15:37

Lutowe nowości w kosmetyczce ;)

Lutowe nowości w kosmetyczce ;)
Luty nie był miesiącem zakupów ;). Sam sobie kupiłam kilka najpotrzebniejszych rzeczy, kilka dostałam od mojego K <3, a i udało mi się wygrać parę rozdań :). No i też pewna duszyczka zrobiła mi niespodziankę, którą odebrałam we wtorek :) <3. W marcu muszę iść uzupełnić zapasy AA eco: olejk z granatu, maskę ściągająca i chyba zakupię sobie żel z 'ogórkowej' serii, ale to się pomyśli :). Tymaczasem zapraszam was na moje skromne nowości ;)


U Paulli wygrałam noworoczne rozdanie ;) Tip Top poszedł do mojej siostry - od palenia fajek odbarwiły się jej pazury więc dla niej jak znalazł ;D, wazelinkę zabrała moja mama i już się domaga kolejnych  opakowań bo wg niej ta jest najlepsza! ;) Reszta czeka w zapasach ;)


Czas na moje zakupy ;) Nie po drodze miałam do Biedry po Intymeę więc poszłam do hurtowni po małą Intymę, 4.50 zł, co jak co to wydajna nie jest :|. Kupiłam też 4 olejki: 2 kokosowe i 2 arganowe, 2 poszły do rozdania, a dwa dla mnie ;D wczoraj użyłam arganowego ale później coś o nich napiszę ( niestety ich już w hurtowni nie ma ), cena za sztukę 1.70 zł


 Notorycznie mój brat wynosi mi pęsety! Nie wiem, którą już mam ale jak ta mi zginie to się rozliczę z nim ;D 2.20 zł. W hurtowni pojawiło się kilka lakierów Joko - około 9 sztuk, a że fioletu nie miałam to wybrałam Blueberry Chick, która aktualnie gości na pazurkach, cena 6.20 zł. Krem pod oczy z Lirene dobił wczoraj dna więc w ruch poszedł ten gagatek, cena 5.50 zł


Od dziecka krwawią mi dziąsła ;x. Non stop zmieniam szczoteczki, pasty ale nic nie daje rady ;(. Na szczęście od października mam nową dentystkę ( poprzednia wyrwała mi 2 zęby na żywca ;/) i powoli krwawienie minimalizuje się ;). A w nagrodę, a raczej dlatego że wydaje niebotyczne kwoty na manualne szczoteczki to mój K kupił mi elektryczną ( w ramach oszczędności :P) 69.99 zł


I kolejne rzeczy od K ;). Farbę Olia 7.40 czyli marchewkę wybrałam sama ;) Lubię siebie w tym kolorze no i K też ;) cena około 24 zł ( efekt koloryzacji niedługo wam pokażę :)), następnie pomadka w odcieniu nude od Essence, kosztowała 6 zł bo ostatnia sztuka ;D, róż z edycji świątecznej za całe 5.50 zł , puder w kamieniu za jakieś 11 czy 14 zł ( miał być z Catrice ale ciii :P) no i korektor za 5 czy 7 zł ;P Mówiłam, że uwielbiam Essence? <3


Wtorkowa niespodzianka od kochanej duszyczki , która chciała mi przybliżyć Organique <3 Ty wiesz jaka to była radość <3. Pianka zmacana czeka na swoją kolej, deo w użyciu no i kilka próbek już wypróbowanych ;) Dziękuję Ci raz jeszcze ;) ;*



Mam też swój TT ;D Uwaga z lumpa!! Znalazłam go w zabawkach bo pani mówiłam, że to do czesania kucyków ;O Ładnie go zdezynfekowałam , wyczyściłam i użytkuję ale jakoś źle trzyma mi się go w ręce :) Muszę powiedzieć, że nie było drastycznych śladów użytkowania na nim i dostałam go od tej pani za darmo :D

Znacie coś z tego?:)
Nie ma tu 3 przesyłek ( nie cierpię wyglądać listowego!) ale te pokażę wam w marcu ;)

Jak wasze zakupy :)?
Joko czekam na adres a jak nie wiesz o co chodzi to wróć do posta o maseczce AA ;D

20:55

Przeczytane w lutym ;)

Przeczytane w lutym ;)
Uff! Początek lutego nie dał mi się 'ujarzmić' w kwestii czytania ;]. Non stop coś się działo, najpierw po raz xxx złapałam anginę, potem kolejne przeziębienie itp. itp i nawet nie miałam ochotę ruszać wypożyczonych książek ;). No ale nie byłabym sobą gdybym w końcu się nie zmobilizowała i znalazła trochę chwili dla moich bohaterów . A w lutym towarzyszyli mi :

'Trafny wybór' J. K. Rowling klik 


Zapierałam się, że nigdy w życiu jej nie przeczytam! No ale przejść obojętnie koło niej nie można. Rowling dla mnie zawsze będzie autorką HP i nie wiem ile by musiała napisac książek by to zmienić :). 'Trafny wybór' czyta się szybko. Masa w nim prostego, nawet 'podwórkowego' języka [ swoją drogą dziwnie się czyta rzucane przekleństwa mając w głowie obraz autorki książek dla dzieci :P). Książka nie zapada w pamięć ale jest idealna na deszczowy wieczór. Ilość stron: 505

'Carrie' S. King klik 



King ma to do siebie, że w większośći jego książek dopiero po 100, stronach dzieje się jakaś akcja -.-. 'Carrie' wzięłam tylko dlatego, ze ma filmową okładkę ;]. Nową wersję filmu lubię, ale po przeczytaniu stwierdziłam, że napisałabym lepszy scenariusz z masą innych scen które w książce są kluczowe ;) Przeczytanie jej zajęło mi 4 godziny ( tak na oko) ponieważ historia naprawdę wciąga ( oo jakaś odmiana u Kinga bo późniejsze jego 'dzieła' były dla mnie koszmarem). Jak dla mnie to był udany debiut Kinga ;).Ilość stron: 205

'Niezbędnik obserwatorów gwiazd' Matthew Quick klik



Nie miałam jej w planach ani teraz ani za ileś tam miesięcy. Skusiałam się tylko dlatego, ze Fabryczna kiedyś o niej opowiadała. Przez całą książkę mamy historię Russa, czasem jest wątek Erin a na końcu wyskakuje nam jak królik z kapelusza irlandzka mafia!;O No litości! Choćby jedna strona byłaby jej poświęcona to rozumiem a przez całą 'powieść' może były z 3 linijki :O. Zmarnowałam na nią tylko jeden dzień -.- Ilość stron: 313

'Dziewczynki ze Świata Maskotek' Anja Snellman klik


Byłam w ogromnym szoku po przeczytaniu tej książki :O. Nie ma tu może jakiś brutalnych scen ale w głowie się nie mieści, zę 14 latki mogą i z chęcią się oddają starszym facetom. Chociaż do końca miałam nadzieję, że Jaśmin wróci do domu po tylu latach... Autorka po prostu pokazała brutalną prawdę o seksbiznesie. Ilość stron 270

'Twoje serce należy do mnie' Dean Koontz klik


Lubię powieści, gdzie wątek medyczny ma swoje miejsce ;-). Ta książka ma to do siebie, że jak ją odłożycie to cięzko 'wbić się w jej rytm', bardzo ciężko. Chociaz od początku wciąga to takiego zakończenia się niespodziewałam :O. Ilość stron 399

W sumie w lutym przeczytałam 1692 strony ;)

Czytałyście coś? 
Polecacie jakąs książkę? ;)

17:55

A'la 'jogobella' czyli maseczka na dobre sampoczucie od Rival De Loop

A'la 'jogobella' czyli maseczka na dobre sampoczucie od Rival De Loop
Nie 'ufam' maseczkom, i nie są to też produkty które kupuję najczęściej( z wyjątkiem maseczki od AA Eco :)). Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego? Już odpowiadam, kiedy zaczynałam szkołę medyczną znajoma poleciła mi na twarz maseczkę z drożdży - podobno rewelacyjna. Owszem, robiłam ją kilka razy, efekty były widoczne gołym okiem - moja twarz wyglądała ' jak lej po bombie', 'kicha i kaszana' w jednym- jednym słowem cała buźka pokryła się ropnymi wypryskami, z którymi walczyłam 2 miesiące ( uwierzcie, miałam 19 lat i czułam się jak potwór) a, że historia lui się powtarzać ( sick!) to dzięki bohaterce dzisiejszego posta mogłam poczuć się 'jak za dawnych lat' ...


Na maseczkę skusiłam się bo ładnie wyglądała a jak tu się nie oprzeć tym truskawkom? Szczególnie gdy na dworzu szaro i buro ;)

Od producenta:


Maseczka jest w wersji 2 x 8 ml, otworzyłam pierwszą saszetkę i dosłownie połowa mi starczyła na buźkę. Maska daje dość mocne uczucie ściągnięcia, skóra była taka dziwna w dotyku, wchłaniała się powoli ale w końcu po 15 minutach nie zostalo jej nic. Efekt - żaden. Dopiero na wieczór zaczęła mie swędzić twarz. Na drugi dzień <fanfary> budzę się z kilkoma mega mega bolącymi, ogromnymi  krostami, które mimo prób łagodzenia towrzyszyły mi około półtora tygodnia :/ ( problem z  trądzikiem mam za sobą od 3 lat - teraz jak dwie niespodzianki mi wysokczą to cud) a tu takie coś i to po jedym użyciu

Skład:


'A' la jogobella' odnosi sie do zapachu i wyglądu maski. Po otwarciu saszetki miałam wrażenie, że nie trzymam kosmetyku w dłoni tylko po prostu mam truskawkowy jogurt - rózowiutki, pięknie pachnący i gęsty -  brak tu tylko 'ekstra duzych kawałków owoców' ;D. Niestety druga połówka maski znalazła się w koszu  - zapach i kolor to nie wszystko ;]


Rozczarowanie - tak mogę podumować całość, a czytałam że nie tylko ja mam akie przeżycia z nią.

A wy miałyście styczność z ta maską? Jaką maskę z Rival de Loop polecacie?

Dostępna w Rossmannie.
Pojemność 2 x 8 ml, cena do 3 zł ( pewna nie jestem)
Moja ocena: 2/5

09:39

AA Eco maseczka ściągająca z organiczym ekstraktem z ogórka

AA Eco maseczka ściągająca z organiczym ekstraktem z ogórka
Przedstawiam wam mojego cudaka! I tak kosztował mnie 6 zł ale czy to ważne? ;D. Do masek podchodzę sceptycznie - zwłaszcza tych co się trzyma na twarzy kilka minut ;). Ta jednak okazała się na tyle dobra, ze planuję zrobić jej zapasy - ale ale, jeden egzemplarz możecie wygrać w rozdaniu ;]


Serie Eco i Nature Spa szturmem podbiły moje serce ;). Nie ma rzeczy która mi nie przypasowała ;). W tym momencie żałuję, że nie kupiłam kokosowego kremu do rąk ;x

Od producenta:


Na plus oceniam działanie ;). Przy regularnym stosowaniu pory są zwężone, skóra nabiera blasku, sprężysości. Nie mówię już o świetnym oczyszczeniu! ;). Maska nie podrażnia, nie uczula, jedynie na polikach po 1 razie zauważyłam zaczerwienienie - póżniej już nie ;)

Skład:


Dla mnie to czarna magia ale widzę, ze ekstrakt z ogórka przy samym końcu .... :-(

Maskę otrzymujemy zapakowaną w kartonik, na którym mamy wszystkie informacje. Sam produkt zamknięty jestw miękkiej, plastikowej tubce. Tubka ma odkręcaną nakrętkę, z małym dozownikiem - myślę, że wydobędziemy z niej całą zawartość ;). Maskę łatwo się rozprowadza, dość szybko zasycha na twarzy, daje uczucie ściągnięcia - łatwo się ją zmywa. Minusem jest zapach - zapach farby olejnej! KOSZMAR! Wbrew pozorom maska jest wydajna - o ile uzywacie jej 2 razy w tygodniu .


Maskę lubię i nie raz u mnie zagości ;) Przymknę oko na jej zapach - bo tylu zastosowaniach już przywykłam do niego ;)
Za tubkę 50 ml zapłącimy do 30 zł na allegro, na kosmetykiaa.pl 40 zł.
Moja ocena: 4,5/5

17:43

Constance Caroll Compact Refill , puder w kamieniu - 18.Ivory

Constance Caroll Compact Refill  , puder w kamieniu - 18.Ivory
Uff! W momencie pisania tego posta mój puder jest rozwałkowany, rozłożony na 'czynniki pierwsze', w strzępach, w samych 'kostkach' - nie mam pojęcia jak mała go sięgła ale sprytna bestia z niej, swoimi małymi łapkami zrobiła z niego 'miał' :D Ale na szczęście miałam dużo czasu na jeo używanie i dziś wam o nim opowiem słów kilka ;)


Puder kupiłam bez wahania ;) Od razu znalazł się w moim koszyku tylko miałam problem z doborem koloru, ponieważ uwaga jest 19 odcieni! ;)

Od producenta:

Puder w kamieniu, wzbogacony proteinami jedwabiu, witaminą E i olejkiem jojoby. Zawiera filtry UVA i UVB dla dodatkowej ochrony

Kolorystyka:


Mój kolor to 18 - czyli najjasniejszy ;) myślę, że mogłabym kupić jeszcze 2 albo 1  ;) Czyli dla każdego coś dobrego :)

Skład:


Co do samego pudru: daje na twarzy naturalny efekt, czasem tylko go używam i tak wychodzę ;) Nie podkreśla suchych skórek, dobrze trzyma się pędzla ale zdarza się, że osypuje się na ubranie, umywalkę itp.  Puder jest lekki, 'aksamitny' w dotyku ;) Na twarzy krzywdy mi nie zrobił ;D Niestety jak pęknie raz to zaraz mamy tam 'miał' ;D


Puder zamknięty w fioletowym plastikowym, opakowaniu z gąbeczką ;) Swoją drogą tych gąbek nie lubię także wiecie ;P Na pudrze była tez biała osłonka [tsaa, zakrywała 3/4 pudru] ;P. Pudełko jest lekkie, odkręcane, niestety bardzo szybo się rysuje ale nie zauważyłam by schodziły z niego napisy czy miało tendencję do pękania ;)


Oj wiem, że mam paznokcia brudnego ale to się każdemu zdarza ;D Jak widać to bardzo jasny odcień, dla bladziochów ;D

Nie ukrywam, ze puder mi przypasował i kiedyś wrócę do niego ;)
Cena za 12 g wynosi do 7 zł.
Dostepny w małych drogeriach, allegro.
Moja ocena: 3,5/5

20:47

Kobo Professional 136 Turquoise, 141 Chestnut, 142Russet - mono eye shadow

Kobo Professional 136 Turquoise, 141 Chestnut, 142Russet - mono eye shadow
Na mojej twarzy bardzo ale to bardzo rzadko bywają cienie - głównie pełny makijaż robię jak mój osiołek ma przyjechać :-D. Ostatnio ciągle sięgam po Sephorową paletę a pojedyncze cienie się marnują ;x. Już wam pokazywałam jeden z cieni Kobo 139 klik nie będę wam tu powtarzać słów producenta, powielać poprzedniego postu - pokaże wam tylko kolejne 3 kolorki ;)


Powiem wam, że o ile 139 mi nie podpasował ta ta trojeczka wkradła się w moje gusta ;) Z początku obawiałam się, że w tych kolorach będe wyglądac komicznie ( blady, piegowaty rudzielec :P) ale co mnie nie zabije to mnie wzmocni :-D

136 TURQUOISE


Po ten kolor sięgam najczęściej ;) .Wiele osób mówiło mi, że 'zieleń i tym podobne' pasują rudzielcowi - jednak ja najlepiej czuję się w brązach :). Sama byłam zdziwona jak mi się ten kolor podoba na 'sobie' ;) Bardziej wygląda na seledynowy i jedyne co mogę mu zarzucić, to to że po kilku godzinach zbiera się w załamaniach ;/

141 CHESTNUT


Ten kolor to w ogóle jakiś fenomen ;) Nie jest to zwykły brąz, ja w nim dostrzegam nutę fioletu ;) Bardzo go lubię, na powiece utrzymuje się cały dzień bez żadnych niespodzianek :)

142 RUSSET


To jeden z tych kolorów, które cichaczem Cię uwodzi :) Russet to kolor ceglasty, coś na pograniczu czystej miedzi ;) Podoba mi się w nim to, że mając go na 'sobie', czuje się 'spełniona'. Wydaje mi się, ze nawet moje piegi sa bardziej 'uwidacznione' - taka cecha rudych ;)

Cała trójka ma coś w sobie i na chwilę pozowliła mi odejść od 'nudnych brązów' ;)
Makijaży oka nie ma bo aż tak utalentowana nie jestem, poza tym mój aparat zjada kolory ;)

A wam który kolor najbardziej się podoba?
Macie jakiś w swoich zbiorach z tej serii?

Dostępny na stoiskach Kobo w cenie 17,99 zł, wkład 9,99 zł

10:23

Vitea, matujący i normalizujący krem na dzień i na noc / cera tłusta i mieszana

Vitea, matujący i normalizujący krem na dzień i na noc / cera tłusta i mieszana
Nie ukrywam: kupowanie kremów do twarzy to nie moja specjalność :) Moja trójka kremów zawsze wyglądała tak: Nivea, Dove, Bambino czyli wszystko to co nie może zrobić krzywydy ;D Ale od czasu blogowania bardziej staram się dobierać kosmetyki i zaufałam swojej intuicji także wszystko inne odstawiałma zabrałam sie za tego 'cudaka' ;)


Jestem posiadaczkę cery mieszanej, na szczęście albo dość nietypowo nie świeci się ani nie przetłuszcza w strefie T ;) Ale czy ten 'cudak' za 10 zł podziałał?;)

Podoba mi sie, ze otwierając kartonik był tez fajny dodatek informaycjny, który zobaczycie po prawej stronie ;)

Od producenta:


Jestem na tak! [Swoją droga dużo kosmetyków mi ostatnio 'dogadza' :P]. Nie spodziewałam sie, ze krem za dychę da radę;) Obietnice są spełnione w 100 % ;) Koloryt cery jest wyrównany, krem mnie nie uczulil, nie podrażnił ani nie zapachał ;) Żadne niespodzianki nie wyskoczyły ( nie licząc dwóch w tych cięzkich dniach) jednak nawet gdyby wam coś wyskoczyło to krem 'łagodzi' i 'wycisza' podrażnienia ;)Skóra jest miękka, gładka, nie błyszczy się . Twarz jest dobrze zmatowiona i to mi sie podoba ;)

Skład:

 Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Stearate, Isohexadecane, Glyceryl Stearate SE, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Polypropylene, Propylene Glycol, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Oryza Sativa (Bran) Oil, Zinc PCA, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Acrylates/C10-3- Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.


Krem dostajemy zapakowany w kartonik, który na dodatek jest ofoliowany. Gdy otworzymy kartonik ukazuje nam się szklany słoiczek z kremem. Słoiczek zrobiony jest z ciężkiego, grubego szkła, zabezpieczony sreberkiem :)


Krem jest lekki, w konsystencji mi przypomina jakiś łagodny krem dla dzieci bądź niektóre kremy z YR ;) Szybko się wchałnia, świetnie nadaje się pod makijaż, nie roluje się! ;) Zapach jest nietypowy - lekko męski ale mi to nie przeszkadza ;) Nie zostawia na twarzy tłustego filmu;)

Mój ulubieniec ;)♥
 Producent pisze, ze efekty widać po 4 tygodniach sotoswania i to prawda ;)
Z początku myślałam, że jeden krem mi nie starczy ale na dzień dzisiejszy stosując go 2 razy dziennie zużyłam do dopiero połowę - a używam go od 3 stycznia ;)

Krem można dostać w małych drogeriach chociaż nie znalazłam, żadnej drogerii internetowej z tymi kosmetykami.
Za słoiczek 50 ml zapłacimy 10 zl
Moja ocena: 5/5

13:38

My Secret 300% Sensual Volume Mascara

My Secret 300% Sensual Volume Mascara
Marzy mi się 'firanka' z rzęs <3 sztucznych sobie nie kupię, bo znając siebie ich nie przykleję ;D Dlatego ciągle testuję nowe tusze, które dadzą mi jakiś efekt, a najlepiej efekt 'wow' ;) Tusz My Secret miał mi to zapewnić, ale czy podołał moim oczekiwaniom?;)

Z tym tuszem wiązałam wielkie nadzieje, jednak nie do końca go polubiłam :-(  Za pierwszym razem w ogóle nie chciał współpracować a za drugim no właśnie za drugim razem było lepiej ;) Muszę powiedzieć, że jest kapryśny :P

 

Od producenta: / ze strony mysecret.com/

Mascara zwiększająca objętość rzęs o 300%. Innowacyjna silikonowa szczoteczka idealnie rozdziela rzęsy, podkreślając każdą z osobna, wyjątkową czernią. Zmysłowa objętość rzęs to teraz Twój główny atut.
Wyjątkowej czerni nie zauważyłam, objętości też nie :-( Rozdzielenie widoczne no ale po 3 godzinach wyglądałam jakbym rzęs nie malowała ;/

Szczoteczka jest fajna, silikonowa z licznymi wypustkami. Śmiało można ją wyginać. Z początku po jej wyciągnięciu szczotka była sucha, myślałam że nie ma tuszu, mieszam mieszam a tam nadal sucho ;/ W końcu przy którymś razie na szczoteczce pojawił się ogromny suchy płat :-O ooo takie zdziwienie miałam. Co do samego nakładania, tusz czasem tworzy grudki, skleja rzęsy, odbija się na powiece - tak miałam za pierwszym razem. Za drugim było ciut lepiej, ciut nic więcej. Z czasem tusz się obsypuje i tworzy 'pandę'

No a teraz efekty - na zdjęciu są dwie warstwy ( wiem, kiepska jakość ;)



Tusz oddałam siostrze, nie spisał się u mnie a przynajmniej nie tego się dpodziewałam po tym gagatku .
Nie zakupiłabym go sobie ;)
Dostępny w gablotach My Secret.
Za 10 ml zapłacimy 12 zł.
Moja ocena: 3/5

10:45

Ciebie kocham, Ciebie lubię a Ciebie zjem!

Ciebie kocham, Ciebie lubię a Ciebie zjem!
Matko! Ten post powstawał równy tydzień! Od zeszłej niedzieli :-D Po pierwsze mam tyle 'mężów' na całym świecie, że ciężko było mi wybrać tych kilku :-D po drugie postanowiłam, że pokaże wam moje długoletnie 'miłości' a po trzecie mam nadzieję, że mój K już nie wchodzi na bloga bo spalę się w piekle :-D ♥
P/s post bierze udział w akcji u Joko ;)


Kolejność jest przypadkowa :-D Nie ma tu wszystkich, ( wybaczcie jeśli któregoś pominę:-P, trudno was zliczyć) ale nie ma tu żadnego naszego rodaka :D A więc ''jedziem z tym koksem" :-D

1. Cristiano Ronaldo ♥


 Nigdy nie kibicowałam naszym w żadnym meczu od ponad 10 lat jestem wierną fanką Portugalii ( ach Deco, Figo, Quaresma itp.). Kibicuje też Menchesterowi, Chelsea (i) a najbardziej Realowi ♥ zawsze jak leci mecz to słysze' Ruda, twój mąż gra, szykuj wałek bo gola nie strzelił' :D ale to nie tylko ciało i buźka tylko tytan pracy, po obejrzeniu na YT jego historii 'O Regresso dos Incríveis 2010' jeszcze bardziej go doceniłam :) Wieść niesie, ze po kilu latach roszeli się z 'Szajkówną' :-D

2. Ian Somerhalder ♥


Czyli Damon z TVD :) Uwielbiam go za akcent, głupie teksty, spojrzenie ♥ Widziałam chyba jego wszystkie fimy ale tak naprawdę to dzięki TVD się wybił, szkoda że zaręczył się z Nikki chlip chlip :-( Chociaż szkoda że naprawde nie ma takich wmpirów bo co noc bym stała na dworze ;D

3. Eric Saade ♥♥♥♥


On będzie moim mężem! :-D ♥
Mój K jest o niego 'zazdrosny'? raczej nie lubi go gdy non stop słucham jego muzyki ;D Erica uwielbiam od 2011r gdzie widziałam jak występował na uwaga uwaga! Eurowizji! w Niemczech ;D Od tamtego czasu jego muzyka ciągle mi towarzyszy a jego 'Bomerang' jest najczęściej odtwarzanym utworem na playliscie ;D Śpiewa, tańczy, gra na gitarze :-D P/s ogrom dziewczyn na fb przy zdjęciu z lewej strony pisała mu 'Get naked' ;D czyli nie tylko ja jestem 'ułomna' ;D Ale jest zajęty chlip chlip chlp ;( ( do czasu ) :D

4. Alexander Skarsgard ♥


Czyli Eric z True Blood ♥ Wysoki jak tyczka, wcale nie taki piękny ale ma takie spojrzenie gdzie nie wiesz co ze sobą zrobić :-D A poza tym wygląda na fajnego kumpla ;) Rodak Saade też ze Szwecji ( jak tam są takie ciacha to mamo czemu ja się urodziłam tu?!:-D)

5. Chris Pine ♥


Oczy, oczy oczy ♥ Ale on ma spojrzenie a uśmiech! Fiu fu, z zarostem czy bez kolana miękną ;D A jako aktor jest genialny w komediach i nie tylko, bo nawet 'Star Trek' fajnie się z nim ogląda :-D

6. Ryan Reynolds ♥


On ma ponad 40 lat! Maż BlakeLively ( feee niech ta idzie reklamować Loreala dalej!) Uwielbiam go głównie za aktorstwo ( tak, naprawdę!) a poza tym ma oczy szczeniaczka ♥ ;D

To nie cała moja elitka ;D ( matko! jakbym miała męski harem ;D) 

Znacie któregoś? :-D

11:48

Rozdanie na 'Dzień kobiet' :-)

Rozdanie na 'Dzień kobiet' :-)
Zabijcie mnie! Chciałam wczoraj dokupić kilka kosmetyków AA na to rozdanie ale kiedy poszłam do sklepu to co? 'Zamknięte z powodu remontu' ja pierdykam! -.- także pomyślałam, ze zrobię misz masz i przychodzę do was z tą gromadką ;) A, że 8 marca mamy nasze 'swięto' więc uznałam, ze to dobra okazja by jedna z was mogła zrobić sobie domowe SPA ;)

Baner :)

Wybaczcie mi jakość zdjeć ale jak na złość, przy tak pięknej wczorajszej pogodzie padły mi baterie w aparacie także robiłam je na szybko :-D

Co musicie zrobić?
Niewiele ;)

Obowiązkowo trzeba być obserwatorkami bloga + 1 los 
I to wszystko ;)

Dodatkowe 2 losy przyznaję, ze wszelką formę udostępnienia ;)

Proste? Proste ;) chciałam zrobić pytanie ale to może przy innej okazji ;)

Wzór

Obserwuję jako: ...
Udostępniłam informację: nie / tak + link
email:

Teraz bliżej o nagrodach ;) 


1. Uroda, Kwiaty Polskie -  krem chaber / 50 ml
2. AA eco maseczka ściagająca z organicznym ekstraktem z ogórka ( mój ulubieniec! pojawi się kiedyś na blogu) / 50 ml
3. AA eco scrub do twarzy - śliwka / 125 ml
4. Isana oliwkowy krem do rąk /  100 ml


5. Sensique Velvet Touch cień nr 153
6. Golden Rose Rich color lakier o numerze 31
7. Isana pomadka Fruit & gloss
8. Golden Rose pomadka z woskiem pszczelim nr 98 ( w odcieniu nude )


I saszetkowce:

9.Ziaja liście zielonej oliwki oliwkowa maska kaolinowa z cynkiem  / 7 ml
10.2 olejki do kąpieli od Marion Spa: arganowy i kokosowy / 2 x 20 ml
11. Isana sól do kąpieli fiołek i koniczyna / 80 g
12.Rival de Loop maseczka Q10 przeciwzmarszckowa / 2 x 8 ml
13. Rival de Loop maseczka złuszczająca peel- off / 2 x 8 ml

Ale zanim przstąpisz do zabawy przeczytaj REGULAMIN:

1. Organizatorem rozdania jestem ja czyli jego autorka.
2. Zgłaszać się można do 16.03.2015 do godziny 23:59.
3. Ogłoszenie wyników nastąpi do 5 dni od zakończenia rozdania.
4. Nagrody są nowe, pełnowymiarowe, nieużytkowane w żaden sposób, zakupione na potrzeby rozdania
5. Wysyłkę nagród na terenie Polski pokrywam ja. Poza teren kraju nagroda nie jest wysyłana. 
6. Zabawa nie podlega pod gry hazardowe. 
7. Żeby ZGŁOSZENIE było ważne  trzeba spełnić warunek obowiązkowy.
8.. Anonimowe zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
9. Z przyczyn niezaleznych rozdanie może zostać przerwane bądź przedłużone o czym zostaniecie ponformowane.
10. Z zwyciężcą skontaktuję się mailowo.

Zapraszam i życzę powodzenia! ;)

14:38

Farmona, sweet secret, piernikowe masło do ciała

Farmona, sweet secret, piernikowe masło do ciała
Wiem, wiem święta już grubo za nami, zapach pierników zapomniany zaraz wait! Lepiej o tym nie myśleć bo można zgłodnieć ;D Masło zaczęłam używać jeszcze w grudniu  i używałam i używałam i zaczęło byćc to dla mnie męką -.- a dlaczego? Przeczytacie ponizej - uwaga uwaga nie każdy piernik taki słodki! :-D ale też nie u każdego kosmetyki działają tak samo ;)


Masło dostałam w Biedronkowym zestawie -  taka niespodzianka od chłopaka, z tej serii mam jeszcze piernikowy żel ( matko odkładam go na 'później' czyli zimę przyszłego roku :-D) oraz wanilowy krem  do rąk ( w końcu normalność!;))

Od producenta:

Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o aksamitnej konsystencji i zmysłowym, korzennym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, pozostawiając długotrwały, kusząco słodki zapach. Regularne stosowanie piernikowego masła do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura intensywnie nawilża i głęboko odżywia skórę, poprawiając jej jędrność i elastyczność, a wyjątkowo aromatyczny, bajecznie słodki zapach uwalnia od stresu, relaksuje i odpręża, wyraźnie poprawiając nastrój. 

Zapach oczywiście, jest bardzo długotrwały - czuć go nawet następnego dnia... pachnie nim wszystko, pościel, piżama... mnie po kilku dniach 'zmęczył' ;/ Skóra oczywiście jest gładka i pachnąca, aksamitna, dobrze nawilżona no mnie ten zapach ani nie odpręża ani relaksuje ;]

Skład:


Jakieś dobroci tam są , masło shea na drugim  miejscu ;)

Opakowanie to solidny, platikowy, zamykany pojemnik. Ta szata graficzna mnie nie przkonuje ;) Pojemnik jest lekki a etykieta się nie odkleja, dodatkowo masło zabezpieczone jest sreberkiem ;)


Masło jest treściwe, gęte, nie ucieka między palcami. Już nie wielka ilość wystarczy naszemu ciału. Na razie wszystkie jest pięknie, więc co jest nie tak? Przeczytałam o nim sporo dobrego ale no właśnie: masło pozoronie wchłania się szybko, po 5 minutach nadal skóra jest 'mokra', zapach korzenny ale nie piernikowy tylko taki 'z paczki na przyprwę do piernika', dla mojego nosa okropny, strasznie brudzi ubrania! ;/

Wiem, wiem zbijcie mnie sa negatywy...ale co poradzę :D

Masło jest bardzo wydajne - użytkowałam je przeszło 2 miesiące i skubane skończyć się nie chiało, a stosowałam je codziennie!
Nie wrócę do niego i nie wiem czy dostaniecie je gdzieś osobno czy były tylko dostępne w zestawach ;)
Pojemność 225 g.
Moja ocena: 3/5
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger