08:06

Wrześniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Wrześniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
I 'nadejszła ta chwiła' gdzie w końcu mogę Wam pokazać co mi przybyło w tym pięknym wrześniowym miesiącu! ;) Jako, że miałam urodziny to było kilka prezentów, kilka rzeczy wygrałam i oczywiście sama sobie zrobiłam prezent! A co! Jak szaleć to szaleć! ;) I wbrew pozorom nie ma tego dużo ;)


Na początek przyszła do mnie kolejna paczka w ramach współpracy z marką Dermedic ;). Do testów dostałam żel - krem nawilżający ( ale on pachnie!) z mini płynem micelarnym ( już go zabrała sis :P), kremowy żel do mycia buzi oraz mleczko do demakijażu - niedługo o wszystkim poczytacie ;)


Kolejną rzeczą jest wygrana na FB Muse Cosmetics - o tuszu już Wam wspominałam tu ;)


Ogromną pakę kosmetyków marki LPM wygrałam u Anity klik. Żółty i pomarańczowy żel znowu zakosiła mi siostra a reszta czeka cierpliwie na swoją kolej :D



Jakimś cudem ojciec dał mi kilka niemieckich kosmetyków: mydełko CD już zużyłam, mydełko Balea nie pamiętam gdzie schowałam :P. Żel Wellaflex okazał się koszmarem strasznie włosy sklejał więc wylądował w koszu! Mgiełka CD ostatnio towarzyszy mi ciągle i szykuję jakiś wpis o niej ;)


Czas na skromne zakupy: ze swojej strony kupiłam w Biedronce zestaw Schaumy za zawrotną cenę czyli jakieś 10 zł i obecnie jest w użyciu , obojętnie nie przeszłam obok uroczej sówki za 6 zł ;D. H & S kupiłam na promocji dla mamy za jakieś 13 zł.  W Naturze Karol mi kupił oliwkę Bambino i podkład Pierre Rene w najjaśniejszym odcieniu ;)



Byłam też na spotkaniu organizowanym przez moją znajomą i markę Oriflame i w ramach tego a raczej dzięki szczęściu dostałam kosmetyki Nature Secrets czyli mydełko antybakteryjne w kostce, antyperspirant który zabrała mama oraz mydło w płynie, które jest mega gęste! A powiem Wam, ze za tydzień mamy kolejne spotkanie :D

I na koniec prezenty :D



Taki oto prezent urodzinowy dostałam od mojej 'starszej siostry' <3.  I jak ktoś mi powiem że blogowe nici porozumienia czy przyjaźni / sympatii są niemożliwe to ode mnie oberwie! Dziękuję Ci raz jeszcze! <3 

Prześliczne kolczyki skrzydełka A. Kruk, lakier P2 oraz wszędzie wychwalany błyszczyk Clarins ;). Kolczyki często noszę, błyszczyk jest smaczny a lakier czeka aż urosną mi pazury :D


Na urodziny od mojego Karola dostałam moje zapachowe marzenie <3 Roberto Cavalli ' Paradiso' to zapach, który poznałam w marcu i przepadłam <3 . Oczywiście próbka Olympea wzmogła we mnie chęć posiadania i tego flakonu ale póki co to cena mnie przeraża ;D P/s jak to dobrze mieć facet, który wie co chcesz <3 :D


A to już moje prezenty od siebie dla siebie :D. 
Od marca mam manię na markę Smashbox, a przecież jestem w posiadaniu tylko jednej pomadki ;O. Póki co ceny nie są dla mnie ale dzięki oszczędzaniu zakupiłam sobie puder rozjaśniający Fusion Soft Lights w odcieniu Baked Starblush <3 Obłędny róż kosztował w Sephorze 149 zł. O pomadce MAC nie MAC mogłyście tu poczytać i to jest mój najbardziej nietrafiony zakup ;P. Burberry Body to piękny zapach i mam w planach październikowych jego zakup - na razie to tylko takie mrzonki więc nie wiem czy go mieć będę :D. 'Wisienką na torcie' okazał się zakup pomadki Guerlain w obłędnym kolorze Excessive Rose, Douglas 165 zł i powiem, że w marce się zakochałam i zaraz po Smashboxie będę kolekcjonować te cuda!


Uff mówiłam, że mam tego mało ;D.  A zapomniałam, że mam też swojego laptopa! Teraz pozostało mi tylko spłacać raty :P A mam takowego ;)


To już naprawdę wszystko :D. Coś wpadło Wam w oko?;)

10:40

Bania Agafii, żeńszeniowy srub do twarzy

Bania Agafii, żeńszeniowy srub do twarzy
To jest jeden z tych postów, których pisanie idzie mi opornie. Miałam do niego tyle podejść ale za każdym razem wpadałam w jakiś 'słowny zastój'. Nie umiałam sklecić prostego, sensowego początku! No ale próbuję - dzisiejszy scrub to mój drugi rosyjski kosmetyk, który w przeciwieństwie do szamponu bardziej przypadł mi do gustu ;). I mimo, że  nasze początki były nijakie to im dalej ( 'w las' :P) tym było lepiej!


 Żeńszeniowy scrub do twarzy stworzony specjalnie dla pielęgnacji tłustej i problematycznej skóry. Głęboko oczyszcza, złuszcza i regeneruje skórę. Daruje długotrwałe odczucie świeżości, tonizuje i zmiękcza skórę.

Mam cerę mieszaną ale bez wielkich problemów. Scrub kupiłam bo lubię wszelkie ździeraki :D Nic na to nie poradzę ;D. Cudów się nie spodziewałam jednak trochę się zaskoczyłam tym co zobaczyłam, poczułam i zaobserwowałam :).

Po pierwsze scrub daje fajne uczucie odświeżenia, miękkiej i gładkiej skóry. Z początku miałam wrażenie, ze skóra jest lepka ale po kilku użyciach to minęło. Po drugie przy regularnym stosowaniu ( powiedzmy, że tak w miarę regularnym :P) można zauważyć, że cera nabrała zdrowego kolorytu i tak jakby staje się bardziej 'napięta' - ogólnie wygląda znacznie lepiej
Oczyszcza, złuszcza i regeneruje pod tym mogę się podpisać ale czy tonizuje to mi ciężko stwierdzić bo i tak używam do tonizowania innych produktów :)

Salt, Glycerin, Butyrospermum Parkii (masło shea), Cocamidopropyl Betain, Panax Ginseng Powder (puder żeń szeń), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej macadami), Vaccinium Vitis-ldaea Leaf Extract (liść borówki brusznicy), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Organic Cera Alba (organiczny pszczeli wosk), Tocopherol, Parfum.

Scrub w żaden sposób mi nie zaszkodził! Nie ma podrażnień czy jakichkolwiek innych niespodzianek.


Produkt mamy zamknięty w plastikowym pojemniczku - i chyba nie muszę opowiadać, że wszystko znajduję się w pięknym kartoniku z masą informacji, uroczymi grafikami, pełnym zieleni, który zabezpieczony jest małą 'nalepką'. Jedyne co mnie razie to to, ze po otwarciu tego 'cudaka' nie mamy żadnego sreberka czy coś a wiadomo jak to bywa ... ;)

Sam scrub ma bardzo zbitą konsystencję, która zmienia się pod wpływem naszych palców, Drobinki nie są ani zbyt małe ani zbyt wielkie chociaż niektórzy powiedzą, że są 'drobne' - i wbrew wszystkiemu mi odpowiadają. Dopiero na twarzy wyczuwam ile ich tak naprawdę jest a jest ich ogrom!


Scrub spróbowałam stosować na sucho przy czym ciężko było mi coś z niego 'wykrzesać'. Najlepiej mi się go używało z odrobiną wody, gdzie pod jej wpływem wytwarza delikatną piankę. Drobinki nie rozpuszczają się zbyt łatwo - akurat mi to nie przeszkadza bo lubię to uczucie delikatnego masażyku!
Zapach - no ja tu wyczuwam trochę soli i jakiegoś zioła (?), zresztą sam scrub tez ma bardzo słony smak ( nie wnikajcie skąd wiem :P).

Co do jego wydajności ... no to jestem mile zaskoczona! Nie żałowałam go sobie i uwierzcie mi, nie mogłam dostrzec czy w ogóle go coś ubywa! Stosowałam go 3 razy w tygodniu przez ostatnie dwa miesiące i mimo, że jest całkiem ok to już ciągnie mnie do czegoś nowego ;)

Ogólnie polubiłam i być może kiedyś kupię ponownie:)
Scrub dostaniecie wszędzie tam gdzie można zakupić rosyjskie kosmetyki - swój egzemplarz zakupiłam na  mazidelka.pl w cenie około 10 zł / 100 ml


16:04

Wrześniowe denko # 13

Wrześniowe denko # 13
Ilość zużytych produktów w tym miesiącu mnie poraziłą o.O. Nie wiedziałam, że jestem do tego zdolna, ale zaraz wait przecież już miałam takie denka tylko o nich nie pamiętam :D. Tak gdzieś do połowy miesiąca denkowe pudło napełniało się w dość szybkim tempie, jednak gdy przekroczyłam magiczny próg dnia 15 miesiąca wszystko ustało - ot tak! I nie zapowiada się, żebym coś opróżniła więc już dziś wyrzucam śmieci !


Tym razem podzieliłam produkty na kategorie ( nie było to łatwe skoro taka mała paskudna rączka cały czas mi coś zabierała i roznosiła po domu!) ale dałam radę ! Więc na początek to co zużyłam do pielęgnacji:

I, twarzy:


1. Nivea, odświeżająca pianka oczyszczająca - moja pierwsza pianka z którą bardzo się polubiłam! fajnie odświeżała, miała fajny zapach i byłą dość wydajna. Więcej o niej tu
2. Dermedic Normacne Preventi, płyn micelarny - miał fajny ziołowy zapach, twarz oczyszczał całkiem ok ale kiedy stosowałam go na szyję i dekolt to powodował u mnie wysyp krostek ;* a była mowa o nim tu
3. Loreal, Ideal Fresh, orzeźwiające mleczko ... - jest ok gdy wacikiem nie pocieracie paczadełek :P mleczko było wydajne, z lekkim kwiatowym zapachem ( a wiecie juz, ze wolę mleczka także ;P) pisałam o nim tutaj
4. Avon, Planet Spa krem pod oczy z czarnym kawiorem - wiecie, ten krem ma w sobie takie fioletowe, świecące drobinki ( dzięki Bogu nie widać ich!) ale kompletnie nie zauważyłam, żeby on coś robił o.O

II, włosów:


5. H & S, zestaw szampon i odżywka Citrus Fresh - jak na markę przystało przyzwoite typowe działanie, jednak ja tutaj żadnego cytrusowego zapachu nie czułam o.O
6. Eva Natura, szampon czarna rzepa - jeden z najmocniejszych 'czyścików' do głowy! Trzeba z nim ostrożnie bo w większej ilości powoduje łupież...
7. Avon Planet Spa, olejek ... - pisałam o nim tu, lubiłam jego zapach ale jednak nie działał na tyle dobrze bym go ponownie kupiła

III, ciała:


8. Pinio, szampon / płyn do kąpieli - no po prostu musiałam mieć go dla samego zapachu! Mandarynka! <3
9. Avon, truskawkowy żel pod prysznic - całkiem wydajny, gęsty, pienił się mocno ale zapach bardzo chemiczny ;(
10. Joanna Naturia, balsam do ciała z pomarańczą - mój letni ulubieniec! Mimo, że robił to co każdy balsam to pachniał prawdziwą pomarańczą! Do dziś czuję ten zapach <3
11. Bambi, oliwka dla dzieci - kolejne opakowanie zużyte przy moich pacjentach ;)


12. Gillette, pianka do golenia - no ja wiem, że to męska ale lubię jej zapach! I nawet kupiłam kolejne opakowanie ;D!
13. Evree Maxi Repair, krem do stóp - a o tym gagatku było tu, miał być tak wydajny  ami się skończył po dwóch tygodniach! Nadal nie rozumiem zachwytu nad nim o.O
14 Vaseline, wazelina kosmetyczna - całe opakowanie zużyła moja mama, która powiedziała, że to 'najlepsza wazelina jaką miała' dlatego wczoraj kupiłam jej nowe opakowanie ;)

IV, kolorówka:



15. Essence, Get Big Lashes - swego czasu bardzo lubiłam ten tusz no ale jego kres nadszedł, zaczął śmierdzieć a z opakowanie wyciągałam jego płatki także won mi! :D
16.  Golden Rose, podkład mineralny ... - swoje 5 minut miał tu, i o ile z początku zapowiadał się dobrze to późniejsze jego 'fantazje' doprowadziły mnie do szału!
17. Żegnam się też z 4 lakierasami, które kompletnie zgęstniały: MUA, Ingrid i Editt Kosmetics


V. inne:



18. Lancome Hypnose - największy mój smuteczek bo dostałam połowę flakonu od pani Olgi ( mojej pacjentki) zapach jest ładny \, taki 'dojrzały' i naprawdę trzeba dorosnąć do niego. Chociaż moja mam i sis sobie go nie żałowały bo ja użyłam tylko 2 razy :O


Próbki masła Sephory bardzo mi przypadła do gustu za fajną, gęstą konsystencję, chusteczki nawilżane Pampers - w moim denku jakiekolwiek zawsze się pojawiają. Próbki Tołpy, które nie były przeznaczone dla mojej cery / wieku a mama ich nie chciała oraz garść mydełek: Fa pachniało i wyglądało dziwnie, Nivea - ten zapach lubię, CD zobaczycie jeszcze w 'nowościach; ale zużyłam jako pierwsze tą mega dużą kostkę!

Także ten, nic więcej nie zużyłam :P


21:29

Ponowne wyniki rozdania!

Niestety Kasia nie odpowiedziała na mojego maila z prośbą o adres, 3 dni minęły i żeby nie być 'gołosłowną' szczęśliwą posiadaczką nowej paletki zostaje...

Sabina eM!

Już skrobię do Ciebie maila ;)

P/s czy tylko mnie dziś tak głowa boli ?:O
P/s nadzwyczajnie długi post! :D

10:06

Muse Cosmetics, Erato Volumizing Mascara

Muse Cosmetics, Erato Volumizing Mascara
Marka na swoim Fb ogłosiła banalnie prosty konkurs: 'dodaj zdjęcie bez i z makijażem, udostępnij post i napisz nam wiadomość a dostaniesz tusz!'. I tak też zrobiłam - na drugi dzień zostałam poproszona o dane do wysyłki a w następnym tygodniu tusz już był w moim posiadaniu! I powiem Wam, że pełna wersja składa się z 3 szczoteczek ( ja mam jedną :() i jestem absolutnie w nim zakochana!


Unikalność i skuteczność produktu, którą możemy zaobserwować już po 15 dniach regularnego stosowania, gwarantuje kompleks substancji o uzupełniającym się działaniu.
WIDELASH™ główny składnik aktywny, który wzmacnia włókno oraz cebulkę włosa, a także zwiększa syntezę keratynocytów w cebulce Keratyna (podstawowe białko budujące skórę, włosy i paznokcie) - wypełnia ubytki w strukturze rzęsy i zapobiega powstawaniu nowych, przez co rzęsy są widocznie wzmocnione.
PANTHENOL - działa nawilżająco. Łatwo wnika w głąb skóry, gdzie ulega przekształceniu w kwas pantotenowy, czyli właściwą witaminę B5. W przypadku włosów działa ochronnie i kondycjonująco, wbudowując się w ich strukturę, przez co nadaje im objętość i je pogrubia.

Producent obiecuje nam: podkręcenie, wydłużenie, pogrubienie, intensywną czerń... Obietnic jest mnóstwo! I powiem Wam, że ja czuję się spełniona! Mimo, że mam jedną szczoteczkę to efekt po prostu sprawił, że osłupiałam!
Szczoteczka, którą ja mam to wersja podstawowa: gumowa, elastyczna ( sprawdzałam idzie wygiąć w każdą stronę:P) z licznymi, blisko siebie ułożonymi 'rzęskami'. Mamy tu dłuższe i krótsze 'rzęski'. Operowanie tą szczoteczką to prostota i nie sprawi nikomu żadnego problemu!
Sam tusz otrzymałam zapakowany w czarny woreczek z złotymi napisami - bardzo elegancko!Wizualnie mascara cieszy moje oko - czerń + złoto i ta nazwa 'Erato' wszystko brzmi i wygląda intrygująco, luksusowo i ponadczasowo.

Sam tusz:
  • wydłuża i idealnie rozdziela rzęsy,
  • nie osypuje się, nie kruszy i nie tworzy 'pandy',
  • jest bardzoooooo czarny!,
  • nie tworzy grudek i nie skleja rzęs,
  • 1 warstwa efekt subtelny, dwie prawie efekt wow' ( zdjęcie poniżej),
  • zmywa się bardzo  - każdy płyn micelarny daje radę i wcale nie trzeba się męczyć!
  • wbrew pozorom po nałożeniu dodatkowej warstwy rzęsy są lekki, miękkie jakby w ogóle nie były 'maźnięte'.

Niżej możecie zobaczyć moje rzęsy: bez tuszu / z jedną warstwą / 2 warstwami


Mi się bardzo ten efekt podoba i ten tusz to wielkie moje kosmetyczne odkrycie! Ciekawią mnie pozostałe dwie szczoteczki! Może kiedyś będzie dane mi je poznać ;P. Ma wszystko co potrzebuję a przede wszystkim to jest to czego szukam - to jest moje 'wow'!

W pełnym makijażu wygląda tak ( uwierzycie, że usłyszałam, że mam sztuczne rzęsy?:O!)


Jeśli Was to nie przekonało to chyba jest coś nie tak! ;)

Mascarę kupicie tu w cenie 98 zł ( 3 szczoteczki) ta wersja z jedną kosztuje coś około 40 zł.


20:28

Deni Carte, puder prasowany 1. pastelowy + ogłoszenia i wyniki!

Deni Carte, puder prasowany 1. pastelowy + ogłoszenia i wyniki!
Puder to podstawa - przynajmniej u mnie. W cieplejsze dni stosuję wyłącznie tylko ten jeden kosmetyk, nic więcej mi niepotrzeba! ;) Jednak znalezienie idealnego odcienia to już nie lada problem. Lubię testować nowe marki i rzadko sięgam drugi raz po ten sam puder. Gdy zobaczyłam małe stoisk marki Deni Carte u nas w drogerii skusiłam się właśnie na ich jeden produkt. Czy było warto?


O witaj mój cieniu :-P Wracając do rzeczy, marka Deni Carte to marka, którą odkryłam stosunkowo niedawno. Niska cena, dobre opinie i mnie zachęciły do zapoznania się z asortymentem.

Miękki i lekki puder kryjący w kompakcie wspaniale matuje i zarazem lekko rozświetla skórę twarzy. Dzięki nowoczesnej formule idealnie wygładza skórę jednocześnie nie zapycha porów. Przeznaczony do wykończenia makijażu każdego rodzaju cery. Dostępny w 12 odcieniach



Ok - miękki i na tym powinnam skończyć. Matuje bardzo delikatnie, żadnego rozświetlenia nie zauważyłam ( no cóż ale ślepa i tak jestem więc może niedopatrzyłam?:-P). 'Idealne wygładzenia' jest takie same jak przy każdym innym pudrze tego typu ;). Porów nie zapycha za co wielki plus ;). Krzywdy mi nie wyrządził na buzi ale obietnice producenta są tak jakby z 'kosmosu'. 

Mój kolor 1. pastelowy jest dla mnie idealny - chociaż mamy aż 12 odcieni to myślę, że mogłabym się pokusić o przestestowanie któregoś z beży ;)

Puder dobrze trzyma się pędzla, mało się osypuje i tak samo mało się pyli. Mało co odnotowałam jego 'fruwające' drobinki. Skoro się zbytnio nie pyli i nie osypuje to powinien chociaż się kruszyć, no ale tego też nie ma! Zero pęknieć, uszczerbku - pod względem praktycznym samego pudru to jest wykonany idealnie!


Opakowanie nie różni się niczym na tle innych produktów tego typu. Czarny, dość mocny plastik bez zbędnych dodatków. Prosto i skromnie. Plastik lekko sie rysuje ale mimo tylu upadków nic nie pękło! W środku pudru mamy tylko folię zabezpieczającą - serio? Nawet pudry za przysłowiowe '5 zł' mają delikatne gąbeczki a tu nic! Tylko folia. 


Ubytek w pudrze zauważyłam dopiero teraz czyli po 5 miesiącach stosowania. Dla mnie to wynik całkiem ok skoro stosowałam go prawie codziennie ;). Jeśli chodzi o jego zapach to na pół jest pudrowy a na pół taki lekko perfumowany! Na buzi trzyma się jakieś 4 góra 5 godzin po czym wymaga poprawek.

Jeśli chodzi o działanie to jest takie sobie i większość słów producenta jest po prostu rzucona 'na wiatr' ;). Sama forma pudru i jego konsystencja to ogromny plus! I nic poza tym nie ma tu wyjątkowego :)

Puder dostaniecie online lub na stoiskach Deni Carte.
 Cena za 14 g to około 10 zł. 

***

Z ogłoszeń to: moja Aś w końcu zabrała się za pisanie postów i ma już konkursik więc zapraszam do niej ;) klik



A teraz wyniki!

Serdecznie dziękuję Wam za wszystkie życzenia! Mam nadzieję, że w przyszłości się spełnią! ;)

Wszem i wobec ogłaszam, że wybraną paletkę Zoeva / Sleek wygrywa...

Kasia Sobolewska bliżej znana jako Rudy Włos!

Gratuluję! ;)

13:52

Plusy i minusy czyli kulisy życia na wsi

Plusy i minusy czyli kulisy życia na wsi
Powszechnie wiadomo, że Ci co mieszkają w większym mieście i mają dość miejskiego zgiełku chcieliby zamieszkać na wsi i analogicznie Ci co mieszkają na wsi oddaliby wszystko by mieszkać w mieście. Na chwilę obecną mieszkam na 'wsi' ( inaczej tego nazwać się nie da :P) ale wiem, że jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku to przeniosę się do 'miasta' czyli tam gdzie mieszka mój Karol. Tak ten świat jest urządzony, że każda rzecz ma wady i zalety i tak samo jest z mieszkaniem na wsi. Większość życia spędziłam na wsi i doskonale wiem czego 'miastowi' mogą się tu spodziewać, ale nie mam pewności co do tego czy z tych banalnych rzeczy zdają sobie sprawę? :-)

No to może zacznijmy od plusów:


# 1. Natura.

Miasto - chodnik, asfalt, 'obszar zieleni' i pełno budynków. Ja się wychowałam w miejscu gdzie za domem był warzywniak a w ogrodzie sąsiadów rosła grusza ( mniam!) i dla mnie jako dzieciaka takie obrazki były najpiękniejszym widokiem. Kilka kroków od mojego domu znajdują się pola pełne zboża, sady a przede wszystkim wszystko jest niezmącone ręką człowieka i nie ma tej 'surowości'

# 2. Zwierzęta.

Spotkałyście kiedyś w mieście kucyka pasącego się na trawie? Och, nie? To szkoda, bo ja idąc do najbliższego sklepu widzę go codziennie. W mieście rodzice płacą za to by dzieci zobaczyły np. kucyka na żywo a tu mam takich widoków pod dostatkiem! Kucyki, króliki, koguty, świnki mamy tu cały inwentarz więc dziecko spokojnie wszystko pozna ;) I uwierzcie mi nie ma nic lepszego niż pogoń za zwierzętami na polu / podwórku ( sami mieliśmy kiedyś króliki, świnki, kury :P), dzięki temu ja wiem, moja sis i inni bliżsi nie jesteśmy w stanie skrzywdzić zwierząt -  w końcu od dziecka obcowaliśmy wśród nich.

# 3. Cisza i spokój.

Ten punkt powinien się pojawić jako pierwszy. To dlatego miastowi uciekają do NAS, na wieś by odpocząć w ciszy i spokoju. To tutaj oddychają świeżym, czystym powietrzem ( nie żeby w mieście takowego nie było, ale w końcu to wieś :P). ładują akumulatory na najbliższy czas - tutaj czas biegnie inaczej, oczywiście pracujemy, załatwiamy swoje sprawy ale nie ma tu morderczego biegu, ciągłej gonitwy.

Uff pierwsza część za mną :).  3 główne zalety mieszkania na wsi już znasz ( nie, nie pakuj się ! :D) ale nie jest tu tak kolorowo jak Ci się może wydawać , poznaj też minusy!


# 4. Smród!

Adekwatnie do punktu #2 czyli zwierzęta. Posiadanie np. świnek wiążę się z lekko powiedziawszy smrodkiem. Wrażliwe nosy miastowych nie zawsze potrafią do tego przywyknąć. O ile znacie i w miarę tolerujecie zapachy po kotach i psach to tutaj mamy inną bajkę. Wiem to po Karolu. On całe życie spędził w mieście i w momencie gdy idziemy na jakiś spacer czy przejeżdżamy gdzieś w pobliżu świnek / krów słyszę ' Matko! co za smród!'. Mnie to 'nie razi' mój nos te zapachy zna od dziecka więc mu wszystko jedno ale miastowi mogą mieć z tym problem.

# 5. Wszędzie daleko!A co tu robić jak nie ma rozrywek?

Do najbliższego Rossmanna 30 km, do Sephory 50 km, do Douglasa ponad 120. Kina, teatru ba! nawet dyskoteki nie ma! Nie ma żadnej typowej 'kawiarni', są małe pizzerie i to tyle z atrakcji! Centrum handlowe? Proszę bardzo 50 km. Dookoła same second handy, spożywczaki gdzie ceny naprawdę przerażają! Ja nie narzekam, mój portfel często nie płacze ale te z Was, które lubią łazić po centrum handlowym, gabinetach kosmetycznych mogą się rozczarować i pomyśleć 'co za za**pie'.


# 6. Wszyscy wszystko wiedzą, czyli plotki rozchodzą się z prędkością światła!

O ile w mieście możesz być anonimowym to tutaj już nie! Tzw. 'obserwatorki' czyli wszelkiego typu babcie wiedzą o każdym nawet najskrytsze rzeczy! Tutaj Wam powiem, że to odczuwam najbardziej - i nie ważne, że skończyłam szkołę medyczną, pracuję za 10 - ciu, opiekuję się chorą mamą, to dla tych wszystkich 'bogatszych', starszych zawsze będę córką alkoholika. I wierzcie mi tutaj na wsi ludzie wiedzą lepiej, długo pamiętają, a jak przypną etykietkę to jest ciężko udowodnić swoją wartość!

Widzisz? Może i jest tu ładnie, jest to swojego rodzaju 'azyl' ale po części nie każdy jest gotowy na to  by swoje życie tak 'upubliczniać'. Chcesz czy nie chcesz ludzie tutaj tak długo 'kopią' aż wykopią Twoje brudy a przecież tego nie chce nikt!

A Wy? Miastowe czy 'wsiowe' jesteście?

13:03

Rimmel Wake Me Up - podkład rozświetlający 100 Ivory

Rimmel Wake Me Up - podkład rozświetlający 100 Ivory
Swego czasu na blogach był ogrom postów 'Rimmelowych. Wszystko za sprawą akcji 'Zostań Inspiratorką' ( jak zwał tak zwał)' - jak wiecie i ja znalazłam się w tym zacnym gronie. O tuszu mogłyście już poczytać a teraz przyszedł czas na rozświetlający podkład. I jak większość inspiratorek wybrałam kolor IVORY. Przez kilka ostatnich tygodni, w upał / deszcz uparcie go testowałam by teraz ujawnić prawdę o nim ( ale fajnie to brzmi :D).


Rimmel przedstawia nowy podkład Wake Me Up. Pierwszy rozświetlający podkład, który natychmiast obudzi Twoją skórę i sprawi, że będzie promieniała zdrowym blaskiem.
Obudź swoja cerę! Lekka, delikatna konsystencja ułatwia aplikację podkładu i zapewnia efekt gładkiej cery. Filtr SPF 15 chroni skórę przed promieniami UV, a rozświetlające perełki sprawiają, że cera promienieje. Dzięki formule zawierającej peptydy skóra staje się bardziej elastyczna, a kompleks nawilżający oraz witaminy C i E odżywiają ją i nadają jej zdrowy wygląd. Ty możesz czuć się bez życia, ale Twoja cera nie zdradzi tego!
Podkład natychmiast eliminuje oznaki zmęczenia, dzięki czemu skóra jest widocznie odmłodzona. Wake Me Up funkcjonuje tak intensywnie jak Ty – utrzymuje się na skórze do 10 godzin i zapewnia krycie na poziomie średnim do pełnego. Nawet jeśli nie przespałaś nocy, nikt się o tym nie dowie.
Rozświetlający? Oczywiście ale nie mówię tu o jakimiś nachalnym 'błysku' tylko delikatnym, subtelnym rozświetleniu. Brawo za SPF 15 , w końcu lepsze to niż nic :P. Cera po nałożeniu podkładu wygląda promienie, wypoczęcie. 
'Eliminuje oznaki zmęczenia[...] skóra jest widocznie odmłodzona' to dwa frazesy, które mnie niesamowicie śmieszą - podkład nie zdziała cudów jeśli jesteśmy kilka godzin na nogach, padamy ze zmęczenia i mam ochotę uciąć sobie drzemkę - widocznych oznak zmęczenia przecież nie usuniemy!
Z tym podkładem na buzi czuję się tak samo jak z każdym innym - pasuje mi on ale czasem się zastanawiam jak można wymyślać takie 'głupie hasła' chociaż nie głupie bo reklamę robią dobrą :D


Po pierwsze opakowanie: szklana, zgrabna buteleczka z pompką, lubię to! Pompka działa bez zarzutu.  Po drugie całość dopracowana na 'tip top' - szklany napis, korona na zamknięciu. Po trzecie podkład wygląda bardzo elegancko i luksusowo i jedyny minus odnotowuje w tym, ze napisy okropnie się ścierają ;/
Zapomniałam dodać, że podkład nie wywołał u mnie żadnych niespodzianek ;P

Produkt ma lekką konsystencję jednak najlepiej na buzi rozprowadza mi się go palcami. Kiedy robię to pędzlem mam wrażenie, że na twarzy mam go tonę ;O. Ręką w górę u której z Was podkład utrzymuje się do tych 10 godzin bo u mnie już po jakiś 5 -6 powoli znika. Po rozprowadzeniu palcami na buzi nie mam efektu maski. Odcień Ivory to najjaśniejszy odcień - u mnie wtapia się idealnie chociaż według siostry jest mi on niepotrzebny ;). Z początku Ivory wydawał mi się za ciemny ale po nałożeniu obawy minęły.
I teraz uwaga będę straszyć ;)

W sumie zdjęcia miałam zrobione inne, ale z racji takiej że na buzi pojawiło się więcej piegów i kilka drobnych zmian postanowiłam wczoraj zrobić nowe by pokazać Wam jego krycie. Jak widać krycie nie jest jakieś hiper wow ale dla mnie jest wystarczające ;)

Lubię ten podkład i ubolewam nad tym, że zostało mi tylko pół buteleczki ;(. 
Standardowo dostaniecie go w Rossmannie czy Hebe. Cena za 30 ml waha się od 26 do 32 zł.

09:12

Avon Planet Spa, nawilżający olejek do włosów ze śródziemnomorską oliwą z oliwek

Avon Planet Spa, nawilżający olejek do włosów ze śródziemnomorską oliwą z oliwek
Kosmetyki Avon albo się kocha albo nienawidzi. Nie miałam od nich nic do włosów po prostu  w tej kwestii tej marce nie ufałam . Olejowanie tak mi weszło w nawyk, że frajdą dla mnie jest szukanie nowych olejków. W jednym z katalogów zobaczyłam, że dzisiejszy bohater był w promocji - skusiłam się. Po kilku tygodniach użytkownia przyszedł czas by spojrzeć prawdzie w oczy a raczej we włosy :P


Nawilżający olejek do włosów ze śródziemnomorską oliwą z oliwek.
• przywraca odpowiedni poziom nawilżenia
• pozostawia włosy gładkie i jedwabiście miękkie
• ułatwia układanie włosów
Jak działa: Przywraca włosom odpowiedni poziom nawilżenia, pozostawiając je jedwabiście gładkie, miękkie i lśniące. Oliwa z oliwek to składnik bogaty w witaminy, minerały i nienasycone kwasy tłuszczowe, pomaga odpowiednio nawilżyć włosy. Olejek testowany klinicznie i dermatologicznie.
Jak stosować: Przed użyciem, zanurz buteleczkę w ciepłej wodzie i pozostaw na ok 1 minutę. Zwilż włosy i nałóż na nie odpowiednią ilość olejku. Wmasuj go we włosy, pozostaw na ok. 1 minutę i dokładnie spłucz.
Czysto praktycznie nie robiłam tak jak zalecają :P Zgodzę się z tym, że olejek dobrze nawilża włosy, po nim są miękkie, gładkie i lśniące no i to tyle. Może aż tyle bo próbowałam na wszelkie sposoby go ocenić i poniżej oświadczam, co następuje:  
Olejek stosowałam na 3 sposoby:
- na sucho: tutaj widziałam znikome jego właściwości, włosy były miękkie a zarazem matowe i bez blasku, stawały się ciężkie, trudne do rozczesywania ( gdzie w połączeniu z moimi lokami nawet TT nie dawało rady tego rozczesać :P).  Częściej stosowane olejowanie na sucho powodowało, ze włosy wyglądały sianowato i nieświeżo.
- na mokro: tu było lepiej, włosy idealnie nawilżone, miękkie i gładkie jednak na drugi dzień od mycia stawały się ciężkie i wyglądały na nieświeże czyli powrót  do pierwszego odnośnika ;/. Olejowanie na sucho nigdy nie przynosiło mi dobrych rezultatów i najlepszym sposobem był własnie sposób ' na mokro' gdzie w tym przypadku się strasznie rozczarowałam ;( na dodatek po 1 dniu od olejowania miałam wrażenie, że włosiątka są tłuste w dotyku!
- z szamponem: i wielkie 'wow' bo tu były najlepsze efekty: włosy miękkie, gładkie, błyszczące, moje loczki były lekkie i sprężyste, żadnego matu!  I to był strzał w dziesiątkę! Odrobinę olejku mieszałam z szamponem i taką oto miksturą włosy były myte. Wyglądały świeżo, zadbanie, nie było szybszego przetłuszczania się, wrażenia 'tłustych włosów' po prostu wyglądały jak z reklamy :)
Co do składu widzicie gdzie jest nasz cały olejek? No właśnie na szarym końcu :P U mnie oprócz wyżej wymienionych efektów podczas olejowania na sucho i mokro nic więcej się nie zdarzyło: czyli zero łupieżu! ;)
Olejek zamknięty jest w plastikowej, zielonej tubce zakończonej dzióbkiem,gdzie dozowanie jest mega łatwe! Olejek jak olejek, bez koloru o takim lekko ziołowym zapachu. Na włosach utrzymuje się przez jakiś czas. Maleństwo, tak maleństwo bo ma 60 ml jest bardzo wydajne!  Wcale nie potrzebuję go dużo na moją długość włosów ;) Spokojnie miałam go na kilka tygodni no dobra ale ja używam go 2 razy w tygodniu ;)


To nie jest żaden olejek z wielkim efektem 'wow' więc nadal nie rozumiem ceny regularnej czyli 20 zł. Lepsze efekty uzyskamy olejkami z Joanny ;)
Miałam go pierwszy i ostatni raz i mimo, że podoba mi się zapach, używanie razem z szamponem  daje zadowalające efekty to ja nie odczułam żadnego spektakularnego efektu, no może gdybym odkryła ten sposób od razu byłoby inaczej ale nie, swoje z nim przeszłam!

Standardowo olejek możecie zamówić u konsultantek Avon. Cena regularna 20 zł ale często jest w promocji za 9.99 zł.

11:43

Mieszane uczucia czyli nie takie dobre jak powiadają #1

Mieszane uczucia czyli nie takie dobre jak powiadają #1
I tak oto tym postem zaczynam nową serię na blogu pt: "Mieszane uczucia czyli nie takie dobre jak powiadają''. Nie piszę Wam o wszystkich produktach, które używam bo się po prostu nie da. Są takie, które wywierają na mnie dobre 'pierwsze wrażenie' ba, nawet robię im zdjęcia i zabieram się do recenzji i co? Bach! Ich czar pryska a ja tak naprawdę nie mam ochoty o nich pisać! Dlatego powstała ta seria ( mam nadzieję, że rzadko będę publikować takie posty) i przed Wami pierwsza 3! ;)


 Dziś są to dwa produkty do stóp i jeden podkład, gotowi?;)


 1. Evree Max Repair regenerujący krem do stóp


Bogactwo składników aktywnych zawartych w kremie ma działanie regenerujące, bakteriostatyczne i ochronne. Pozostawia długotrwały efekt świeżości. SKŁADNIKI AKTYWNE: olejek lawendowy, d-panthenol, alantoina, urea. DZIAŁANIE: dogłębnie regeneruje oraz odżywia skórę stóp, przywraca jej miękkość i gładkość, nawilża naskórek, chroni przed powstawaniem zrogowaceń, działa bakteriostatycznie i odświeżająco.
Kremu używam dzień w dzień i nie widzę jakiś wielkich efektów. Oczywiście skóra jest nawilżona i gładka ... tylko przez jakieś pół godziny! Efekt świeżość? Dajcie se luz - delikatne uczucie niby chłodu, które szybko znika! Z plusów to jedynie całkiem miły zapach i szybkie wchłanie się. Tak jak skóra była sucha tak została! Producent pisze, że to wydajna formuła tssa ja juz po 5 razach miałam pół tubki ;O
Cena ok 9 - 10 zł/ 75 ml

2. No 36 do stóp, żel do usuwania twardej skóry
Wysokoskoncentrowana formuła żelu pozwala na szybkie i skuteczne usunięcie twardej i zrogowaciałej skóry stóp. Zawarte w kosmetyku składniki aktywne: gliceryna i olej z awokado intensywnie zmiękczają i nawilżają. A ekstrakt z aloesu łagodzi podrażnienia, przynosząc ukojenie skórze stóp. Potrójne działanie kosmetyku sprawia, że efekty widać już po 1. użyciu!

I tu było 'wow' po pierwszym użyciu! Stopy były gładkie, miękkie i o 'jedną warstwę' było mniej ;) Żel na stopach trzymałam 5 minut po czym zebrałam go szpatułką. Efekt, który obiecał ptoducent był! Był ale tylko raz! Pózniej ani razu nie zauważyłam żeby coś się stało! Mało tego, żel użyła moja mama, a później siostra i nic się nie wydarzyło! W miejsach przy poźniejszym stosowaniu zauważyłam, że skóra pęka szybciej i jest bardzo szorstka ;(


Cena 9 - 10 zł / 75 ml



3. Golden Rose, podkład mineralny ( Liquid Powder Mineral Foundation) 01

GR liquid powder mineral foundation to bardzo lekki podkład mineralny, który nie obciąża skóry, ponieważ nie zawiera konserwantów, substancji zapachowych oraz talku i wosków. Zapewnia doskonałe krycie – „bez efektu maski". Idealnie dopasowuje się do naturalnego odcienia skóry, staje się niewidoczny, a cera jest świeża i rozświetlona. Dzięki niezwykłej mocy 8 minerałów: tlenku, cynku, miki, kaolinu, krzemionki, miedzi, manganu oraz magnezu – podkład tworzy barierę między skórą i środowiskiem, pozwalając skórze oddychać.

To tylko fragment tego co obiecuje producent. Po pierwszym użyciu byłam zadowolona. Podkład wygląda naturalnie, nie tworzy maski, na buzi trzyma się jakieś 5 - 6 godzin i male niedoskonałości kryje dobrze i to tyle z plusów.  Od początku miałam problem tylko z pompką, która raz pobierała a raz nie ;/ Niestety nie współgra z żadną bazą / kremem i pod wszystkim się roluje! Po jakimś czasie od otwarcia konsystencja podkładu stała się ciężka, okropna do rozprowadzenia na buzi! I w tym momencie podkład trafił do kosza!

Cena 19 - 25 zł / 35 ml



Według kolejności: żel. krem i podkład.

Miałyście coś z tej ekipy?;)

10:00

Organique, waniliowy olejek do aromaterapii

Organique, waniliowy olejek do aromaterapii
Odkrywanie zapachów to jak odkrywanie smaków pralin w bombonierce - i jedno i drugie dostarcza niesamowitych emocji jak i rozkoszy dla zmysłów. Zapach wanili uwielbiam i mogłabym go wąchać / otulać / nosić non stop! No cóż 'słodkie lubi słodkie' jak to mówię :P. Jednak nie każda wanilia potrafi mnie oczarować - są takie, które swoim zapachem mnie tłamszą, są ciężkie i uciążliwie w odbiorze. Ale nie ta wanilia. Ta na myśl przywodzi mi dzieciństwo <3


Dlaczego z dzieciństwem?

W momencie gdy na dłoń wylałam kroplę olejku poczułam aromat pieczonego ciasta <3. W głowie miałam obraz mojej mamy, która krząta się po kuchni, ręcę wyciera w fartucha a mi daje po łapach bo znowu 'wtykam paluchy w ciasto' albo kradnę łyżkę do przysłowiowego 'oblizania' *.*


Gdy kilka kropel olejku wlejemy do kominka po mieszkaniu uniesie się delikatny, lekko słodki zapach wanilii. Nie jest natarczywy ani zbyt intensywny! Delikatnie pieści nosek, wkrada się do umysłu otulając nasze zmysły ciepłym aromatem.A ten potrafi być wyczuwalny przez kilka godzin w powietrzu! ;)

Ja najbardziej uwielbiam wlewać go sobie do kąpieli. Wannę mam i sobie żałować nie będę! Ten zapach jest rozkoszny i mimo, że w wodzie długo się nie utrzymuje to ten moment gdy cała łazienka wypełnia się zapachem jest momentem, w którym już czuję odprężenie i relaks <3 I mimo, że w wodzie ja go nie czuję to w powietrzu czuć go znacznie dłużej!


Mała, szklana buteleczka z ciemnego szkła skrywa w sobie wielką siłę zapachu natury ( no dobra wbrew pozorom ale to tak ładnie brzmi :P).Nie zobaczymy ile nam olejku zostało i nad tym ubolewam: gdyby naklejka była ciut mniejsza to byłoby widać a tak nic z tego ;(

Olejk ma typową olejkową formę ( i nie, gdy dodamy go do kąpieli nie natłuści nam skóry). Jego dozwanie jest banalne chociaż czasami mam wrażenie, że on po prostu 'nie leci' o.O. Powiem Wam, że to maleństwo jest strasznie wydajne! Ja zazwyczaj wlewam więcje niż 10 - 15 kropel i jestem zdumiona, że po tylu kąpielach jeszcze coś mi zostało!


Organique w swojej ofercie ma 20 wersji zapachowych m.in. bergamotka, mandarynka, paczula czy rozmaryn czyli dla każdego coś dobrego ;)

Ja się cieszę, że dzięki Aguś mogłam przypomnieć sobie kilka chwil z dzieciństwa <3

Oczywiście olejki dostaniecie w Organique, cena za 7 ml w zależności od zapachu waha się o 9.9- do 26 zł.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger