13:45

Przeczytane w maju ;)

Przeczytane w maju ;)
Im cieplej tym bardziej nie mam weny by zabrać się za książkę :(. Ubolewam nad tym bo książki wręcz 'pożeram' więc zebrałam się w sobie i od połowy maja do teraz przeczytałam aż 3 książki - a uwierzcie mi, że gdy wieczorem wracałam po rehabilitacji, gdy już zrobiłam te 15 km rowerem to nie miałam ochoty sięgać po lekturę ;(. W maju jednak postanowiłam przeczytać 'życiowe historie', a dokłądnie jakie zobaczycie niżej.

1. 'Mamusiu, tatusiu za co mnie tak nienawidzicie?' Casey Watson klik


Kolejna książka z serii 'Skrzywdzone' - moja 4 przeczytana pozycja z 11 dostępnych. O ile poprzednie książki czytało mi się migiem to ta dla mnie była nie do przejścia - co prawda jest to smutna historia małego chłopca ale nie porwała mnie aż tak bardzo. Nie żałuję, że ją przeczytałam, bo to kolejna historia, w której człowiek się zastanawiam co jest nie tak z innymi ludźmi.

Ilość stron: 282

2. 'Piekło siedemnastolatki. Byłam dziewczyną narkomana' Barbara Samson klik


Tą książkę przeczytałam jednym tchem. To taka 'spowiedź' autorki, która mówi nam a raczej próbuje w jakiś sposób pokazać czym grozi seks bez zabezpieczeń nie wiedząc nic o tej drugiej osobie. Czytając aż mi się włosy jeżyły na jej 'młodociane' podejście a tym bardziej na podejście głównego bohatera! Dobrze, że o AIDS i tych sprawach od dawna mówi się głośno!

Ilość stron: 177

3. 'Okaleczona' Cathy Glass kilk



Książka jest autorstwa tej samej pani co przy pozycji nr 1. Jednak to jest ta lektura co zapada w pamięć! Nie mogę pojąć okrucieństwa wobec dzieci a po tej lekturze zrozumiałam, ze rodziny zastępcze są potrzebne i odwalają kawał ciężkiej roboty! Na samym końcu się popłakałam i jestem ciekawa co dalej się stało z Dawn i czy po nastu latach ma kontakt z Cathy.

Ilość stron: 315

Razem przeczytałam 774 strony ;)

Czytałyście coś z tego?;)

13:27

Majowe nowości w kosmetyczce ;)

Majowe nowości w kosmetyczce ;)
Chcąc czy nie chcąc maj okazał się dla mnie miesiącem oszczędzania - planuje wszystko nadrobić w czerwcu ale jak wyjdzie to się okaże ;) Kilka razy dopisało mi szczęście, a kilka rzeczy kupiłam sobie sama ;) A co dokładnie możecie zobaczyć poniżej :)


Na początek wygrane :D Wyżej widzicie serię Catrice Nude Purism, którą wygrałam w konkursie organizowanym przez Subi i Siouxie ;) Wszystkim jestem zachywcona *.*


Kolejna paczka to nagroda pocieszenia u Segritty - marka Tołpa obdarowała każdego uczestnika konkursu  takim zestawem! ;D Kąpiel borowinową już miałam dlatego też na FB postanowiłam zrobić szybkie rozdanie - u mnie by leżała a tak może komuś się przyda klik

Powiedziałabym, że to tyle ale jeszcze moje skromne zakupy :P


Na gwałt potrzebowałam czerwonego lakieru ( dziwne, że nie mam takowego w kosmetyczce!) kupiłam z GR nr 121, który bardziej przypomina coral ( wg mnie), co niedługo wam pokażę , 4.99 zł.. Szukałam farby do włosów ( nie znalazłam) ale w jednej drogerii odkryłam kilka produktów Hean, więc kupiłam fluid matujący w najjaśniejszym odcieniu - około 8 zł, w tej samej drogerii skusiłam się na owocowy balsam do ciała z Joanny - w końcu idzie lato i owocowe zapachy rządzą! :) kosztował mnie jakieś 8 - 10 zł.


Jakiś czas temu zobaczyłam, że w drogerii gdzie kupuję pędzle są dostępne pędzle do różu z Golden Rose z białym włosiem ( chcę mieć jasne włosie a nie czarne :D) - niestety kiedy poszłam już ich nie było więc kupiłam pędzel do korektora, około 10 zł. Niesety albo stety w tej samej drogerii zobaczyłam małe stoisko produktów Deni Carte i na razie kupiłam tylko puder ( znowu najjaśniejszy kolor) za około 10 zł.. Jak na złość skończyły mi się żele do mycia twarzy więc postanowiałm wypróbować piankę do mycia twarzy z Nivea dałam za nią 14.50 zł. Dostałam się też do testów nowego kremu od Nivea :D ale..


Ale w poniedziałek przyszedł mi kolejny krem z Nivea i mam rozkimę bo zgłaszałam się tylko do testów na stronie Nivea a ten przyszeł nadprogramowo  :O No cóż, narzekać nie będę i tak się zużyję ;D



Ostatnia paczka przyszła wczoraj - to paczka niespodzianka ( wyobraźcie sobie moją minę jak ją zobaczyłam na stole :D) od kochanej Aguś! ;* Kochana, Ty wiesz <3 ;** Dziękuję!


Jak widać nie poszalałam w tym miesiącu ;D I nie dałam się ponieść promocjom ;)

12:45

Majowe denko #9

Majowe denko #9
No nie wierzę! :D Na początku maja przedstawiałam wam denko kwietniowe a tu już czas na denko majowe - uff dwa denka w jednym miesiącu MISTRZ :D Tym razem nie ma tego dużo, pomijając fakt, że w łazience stoi kilka produktów góra na dwa użycia ale przecież nie będę ich wykańczać na siłę :-P?


Czy wam też maj tak szybko minął? Bo w kwestii zużywania to miałam wrażenie, że wszystko się ciągnie i ciągnie i skończyć nie chce :-P


Seria Pantene Pro - V ochrona przed wypadaniem włosów - tutaj miały być recenzje ale nie miałam weny by się zabrać, ale tak po krótce o nich niżej, jednak seria na wypadnaie włosów nie pomaga ( w sumie z tym problemu nie mam :P)

1. Pantene Pro - V szampon - dobrze oczyszczał, nie plątał włosów jednka na drugi dzień włosy były już oklapnięte -.- nie kupię ponownie
2.  Pantene Pro - V odżywka -  nie przyśpiesza przetłuszczania włosów jednak moje loki jej nie lubiły - prostowały się jak druty :( nie kupię ponownie
3. Pantene Pro -V maska - najlepszy produkt z całej serii ( mam jeszcze tonik w zapasach) idealnie podbijała skręt loków, nawet moich baby hair<3 kupię ponownie


4. Eva natura, szampon - dobrze oczyszczał, jednak po kilku użyciach przysporzył mi łupieżu ;x nie kupię
5. Alverde, żel pod prysznic - recenzja tutaj, ładny zapach, robił to co każdy zel powinnien czyli mył, nie wiem czy kupię ponownie
6. Vaseline, balsam do ciała - całkiem dobry produkt, mam ochotę na wersję kakaową, miała z waś ją któraś? ;) recenzja tutaj, kupię ponownie


7. AA eco, oczyszczający żel ... - okropny zapach, chwilowe uczucie ściągnięcia, zawiodłam się i nie kupię ponownie, recenzja tutaj
8. Isana, jabłkowa pianka do golenia - nie czułam  w niej jabłka, strasznie po niej swędziała mnie skóra - zostanę przy wersji brzoskwiniowej! Nie kupię ponownie
9. Bambi, oliwka - głównie używam i kupuję ją do masażu - najlepiej mi się na niej pracuje ;) mam już kolejną butelką ;)


10. Organique, cukrowa pianka ... - apetyczny zapach! zjadłabym ją, dla mnie to taki średniak, trochę przereklamowany ...;) recenzja tutaj, i nie wiem czy bym kupiła
11. Lirac, serum witaminowe - miniaturka 8 ml wystarczyła mi na 2 tygodnie, serum dobrze się wchłaniało, skóra wyglądała na promienną i jakby bardziej rozjaśnioną, pewnie bym kupiła produkt pełnowymiarrowy


12. Lula, chusteczki nawilżane - w opakowaniu bardzo mokre, miękkie, ładnie pachną ale dość szybko wysychają ;/ 72 sztuki kosztują 4zł więc kupię ponownie ;P
13. Carea - chyba przedstawiać nie muszę ;)
14. Vitea oliwkowe mydło - mydła w kostce tolerują tylko z Dove, to mnie zdziwiło bo dobrze oczyszczało i nie przesuszyło mojej skóy - kupię ponownie
15. Edit Kosmetics - nenowy lakier, całkiem zgęstiał ;(

A wy już po swoich denkach?:D

14:36

Essence mattifying compact powder , 11 pastel beige

Essence  mattifying compact powder , 11 pastel beige
Lubię Essence ;). Nic nie poradzę, że mam słabość do tej marki ;). Tu się od razu przyznaje, nie miałam w planach kupna tego pudru - szłam po Catrice, naprawdę! I to Catrice miałam w koszyczku ale pewien diabełek na moim ramieniu kazał mi odłożyć wybrany i sięgnąć po naszego bohatera ;D. Widocznie mój diabełek wie lepiej co dla mnie dobre :-D


Od producenta: / z essence.eu/

Nadzwyczajnie wygładzający puder dla matowego i nieskazitelnego makijażu. Idealny dla każdego typu cery. Stworzony przez profesjonalnych wizażystów. 

Puder lubię za: całkiem dobre matowienie, nie oszukujmy się, nie ma tu kilkunastu godzin ale przynajmniej na połowę dnia roboczego wystarczy póżniej wymaga poprawek.  Nie daje efektu maski, dobrze trzyma się pędzla, w przeciwieństwie do Constance Caroll pyli delikatnie. Nie zakryjemy nim mocnych zaczerwień, wielkich krost, z tym sobie nie poradzi. Świetnie sobie radzi z małymi zmianami skórnymi.

Skład:


Nie podrażnia, nie uczula. Skóra muśnięta nim wygląda na wypoczetą ;) Z początkiem wiosny zawsze rezygnuje z podkładu na rzecz pudrów i ten idealnie pasuje na cieplejsze dni :-)


Plastikowe, przejrzyste opakowanie jest trwałe i mocne - a spodziewałam się, że raz dwa straci swoją świetność ;D. Subtelnie wytłoczone fale nadają pudrowi charakter - ja miałam wrażenie, że sięgam po coś z wyższej półki, zresztą kobiety to wzrokowcy i lubię takie bajery ;D. Niestety z biegiem czasu ścierają się napisy ;/


Odcieni mam 5 : 

01 natural beige i 02 soft beige wydają się dość ciemne i będę pasować osobom z lekko opaloną cerą ;)
03 perfect beige, 10 light beige oraz 11 pastel beige są stworzone dla bladziochów ;). Moja 11 jest najjaśniejsza ;D. Puder nie pachnie jak puder - czuję w nim coś jeszcze ;D Albo po prostu upadłam już na głowę ;] Jeśli chodzi o wydajność - mi wystarczył na 3,5 miesiąca ;)

Zdecydowanie wysuwa się na prowdzenie w tytule 'ulubionego' ;)
Dostaniecie go w Naturze ;)
Za  12 g zapłacimy 11,99 zł.

Moja ocena: 4/5

14:39

'Kiedy byłam w Twoim wieku ...' czyli czego od nas oczekuje społeczeństwo

'Kiedy byłam w Twoim wieku ...' czyli czego od nas oczekuje społeczeństwo
Przyznaję się - miał być dziś 'przegląd filmowy' ale na pomysł tego posta wpadłam w nocy z poniedziałku na wtorek przed godziną 5 rano! A, że póżniej moja 'wena' się ulotni , zakasam rękawy i piszę ;D.

Każda z Was przynajmniej raz usłyszała od kogoś: ''kiedy byłam / byłem w Twoim wieku...'' no właśnie to co? Nasze społeczeństwo ( przynajmniej według mnie) do każdego naszego wieku stawiło ramy - 15 lat - robisz to i to / 20 robisz to i to - i to tylko dlatego, że tak wypada, że tak się powinno. Dlatego dziś pomyślałam, że przedstawię Wam jak według mnie wyglądają oczekiwania społeczeństwa względem naszego wieku. A więc zaczynamy i wyobraź ( cofnij się w czasie), że kończysz ...


18 lat -  można powiedzieć, że tutaj dopiero zaczyna się Twoje życie, dorosłe życie bo nie mówię o czasach gdzie jest się dzieckiem, nastolatkiem i niektóre rzeczy uchodzą Ci płazem;) Przekraczając 18 - stkę oczekuję się, że podejmiesz też swoją pierwszą (POWAŻNĄ) pracę ewentualnie pójdziesz na dobre studia bo przecież córka piekarza poszła na dziennikarstwo więc jak Ty byś nie mogła / nie mógł? Coraz więcej osób chowa do kieszeni swoje ambicje i plany i wybiera alternatywne wyjście ' bo ktoś powiedział, że tamto opłaca się bardziej' ( przynajmniej w moim otoczeniu tak jest ;| )


25 lat - większość osób jeszcze się kształci ( magister, inżynier itp), robi karierę,  a co na to mówią tzw.'' babcie w oknie'? 'Taka młoda/ y a tylko za pracą goni! Ja w tym wieku miałam 2 dzieci, męża, dom a teraz najważniejsze są PIENIĄDZE a nie wartości'. Osobiście mnie irytuje takie gadnie bo 'ich czasy' a 'obecne' to dwa różne światy.


30 lat - w moim otoczeniu wiele osób w tym wieku wybrało drogę singla, ja do tego nic nie mam ale społeczeństwo? '30 lat i sam/a? Jakaś ciamajda, gapa, nie zaradny życiowo, co z tego, że ma pieniądzę jak w życiu nic nie osiągnął? Kto to teraz wezmie?'' Oj, tak mój brat kończąc 30 -stkę nasłuchał się tego xx razy od sąsiadów, ciotek, wujków, itp


35  - 40 lat - teoretycznie w tym wieku wszystkie ciotki, wujkowie, 'babcie spod okien' uważają, że: powinniśmy mieć przynajmniej swój dom, dobrze płatną pracę, gromadkę dzieci, dwa samochody i psa? Broń Boże być jeszcze samemu, bez zoobowiązań bo to grzech! Szaleć trzeba było do 18 - stki!

Może się nie zgodzicie w tym ze mną, może nie spotkałyście takich poglądów ale to głównie uroki małych wsi, takich jak moja ;-> Najśmieszniejsze w tym jest to, że ostatnio moja sąsiadka chciałą ze mną porozmawiać, a głównie rozmowa wyglądała tak:

S: Justynka, Ty masz chłopaka?
J: Tak, a co?
S: A długo?
J: 3 lata, ale co?
S: I nie myślicie o dziecku? Kiedyś na to będzie za późno, patrz Monika jest młodsza od Ciebie a już ma dwójkę...

-.-

A wy co o tym sądzicie? Jest tak wszędzie czy nie?;)

10:16

Golden Rose Terracotta Blush - On , rozświetlający róż do policzków 07

Golden Rose Terracotta Blush - On , rozświetlający róż do policzków 07
Przez wiele lat w mojej kosmetyczce królowal jeden róż - Max Factor Flawless .... Był moim ideałem! Nie miałam zamiaru go wyrzucić ale nadszedł jego kres, na ściankach pudełeczka nie było już nic ;(. Poszukiwanie jego następcy nie było łatwe - róż z Ingrid sie rozsypał zanim dotarł do domu ;x, w kosmetyczce jest świąteczna limitka Essence i no i nasz dzisiejszy bohater ;)


Nie będę czarować Was - to raczej ja jestem oczarowana nim! Ale najpierw kilka szczegółów ;)

Od producenta:

Rozświetlający róż do policzków typu terracotta posiada niezwykle miękką strukturę.  Muśnięta nim twarz zyskuje świeży, zdrowy wygląd. Innowacyjna technologia wypiekania, zastosowana podczas produkcji, gwarantuje, że róż jest niezwykle trwały i wydajny, zapewniając komfort idealnego makijażu przez wiele godzin.

Prawda, róz utrzymuje się kilka ładnych godzin, nie będe mówić, że cały dzień ale spokojnie 8 godzinny system pracy wytrzyma ;) Wydajny? Oczywiście! Zakładam, ze będzie służył mi kilka miesięcy ( jak nie lat :P). Drobinki rozświetlające są widoczne z bliska -, z daleka widzimy tylko 'naturalny rumieniec' :)

Skład:


Nie dostałam zadnych niespodzianek po nim, nie uczulił mnie ani nie podrażnił - jeśli by ktoś chciał wiedzieć :P

Róż zamknięty w niby złotym plastikowym opakowaniu , które jest bardzo estetyczne i mocne. Zamykanie na klik bardzo dobrze trzyma i czasem mam problemy z otwarciem ;x

Jego nakładanie jest bezproblemowe - ale trzeba uważać- ze względu na 'drobinki rozświetlające' szybko można sobie wyrządzić krzywdę na buzi ( nie chcemy wylądać jakbyśmy wysypały na siebie pół słoiczka brokatu;)). Odcieni mamy 9, mój to 07 taki jasnoróżowiutki - marzy mi się jeszcze numerek 05 :)


Patrząc na róż mam wrażenie, że to nie kosmetyk ale zamknięta w złotym opakowaniu planeta - bardzo kobieca planeta! ;) Wszystko działa bez zarzutu, róż się nie osypuje, w słońcu iskrzy, a my wyglądamy promiennie ;) Bardzo dobrze trzyma się pędzli! ;)


My tu pitu pitu a czas na efekty : najpierw pokażę wam jak wygląda na ręce:

Po lewej w świetle dziennym / po prawej w sztucznym ( tutaj możecie zobaczyć lekki połysk)


Jestem naturalnym bladziochem dlatego u mnie róz jest mile porządany i tak jak na zdjęciu powyżej przedstawiam wam go  świetle dziennym jak i sztucznym.


O.o paczadełko mi uciekło ale to nic ;D mam nadzieję, ze widzicie cokolwiek bo mój aparat lubi zjadać kolory a za wyjściowa jak widać też nie jestem ;D

Róż lubię i powiem wam, że między nami jest chemia ;)
Jest wydajny, wygląda naturalnie i dodaje blasku ;)
Dostępny na wysepkach Golden Rose jak i ich stronie.
Za  4 g zapłacimy do 26 zł.

Moja ocena: 5/5


18:59

AA Eco oczyszczający żel do mycia twarzy

AA Eco oczyszczający żel do mycia twarzy
W mojej łazience kosmetyki AA mają przewagę: tam maseczka, tam olejek,o a tam na półce jeszcze kremik... mogłabym wymieniać i wymieniać tak bez końca. Natomiast jeśli chodzi o mycie buźki to bardzo często zmieniam takie 'myjadła', taka natura ;). Żel już nie raz widziałam u nas w sklepiku, jednak skusiłam się dopiero na niego gdy była dostępna jedna sztuka! ;)


Maskę z tej serii wręcz uwielbiam! <3 Ale miłość do jednego nie przeszła na żel - nie, nie mówię, że jest on zły ale ma kilka wad.

Od producenta:/ z apteki słonik/

Żel do mycia twarzy z organicznym ekstraktem z ogórka doskonale oczyszcza, odświeża i tonizuje skórę, przygotowując ją do kolejnych etapów pielęgnacji.
Betaina cukrowa oraz gliceryna nawilżają skórę, pozostawiając ją miękką i gładką.


A owszem oczyszcza i to całkiem dobrze - nawet zmyje delikatny makijaż oczu bez szczypania ;). Odświeża i tonizuje? Po części tak, po drugiej części po myciu buźki żelem czujemy chwilowe uczucie ściągnięcia.
Skład:


Żel mnie nie podrażnił, mimo ściągniecia skóry nie wysuszył jej. Też nie spowodował niespodzinek na twarzy ;)

Produkt mamy zamknięty w miękkiej plastikowej tubce. Tak jak w przypadku śliwkowego scrubu żel jest odkręcany. Z wydobyciem nie ma problmu! ;) Jest prosto i czysto - no dobra ja widzę, że go uwaliłam ;P


Żel jest dość gęsty - na myśl przyszło mi porównanie ze śluzem ze ślimora ble :-D, nie ucieka między palcami. Bezbarwny i podobno bezwonny - tsa! a czuję tu woń taką 'papierową', która z początku jest koszmarem ale przywykłam ;) Co do wydajności - 1,5 miesiąca z wami będzie ;)

Kosmetyki AA Eco i Nature Spa lubię jednak ten w pełni mnie nie zadowolił, mam lekki niedosyt.
Cena za 125 ml waha się od 24 zł do 36 zł.
Kupicie go m.in tu 

Moja ocena: 2,5/5

14:07

Kompleksy? A kto ich nie ma?!

Kompleksy? A kto ich nie ma?!
W główie miałam już zarys tego posta ale siadając do klawiatury napisanie wstępu sprawiło mi nie lada trudność. Nadal mam zamiar pisać produktywnie - tak łatwo nie odpuszczę ale czasem to co mam w głowie ciężko przeniesieć na papier ( w tym przypadku na klawiaturę :P) Dlatego dziś wam powiem o moich kompleksach - tych dwóch najważniejszych a raczej tych dwóch co czasem 'nie dawały mi żyć' ;)

Moim odwiecznym kompleskem zawsze były PIEGI. Kiedy tylko wiosenne słoneczko mocniej grzeje moja twarz się zmienia - adekwatnym określeniem może być zabawa 'połącz kropki'. Uwierzcie mi, jak byłam szatynką nie odczuwałam tego - byłam 'szaraczkiem'. Kiedy drastycznie kilka lat temu zmieniłam się w rudzielca poczułam się 'inna'. Przytyki typu 'ile masz piegów! Jak Ty wyglądasz' w mojej głowie zrobiły chaos ;x. Na potegę się pudrowalam, zakrywałam wszystkim czym się dało - nie lubiłam swojej twarzy!


Dopiero jakiś rok, może półtora temu wyleczyłam się z tego kompleksu, ba! nawet zrobiłam z tego atut - częściej chodzę bez makijażu, nie zakrywam ich i szczerze powiedziawszy, gdybym ich nie miałam, gdybym je 'wybieliła' czułabym się naga! Dosłownie - te PIEGI dodają mi charakteru, są moją siłą, są mną.

Drugim kompleksem zawsze był mój NOS - tutaj przynajmniej kilka razy w miesiący dopada mnie chęć zmiany. Nigdy mi się nie podobał, ale też nie należy do najbrzydszych. Po prostu moja siostra ma mały nos, zadziorny a ja mam jakiś rozdeptany kartofel albo cuś :-D Tutaj nic nie zrobię - muszę z nim żyć :P


Rozstępy ( po zbyt szybkim schudnięciu), cellulit, kilka blizn po trądziku, nie te usta, nie te zęby... zawsze coś się znajdzie. I to nie jest tak, że nic z tym nie robię - ROBIĘ ale nauczyłam się z tym żyć. Oczywiście jak każda kobieta uważam się za piękną ( przecież jestem typowym RUDZIELCEM) ale oprócz kompleksów mam też te 'lepsze walory' czyli dość pokaźny biust, oczy raz szare a raz niebieskie, na dodatek jestem inteligenta ( w końcu skończyłam szkołę medyczną ;D) i zapadam w pamięć przez swój wredny charakter ( podobno :P) 

Masz za grubą łydkę? Ok, niech jest ale wiesz, ze to TWOJA łydka jest tą najpiękniejszą?
Kilka kg więcej? Dziewczyno, chude nie jest wcale ładne, oczywiście wygląda lepiej w bikini ale to TWOJE ciało jest najwspanialsze dla NIEGO!

Byłam brzydka w liceum - i daję wam słowo, czułam się wyśmiewana i to nie tylko z powodu mojego wyglądu.  Teraz mając prawie 24 lata czuję się piękna - bo TO moje niedoskonałosci mnie taką czynią, bo to ON je kocha - kocha moje piegi, każdą bliznę, krzywy nos, bo To moje WADY zamieniłam a raczej zamieniam w ATUTY i dostrzegam więcej spojrzeń od PANÓW na ulicy, bo przecież czy bycie nieidealną nie moze być fanatystyczne?;)

A jakie TY masz kompleksy? Umiesz z nimi żyć?



11:36

Golden Rose Luxury Rich Color Lipgloss nr 13

Golden Rose Luxury Rich Color Lipgloss nr 13
Podobno przy mojej urodzie ( :D) czyli bladej cerze i rudych włosach niepotrzeba 'wielkiego makijażu' ;) Nam rudym wystarczy wyraziste paczadełko lub zaakcentowane usta, najlepiej w kolorze czerwonym :). Kolor czerwony lubię ale na ustach rzadko nosiłam - czułam się dziwnie, jakby każdy na mnie spoglądał. W końcu się przemogłam i i można powiedzieć, że 'odkryłam swoje usta na nowo' ;)


Ta czerwień robi wrażenie! Nie tylko w opakowaniu ale i na ustach ;) Ale to zobaczycie poniżej :>

Od producenta:

Nowa seria ekskluzywnych błyszczyków Luxury Rich Color Lipgloss zapewnia wysoki połysk oraz pełne pokrycie ust kolorem przez wiele godzin. Intensywny kolor błyszczyka w połączeniu z formułą wygładzającą, nadającą połysk oraz nawilżającą zapewni uczucie komfortu i luksusu na ustach. Dwustronny, elastyczny aplikator umożliwia łatwą i precyzyjną aplikację, pokrywając usta głębokim, nasyconym kolorem, dodatkowo nie sklejając ich.
Luxury Rich Color Lipgloss to błyszczyk dla kobiet które marzą o atrakcyjnych i ponętnych ustach.
Twoje usta zasługują na odrobinę luksusu...
To co obiecuje nam producent jest zapewnione w 90 %. Połysk jest bardzo wysoki tu czytaj mamy efekt mokrych ust! Komfort? Eee raczej nie, ponieważ błyszczyk odbija się na zębach ( nie pytajcie jakim cudem!). Błyszczyk schodząc nie robi krzywdy, po prostu 'wtapia się' w usta. nie podkreśla suchych skórek ;) Efekt 'mokrych ust' utrzymuje się do 3 godzin ( o ile nie jecie i nie pijecie)! Przez te 3 godziny kolor jest soczysty, mocny i 'widać go z daleka' - kolega mojego brata widząc mnie śmiał się, że chyba randkę miałam ' z takimi wymalowanymi ustami' ;D


Aplikator w postaci spłaszczonej gąbeczki rzeczywiście ułatwia aplikację, ale czasami też nabiera zbyt dużo produktu. Na uwagę zasługuje zapach błyszczyka! Pachnie jakby owocowo - ale smaku już nie ma! ;(. Ust nie skleja, ale podczas jedzenia czy picia robi takie fajne ślady więc szybko znika ;D

Całość zamknięta jest w lekkim, plastikowym opakowaniu o dość nietypowym kształcie. Jedyny minus - złote napisy szybko się ścierają ;/

No ale teraz efekt, musze się przyznać, ze fajnie to wygląda ;D Tylko za dużo chłopaków ''dziwnie' na mnie wtedy patrzy i z tego względu owy lipgloss używam tylko jak przyjeżdza mój K bo jak ja to nazwałam to  mam efekt 'pornuskowych ust' :D Dlatego wolę tradycyjne pomadki niż takie z połyskiem ;)



Mordki nie pokażę bo wyjściowa nie jest ;)

Lipgloss dostaniecie w 18 przepięknych odcieniach! :)
Dostaniecie je na wysepkach Golden Rose w cenie 20 zł ( u mnie są po 14 zł :P).
Pojemność  9 ml.

Moja ocena: 4/5


15:22

Vaseline Intensive Care, Essential Healing - balsam do ciała

Vaseline Intensive Care, Essential Healing - balsam do ciała
W pewnym momencie swojego (nudnego) życia miałam fazę na balsamy. Kupowałam je często i gęsto aż w końcu zauważyłam, ze mam ich 11 o.O. Część oddałam siostrze  - teraz też jej oddaje po połowie bo jak na złość one się nie kończą albo powierzchnia użytkowa mojej skóry się zmniejszyła ?;) W każdym bądz razie zużywając zapasy, z zceluści mojej szafy wybrałam dzisiejszego gagatka ;)


 Pamiętam, że swego czasu produkty Vaseline: balsam jak i wazelina często bywały w pudełkach kosmetycznych - osobiście miałam dość patrzenia na nie, aż w końcu i do mnie trafił balsam jako wygrana w rozdaniu :).

Od producenta:


Co prawda lubię balsam, za szybkie wchłananie się, brak tłustego filmu ;). Moja skóra - głównie na nogach jest specyficzna, czasem mam wrażenie że ona zjada balsamy. W przypadku tego produktu nawilżenie odczuwam jeszcze po dwóch dniach a regularne stosowanie sprawia, że skóra jest miękka, jędrna i dobrze nawilżona. Nie brudzi ubrań ;)

Skład:


Skład dość długi ale mi nic nie zaszkodziło ;) Bez obaw mogłam stosować go po depilacji - zero szczypania, czy jakikolwiek podrażnień! ;)

Sam balsam jest zamknięty w prostokątnej 'tubie', którą można postawić na głowie. Zatrzask typu 'klik' trzyma dobrze. Podoba mi się ta żółta szata graficzna bez zbędnych dodatków ;) Jak robiłam te zdjęcia to zauważyłam, że 'pod słońcem' można zobaczyć ile zostało produktu ;) Jedyne co mi nie pasuje to to, że już od połowy opakowania trzeba się namęczyć by balsam wydobyć - najlepiej trzymać go 'do góry dnem' i wtedy bez problemu balsam wypływa ;)


Konsystencja bardziej przypomina mleczko niz balsam :) jest lekka, niezbyt gęsta. Wyczytałam gdzieś, że balsam jest mało wydajny ale ja po 4 tygodniach codziennego stosowania zużyłam połowę opakowania więc jak dla mnie wydajność jest ok ;). Zapach jest przyjemny dla nosa, ciężko mi go z czymś porównać ale mi sie podoba- delikatny i subtelny, zero nuty nachalności ;D Zapach utrzymuje się przez jakiś czas potem jest niewyczuwalny ;)

Szczerze powiem, że to całkiem dobry produkt, który mnie zadowolił zarówno w kwestii nawilżenia jak i wydajności. Myślę, że kupię go jeszcze kiedyś :)

Dostępne pojemności to 200 ml - około 15 zł, oraz 400 ml za około 20 zł.
Widziałam je chyba w Rossmannie ;)

Moja ocena: 4,5/5

14:36

Alverde, Pflege Dusche, żel pod prysznic z wyciągiem z grejpfruta i bambusa

Alverde, Pflege Dusche, żel pod prysznic z wyciągiem z grejpfruta i bambusa
Alverde ( zaraz po Balea) to marka, którą z chęcią przywitam w swojej łazience. Dzisiejszy żel to moje pierwsze spotkanie i trochę sceptycznie do niego podeszłam. Niemiecki znam no dobra znałam ale nie na takim poziomie by wiedzieć co powypisywali na tym opakowaniu a nie ufam niczemu co nie ma choćby jednego słowa w języku polskim! :D Aż strach się bać ;D


Żel bardzo długo stał w zapasach i czekał na swoją kolej - nie wiem czy to ja mam coś z głową czy to ten niemiecki specyfik ale nie było nam po drodze do siebie... do czasu :D

Od producenta : ze strony wizaz.pl

Żel pod prysznic z ekstraktem z grejpfruta i bambusa dzięki starannie dobranym naturalnym składnikom wspomaga poziom nawilżenia skóry i nadaje jej miękkość i sprężystość. Oczyszcza i odświeża skórę bez wysuszania jej. Świeży zapach grejpfruta pobudza zmysły i daje przyjemne orzeźwienie. 
Produkt przebadany dermatologicznie, bez konserwantów, sztucznych barwników, olejów mineralnych, oparty na roślinnych składnikach z kontrolowanych upraw. 

Oczywiście, że żel oczyszcza, a który tego nie robi?:D Skóry nie wysusza - robi to co każdy żel - czyści, myje itp :D Bez efektu 'wow'.

Skład:




Ani mnie nie podrażnił, ani nie uczulił - wszystko było ok ;)

Żel zamknięty w żółtej, plastikowej butelce, która cieszy oko. Zamykanie typu 'klik' dobrze trzyma, a sam produkt możemy postawić ' na głowie'. Oczywiście wszystkie informacje mamy w języku niemieckim ( a mama mówiła 'ucz się ucz!' ). Żel am dość gęstą konsystencję, bardzo lepką przez co  czasem całe opakowanie się klei ( jakby zamiast żelu był rozlany jakiś słodki sok). Bezbarwny,  ma piękny cytrusowy zapach! Sam zapach jest tylko wyczuwalny podczas mycia, póżniej już nie, nad czym strasznie ubolewam ;x. Pieni się dobrze, czyli tak jak ja lubię :D. Wydajność też jest ok, mi żel skończył się po miesiącu.


Nie mam pojęcia co jest takiego w tej marce, że ciągnie mnie do niej. Nie jest ani 'wow' ani nie ma też w sobie niczego 'specjalnego' oprócz zapachu. To żel jak żel :)

Dostępny w drogeriach niemieckich.
Pojemność 250 ml kosztuje około 1,75 euro.

Moja ocena: 3,5/5

11:45

Wyniki Włosowego rozdania!

Wyniki Włosowego rozdania!
W ten deszczowy dzień mam nadzieję, że jedna z was sie uśmiechnie :-). Przychodzę wam dziś ogłosić wyniki rozdania ;) Ale na wstępie powiem: dziękuję każdej z was za UZUPEŁNIENIE zgłoszenia! Jestem konsekwentna i tylko takie brałam pod uwagę! Prośba o uzupełnienie była i w osobnym poście jak i pod postem konkursowym dlatego ubolewam, ze większość 'nie doczytała' informacji do końca

Jeśli chodzi o wasze wypowiedzi podobała mi się każda! Chętnie bym nagrodziła każdą z was ale mój budżet na to nie pozwala ;x  Jednak w wyborze pomogła mi koleżanka i to jej głos zdecydował, ze wgrana leci do :


Kochana gratuluję i już piszę mejla do Ciebie :) czekam 3 dni na odpowiedź ;)

P/s na blogu będą się pojawiać zabawy z pytaniami konkursowymi a jeszcze w tym tygodniu na Fb ruszy 'szybkie rozdanko' bądźcie czujne ;)

Miłej niedzieli! ;*

16:45

Kwiecień w zdjęciach ;)

Kwiecień w zdjęciach ;)
Kwiecień minął bardzo szybko - przynajmniej w moim odczuciu ;) Zaraz na początku były święta i w ten sam dzień moja przyszła teściowa obchodziła urodziny ;) Następnie 13 stego bratowa obchodziła urodziny, 16 stego mój brat swoją 30 stkę , same imprezy ;D Ale oprócz kilku kg w pasie więcej działy się też inne rzeczy :)


W środę przed świętami do pana Michała ( dziadka, którym się zajmuję) przyjechał jego szwagier pan Tadeusz ;) Zawsze mi mówi jak mnie lubi i przywozi cukierki ( minimum 2 razy w tygodniu :D mamy godzinne pogawędki :D) a na święta dostałam od niego dwa czekoladowe zajączki i galaretką, którą jako pierwszą otworzyła moja MAMA :D


A taki prezent sprawiłam mojemu K na 'zajączka' i wiecie co? Zjadł sam ten cały słoik! No ale cii ;> I niech mi nikt nie mówi, ze nie jestem romantyczna :D


Oczywiście mama porobiła gniazda dla maluchów - tutaj dla mojej chrześnicy, jednak ona wolała iść się bawić niż 'kitrać' słodycze ;P


Wypad do Sephory ( w której nie kupiłam nic o.O) zawsze kończy się wizytą w KFC ;P Krushers z Lionem bardzoooooooo dobry :D


Najlepsze tradycyjne lody są u nas w mieście! :D 'Gałkowe' jak to się mówi - to smak mojego dzieciństwa ;D


Uwielbiam sowy! <3 Mój bratanek ma taką uroczą zawieszkę do smoczka i ciągle mu ją podbieram do oglądania - prawda, że ta sówka jest sympatyczna?;)


Chciałam porobić zdjęcia na bloga ale mała była szybsza... Zabrać jej TO graniczyło z cudem ;D Oczywiście musiała mieć ubraną świeżo kupioną czapeczkę, moja myszka <3


'Zdeptane misie' ;D dostałam 2 lata temu na urodziny ;)  Uwielbiam je nosić , pasują do wszystkiego ;)
Nie przypominają wam czegoś?;)


Moje 3 letnie Conversy nadal w świetnej formie i zakładam, że nie prędko wylądują w koszu - niezawodne ;D

W lumpie znalazłam taką torebkę ;D Jest szał, moc i lans ;D Mama mówi, że jak wychodzę na rehabiltację to mała bierze ją, wypycha zabawkami i chce wychodzić z domu ;D



W grudniu z lumpa przytargałam długi siwy swetr oversize, w którym się nie czułam dobrze, dobrałam do tego spodnie z dziurami w które nie weszłam buu ;x Oficjalnie w kwietniu się w  wbiłam w te spodnie ( mój K od razu zauważył, że schudłam :P) ubrałam conversy i swetr i nawet jakoś to wyglądało ;)


Końcówka kwietnia skończyła się tak ;( Przez dwa dni miałam zaropiałe paczadełko, nie dość, ze bolało to białko zrobiło się czerwone i tu powinnam podziekowac mojej małej kruszynie bo to dzięki niej a raczej temu, że rzucała piaskiem -.-

Więcej grzechów nie pamiętam ;)

A jak tam u was było w kwietniu?:)

Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger