosowaniu
  • Uzupełnia niedobory wody w skórze i ogranicza jej transepidermalną utratę (TEWL)
  • Wzmacnia i regeneruje skórę
  • Do każdego rodzaju skóry wymagającej nawilżenia
  • Lekka, nietłusta, kremowo-żelowa konsystencja
  • Doskonały pod makijaż
  • Nie zatyka porów

Pięknie brzmią te zapewnienia a jak to jest w praktyce?


Intensywne, dogłębne nawilżenie przez 48 godzin? Eee raczej nie, nawilżenie mamy i to dość sporo ale nie trwa ono 48 H tylko utrzymuje się cały dzień - od nałożenia do zmycia makijażu ;). Krem nałożony pod makijaż nie roluje się, jest fajną opcją na 'bazę' ;). Wchłania się szybko i nie zostawia lepiekgo filmu na skórze. Przy regularnym stosowaniu cera wygląda na wypoczetą, odżywioną - staje się jędrniejsza, zdrowsza.

Zalecany do każdego rodzaju skóry wymagającej nawilżenia, w tym skóry trądzikowej, oraz w trakcie terapii dermatologicznych.

Tutaj się odniosę - ja mam cerę mieszaną i gdy stosowałam krem codziennie po kilku dniach na buzi zaczęły się pojawiać pryszczyki! O zgrozo! Tak, pewnie się domyślacie dlaczego - moje cera reaguje tak za każdym razem gdy mam zbyt dużo 'nawilżenia. Oczywiście krem odstawiłam - zmiany się pogoiły ale chciałam mu dać szansę. Najlepszym sposobem okazało się u mnie stosowanie go 2 - 3 razy w tygodniu. Przy takim systemie nic mi na buzi nie wyskakuje a nawilżenia utrzymane jest na całkiem dobrym poziomie ;)

Składniki aktywne: Woda termalna, Kwas hialuronowy, AqualareTM, Mocznik-UREA, Gliceryna, Dub Diol, Betaina, Phytosqualan – Skwalan, Witamina E

Wybaczcie mi, że nie podaję Wam pełnego składu ale nie mogę posuzkać nigdzie pudełka od niego a w internetach nie ma o.O


Krem - żel zamknięty jest w ciężkim szklanym słoiczku. Zdarzyło mi sie, ze słoiczek upadł na kafelki i co? Zero pęknięcia, zero ryski czy czegokolwiek! Oczywiście krem mamy zapakowany w kartonik a pod wieczkiem ukazuje nam się sreberko.

Sam słoiczek ma lekko niebieskawy kolor  z białym wieczkiem - czyli typowe kolory marki.

Produkt ma niebieski odcień, fajną żelową konsystencję, która jest mega wydajna! Niewielka ilość produkt zapewni naszej buzi idealny komfort i nawilżenie ;) Kilka tygodni temu pisałam Wam o kremie na noc tej marki i powiem Wam, że on jeszcze się nie skończył i przewiduję, że ten okaz będzie towarzyszył mi jeszcze dłuższy czas!

Jestem fanką jego zapachu <3 Jest delikatny, nienachalny i szybko się ulatnia ale w odczuciu mojego noska to zpach lekko męski! <3


Pierwsze nasze spotkanie okazało się totalną klapą, jednak gdy dałam mu drugą szansę okazało się, że produkt jest całkiem udany! ;)

Produkt dostaniecie w wybranych aptekach czy wSP. Słoiczek 50 g kosztuje 38 zł  ( w aptekach internetowych cena wynosi już od 21 zł). Jednak jeśli skusicie się na jego zakup to polecam Wam szukać zestawu: krem - żel + 100 ml płyn micelarego w cenie 39.90 zł ( do testós otrzymałam taki zestaw z czego płyn micelarny poszedł do sis).


11:30

Guerlain KissKiss Excessive Rose

Guerlain KissKiss Excessive Rose
Są takie produkty o których powinno się szeroko mówić. Zachwycają swoim wyglądem, działaniem, Są bliskie ideału. Są naszym luksusem. A ja nie lubię się dzielić swoimi 'ideałami' a właśnie dziś o takim będzie. I gdyby nie Iwonka ;* to bardzo długo bym odwlekała w czasie tą recenzję - tak jakoś po prostu mimo mojego skrytego uwielbienia do tej pomadki ciężko mi sklecić jakieś sensowne słowa bez nutki przysłowiowego 'ślinotoku', zachwytu nad nią. Dziś chcę Wam pokazać moją kolejną pomadkową miłość <3. Miłość, a raczej moje uwielbienie może dla Was być za słodkie :P

( Po tak głupim wstępie przejdźmy do konkretów :P)


Od swoich narodzin w 1994, KissKiss zachwyca swoim rzeźbiarskim designem. W 2014 zmienia dress code. Ten przedmiot pełen charakteru zaskakuje nowym strojem: elegancką i rasową małą czarną. Czysty paryski szyk! Niczym współczesny talizman, KissKiss odkrywa na nowo swój niezwykły sztyft nasycony pigmentem, ostemplowany swoją emblematyczną i odważną nazwą. Jak symboliczna chwila między gestem i obietnicą, wyśnionym pocałunkiem i pocałunkiem, który dopiero ma nadejść… Subtelne połączenie wyjątkowych korzyści sprawia, że to KissKiss Guerlain najpiękniej ubiera usta. Jej sekret? Formuła wzbogacona o wosk mango aby zapewnić nawilżenie, komfort i aksamitny efekt. Delikatna, o kremowej konsystencji, jednolita i bogata, przywołuje naturalne piękno kobiecej skóry. Perfekcyjny alians koloru i światła – doskonałe krycie daje satynowe wykończenie i niesamowity efekt kształtnych ust. 25 nasyconych i łatwych w użyciu odcieni do noszenia dla ponadczasowego szyku - wytworna kolacja? Relaksujące popołudnie? Lunch z przyjaciółmi? Spotkanie służbowe? KissKiss oferuje idealny i elegancki kolor na każdą okazję i każdy nastrój.


Guerlain KissKiss to nic innego jak pomadka pełna wdzięku, klasy i stylu. Pierwszy raz jeden z odcieni zobaczyłam u Sonii ;** i przepadłam! Jej odcień był taki delikatny,aż do mnie krzyczał. Sprawdziłam cenę, która mnie zbiła z nóg ale się nie poddałam - odłożyłam i mam swoje cudo !

KissKiss ma wszystko czego potrzebują moje ust, czego potrzebuję ja. Jest brakującym elementem układanki, większej całości. Jest moim dopełnieniem i mając ją na ustach można zapomnieć o całym świecie a każdy inny dodatek blednie bo to właśnie kolor KissKiss najbardziej zapada w pamięć.


Co czyni ją taką wyjątkową? 
Dbałość o detale i szczegóły. Wytłoczone złoto logo marki, subtelny, prawie niezauważalny napis na dolnej kostce 'Guerlain'. Całość jest tajemnicza, z lekką odrobiną złotego luksusu, który temu wszystkiemu nadaje szyk! A KissKiss na sztyfcie aż się prosi by nasze wargi go muskały!


Mój kolor to Eaxcessive Rose czyli jeden z piękniejszych róży jakich spotkałam! A może to fuksja ? No dobra ale jest idealny! Cudowny! Niepowtarzalny! Sama pomadka gładko sunie po ustach, nadając im już przy pierwszym pociągnięciu piękny wyrazisty, głęboki kolor! Formuła pomadki odżywia, nawilża i zapewnia naszym ustom komfort bez jakiegoś wysuszania ich na 'wiór'. Ta pomadka to nie tylko piękny kolor ale też sporo dawka dobrej pielęgnacji!

Na ustach utrzymuje się bardzo długo,  prawie tyle samo co mój ukochany Be Legendary od Smashboxa! Mamy tu kolor zapewniony na bite 5 godzin! Z łatwością zmyjemy ją każdym płynem micelarnym ale cholercia skubana nie tak łatwo da się pokonać jedzeniem! Kolor schodzi powoli, stopniowo bez jakiś szkód na buzi. Ogólnie ideał!

A zapomniałam powiedzieć Wam, że pachnie ślicznie. Podobno tak pachną fiołki więc zapach + kolor + pielęgnacja = pędźcie po swoje okazy!

A teraz czas na efekty: pomadka w dwóch różnych światłach:



No i oczywiście na buzi ;)



Na stronie Douglasa mamy dostępnych 16 z 25 odcieni, ja mam ochotę jeszcze na 4 kolorki ale póki co cena 165 zł (3,5 g) skutecznie hamuje moje zapędy :D

14:44

Bonjour! czyli francuskie perełki filmowo - muzyczne

Bonjour! czyli francuskie perełki filmowo - muzyczne
W głowie mam kilka pomysłów na kreatywne posty - póki co są to zarysy i potrzebuję weny by zabrać się za pisanie. Chce by moja niedziela była nadal typowym 'luźym' dniem gdzie nie będzie recenzji tylko trochę 'rozrywki' normalnego życia.

Dziś postanowiłam połączyć dwie rzeczy: film i muzykę. Ale zaraz przecież napisałam 'francuskie' perełki więc o co chodzi? No właśnie - pokażę Wam dwa francuskie filmy i jeden piękny 'francuski' głos! 
Bo Francja to nie tylko kraj miłości ! Dla mnie francuskie kino jest inne: dosłownie i dosadnie - Francuzi mają naturalny dar do przekazania historii w banalny, prosty sposób i zrobią to tak, że przy każdym filmie jesteś zszokowana bądź zapłakana. Wiadomo, że język francuski to najpiękniejszy język świata ( podobno) ale słysząc go w muzyce ja mam takie uczucie lekkości i spokoju. Przed Wami moje perełki ( wydobyte z  ogromnej masy filmowo - muzycznej!).

1. Nietykalni (2011) klik



O tym filmie słyszałam bardzo dużo dobrego jednak sama nie byłam chętna by go obejrzeć. Nie zrozumcie mnie źle od kilku lat pracuję z starszymi, chorymi ludźmi i naprawdę wystarczą mi przeżycia z nimi i szczerze powiedziawszy skreśliłam tą historię na starcie. I to był błąd!

Film obejrzałam w jakieś święta w tv i mnie oczarował! Doskonale wiem ile pracy trzeba, ile wysiłku i chęci musi wykazać osoba opiekująca się do starszej osoby a ta historia idealnie pokazuje, że wiara, przyjaźń ( która wydaje się niemożliwa) potrafi zdziałać cuda, dokonać niemożliwego! Bo do niektórych rzeczy trzeba mieć serce! Płacz, śmiech czasem lekkie rozczarowanie a przede wszystkim myśli ' ciekawe co ja bym zrobiła na jego miejscu' po seansie tego filmu są wskazane!

2. Rozumiemy się bez słów (2014) klik



Odkryłam ten film kilka dni temu i powiem Wam, że ta historia daje do myślenia. Paula w swojej rodzinie jest jedyną osobą, która słyszy - cały dom ma prawie na swojej głowie i postanawia zrealizować swoje ( no prawie swoje marzenia) o śpiewaniu. Dawno tak się nie uśmiałam ( głuchoniemi rodzice też potrafią zrobić obciach!). Tak mi się to lekko oglądało, że nie zauważyłam kiedy koniec! Ale jest coś jeszcze: jak opuścić rodzinę skoro wiesz, ze ona polega na Tobie? Do tego dużo dobrych muzycznych głosów! Końcówka filmu i ostatnia piosenka to typowy płacz więc warto mieć chusteczki w pogotowiu!

3. Głos: Louane! <3


Kilka tygodni temu usłyszałam w radiu piosenkę 'Avenir' i przepadłam! Wertowałam sieć by ją ściągnąć i co? Nigdzie nie było jakościowo dobrej wersji wrr. W końcu w jeden wieczór ją znalazłam - ba! nawet znalazłam dwie wersję: szybszą ( może słyszałyście w radiu) i wolniejszą ( bardziej magiczną <3) i kij, że nie rozumiem ani słowa ( bez tłumacza się nie obyło) ale piosenka uzależniła mnie od siebie!

Obie wersje poniżej:




Ostatnie odkrycie pochodzi z czwartku; to cover grupy Imagine Dragons w wykonaniu Louane. I chociaż nie należę do osób, która słucha covery ( sorry wystarcza mi 'oryginały') to jej głosowi nie mogę się oprzeć! Powaliło mnie to nam kolana!


Kurczę, w ostateczności post wyszedł bez ładu i składu no ale jest :D

A Ty? Polecisz mi coś z francuskiego filmu czy muzyki? 
P.s Aśś wiem! ;D

10:25

Dermedic Hydrain3 Hialuro kremowy żel do mycia

Dermedic Hydrain3  Hialuro kremowy żel do mycia
Podstawą każdej pielęgnacji jest oczyszczanie. Bez tego ani rusz. Dobranie idealnego / odpowiedniego środka / produktu, który spełni nasze oczekiwania i będzie idealnie dopasowany dla potrzeb naszej cery stwarza nie lada wyzwanie. Na mojej mieszanej cerze ( którą teraz jakoś 'grzmoci' bo na policzkach i czole robi się sucha) większość produktów się sprawdza - no prawie ;).  W związku z tym, że zauważyłam suche partie postanowiłam wybrać produkt do takiej cery - miałam lekkie obawy bo wiem, że produkty do suchej cery u mnie na buzi powodują spustoszenie.


 No i jest on - marka Dermedic  ma w ofercie taki środek. W końcu żyje się raz a najwyżej jak mnie obsypie to jakoś sobie z tym poradzę ;). No dobra tak tylko mówię bo pewnie najpierw by poleciało kilka przekleństw :-P.


Wiecie co mnie kupiło na samym początku? OLEJ MACADAMIA! Matko, uwielbiam ten olej i dla mnie póki co nie ma lepszego! Gdy tylko wyczytałam tą informację na etykiecie od razu wiedziałam, że żel będzie dla mnie idealny!

Żel delikatnie a skutecznie oczyszcza naszą buzię. Nie podrażnia naszych oczu. Skóra po jego użyciu jest miękka, gładka wręcz aksamitna. Dobrze też nawilża - nie jest to jakieś mega, hiper, wow nawilżenie ale wystarczające aby suche partie twarzy ( u mnie czoło i policzki) czuły się 'komfortowo' - może to złe określenie ale ten żel okazał się taki dodatkowym lekkim 'nawilżaczem'.

To pierwszy taki żel, a raczej tak łagodny jaki miałam okazję używać. Jeżeli na mojej mieszance doskonale się sprawdził to jestem ciekawa co sądzą o jego działaniu osoby ze suchą skórą.


Gdzieś wyczytałam, że wszystko co nawilża powinno zostawiać lepką / tłustą warstwę - szczerze powiedziawszy ja tu nic takiego nie czuję!

Wiecie już, że moja skóra nie lubi arganu jak i dużej dawki nawilżenia - tutaj to lekkie jego uzupełnienie nie spowodowało u mnie żadnych przykrych niespodzianek.  Jestem w pełni zadowolona, że produkt do skóry suchej ( pierwszy raz!) nie wywoła u mnie odruch 'a weź idź z tym badziewiem!' :D


Miękka, plastikowa tuba ma fajny niebieski kolor - taki chmurkowy :D. Jedyne do czego mogę się przyczepić to: miękkość tuby - mogłaby być odrobinę twardsza bo od samego początku niemiłosiernie się 'wygina' - niby to nic takiego bo wiem, że wykorzystam wszystko no ale tutaj mi to przeszkadza ( taaak! wiem wymyślam :P) oraz wydajność - gdy przyłożymy tubę pod światło widzimy ile mamy produktu - w momencie gdy ja dostałam swój egzemplarz to widziałam, że nie ma pełnej tuby tylko poziom produkt sięgał gdzieś do 2 - 3 cm poniżej napisu 'Dermedic' ( tak na moje oko). Mimo, że wystarcza nam niewielka ilość na oczyszczenie buzi to bardzo szybko ubywa go w tubce.

Zapach jest ... mydlany! Tak to trafne określenie. Nie jest jakiś mega trwały - bardzo szybko się ulatnia. W kontakcie z wodą żel przeistacza się w iście kremową, otulającą piankę! ;). Sama też jego konsystencja przypomina lekki krem nie zbyt gęsty ani nie zbyt lejący;).

Produkt w swojej roli okazał się godny polecenia - jestem zadowolona, że u mnie dobrze sobie poradził z suchymi partiami i śmiało mogę go polecać!. Jednak jego wydajność ( akurat wystarczył mi na nie cały miesiąc) ma wiele do życzenia! Niby jest to akurat no ale dla mnie to mało.

Taka tuba żelu czyli 200 ml kosztuje około 30 zł i dostępna jest w wybranych aptekach.

08:00

CD Deo atomizer kwiat pomarańczy

CD Deo atomizer kwiat pomarańczy
W czasie upałów pocimy się niemiłosiernie. Poszukiwany przez nas środek ma nie tylko zapewniać nam komfort i ochronę przeciw poceniu się ale też (my kobiety) poszukujemy produktu, który będzie ładnie pachnieć. I nie mówcie mi, że zapach w tej kwestii schodzi na drugi plan a liczy się działanie takiego produktu - znam wiele kobiet, które kupują 'bo ładnie pachnie' a w rzeczywistości sam środek robi niewiele . Ale zawsze, no prawie zawsze możemy spróbować inaczej zastosować nasz deo i właśnie dziś mamy taki przypadek :-)


Marka CD szturmem podbiła blogosferę i skradła serce większości kobiet. W czym tkwi cały sekret i fenomen tych produktów? 

 Odświeżający dezodorant CD w atomizerze, zawierający naturalny wyciąg z  kwiatów pomarańczy zapewnia niezawodną ochronę przed nieprzyjemnym zapachem i długotrwałe uczucie świeżości przez całą dobę.
  • Przebadany dermatologicznie
  • Odpowiedni dla skóry wrażliwej
  • Nie pozostawia białych śladów
  • Nie zawiera soli aluminium
No dobra - przyznaję się, rzadko kiedy stosowałam ten produkt tak jak się powinno. Niby zapewnia uczucie świeżości, daję odrobinę komfortu i nie brudzi ale ja pocę się nadmiernie więc takie jego stosowanie u mnie nie ma sensu ;). Za to deo od CD idealnie sprawdza się w roli mgiełki! Tak mgiełki! I z tego co wyczytałam na blogach większość dziewczyn otrzymane deo tak stosowały.


Jak widzicie ja mam wersję niemiecką, która u nas nie jest dostępna.  W drogeriach natomiast możecie spotkać 3 rodzaje tych deo: cytryna, owoc granatu i lilia wodna. Niemiecka wersja różni się tylko zapachem, cała reszta jest taka sama ;).

Szklana butelka ( swoją drogą brawo! lubię takie opakowania ) mieści w sobie 75 ml produktu. Atomizer działa bez zarzutu, nie zacina się . Szklana butelka ma to do siebie, że stale możemy kontrolować ilość zużytego produktu.


Ale najważniejszy jest jej zapach.
Ten deo spokojnie możemy porównać do mgiełek zapachowy z Avonu - z tym, ze tamte mamy zamknięte w plastiku ;), Mój zapach: kwiat pomarańczy to bardzo subtelny owocowo - kwiatowy aromat. Nie jest typową pomarańczą, w moim odczuciu jest to miks cytrusów - lekko orzeźwiający a zarazem dość delikatny. Sam aromat utrzymuje się kilka godzin co mnie bardzo cieszy! Z upływem czasu traci swoją intensywność - na samym końcu czuć już tylko kwiaty.


Jako deo nie bardzo ale jako mgiełka owszem! Zapach bardzo mi odpowiada i w przyszłości chętnie poznam nasze polskie wersje ;).

Kwiat pomarańczy znalazłam tylko na jednej stronie (ale już nie pamiętam adresu :P) i jego cena wynosiła około 19 zł. Nasze wersje kosztują od 12 - 15 zł i dostaniecie je w prawie każdej drogerii. 

P/s Subi specjalnie dla Ciebie nie ma ładnych zdjęć :D! ;**

10:08

Bania Agafii: maska do twarzy Dziegciowa / oczyszczająca

Bania Agafii: maska do twarzy Dziegciowa / oczyszczająca
Wiem, niedziela na moim blogu zawsze była 'luźna' ale jakoś dziś weny nie mam na takiego posta więc  nadrabiam zaległości z recenzjami ;)

***

Gdy robiłam zamówienie w sklepie mazidelka.pl skusiłam się na trzy produkty : w tym dzisiejszą opisywaną maskę. O tych saszetkach słychać bardzo wiele: począwszy od balsamów do włosów, skończywszy na peelingach. Większość masek  dedykowanych do użytku na naszą buźkę  zbiera pochlebne opinie więc ja jak to ja postanowiłam sprawdzić czy tak naprawdę ochy i achy nad tymi saszetkami są zasłużone.


Póki co moją ulubioną maską jest maska od AA Eco ;). Niestety tej dawno nie widziałam nigdzie więc szukam godnego jej zamiennika, czy mi się to udało?

Maska dziegciowa głęboko oczyszcza skórę twarzy, otwiera pory i kontroluje pracę gruczołów łojowych. Składniki  wchodzące w skład maski, usuwają podrażnienia, przywracając skórze zdrowy i zadbany wygląd.


    • Brzozowy dziegieć  - jest naturalnymi antyseptykiem, normalizuje wodno-tłuszczowy bilans skóry.
    • Organiczny ekstrakt szałwii i ałtajski miód  -  tonizują i podnoszą elastyczność skóry.
    • Sól rapa - otwiera pory i oczyszcza skórę.

Jeśli chodzi o jej działanie to jestem po części zachwycona! Po jej zmyciu  buzia jest bardzo dobrze oczyszczona, aksamitna. Przy regularnym stosowaniu niweluje błyszczenie się skóry. Jeśli chodzi o otwieranie porów no to jestem po wrażeniem! Już samym tym działaniem mnie kupiła! Cera wygląda nieskazitelnie, zadbanie tak jakbym właśnie co wyszła od dobrej kosmetyczki. Jeśli macie jakieś świeże ranki to możecie odczuć szczypanie!
Wszystkie te dobrodziejstwa mamy po jej zmyciu ale też u mnie zauważyłam jeden aspekt : minutę, góra dwie po całym 'rytuale' czuję, że moja skóra woła 'pić!' - staje się wtedy bardzo sucha ( zakładam, że to dzięki niej mam suche policzki i czoło) i dobrze nawilżający krem jest wskazany!


Wiecie, że na składach znam się słabo ( albo tylko na swoje potrzeby) ale znajdziemy tu glinkę, ałtajski miód czy organiczny ekstrakt szałwii. I oprócz wymienionych wyżej efektów nie zauważyłam by w jakiś sposób maska mi to zaszkodziła (więcej).


Powiem Wam, że saszetka to całkiem wygodne opakowanie. Gdy ją dostałam nakrętka była zabezpieczona więc miałam pewność, że nikt jej nie otwierał. Samo opakowanie to fajna alternatywa : wiadomo saszetka zajmuje mniej miejsca :P i wydobywanie z niej to dziecinna prostota. Niestety na mojej saszetce nie było naklejki w języku polskim ( a być powinna!).  Co do samego opakowania to się nie przyczepiam - nie wyduszamy zbyt dużej ilości maski, mamy zakrętkę i jest cacy ( czy tylko ja przywykłam do zamykania na 'klik'?;P)

Pierwsze co pomyślałam na jej widok to " na ile ona mi starczy?'. I tu jestem mega zaskoczona - jest bardzo wydajna! Zostało mi jej jeszcze na 2 użycia a ponad 10 za mną - tak wolę dać mniej bo większa ilość nie chce schnąć ;/. Idealnie rozprowadza się ją na buzi - zastyga całkiem szybko ( o ile nałożymy ją w rozsądnych ilościach - patrz zdanie wyżej ;)). Równie dobrze się ją zmywa ;)


W opakowaniu maska ma lekko beżowy kolor - na buzi staje się całkiem biała. Zapach - jeśli tak pachnie dziegć no to to nie jest 'ładny zapach' - dla mnie jest drażniący, ale da się wytrzymać. Zaschnięta maska wygląda jak ...tynk! Dosłownie! :D Na buzi staram się trzymać ją jakieś 10 minut nie dłużej  ;)


W sumie maska jest ok ale to jeszcze nie jest to 'coś'. Poszukiwania następcy dla AA trwają nadal więc mile widziane będą jakieś sugestie ;)

Maskę dostaniecie wszędzie tam gdzie rosyjskie kosmetyki a jej cena to jakieś 6 zł.

13:55

Dermedic Clinical Regenist, mleczko do demakijażu

Dermedic Clinical Regenist, mleczko do demakijażu
Na wstępie chciałam podziękować pewnej osóbce za nowy szablon. Sama nie dałabym rady ale Twoja robota to mistrzostwo! Dziękuję Asiu a raczej panno Vejjs :D!

***

Wiecie jak bardzo uwielbiam mleczka do demakijażu? Płyny micelarne zużywam bo 'zużywam' ( wyjątek - kultowa Bioderma!') ale to obok mleczek nie umiem przejść obojętnie. Dlatego gdy wybierałam produkty w ramach kontynuacji współpracy z marką Dermedic wiedziałam, że tym razem będzie mleczko. Nie płyn. Mleczko, które z radością postawię na szafce w łazience. Wszak najpierw poczytałam - większość pozytywnych opinii. I w tamtym momencie dezycja albo jak kto woli 'klamka' zapadła! :D


  • Skutecznie usuwa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia
  • Wzmacnia strukturę skóry i zapobiega jej wiotczeniu
  • Uzupełnia niedobory składników tłuszczowych w skórze
  • Spaja komórki naskórka i skóry właściwej,     zwiększając jej spoistość i gęstość
  • Przyspiesza metabolizm komórek skóry
  • Pobudza produkcję endorfin w skórze
  • Pozostawia lekki, nietłusty film

Składniki aktywne: Olej arganowy, Olej z oliwek, Olej awokado, Olej z nawrotu lekarskiego, Wyciąg z korzenia rożeńca górskiego Moisturizing Vegetal Micropatch, Gliceryna + Dub Diol, Masło Shea, Serilesine, Witamina E, Alantoina


Nie będę Wam przytłaczać całego składu: dla mnie najważniejsze jest to, że ma olej arganowy, z którym się nie lubimy! I o dziwo tutaj dogadujemy się wspaniale! Chociaż może to za dużo słowo - ja po prostu nie czuję, żeby jakoś źle moja skóra reagowała na ten olej ( jak wiecie w większości przypadków argan u mnie w żadne sposób się nie sprawdza!)

Mleczko bardzo dobrze radzi sobie ze zmyciem makijażu. Nie podrażnia ani nie szczypie w oczy. Jest bardzo łagodne dla skóry twarzy - nie zostawia żadnej tłustej czy lepkiej warstwy. Najlepiej lubię je stosować rano - dzięki przetarciu twarzy nasączonym wacikiem skóra staje się elastyczna, miękka i gotowa do dalszych kroków ( tak jak po wszystkim innym :P). Producent 'obiecuje' nam też inne korzyści z korzystania tego mleczka jednak podczas miesięcznego stosowania dzień w dzień trudno zauważyć te 'głębsze efekty' tym bardziej, że mleczko jest przeznaczone do innego typu skóry ( o tym na samym dole).  W swoim swoistym zadaniu spisuje się całkiem nieźle . Zresztą ja rzadko narzekam na mleczka ;P


Wygląd opakowania jest tak jakby typowo apteczny jednak mi głównie kojarzy się z drogimi markmi pielęgnacyjnymi gdzie króluje biel i minimalizm. Tutaj butelka z pompką prezentuje się ładnie w łazience - moje oko cieszy a znajome uważają, że taki 'wygląd produktu' ( bo przecież nie jego zawartość) musiała drogo mnie kosztować. 

Biała butla wyposażona jest w pompkę, która idealnie dozuje nam mleczko, Nie zacina się i nie ma żadnych innych problemów z nią. Plastik butelki jest 'świecący' ( przez co ciężko było zrobić jakieś ładne zdjęcia :P)i twardy - całość jest bardzo estetycznie i porządnie wykonana.


Butelka ma tzw. 'blokadę'. Żeby wydobyć produkt musimy przekręcić główkę pompki o 180 stopni  i analogicznie do tego gdy już na wacik sobie wylejemy możemy z powrotem przekręcić i zablokować.

Mleczko ma lekko różowawy kolor, po wyciśnięciu jest bardzo bardzo gęste! Jednak pod wpływem ciepła zmienia konsystencję na bardziej lejącą. Mi taka forma odpowiada bo w moim odczuciu przekłada to się na jego wydajność! Już nie wielka ilość wystarcza nam na dokładne oczyszczenia twarzy! Plastik butelki niestety nie jest prześwitujący i ciężko mi stwierdzić ile produktu zużyłam przez miesiąc - ale sądząc po wadze to myślę, że 1/4 butli. Mleczko pachnie bardzo delikatnie, niektórzy w ogóle nie wyczują zapachu.

Produkt bardzo przypadł mi do gustu i wiecie co gdybym na początku wyczytała, że ma argan w składzie nie skusiłabym się! Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują ;)

Mleczko dedykowane jest dla skóry z objawami starzenia, co prawdy ja mam dopiero 24 lata ale skoro mi nie zaszkodziło to myślę, że kobitki w wieku 30 i wzwyż powinny być zadowolone. Jeśli nie lubicie mleczek do demakijażu to z tej serii jest także płyn micelarny ;).

Oczywiście produkty marki Dermedic dostaniecie w niektórych aptekach. Cena za 200 ml tego mleczka wynosi około 37 zł.


Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger