21:30

Grudzień w zdjęciach ;)

Grudzień w zdjęciach ;)
Jest godzina 21:00, jutro Sylwester a ja jeszcze nie mam żadnych konkretnych planów na ten 'magiczny wieczór'. Jeszcze nie wiem czy będę spędzać go z Polsatem, TVN-em, czy Polo Tv - a może po prostu będę skakać po kanałach? :D. W sumie mieliśmy z Karolem jechać do Niemiec do mojej Julii ale on jutro pracuje :x. No nic swoje łóżko wielbię więc mogę mieć takiego Sylwestra :D. W ramach końcówki miesiąca przybywam z zdjęciowym podsumowaniem grudnia :-D A jak wiadomo obrazki się fajnie ogląda :D


Zdjęć jest uwaga uwaga padnie oszałamiająca liczba - 6! :D
P/s po więcej zapraszam na Instagrama :D

A zaczynamy dekoracjami w Atrium Kasztanowa w Pile :D. Odwiedziłam wówczas Sephorę ale nie wiedząc czemu mojemu Karolowi w magiczny sposób rozbolała głowa o.O :D


Po Sephorze czas na żarło :D Karol - standard kebab ( bleeee) a ja norma KFC :D Stripsy i frytki :D
Tak na wszelki wypadek kupiłam jeszcze frytki i longera :D I to już zjadł mój Karol - w sumie skoro on ma 196 cm wzrostu i je jak facet to ja nie wiem jaką wielką lodówkę będziemy mieć ;D


Wychodząc/ wchodząc do Atrium pierwszym napotkanym miejscem ( no dobra drugim) jest kawiarenka ;). Naliczyłam tam prawie 36 smaków lodów *.*. Są żelkowe, tiramisu czasem pistacja - no wszystkie ;D. Wyszłam sobie z takim kubkiem: mango i snickers ♥. Pierwszy raz jadłam lody 40 minut o.O


Pierwsze zdjęcie wykonane nowym aparatem ♥.
Mam mistrza :D. W tym roku mamy dwie choinki: u mnie w pokoju stoi żywa, zaś u mamy sztuczna - to jej ostatni rok więc już w tym momencie mówię jej 'Żegnaj!' :D


Moje szczęśliwe słoneczko ♥. Fajne ma skarpetki? Tak mojeeee, ale nie mogę ich nosić jak ona jest bo zaraz muszę ściągnąć :D. Najpiękniejszy uśmiech ♥


A na koniec zabawa bombkami :D W tym roku tylko jedna zbita :P

A jak Wasz miesiąc?;)

Życzę Wam udanej zabawy jutro ;) i magicznego 2016! ♥

10:54

Grudniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)

Grudniowe nowości w mojej kosmetyczce ;)
Miało być denko z ostatnich dwóch miesięcy jednak straciłam zdjęcia ;x. Jakaś pechowa ostatnio jestem ;). W tym miesiącu będą tylko nowości ;).
Grudzień to miesiąc , w którym królują prezenty - i u mnie też tak było. Kilka pięknych Mikołajek sprawiło mi niezwykłe niespodzianki! Sama też pobawiłam się w taką Mikołajkę i powiem Wam, że dawanie jest lepsze niż branie *.*. W grudniu udało mi się też wygrać kilka konkursów - yeahhhh głupi ma szczęście ;D.
P/s wybaczcie, że zdjęcia każdej z innej parafii ale jestem prawie pewna, że o czymś zapomniałam i jak wiecie miałam problemy z aparatem :)


Początek grudnia przyniósł mi przesyłkę od mojej 'siostry' Aguś ♥. Oprócz przepięknej kartki i słodyczy i prezentowego zestawu Clarins w środku znalazłam:


Tadam! Wszystko idealnie dobrane pod moją osobę ♥ No i mini Smashboxa. trochę mnie tu ta szczota przeraża ;). Odżywka Dermeny w użyciu, kalendarzyk powoli się zapełnia, cienie są piękne a zestaw, krem do rąk czeka na swój debiut ;) Pomadkę zabrała mała - jak zwykle ;) A już nie wspomnę, że kosmetyczka Clarins jest doskonała!


Kolejną moją Mikołajką była Sonia ( vel wpudrze :D). Niestety cukierasy nie dotrwały do zdjęcia (brat mi je zeżarł :P). Balsam Korres pachnie obłędnie! Mogłabym go ciągle wąchać! Mini Biotherm będzie jak znalazł, a fluid Sampar też ma śliczny zapach ;)


Iwonka ( vel Inspiruj mnie życie :D) też mnie obdarowała! Cudowne mydełko Organique, błyszczyk Pierre Rene, żel Dove, maska z Bielendy, i próbka zapachu Escady ech, tyle wspaniałości ;). Słodycze tym razem schowałam! :D


Jeszcze kilka dni przed wigilią Agnieszka ( vel Kosmetyki z mojej półki :D) też pobawiła się w pomocnicę Mikołaja :D. Kula do kąpieli (plum & fig) w połowie już zużyta, kredka Lord & Berry, mini tusz z Benefit'u, mały różowy Józio no i miniatura zapachu Dot Marca - powiem Wam, że zapach ładny, świeży ale u mnie trzyma się tylko 2 godziny ;x.

I tutaj dziękuję Wam - moje Mikołajki za tą radość i Wasze ciepło


Na IG wygrałam swój pierwszy konkurs, zorganizowany przez Blankę z bloga mój zakupoholizm. Do wygrania był balea box i takim oto cudem trafiła do mnie paka kosmetyków :D. Odżywkę oddałam bratowej reszta cierpliwie czeka w zapasach ;)!



Ostatnia przesyłka przyszła w wigilię ;). Uwierzcie mi, gdy zobaczyłam mojego listonosza pod drzwiami o godzinie 14:00 to mnie zamurowało! Akurat pomalowałam paznokcie więc wiecie ciężko było mi się podpisać ;P. 
Taką ogromną paczuchę wygrałam u Agnieszki ( chyba nie pomyliłam imienia :P / jednak pomyliłam imię i już poprawiam ) z bloga simple pleasures za co jeszcze raz dziękuje! ;). Na razie używam tylko konturówki z P2 i żelu z Bath and Body Works ;). Muszę Wam wspomnieć, że paczucha pięknie pachniała i to za sprawą wosków YC jak i serduszek Balea i soli do kąpieli ;). No i Haribo *.* ...

Nie ma tutaj prezentów gwiazdkowych od mojej rodziny bo zwyczajnie ich nie było ;) Od 2 lat robimy tylko prezenty maluchom ( jestem wyjątkiem bo zrobiłam siostrze, mamie i bratowej :D) a od mojego Karola dostałam kasiorę ( moje życzenie), którą odkładam na perfumy także rozumiecie ;).

Jak Wam wspominałam mój aparat cyfrowy przestał czytać kartę pamięci ;x a nie mam do niego kabla buu więc praktycznie zostałam bez 'narzędzia pracy'. Jednak ku mojej uciesze sąsiadka sprzedawała swój aparat - żaden full wypas ale mi wystarczy i takim oto sposobem za zawrotną sumę 100 zł trafił do mnie niżej widoczny gagatek ;)



Wygrałam jeszcze dwa kreatywne konkursy ( uwielbiam takie) ale nagrody zobaczycie już w styczniu :-)

A jak tam Wasze nowości?;)

17:25

Federico Mahora aloe vera, maska peel off

Federico Mahora aloe vera, maska peel off
Od wieków wiadomo, że aloes ma najbardziej pożądane właściwości: potrafi ukoić i odpowiednio nawilżyć naszą skórę. Sięgamy po niego gdy czujemy, że inne środki zawodzą. On zawsze nie zależnie od naszej cery sprawdza się w 100%. To jeden z tych składników, którego mogą używać osoby ze skórą wrażliwą jak i te ze skórą tłustą czy mieszaną. Obecnie na rynku mamy ogromny wybór kosmetyków zawierających w swoim składzie aloes.
 Sok z aloesu pomaga ukoić nasza podrażnioną skórę np. po poparzeniu słonecznym ale jak to jest gdy aloes jest składnikiem kosmetyku? [Znam właściwości samego aloesu bo taki stosuję, świeżo wyciśnięty sok ( o ile mogę tak ten proces nazwać)]. Tego nie wiedziałam aż do teraz.
 Aż do czasu gdy w paczce od Subi znalazłam maskę typu peel of, z którą wiązałam bardzo ale to bardzo duże nadzieje. Akurat moja oczyszczająca maska z Avonu się skończyła więc chętnie znalazłam jej zamiennika,


Maska peel off wchodzi w skład serii dostępnej na FM Group. Cała seria liczy 5  kosmetyków: żel-krem do twarzy, emulsję do higieny intymnej, tonik do twarzy oraz piankę do mycia twarzy .
FM Group znam tylko z ich zapachów i kilku pielęgnacyjnych kosmetyków, moja sąsiadka jest konsultantką tej firmy i pamiętam jak zachwalała całą serię. U niej cieszyła się sporą popularnością - miałam nadzieję, że i ja się na ich kosmetyku nie zawiodę.


Czytając tą informację zwróciłam uwagę na słowo 'lukrecja' - czy tylko mi się to kojarzy z amerykańskimi filmami i czymś gorzkawy, okropnym? Ale zaufałam intuicji i producentowi i się nie zawiodłam.
Sama maska jest bardzo delikatna jednak skutecznie usuwa martwy naskórek i całkiem dobrze oczyszcza. Po jej ściągnięciu skóra jest jaśniejsza, lekko nawilżona. Nie wiem jak to jest tylko z tym zwężaniem porów i regulowaniem wydzielania sebum - u mnie ten problem rozwiązał się za sprawą serum od Dermedic o którym była mowa ----> tutaj. W dość małym stopniu maska radzi sobie z wągrami - zauważyłam, że ładnie wyciąga jej ku górze więc bez problemu poradzimy sobie  z ich usunięciem.. To co mnie w niej zaskoczyło to efekt świeżości, e po jej nałożeniu dostarcza ona naszej buzi uczucie chłodu, co koi lekkie podrażnienie.

Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol Denat, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Jasminum Offcinale Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Enantia Chlorantha Bark Extract. Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Butylyne Glycol, Sodium  Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxide, Oleanoli Acid, Cl 42090, Cl 19140



Większość osób na pewno przerazi ten alkohol w składzie i to już na samym początku. Powiem Wam tak: po części i ja się go bałam jednak maska w żaden sposób mnie nie uczuliła, podrażniła czy spowodowała jakieś przesuszenie na twarzy. Jednak za radą producenta stosuję ją tylko dwa razy w tygodniu - i nie korci mnie by spróbować z nią częściej ;)

Prostota opakowania bardzo mnie urzekła. Biel, zieleń, motyw aloesu czego chcieć więcej? Nie ma żadnych bogatych zdobień, żadnych udziwnień - można pomyśleć, że to design produktu aptecznego.

Nasza maska zamknięta jest w plastikowej, miękkiej tubce zamykanej na klik. Całość otrzymujemy zapakowaną w kartoniku - kartonik, który wielkością dorównuje kobiecej dłoni.
Nie mamy problemu z wydobyciem produktu, a estetyczna całość cieszy tylko nasze oko.
Gdy wyciągamy opakowanie z kartonika na tubce naszej maski mamy zabezpieczający zielony pasek, pasek z napisem 'safety lock' , który przerywa się dopiero gdy nasze dłonie otwierają wieczko.


Maska ma zielony kolor jak i żelową konsystencję. Aplikuje się ją łatwo chociaż mam jedno ale: a  mianowicie niezależnie od ilości jaką nałożycie podczas zaschnięcia maska tworzy cienki płat - tak cienki, że czasami nie ma za co chwycić by ją oderwać. To jest strasznie uciążliwe!
Zasycha po jakiś dziecięciu minutach od nałożenia - producent pisze ze trzymać ją do 20 minut jednak ja ją ściągam gdy czuję, że z większość miejsc już 'odchodzi' i czuć to lekkie 'napięcie'.

To co może odstraszyć to jej zapach: na początku był dość świeży i taki wydobywa się z tubki jednak gdy nałożymy na twarz czuć sam alkohol.



Maska jest fajnym rozwiązaniem ale nakładana punktowo wtedy bez problemu ją ściągniemy z wybranych miejsc na buzi. Jednak gdy nałożymy na całą buzię to może być jeden wielki  problem - pamiętam, że pierwszy raz ją nałożyłam na buzię to z jej ściągnięciem męczyłam się pół godziny! Nawet mi się płakać chciało. Płat jest tak cienki, że trudno jest o jakieś dobre jego złapanie, a jak już złapiecie to strasznie się rwie - mogłabym porównać ją do zrywania skóry z opalonych pleców.


Tubka zawiera w sobie 50 ml, nie jest to jakaś ogromna pojemność i jeśli zdecydujecie się ją nakładać na całą buzię to wystarczy może na jakieś 6 - 7 użyć. Natomiast jeśli punktowo to wtedy o wiele dłużej może nam towarzyszyć.

Powiem tak, miejscowo jest ok, na całość już nie, zapach alkoholu w połączeniu z dobrymi efektami nawet nie wydaje się taki straszny.

Maskę Aloe Vera jak i pozostałe kosmetyki tej serii znajdziecie na FM Group. Cena za 50 ml to około 23 zł.

16:30

Wesołych Świąt ♥

Wesołych Świąt ♥
Kochane moje! ♥

Lada chwila każda z nas zasiądzie przy wigilijnym stole w gronie najbliższych. W końcu święta to najpiękniejszy i najradośniejszy czas. Z tej okazji chciałabym Wam życzyć aby każde Wasze marzenie - nawet te krzywe zawsze się spełniło! Aby każdy nowy dzień zwiastował szczęśliwe chwile. Moc miłości, życzliwości i fantastycznej przygody - wszak rozrywki też potrzebujemy ;).
Siła tkwi w rodzinie - oby każda z Was czerpała z niej jak najwięcej.
Ze swojej strony chciałabym podziękować każdej z Was za to, że tu jesteście. Za Wasze wsparcie,  za rady - za bycie ♥
Dziękuję ♥

Wesołych, szczęśliwych i najpiękniejszy świąt! 
I niech ten Nowy Rok sprawi, że dosięgnięcie gwiazd ♥



18:33

Bath and Body Works London Tulips & Raspberry tea

Bath and Body Works London Tulips & Raspberry tea
'Kilka minut do 16 - tej a tu już ciemno, ani żywej duszy w pobliżu!No i gdzie są Ci delikwenci, którzy tak uwielbiają barwy jesieni? Pff, ciągle mi wmawiają, że jest pięknie, kolorowo a spacer w jesiennej aurze dobrze mi zrobi! Serio? Póki co idąc tym chodnikiem widzę kupki zgniłych, brązowych liści ( a fuuuuj!) i wszędobylskie błoto - nie wspomnę już o tym że jest mi piekielnie zimno!Czy znowu nie może być lato? No dobra, może być wiosna zadowolę się nią ale proszę weźcie tą jesień spakujcie i zabierzcie na jakieś Karaiby czy Borneo - jak zazna trochę ciepła to może będzie bardziej 'przyjazna'?
Ale ciii - słyszcie to? Widzicie?
Widzę moje okna, widzę światło w kuchni. Słyszę jak moje łóżko woła' no chodź tu, chodź puszek już czeka', zaraz się zwinę, wezmę ze sobą kubek ciepłej dobrej herbaty, dobrą książkę i będę przeklinać cały świat, całą tą jesienną aurę! Chętnie bym wróciła do kilku tygodni wstecz gdzie jedynym moim zmartwieniem było: zjeść te maliny. pójść na lody czy jakie kwiaty wstawić do wazonu?A może nie muszę rozpamiętywać tego?
Biegiem wleciałam do domu, w locie ściągałam ubłocone kalosze, machnęłam ręką w stronę mamy i pognałam do swego pokoju...


Jeeeeeeeest! Jak to było" 'użyj w chwilach wielkiego kryzysu, autodestrukcji, dla lepszego samopoczucia, ewentualnie jak chcesz pomyśleć ciepło o mnie, A." Pff też mi coś!
Przecież to tylko mgiełka więc  co ona może? Chyba całkowicie jej padło na tę śliczną główkę!
No ale sprawdźmy - pewnie dostanę ochrzan od mamy 'znowu wypsikałaś się na noc'!
Ale co mi tam - spróbuję! Nim zdążyłam się psiknąć do pokoju wpadła mama: z typowym jej gadaniem ' zostawiłaś kalosze w przedpokoju, trzeba wyprowadzić psa, obiad zjesz?' Myślę sobie, ech mamo nie teraz ale potulnie kiwam głową, że zaraz to zrobię - WSZYSTKO tylko niech da mi 10 minut sam na sam z mgiełką. Dziwnie na mnie patrzy ale wyszła, zostawiając u mnie psa - no cóż jeśli zapach okaże się niewypałem to będę mieć towarzysza niedoli :D


Ale nic z tego. Rozpyliłam - żyjemy oboje. Chociaż mój psiak patrzy na mnie wzrokiem typu 'tu się puknij' - powinnam dodać, że patrzy na mnie tak od dłużej chwili, no dobra od momentu gdzie o mały włos za jednym razem nie wypsikałam całego zapachu! Ale Boziu jak to pachnie!
Pachnie jak moje najlepsze wakacje u dziadków, pachnie jak najlepsze spotkanie przyjaciół, pachnie najcieplejszymi wspomnieniami - ten zapach jest tak ciepły, otulający, że naprawdę w tym momencie mogłabym pokochać jesień!

London Tulips & Raspberry Tea– angielskie tulipany, soczyście malinowa herbata, białe drzewo sandałowe.

A. znowu miała rację! Nie dość, że podarowała mi coś tak ciepłego ( widać, że od serducha) to jeszcze jak to wygląda! Jak myślisz Dino, butelka będzie ładnie wyglądać na mojej półce? Och po co ja się Ciebie pytam, jesteś psem przecież!
Ok, jestem kobietą , jestem sroką i wszystko złoto co się świeci mnie kupuje ( nie marudzę ale diamenty też by się przydały ) no ale widzisz ten fiolet? To złoto? Toż to pasuje do siebie idealnie! Jest tajemnicze, bogate i piękne! A ta butla jest ogromna dobrze, że plastikowa nigdy jej nie zbiję! Chociaż raz ten atomizer mógłby się zaciąć a on ciągle psika i psika i psika!To on - nie JA! :D 
No dobra psino idziemy na spacer i potem pomyślimy. 



Uff, już prawie 20- sta powinnam napisać do A. i jej jakoś podziękować tylko co tu  napisać?A może by tak:
 'Hej A. dzięki za mgiełkę! Pachnie przepięknie! O mały włos na raz by zużyłam pół opakowania! Wiesz ten zapach jest ciepły, swojski - jak na herbata malinową, którą tutaj czuć. Czuję się jakbym siedziała w domu pod kocem. Tulipany są nieśmiałe jednak lekko otwierają swoje pączki ale jest coś jeszcze tutaj, nie wiem jak mam Ci to określić: czasem jest ostre i nadaje mgiełce rys, a czasem po prostu stępuje łagodnie by otoczyć mnie umm welurowym kocem. Nie wiem czemu ale nawet spacer w ciemnościach z Dino był przyjemniejszy! I wiesz co? Ten zapach jest nawet trwały ( jak na mgiełkę) - czuć go do 4 godzin! Wielkie dzięki A.!'.


Zamknęłam laptopa, zamknęłam oczy i po cichu do siebie się uśmiechnęłam. Coś jest ze mną nie tak skoro zwykła mgiełka wprawiła mnie w dobry nastrój, skoro pozwoliłam by otuliła mnie domowym ciepłem w tą jesienną aurę. Zresztą zawsze byłam szalona a tak mnie jakiś punkt zaczepienia w rzeczywistości - zapach ciepła domowego, grubych swetrów, zapach po prost iście jesienny!Jestem na TAK, a Ty? Masz już swoja mgiełkę?'


Bath and Body Works London Tulips & Raspberry Tea to mgiełka, która miała swoją premierę w 2014 r. ( jeśli się mylę to mnie poprawcie) . Wchodzi w skład linii Ogrody świata - kolekcja Signature.
Nie mam pojęcia czy dostaniecie ją stacjonarnie - wiem, że na jest na allegro a cena za 236 ml wynosi 59 lub  69 zł.

21:28

Allverne woda micelarna do oczyszczania i demakijażu twarzy, oczu i ust

Allverne woda micelarna do oczyszczania i demakijażu twarzy, oczu i ust
W sumie miało być denko ale mój aparat zwariował ;x od rana nie czyta karty pamięci, a kabla do niego nie mam ;x ja pier.... Chyba czytnik mi poszedł - nie wiem jak to będzie ze zdjęciami no ale przynajmniej publikuję zaległy post ;)

Nigdy nie sądziłam, że poszukiwanie dobrego środka do demakijażu może naprawdę spędzać sen z powiek! Na drogeryjnych półkach jest masa tego: od wyboru do koloru, od 5 zł do 35 zł (o.O). Na moje szczęście (póki co) nie muszę lawirować między półkami sklepowymi bo takich produktów mam aż po sufit, znaczy kiedyś miałam teraz już zużyłam wszelkie moje zapasy :)
W czeluściach mojego kartonu z zapasami odkryłam wodę micelarną marki Allverne - wodę którą wygrałam w jakimś konkursie. W końcu przyszedł czas na jej debiut!


Łagodna woda micelarna do oczyszczania każdego rodzaju skóry, a szczególnie  wrażliwej, naczynkowej. Opracowana na bazie delikatnych czynników myjących i roślinnych ekstraktów łagodzących doskonale usuwa makijaż, zanieczyszczenia bez powodowania podrażnień i wysuszania naskórka. Polecana także jako preparat do demakijażu delikatnej skóry oczu i ust. Może być stosowana przez osoby noszące soczewki kontaktowe- nie powoduje szczypania i łzawienia oczu. Ekstrakty roślinne nawilżają, koją i eliminują uczucie ściągnięcia skóry.
Zastępuje mleczko i tonik
Synergia działania, by oczyścić, nawilżyć i ukoić:
Micele, hialuronian sodu-naturalny składnik łez, d-panthenol, koktajl ekstraktów z arniki, kasztanowca, bluszczu, dziurawca, winorośli.
Natychmiastowy efekt: czysta, świeża, odprężona cera, przygotowana na dalsze zabiegi pielęgnacyjne.

Zanim zabrałam się za pisanie tego posta poszperałam w sieci na temat tej wody I wiecie co znalazłam? Same POZYTYWNE opinie i mnie to nie zdziwiło! O ile sceptycznie podchodzę do obietnic producenta to te tutaj pokrywają się w 100%!. Zero podrażnienia paczadełek, skóra jest dobrze oczyszczona z makijażu. Nie ma jakiegokolwiek ściągnięcia czy wysuszania. Jedynie mogę się przyczepić, że na mojej mieszance po jej użyciu czuję lepką warstwę.
Jeśli chodzi o zmywanie makijażu z oczu czyli tuszu to powiem Wam, że radzi sobie z nim całkiem łatwo( chociaż ja nie używam żadnych wodoodpornych tuszy). 
Skóra wrażliwa i naczynkowa, do której produkt jest polecany myślę, że powinny być zadowolone.


Składu Wam nie podam, gdyż mój aparat  nie chciał współpracować przy robieniu takowego zdjęcia a w internetach nie ma wymienionych wszystkich składników.

Jak widzicie woda należy to tych 'pieniących' się. Mi to nie przeszkadza ale znam osoby, którego tego nie lubią.
Sama produkt zamknięty jest w ogromnej, plastikowej butli przez, którą wszystko widzimy. Ok - wiemy ile nam zostało tej wody ale z drugiej strony ciężko mi się czytało te małe białe literki z tyłu ( zalety bycia okularnikiem :P). Butla zawiera w sobie 500 ml  - ja na nią mówię 'mały grubasek' niby taka wielka / szeroka ale nie odczuwam by w łazience zajmowała zbyt dużo miejsca ;).

Wadą dla mnie jest dozownik, czyli klikamy na górę, wyskakuje nam dziubek i wylewamy produkt na wacik, niby proste ale u mnie wygląda to tak: naciskamy, wylewam na wacik, wylewam za dużo, za dużo marnuje. Gdyby to była pojemność 200 ml to bym odczuła to 'marnotractwo' produktu ale przy takiej butli tego nie da się zauważyć. Ale przyznam rację, woda jest bardzo wydajna mimo tego ile wylewam niepotrzebnie - wystarczyła mi na jakieś 2,5 miesiąca.



Nie wiem czy tylko ja tak mam ale moim zdaniem wody micelarne czy mleczka nie powinny pachnieć ( ale z drugiej strony, która kobieta kupi produkt, który nie pachnie?). Ok jeśli mamy delikatny zapach to jakoś przymykam na to oko, ale w tym przypadku i w moim odczuciu zapach tej wody jest mocno perfumowany - kwiatowy. Naprawdę mam myśli, że mamy styczność  z perfumami. Sam zapach jest ładny, znika szybko ale po dłuższym / częstszym stosowaniu stał się dla mnie irytujący.

Sama w sobie woda spisuje się w swoim działaniu, gdyby tylko pomyślano o mniejszej pojemności, innym dozowniku i bardziej subtelnym aromacie to z całą pewnością bym się przekonała, do używania wód/ płynów a tak zostaję wierna swoim mleczkom.

A czy wspominałam Wam, że produkt ten zdobył Złotą Perłę Rynku Kosmetycznego 2015?

Cena za 500 ml to wynosi coś około 20 zł ( mało!), u nas kosztuje dokładnie 16.20 zł. Dostępna online lub w małych drogeriach.

19:28

Farmona, Tutti Frutti mus do ciała - brzoskwinia & mango

Farmona, Tutti Frutti mus do ciała - brzoskwinia & mango
Próbuję sięgnąć pamięcią i przypomnieć sobie czy miałam kiedyś styczność z musem do ciała - balsam był, masło było ale mus? Niby ok nie ma większej różnicy w działaniu ( tak mi się wydaje) zmienia się tylko przecież nazewnictwo. Jako, że ja stałam się 'balsamową' dziewczyną i dzień w dzień muszę mieć jakieś mazidło pod ręką to z chęcią będąc w Biedronce skusiłam się na mus Farmony - nie tylko ze względu na kusząco atrakcyjną cenę (około 10 zł) ale też to, że w nazwie jest MANGO - a obok tego to ja już obojętna nie mogłam być! ;) Bo wiecie słowo MANGO działa na mnie tak samo jak 'stopy króla Juliana na Morta' . Zresztą mogłabym mieć same kosmetyki z mango, no dobra większość :-P.
Inną rzeczą jest to, że ciekawiła mnie ta forma - mus  z góry jest skazany na sukces, nie ważne w jakiej formie jest podany :)


Z tego co zauważyłam u blogowych koleżanek to właśnie ta wersja cieszy się największą popularnością i już na wstępie Wam powiem - nie dziwię się, jednak dla mnie najważniejsza rzecz w tym musie jest też (ogromną) wadą! A jaka to zaleta / wada dowiecie się niżej! Taaaaak, marudzę ;)


Po części obietnice są spełnione - w końcu nikt nam nie obiecuje cudów na kiju tylko to co każda marka balsamu/ masła do ciała. Oczywiście skóra jest nawilżona - nie specjalnie jakoś 'głęboko' jednak wystarczająco by czuć się komfortowo; odżywiona i ujędrniona - tu podchodzę do tego z rezerwą bo każdy takiego typu produkt w jakimś stopniu wpływa na naszą skórę i w tym przypadku nie zauważyłam by mus jakoś 'wybitnie' się odznaczył w tej kategorii - ogólnie skóra jest gładka, miękka, nawilżona bez fajerwerków. Czy można chcieć czegoś więcej?

Aqua (water), Ethylhexyl stearate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Propylene glycol, Glyceryl stearate citrate, Paraffinum liquidum (mineral oil), Cetearyl alcohol, Glyceryl stearate, Butyrospermum parkii (shea) butter, Helianthus annuus (sunflower) seed oil, Parfum (fragrance), Panthenol, Morinda citrifolia (noni) fruit extract, Zingiber officinalis (ginger) root extract, Allantoin, Acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, Xanthan gum, Disodium edta, Sodium hydroxide, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Bha, CI 19140, CI 16255

Wiecie, że na składach to ja się znam słabo ( na dobra mam wiedzę na swój użytek ale nie na tyle by robić jakieś wywody :P) ale z tego co ja widzę to też nasze 'cudowne właściwości' giną gdzieś pośrodku - niby źle nie jest ale może być lepiej ;). Najważniejsze jest chyba to, że żaden ze składników musu nie uczulił mnie, nie podrażnił czy w jakiś magiczny sposób spowodował u mnie inne niepożądane objawy.


Sam mus mamy zapakowany w plastikowy, lekki pojemniczek. Ja mam taką manię, że jak jestem w sklepie i widzę balsam w tubce to muszę go poniuchać ( wiem,  zło, jaki ja przykład daję :-D) na szczęście tego typu pojemniczki w większości są zabezpieczone sreberkiem i tak jest w tym przypadku. Na szczęście pojemnik musu jest o połowę niższy niż ten przy peelingu z serii Tutti Frutti :D. Szaty nie będę opisywać - widać, że jest soczyście i owocowo i tak też jest w środku i tam też jest zaleto - wada ( jest w ogóle takie słowo o.O?)




Mus ma dość gęstą, puszystą konsystencję ( po otwarciu wyglądał jak naprawdę gęsty jogurt!) - nie ucieka między palcami. Łatwo rozprowadza się ją na ciele - nie zostawia tłustego filmu, wnika w jej głąb bardzo szybko więc spokojnie można założyć ciuszki ;)

Lubicie kolory prawda? W sensie jak coś wygląda ładnie nawet jak to tylko kosmetyk pielęgnacyjny ;)
Ja też, więc moje serducho na widok lekkiego brzoskwiniowego odcienia zrobiło rewolucje - bądź co bądź 'białe mazidła' też się nudzą :P (czasami)
.
Po zerwaniu sreberka pierwszą rzeczą która nas uderza jest ZAPACH! Niezwykle smakowity i owocowy. Nie wiem jak się procentowo rozkład zapach na brzoskwinię i mango ale ja w większości czuję tu ten drugi owoc! Zdaje sobie sprawę, że większość z Was / nas pokocha ten mus za ten boski zapach ( prawda dodaje radości i czujemy się jak 'w niebie') i to największa jego zaleta... Ale ale mówiłam, że jego zaleta też jest wadą? A więc zapach jest intensywny i to bardzo. Nie mówię tu o tym, że czuć go kilka godzin po aplikacji ale czuć też na drugi dzień, przechodzi na ubrania, pościel, koc i wszystko inne. I w tym przypadku ja jestem tym zapachem zmęczona! 
Sorry, lubię ładne zapachy no ale ten trwa zdecydowanie za długo!

Zapomniałam powiedzieć, że jest bardzo wydajny! Już niewielka ilość wystarcza by pokryć daną partię ciała ;) Ja dziś właśnie go zdenkowałam więc służył mi przez ostatnie 2,5 miesiąca.

Chyba powiedziałam, Wam na jego temat wszystko ;).
Z całą pewnością mus do ciało brzoskwinia & mango jest ok ale ja byt polecała go na sezon wiosna / lato ;). Zapach jest genialny ale też po dłuższym czasie męczący ( bynajmniej dla mnie).

Mus możecie kupić w sklepie Farmony -----> tu  w cenie 13 zł za 275 ml

O musie mozecie poczytać też u Marthy ---> klik

13:17

Guerlain maxi shine gloss D'enfer cherry swing 467

Guerlain maxi shine gloss D'enfer cherry swing 467
Nie jestem wybredna w kosmetycznej kolorówce. Moje serce nie robi fikołków na widok kolorówki Diora, Chanel - owszem jest piękna, wzbudza pożądanie ale nie czuję tego 'czegoś'. Mogę ją podziwiać ale jeśli miałabym ją kupić pomyślałabym 100 razy. Może odbiegam od normy ( bo wiem, że z czasem i od nich coś się pojawi w mojej kosmetyczce), może lubię być po prostu inna a może po prostu dlatego, że mam już dwie marki dla których moje serce bije szybciej? Część z Was już wie, że z kretesem przepadłam w kolorówce Smashboxa i Gurlain'a <3. Mimo, że moja kosmetyczka jest uboga w te produkty ( wszak mam po dwa z każdej marki jak na moją kieszeń) to z determinacją odkładam pieniążki by kupić coś właśnie od nich. I gdy myślałam nad prezentem dla mojej 'starszej blogowej siostry' wiedziałam żeby i sobie podarować takową przyjemność - wybór padł na przepiękny błyszczyk Guerlain *.*


Guerlain przedstawia cudowny błyszczyk Gloss D'enfer - idealny partner dla uwodzicielskiego uśmiechu! Intensywny kolor i błyszczące usta plus niezwykła lekkość paleta 20 odcieni. Każdy odcień został idealnie wyważony przez Oliviera Echaudemaisona. Znajdziecie tu rozmaite stopnie pokrycia i intensywności pigmentu, z mieniącymi się drobinkami lub bez. Dwa "pewniaki" to 468 - iskrzący róż wybrany specjalnie dla Natalii, oraz 463 - wyrafinowany palisander zadedykowany zapachowi La Petite Robe Noire.
Wyjątkowa i zmysłowa formuła
Gładka i nieklejąca się konsystencja pokrywa usta niewyczuwalną warstwą. Skomponowana z olejków, tworzy barierę, która zapobiega utracie wody, podtrzymując wysoki poziom nawilżenia i sprawiając, że usta są niezwykle miękkie. A także świetliste, mieniące się, kształtne i pełne! Gwarancja bezbłędnej aplikacji
Ergonomiczny kształt aplikatora pozwala instynktownie obrysować i zdefiniować kształt ust. Minizbiorniczek pozwala nałożyć idealną ilość. Kompaktowy rozmiar i kształt opakowania został zainspirowany etui maskary Cils d'Enfer. 
Błyszczyk rozpieszcza lekkim zapachem wanilii połączonej z akordami cytryny, pomarańczy i nutami bergamotki. Nutami serca jest zmysłowa róża i słodki irys




Wybierając kolor dla siebie wahałam się między dzisiejszym bohaterem a kolorem Bubble Gum 465. Cóż zamówiłam oba i w momencie kiedy kurier dostarczył mi paczkę, kiedy wyciągłam oba kolory wiedziałam, że Cherry Swing zostanie u mnie a Bubble (oczywiście nietknięty!) powędrował do Aguś <3 I to był strzał w dziesiątkę!
Wiem, wiele z Was powie, że za cenę tego cudaka można dostać 6 -7 błyszczyków ze średniej półki, więc w takim razie za co my tu płacimy?
Po pierwsze: Gloss D'efner nadaje ustom delikatny błysk, sprawia, że optycznie wargi wyglądają na pełniejsze, jest bardzo subtelny a przy tym elegancki - czasem to właśnie on robi całą robotę w makijażu; nie sposób zwrócić uwagi na tak ponętnie wyglądające usta!


Po drugie: ja jestem 'antydrobinkowa' nie znoszę wszystkiego co ma jakiekolwiek drobinki ale gdy zobaczyłam te miliony roziskrzonych 'kropeczek' przepadłam! I to nie jest tak jak w tych błyszczykach za 5 zł - tona niby drobinek, które po nałożeniu wyglądają jakbyś lizała brokat! Mamy błysk, nienachalny lecz wystarczający, z daleka go nie widać dopiero 'nos w nos można go przyuważyć.

Po trzecie: prosty design. Czerń i złoty napis, czy może być coś bardziej skromnego a zarazem luksusowego?
Po czwarte: aplikator. Miękka gąbeczka, która nigdy nie nabierze zbyt dużej ilości produktu. Dłuższa część aplikatora skierowana jest ku gorze. Nie wyjedziemy za linię, nie będzie żadnych rozmazanych planach - aplikacja idealna wręcz!



Po piąte: zapach. Ewidentnie jest wyczuwalny jednak ja nie czuję tutaj opisywanej róży jak sugeruję Douglas. Czuć coś słodkiego, coś kwiatowego, na pewno jest wanilia. Jednak w smaku jest już jak błyszczyk ;x
Po szóste: konsystencja,  to nie jest błyszczyk z serii ''klei usta''. Nie mamy tu takiego efektu. Konsystencją nie odbiega od wszelkiego typu takich produktów ale też nie jest zbyt lejąca.
Po siódme: walory, czy mówiłam Wam, że po użyciu błyszczyka jak i po jego zejściu usta są dobrze nawilżone. odżywione i miękkie? Nie, to teraz już wiecie ;)


Te 8 cech powinno już spowodować u Was manię przeglądania kolorów i opinii na jego temat, więc czego brakuje? A tak trwałość - spotkałam wiele opinii, ze jest on nie trwały - sorry ale to błyszczyk nie pomadka więc wiadomo, że utrzymuje się krócej, zjada się  czasem z pokarmami itp. Jeśli nie pijecie i nie jecie błyszczyk utrzyma się dłużej niż 3 godziny. Chociaż nawet jak pijecie zostaje on w stanie nienaruszonym! Z jedzeniem oczywiście zjada się pozostawiając na ustach drobinki.

A poniżej zdjęcia w różnych światłach ;)



Och włosy ^.^ ;D



Guerlain Maxi Shine Gloss D'efner był po prostu zakupem pod wpływem impulsu.
 Czy żałuję?
 Nie, wiedziałam, że to błyszczyk, wiedziałam, że nie będzie tak trwały jak pomadka ale i tak skradł moje serce *.*.

Swoją drogą na stronie Douglasa mają błąd: w opisie pisze '20 odcieni ..' zaś w ofercie już 22 o.O ( taka tam dygresja :P). I dlaczego oni podają tylko pół nazwy ( sorry sprawdziłam każdy portal, D. idzie na skróty :P)

Wszystkie kolory dostaniecie w Douglasie. 7.5 ml kosztuje 135 zł.

Pssss Iwonka pokazała kiedyś kolor o pięknej nazwie GOLD ----> klik

08:32

W krzywym zwierciadle: o kobietach słów kilka

W krzywym zwierciadle: o kobietach słów kilka
Kobieta - płeć piękna, płeć słabsza, ale czy naprawdę?
W ciągu minionych lat/ dekad nasza pozycja, nasze miejsce w świecie uległo znacznemu umocnieniu jednak nadal większość myśli, że 'gdy jest się kobietą to ma się mniejsze możliwości'. Takie manifesty pod naszym adresem mogą gadać tylko faceci - przecież każdy z nich wygląda jak grecki Bóg, jest ucieleśnieniem rycerza w srebrnej zbroi i tylko czeka aby uratować szanowną damę w opresji. Szkoda tylko, że większość męskich Bogów nie umie wrzucić skarpetek do pralki! No ale my nie o tym - dziś będzie o nas, o kobietach - trochę inaczej niż zazwyczaj się o nas mówi.


Po pierwsze : my kobiety nigdy nie wiemy czego chcemy ... dopóki nie zobaczymy tego u innej babki.

Jesteśmy jak sroki - czyli 'co się zobaczyło to się już nie odzobaczy' i tutaj mamy nasze misterne sztuczki by to osiągnąć. Wystarczy nasz jeden zalotny uśmiech, trzepotanie rzęsami czy ciut głębszy dekolt a nasz partner jest już ugotowany i bach! Cel osiągnięty! Mamy to :D Więkoszość z nas się do tego nie przyzna i powiem' ja? gdzie ja tak robię? chyba chora jesteś!' no ale przyznaj się - próbowałaś chociaż raz tak zrobić i wiesz jak to działa. Wiesz co możesz osiągnąć takim sztuczkami i nie wiedząc czemu pociąga nas wszystko o czego akurat my nie mamy w tej chwili a ona/oni to mają, no dobra akurat pokazali to w reklamie i to jest KONIECZNE dla naszej dalszej egzystencji :)

Po drugie: cierpimy dla urody, 'w imię wyższych celów'

Niby każda z  nas zdaje sobie sprawę jak bardzo szkodliwe dla naszych pięknych stópek jest noszenie szpilek ale co z tego sobie robimy? Obcas 11 cm, inny 17 cm, a co mi tam, nogi mnie bolą, zaraz odpadną, stopy pieką ale za cholerę ich nie ściągnę! Nie po to tyle czasu w nich chodzę żeby teraz latać na bosaka ( chociaż ta perspektywa jest bardzo kusząca). Niech ta zołza widzi, ze mam lepsze nogi,szczuplejesz łydki ! Wszak kobieta w szpilkach dla facetów jest niczym bogini - . możesz mieć 5 cm obcas a oni i tak będą się ślinić na jego widok. Poza tym szpilki to broń idealna - nigdy nie wiesz czy przypadkiem nie będziesz musiał komuś przyłożyć ( a bo to mało torebkowych złodzei krąży?)



Po trzecie: nie ważne jaki, ważne że jest i głupiejemy dla niego. PIERŚCIONEK!

Przychodzi taki moment w naszym cudownym życiu, że nasz rycerz klęka i prosi o rękę ( skoro rycerz to dać mu 'czarną polewkę' :P). Mnie to czeka w przyszłym roku, nawet w czwartek byliśmy oglądać pierścionki ...znowu. Moja wredna ruda natura już dawno powiedziała Karolowi, że usłyszy 'nie' ;P i póki co nie wyobrażam sobie jego klękania (hahhahahahhaha). Ale jestem kobietą - dostanę pierścionek i zgłupieje uff, w mózgu będzie spięcie zmieni się tryb na narzeczoną (o losie będę mogła więcej i więcej nawet nie wiesz co Cię czeka! :D) i gdzieś czekam na ten moment ( tylko cicho sza - przecież żadna z nas otwarcie na to nie czeka) a jak już nastąpi to umm wiecie jak to z nami jest ;)

Po czwarte: jesteśmy kolekcjonerami sztuki... tej makijażowej.

To nic, że mamy 10 kolorów jednej pomadki ( jak świat stary faceci nie odróżniają różowego od fuksji i dla nich zawsze jest jeden kolor), to nic, że półki się uginają ale ta 11 pomadka nam nie zaszkodzi? Tak samo cien, tusz, lakier. KOLEKCJONUJEMY! I nie ważne że większość leży i się kurzy to nasze 'babies' i czasem naprawdę poświęcamy im najwięcej uwagi. A skoro nasza kolekcja sie powiększa to zaczynamy marzyć o toaletce, pięknej z lustrem no i wtedy wracamy do pkt 1 stosujemy sztuczki :D


Po piąte: otwarcie się do tego nie przyznamy ale czekamy na... rycerza w lśniącej zbroi na białym ogierze.

Potrafimy czepiać się szczegółów bo skrycie wierzymy, że w końcu nasz książe się pojawi no ale jak nie to co zrobić? Skusimy się wtedy nawet na pospolitego dresa na ośle byleby już więcej nie być samą - przecież zawsze możemy go zmienić :D. Bo przecież żadna z nas nie chce być 'starą panną' chociaż uparcie będziemy mówić 'jestem singielką z wyboru' ;)
 
Po szóste: jesteśmy 'wielozadaniowe':

tam poprasuje księcia koszule, ugotuj obiadek, przewiń niemowlę i jeszcze skończ swoje obowiązki z pracy. Normalnie my to jakieś super ekstra stron jesteśmy bo w idealnych proporcjach potrafimy wszystko połączyć dom, rodzinę, robienie kariery i my to niby jesteśmy słaba płeć? To przecież faceci mając przeziębienie to tak jakby już umierali ...;). Nie od dziś wiadomo, ze kobiety to najbardziej zorganizowane stworzenia na świecie.

Wniosek jest jeden: gdyby nie my KOBIETY byłoby nudno, nie wiemy czego chcemy póki tego nie dostrzeżemy , jesteśmy piękne, mądre, skromne wręcz idealne - czego chcieć więcej? A to, ze czasem zgłupiejmy dla faceta to co? Raz można! :)

A może powinnam pomyśleć też o facetach? Nie są przecież tacy źli prawda? Może powinnam napisać tez o nich - jak myślicie?;)

21:33

Pierre Rene advanced lift - fluid liftingujący 01. Ivory

Pierre Rene advanced lift - fluid liftingujący 01. Ivory
Pierre Rene ... czy to nie brzmi pięknie, eksluzywnie? Słysząc nazwę tej marki spodziewam się, że kosmetyk który będzie w moim posiadaniu zaskoczy mnie nie tylko swoim działaniem ( bo czy można oczekiwać czegoś więcej od podkładu?) ale też pokaże mi, że słowo 'liftingujący' nie musi być złe, straszne a w zamian dostqnę piękną buźkę bez skazy ( a jak potrafi odmłodzić to po prostu cud i maliny).
Miałam już podkład matujący, rozświetlający ale liftingujący - nie. Ogólnie słowa 'lifting' i 'botoks' nie kojarzy mi się zbyt 'sympatycznie' - przed oczami stają mi igły i strzykawki czy inne horrorowe elementy z gabinetu kosmetycznego. W końcu mam dopiero ( albo aż) 24 lata więc póki co perspektywa takowego zabiegu jest bardzo odległa w czasie - wiadomo podkład to nie zabieg, nie oczekiwałam 'cudów na kiju'. I może to dobrze, że nie byłam pozytywnie nastawiona do tego produktu bo to co otrzymałam przerosło moje oczekiwania ...


'Po co Ci podkład którego nie widać?' - najczęściej takie słowa słyszę od osób z mojego otoczenia. Jako naturalny bladzioch zawsze wybieram najjaśniejszy kolor z danej serii, którego u mnie po prostu nie widać. Najlepiej jak by był jasny bez dużej ilość żółtych tonów, ładnie krył, nie dawał efektu maski i sprawiał, że moja cera wygląda nienagannie. Tylko tyle oczekuję albo 'aż tyle' a co nam obiecuje producent i co otrzymujemy:


Ja rozumiem chwyty marketingowe i te sprawy no ale żeby aż tak 'naciągać' ? 
Dla mnie po prostu to zwykły podkład który okazał się ( u mnie) BUBLEM ROKU!
Nie ma żadnego odmłodzenia, nie ma nic z tych rzeczy o których można przeczytać na naklejce, sorry mamy SPF 15 to taki mały plusik. Na tym powinnam skończyć tą bajkę ale może powinnam powiedzieć o jego minusach?


Zanim przejdę do minusów zacznę od opakowania, szklanej butelki z pompką, która jest naprawdę fajna. Butelka jest ciężka, czuć ją w rękach ( odwrotnie niż w przypadku Rimmel'a Wake Me Up) a pompka działa całkiem sprawnie. Na opakowaniu mamy wszystkie informacje - łącznie z długim składem. Całość opakowania jest bardzo na plus i na tym skończyły się jego zalety.

No chyba, że lekko perfumowany zapach można uznać także za plus?


Podkład Pierre Rene ma bardziej lejącą/ płynną konsystencję i zawiera w sobie masę żółtych tonów ( gdzie czasami mam wrażenie że wyglądam w nim jak 'żółtko'). W buteleczce na takowy nie wygląda ;x.
Przyznam się bez bicia, że to mój pierwszy podkład o takiej konsystencji i szczerze powiem Wam, że to jeden wielki koszmar! Najlepiej nakłada mi się go paluszkami ( wiem wiem, zło i niehigienicznie) no ale co ja na to poradzę? Nakładałam go pędzlem i zostawiał straszne smugi ( blee), próbowałam gąbeczką - niby ok ale mam wrażenie że wyglądam wtedy jakbym miała 'żółte placki' na twarzy.

Ten podkład nie współpracuje z żadnym kremem - pod każdym się roluje, zwija czy ściera. Po prostu jedna wielka tragedia ;x. Nie mam pojęcia jak ma się z bazami bo żadnej nie mam akurat :)


Krycie? 
Minimalne, bo nawet średnim tego nazwać nie można. Nie poradzi sobie z dużymi zaczerwieniami. Na dodatek podkład ściera się bardzo szybko - po 3 - 4 godzinach wręcz nie mam go na buzi. 

Cóż, na tym bym skończyła ale muszę Wam dodać, że podkład ma tendencję do podkreślania suchych skórek. Ale nieprzyjaciół żadnych nie zaobserwowałam.

Bardzo chciałam pokazać Wam jak prezentuje się na twarzy, jednak u mnie to jest tak, że nie widać różnicy przed i po jego nałożeniu. Tu jest odwrotnie bo moja buzia nabiera 'żółtawy odcień'. Czekałam na jakiś moment aż będzie 'źle' na twarzy by pokazać Wam krycie no i mam ( nie żebym miała dużo do zakrycia :P)
Seria MK spowodowała u mnie silne przesuszenie skóry więc mimo stosowania peelingów mam w niektórych miejscach suche skórki, które niestety ten podkład uwydatnił.



Mam nadzieję, że cokolwiek widać :-P 
Cóż niestety ten podkład składa się w większość z minusów.
 Wiem, że Skin Balance zbiera lepsze opinie i chyba mimo tego skuszę się i kupię następnym razem jego egzemplarz a Advanced Lift po prostu odradzam.

Miałyście może tą wersję? Jak się sprawdziła u Was?
Podkład dostaniecie w szafach Pierre Rene m.in w Drogerii Natura - na stronie producenta 30 ml kosztuje 28,49 zł. Dostępny w 5 odcieniach.
Copyright © 2016 Rupieciarnia drobiazgów , Blogger